sobota, 28 lutego 2015

Rozdział 24- Bo problemy dopiero mają nadejść

Hello there, the angel from my nightmare The shadow in the background of the morgue The unsuspecting victim of darkness in the valley And in the night we'll wish this never ends We'll wish this never ends 


(miss you, miss you) (miss you, miss you) 


Where are you and I'm so sorry I cannot sleep I cannot dream tonight I need somebody an always This sick strange darkness Comes creeping on so haunting every time Will you come home and stop this pain tonight Stop this pain tonight 


Don't waste your time on me you're already The voice inside my head (miss you miss you) Don't waste your time on me you're already The voice inside my head (miss you miss you)


Nagle poczułam jak ktoś zderza się ze mną ramionami. Zachwiałam się, jednak ta osoba nie pozwoliła mi upaść łapiąc mnie w pasie. Podniosłam wzrok i oniemiałam.

-Kelsey, to ty?

Kelsey POV:

Stałam oniemiała wpatrując się w tak dobrze mi znaną sylwetkę chłopaka. Zmienił się, owszem, jednak w jego oczach mogłam dostrzec ten sam błysk, który jeszcze jakiś czas temu był moją codziennością.

Staliśmy na środku chodnika wpatrując się w siebie w milczeniu.

-Boże, Kels! To naprawdę ty?- zapytał ponownie wpatrując się we mnie, jakby wciąż nie dowierzał, że mnie widzi.
-Mm... Michael?- wyjąkałam niepewnie.-Co ty tu robisz?- odsunęłam się kawałek od chłopaka w oczekiwaniu na odpowiedź.
-Wiesz przeprowadziłem się tutaj, będę studiował w Stradford.- wyjaśnił lustrując mnie wzrokiem.-Ale co ty tutaj robisz? Myślałem, że już nigdy więcej się nie zobaczymy, a tu taka niespodzianka.- naprawdę się cieszył. Po wszystkim co się stało on nadal cieszył się moim widokiem, mimo wszystkich problemów, które mu sprawiłam, mimo mojej ucieczki.
-Ja... też tu mieszkam, od niedawna, razem z Ashtonem.
-Może usiądziemy gdzieś, porozmawiamy...- zaproponował.
-Michael, nie udawaj, jakby nic się nie stało.- wyszeptałam ze ściśniętym gardłem. Spojrzałam na twarz chłopaka. Te same oczy, pełne usta, wyraźnie zarysowane kości policzkowe, jednak był poważniejszy, brak dziecięcych rysów nie ubłagalnie przypominał mi, że to już nie MÓJ Michael.- Przepraszam, ale nie wydaje mi się to dobrym pomysłem.- wyjaśniłam mrugając energicznie powiekami, aby się nie rozpłakać.
-Kels, wiem, że dużo się zmieniło, ale przecież ja nie proszę cię o wiele. Tylko jedno spotkanie, powinniśmy o tym porozmawiać.- spojrzał na mnie prosząco. W jego oczach widziałam cały ból, jaki mu zadałam.
Na chwilę powróciłam do naszych ulubionych miejsc. Od czasu wyprowadzki często go wspominałam. Pamiętam, że nie było dnia, żebym o nim nie myślała, każdy szczegół mi go przypominał. Nieraz zastanawiałam się gdzie jest, co robi i czy jest szczęśliwy... Prawda jest taka, że potrzebowałam mojego przyjaciela, ale przed oczami miałam obraz, kiedy zostawiałam go samego przed naszą ulubioną kawiarnią. Myślałam, że wtedy widzę go po raz ostatni.

-Dobrze, ale nie teraz, śpieszę się.- westchnęłam wiedząc, że najprawdopodobniej będę tego żałować.
-Dziękuję, mała. Podasz mi swój numer?- zapytał podając mi telefon. Skąd właściwie wie, że mam nowy?- Wiele razy do ciebie dzwoniłem.- zaczął widząc moje zmieszanie.- Nie wiem właściwie dlaczego, może liczyłem, że w końcu odbierzesz? Może chciałem jedynie usłyszeć twój głos.
-Mike, ja...
-Spokojnie, rozumiem.- odparł smutno.- Zadzwonię do ciebie jutro, dobrze?- zapał jaki w nim drzemał sprawiał, że czułam się jak święty Mikołaj dający trzylatkowi jego wymarzony prezent.
-Dobrze, ale teraz naprawdę muszę iść.- powiedziałam nerwowo dostrzegając samochód Jasona.- Do zobaczenia.
-Do zobaczenia Kels.- powiedział, wsiadając do auta wciąż widziała jak stoi na chodniku i odprowadza mnie wzrokiem.

   ***

Jason zatrzymał się na podjeździe, jednak nie wysiadł z auta. Kiedy tylko go zobaczyłam wiedziałam, że coś jest nie tak, coś go trapiło, jednak nie chciałam zadawać zbędnych pytań. Wierzyłam, że jeżeli będzie chciał to sam mi powie. Owszem, miałam zamiar powiedzieć mu o Michaelu, ale widząc jego stan postanowiłam to przełożyć, nie potrzebuje kolejnych dramatów.

-Posłuchaj skarbie. Ten koleś od bomb... Mówiłem ci o nim..- przemówił po kilku minutach krępującej ciszy, jaka między nami zapanowała. Pokiwałam głową nie chcąc mu przerywać.- James Hastings.- dodał z obrzydzeniem.- Po prostu chce być pewien, że jeżeli tylko coś zrobi, powie, czy chociażby uśmiechnie się do ciebie... Masz mi o tym od razu powiedzieć, ok?- zapytał całkiem poważnie.- Obiecasz mi to?
-Tak, Jason, ale powiedz mi do czego on jest wam potrzebny?
-Nie zawracaj tym sobie głowy.- odpowiedział zjeżdżając dłonią wzdłuż mojej talii.
-W ten sposób nie odwrócisz mojej uwagi od tej sytuacji.- powiedziałam łapiąc chłopaka za rękę.
-Co wcale nie znaczy, że nie mogę próbować.- powiedział puszczając do mnie oczko, następnie wysiadł z samochodu i otworzył mi drzwi. Wywróciłam oczami i wysiadłam zamykając za sobą auto. Jason splótł nasze palce razem i pociągnął mnie w stronę swojej willi.
Może to dziwne, ale jego dotyk wciąż wprawia moje ciało w osłupienie, zaczynam wariować i ledwo powstrzymuje się od rzucenia się na niego.

-Rumienisz się.- stwierdził przyglądając mi się z dużym uśmiechem.- Jestem ciekaw co wywołuje taką reakcję.- wyszeptał mi na ucho przygryzając przy tym jego płatek. Zanim się zorientowałam chłopak przycisnął mnie do ściany budynku i zaatakował moją szyję pocałunkami. Wplotłam palce w jego włosy pociągając delikatnie za ich końcówki, w zamian za co dostałam stłumiony jęk Jasa. Jego dłonie wślizgnęły się pod mój top, a jego usta odnalazły moje, chłopak klepnął mnie delikatnie w uda dając znak, abym podskoczyła- co oczywiście zrobiłam- oplatając nogi wokół jego bioder. Moje dłonie powędrowały do klamerki paska, mogłam dokładnie poczuć jego wyrzeźbiony brzuch, co doprowadzało mnie do wariacji. Musieliśmy być głośno, gdyż już po chwili usłyszeliśmy kroki dochodzące z domu, Szybko oderwałam się od mojego chłopaka naciągając pośpiesznie ciuchy i uporczywie poprawiając fryzurę, on natomiast jedynie przyglądał mi się z uśmiechem.

-I co się tak patrzysz?- zapytałam zirytowana.
-Uwielbiam kiedy jesteś speszona.- przysięgam kiedyś go skrzywdzę! Już miałam coś odpowiedzieć, kiedy drzwi się otworzyły a w nich stanął uśmiechnięty Will.
-A wy na co czekacie?- zapytał lustrując nas wzrokiem.- W nocy się zabawicie, teraz mamy sprawę do omówienia.
-Will!- zawołałam coraz bardziej się rumieniąc. Chłopak natomiast jedynie powiększył swój uśmiech.
-Chodź księżniczko.- powiedział Jason ciągnąc mnie w stronę salonu.
Kiedy tylko weszłam do pomieszczenia w oczy rzucili mi się przyjaciele, ale oprócz nich naprzeciwko pustego krzesła siedział nieznany mi dotąd mężczyzna. Domyśliłam się, że to ten cały Hastings. Miał brązowe włosy i ciemną karnację, może około 19-20 lat,  mimo iż siedział mogłam powiedzieć, że był wysoki, przyznam, że nie budził on zaufania.

-Witam Jason.- powiedział wstając, gdy już weszliśmy do salonu.- Co słychać, stary?- zapytał, gdybym nie widziała wyrazu jego twarz, stwierdziłabym, że to zwyczajny, miły człowiek witający się z przyjacielem, ale wystarczyło na niego spojrzeć, aby zauważyć odrazę. Zresztą mój chłopak nie pozostawał mu dłużny.
-Hastings, powiedziałbym, że miło cię widzieć, ale to kłamstwo nie przejdzie mi przez gardło.- splunął z obrzydzeniem Jason. Kątem oka zauważyłam, że reszta chłopaków jedynie przypatruje się całej sytuacji ze... strachem?
-Miły, jak zawsze.- stwierdził brunet.
-Posłuchaj mnie uważnie.- powiedział Jase podchodząc do niego, mierząc go wzrokiem miotającym pioruny. Wiedziałam, że zaczyna się denerwować, bardzo nie chciałam, aby ponownie stracił nad sobą kontrolę.- Nie będę udawał, że jest mi na rękę twoja wizyta i z góry cię ostrzegam. Jeden niewłaściwy ruch, a nie zawaham się cię zabić, rozumiesz?- zapytał, a ton jego głosy zmroził krew w moich żyłach.
-Jasne, rozumiem.- przytaknął z uśmiechem Hastings. Był zadowolony z efektu swoich działań.- A to kto?- jego głos przerwał ciszę, wtedy zorientowałam się, że chodzi mu o mnie. Podniosłam wzrok spotykając jego zimne, zielone tęczówki skanujące moją osobę.- Oh, no tak słyszałem, że podobno nie pieprzysz już wszystkich, tylko tę jedną jedyną.- prychnął. Jason natychmiast rzucił się na chłopaka, nie miałam nawet szansy zareagować. James po uderzeniu w twarz zatoczył się do tyłu, a gdyby nie obecność chłopaków przytrzymujących Jasa, byłoby z nim kiepsko.
-Powiedz tak jeszcze raz...- krzyczał w nerwach mój chłopak.
-Jason, proszę, uspokój się.- poprosiłam podchodząc do niego. Położyłam moją rękę na jego ramieniu, a drugą na jego zaciśniętej z nerwów szczęce i niemal od razu poczułam, jak pod wpływem mojego dotyku zaczyna się rozluźniać.- Już dobrze.- wyszeptałam tak, aby tylko on mógł to usłyszeć.- Kocham cię.- dodałam równie cicho obserwując jego oczy.
-Ja ciebie też.- szepnął oplatając moją talię ramionami.
-Ok, powinniśmy zaczynać, mamy dużo spraw do omówienia.- przypomniał Luke.- Jason?
-Ok, zaczynajmy.- westchnął zrezygnowany siadając na kanapie. Chciałam zając jedno z wolnych miejsc przy stole, ale Jase pociągnął mnie na swoje kolana.
-Będziemy rozmawiali przy niej?- spytał zdziwiony Hastings. Kim on jest do cholery, aby decydować o takich sprawach?!
-Tak, Kelsey to moja dziewczyna, a ta sprawa dotyczy zarówno nas jak i jej.- wyjaśnił mój chłopak ściskając moją dłoń w geście wsparcia. Reszta chłopaków pokiwała zgodnie głowami.
-Ok, jak uważacie.- brunet podniósł ręce w geście kapitulacji.- Miło mi cię poznać Kelsey.- powiedział puszczając mi oczko, na co natychmiast się skrzywiłam. Nie wiem co, ale coś dziwnego jest w tym facecie. Przeraża mnie.

***

Jason POV:

Co ten chory sukinsyn sobie wyobraża?! Cały czas gapi się na Kelesy zamiast skupić się na swojej zasranej robocie! Co to ma być?! Chyba żadne słowa nie opiszą ulgi jaką poczułem, kiedy to spotkanie nareszcie się skończyło. Razem z brunetką udaliśmy się na górę, aby mieć chociaż trochę spokoju.

-Pójdę wziąć prysznic.- oznajmiła dziewczyna ściągając z siebie bluzkę w łazience. Podszedłem do drzwi zerkając na brązowowłosą piękność.
-Mogę dołączyć?- zapytałem z nadzieją poruszając brwiami w górę i w dół.
-Nie, nie możesz!- krzyknęła uśmiechnięta wystawiając mi język i zamykając drzwi przed nosem.
-Nie, to nie.- odparłem i postanowiłem zejść na dół. Tak jak się spodziewałem parter był niemal pusty. niemal, gdyż na fotelu w salonie siedział ten idiota bawiąc się w najlepsze.

-O witaj, Jason.
-Czego chcesz?- powiedziałem za wstępie.
-Pogratulować ci.- uniosłem brwi w zdziwieniu.- Twojej pięknej dziewczyny. Przetestowałeś już ją w łóżku?- zapytał z cwaniackim uśmiechem, który miałem ochotę zedrzeć z tej głupiej gęby. Każdy mięsień w moim ciele był napięty.
-Powiedz o niej w ten sposób jeszcze raz a skręcę ci twój pieprzony kark. I zrobię to z przyjemnością.
-No niemów, że naprawdę ci na niej zależy.- westchnął z rozbawieniem.
-To lepiej uwierz. To było twoje ostatnie ostrzeżenie.- nie czekając na odpowiedź udałem się na górę. Pierdolony Hastings!
_____________________________________________________________________________
Witam, o ile jeszcze ktoś tu w ogóle zagląda. Wiem, nie było mnie długo i źle zrobiłam nie informując was o przerwie, za co przepraszam, jednak mam problemy zdrowotne. Nie mogę obiecać, kiedy pojawi się następny rozdział, jednak zapewniam, że dodam go jak najszybciej, pod warunkiem, że wy będziecie tego chcieć. Pozdrawiam, Ola.

niedziela, 15 lutego 2015

Witam wszystkich odwiedzających. Informuję, że blog zostaje zawieszony na czas bliżej nieokreślony. Dziękuje.

piątek, 30 stycznia 2015

Rozdział 23- Tym razem będę silna

-Zostań dzisiaj ze mną.- powiedział Michael ścierając kolejną łzę z jej bladego policzka.
-Nie mogę. Wiesz co mnie czeka jutro, kiedy się dowie, że nie spałam w domu?- wyjąkała zdenerwowana. Chłopak westchnął z rezygnacją.
-Nie pozwolę ci tam wrócić, aby znowu cię katował, rozumiesz?!- krzyknął sfrustrowany chłopak, jednak widząc jej przestraszoną minę złagodniał.- Przepraszam, ja tylko nie chcę znów oglądać cię z nowymi siniakami.
-Wiem, dziękuję ci za to, że jesteś.- powiedziała wtulając się w niego. Był jedyną osobą, której dotyk nie wzbudzał w niej obrzydzenia, oczywiście poza Ashem i mamą.
-Kiedy wraca twoja mama?- spytał nie wypuszczając jej z objęć.
-W niedziele. Wtedy wszystko będzie jak dawniej.- starała się przekonać samą siebie. On dobrze o tym wiedział.                                       
                                       Zrobiłby wszystko, aby ta mała istotka zaznała choć trochę spokoju. Chciał być tym, który jej to da, ciepło i miłość, ale wiedział, że nie jest jeszcze gotowa. 
                                       Myśl o tym,że mógłby ją stracić sprawiała, że nie mógł racjonalnie myśleć, i choć wiedział, że to będzie ciężkie to tej nocy obiecał sobie, że zrobi wszystko co może, aby jej pomóc. I to właśnie wtedy to poczuł, uczucie silne i bezgraniczne, które zawładnęło całą jego osobą. Teraz musiał się nią opiekować.

-Zawsze będę przy tobie, mała. Nie zostawię cię. 
On powiedział.
Ona uwierzyła.
                                     Ale nie każdą obietnicę można dotrzymać. Więc kto zawinił?

Kelsey POV:

                                    Nie, coś musiało mi się przewidzieć. To nie mógł być on, na pewno nie.

-Kelsey, co się stało?- zapytał Alex stając za mną. Oderwałam wzrok od okna patrząc na jego zaniepokojoną twarz.
-Co?
-Upuściłaś szklankę i cała się trzęsiesz, co jest?- przyglądał mi się badawczym wzrokiem. Popatrzyłam jeszcze raz w miejsce w którym widziałam tego mężczyznę.
-Zniknął.- wyszeptałam.
-Kto? Kelsey, tu nikogo nie ma.- brunet stanął naprzeciwko mnie trzymając dłonie na moich ramionach.- Naprawdę zaczynam się o ciebie bać.- stwierdził łapiąc ze mną kontakt wzrokowy.
-Przepraszam, wydawało mi się, że kogoś tam widziałam.
-Kogo?
-Nie wiem, to znaczy.... Po prostu o tym zapomnijmy, ok?- poprosiłam. Nie miałam ochoty wyjaśniać nikomu całej tej sytuacji.
-Ok, ale jeśli coś będzie się działo to masz mi natychmiast powiedzieć, jasne?- zapytał patrząc na mnie surowo.
-Oczywiście.- przytaknęłam z wymuszonym uśmiechem.- Przepraszam, za te szklankę, zaraz to posprzątam.- powiedziałam kierując się w stronę szafki w której trzymali zmiotkę.
-Ja to zrobię.- powiedział chłopak próbując przejąc z moich trzęsących się dłoni szufelkę.- Trzęsiesz się jak galareta, jeszcze zrobisz sobie krzywdę.
-Przepraszam.- wyszeptałam.
-Za co?- zapytał zdziwiony. No właśnie za co? Właściwie to sama nie wiedziałam. Za to, że sprawiam im same problemy, że przeze mnie wpadają w tarapaty, czy może za stłuczoną szklankę?- To tylko szklanka, nie przejmuj się tym.- uśmiechnął się rozbawiony.
-Ok, tak, to ja, może...
-Idź do chłopaków, zaraz przyjdę.- powiedział wrzucając odłamki naczynia do kosza na śmieci.
-Co wy tu tak długo robicie?- usłyszałam głos tuż nad moim uchem, przez co podskoczyłam wystraszona, jednak uspokoiłam się czując znajome ramiona oplatające mnie w talii.- Spokojnie skarbie, to tylko ja.- wyszeptał Jason wprost do mojego ucha.
-Wystraszyłaś mnie.- powiedziałam oskarżycielsko.- Znowu.
-Przepraszam.- zrobił minę słodkiego szczeniaczka.
-Chyba musisz się bardziej postarać.- zakpiłam. Chłopak odwrócił mnie przodem do siebie. Widząc jego wielki uśmiech i te dołeczki w policzkach wiedziałam, że już mnie ma... Pochylił się nade mną i złożył delikatny pocałunek na moich ustach.
-Tak lepiej?- zapytał z zadziornym uśmiechem, który tak lubiłam.
-Lepiej.- wyszeptałam czując, jak robi mi się gorąco.
-Boże... Jesteście okropni. To kuchnia do cholery!- usłyszeliśmy rozbawiony głos Luka.
-Chodźcie, bo przegapicie najlepsze momenty.- dodał Max znikając w salonie. Dopiero teraz zauważyłam że jesteśmy sami w pomieszczeniu. Gdzie się podział Alex?
-Ok, idziemy już!- odkrzyknął Jason do przyjaciela.- Chodź, bo nie dadzą nam spokoju.- pociągnął mnie za rękę.
                                    Zajęłam swoje wcześniejsze miejsce próbując skupić się na filmie, jednak po chwili zmęczona zasnęłam w ramionach mojego chłopaka.

***

-Naprawdę musisz jechać?- spytałam ze łzami w oczach stojąc na łące pełnej kolorowych kwiatów.
-Wiesz, że gdybym nie musiał to bym cię nie zostawiał.- wyjaśnił i wiem, że mówił szczerze. W świetle zachodzącego słońca jego blond włosy wyglądały niczym złoto. Wypuściłam ciężko powietrze z płuc.
-Będę tęsknić.- wyszeptałam otulając się jego bluzą.
-Ja też skarbie.- powiedział przytulając mnie do swojej klatki piersiowej. Nagle cały świat zaczął wirować. Nie znajdowałam się już na łące ale w domu, nie było też przy mnie blondyna.

-I co? Myślisz, że coś się zmieni, że będzie lepiej?!- krzyknął mój ojciec.- Mylisz się, teraz może być już tylko gorzej.- bałam się, cholernie się bałam tego co może mi zrobić, teraz nie miałam już mojego przyjaciela, który zawsze mi pomoże, który mnie wesprze, teraz byłam sama.

                                    Obudziłam się głośno dysząc, czułam ciecz spływającą po moich rozgrzanych policzkach, a moje ciało całe się trzęsło.

-Ci, spokojnie.- usłyszałam za sobą. To Jason. Przytulał mnie do siebie od tyłu kołysząc nami delikatnie na boki. Zaczynałam się rozluźniać pod wpływem jego dotyku. Nie wiem ile trwaliśmy w tej pozycji, ale kiedy mój oddech się unormował chłopak przemówił.- Chcesz o tym porozmawiać? Opowiedzieć co ci się śniło?- jego głos był spokojny i opanowany na myśl przywodził mi spokojne morskie fale.
-Nie chcę tego pamiętać.- powiedziałam zgodnie z prawdą. Chciałam zapomnieć.
-W porządku, ale pamiętaj, że tu jestem.- wyszeptał składając czuły pocałunek na moim czole.- A teraz spróbuj zasnąć.- dodał kładąc się ze mną w ramionach.
                                 Jeszcze długo nie mogłam zasnąć, myślałam o wszystkim co się wydarzyło i dopiero wydarzy w moim życiu. Jestem żałosna, wiem, ale koniec z tym. Od teraz wszystko się zmieni, ja się zmienię, nie chcę być dłużej dla nikogo utrapieniem.

***

                                   Wstałam w znacznie lepszym humorze. To właśnie dzisiaj Ashton wyjeżdża, przyznam szczerze, że trochę się boję, czy dam sobie radę bez niego, ale od teraz mam być silna. 
                                    Była 6:00 rano, Ash miał samolot o 9, więc wszyscy jeszcze spali, postanowiłam, że zrobię im śniadanie, taki ostatni wspólny posiłek. Jak najciszej opuściłam pokój Jasona, widok śpiącego chłopaka zawsze poprawiał mi humor, był wtedy taki delikatny, ale jednocześnie seksowny... Szybko wykonałam wszystkie poranne czynności i zeszłam na dół. Będąc już w kuchni zaczęłam rozglądać się po szafkach w celu znalezienia odpowiednich produktów. Zdecydowałam się zrobić naleśniki oraz tosty i płatki owsiane, właściwie to wiedziałam, że te łasuchy i tak zjedzą wszystko, niezależnie od tego, co im zaserwuję. Nie czekając dłużej zajęłam się pracą starając się być jak najciszej. 
                                     Po niespełna 40 minutach góra naleśników, trzy talerze tostów, kanapki i płatki piętrzyły się na stole. Uznałam, że to odpowiednia pora aby obudzić chłopaków. Pierwsza z sypialni należała do Alexa. Zapukałam cicho, a kiedy usłyszałam odpowiedź weszłam do pokoju. Ledwo przytomny chłopak mruczał coś pod nosem leżąc na łóżku, miał na sobie jedynie bokserki, przez co od razu odwróciłam wzrok.

-Alex...- powiedziałam chcąc go obudzić, nic z tego.- Alex!- dodałam głośniej i dopiero wtedy chłopak zwrócił na mnie uwagę.
-Kels? Co się dzieje?- po tonie jego głosu wywnioskowałam, że jest zaspany. Bo właśnie go obudziłaś idiotko!- Dlaczego stoisz tyłem?
-Bo no wiesz, jesteś... No bo masz, znaczy nie masz...
-Ok, rozumiem.- zaśmiał się.
-Chciałam ci tylko powiedzieć, że zrobiłam śniadanie i myślałam, że razem zjemy.- wyjaśniłam. Nagle poczułam ramiona chłopaka oplatające mnie w tali. Po moim ciele przeszły przyjemne dreszcze.
-Reszta już na nogach?- zapytał odwracając mnie w swoją stronę. Miał już na sobie spodnie, ale nadal mogłam podziwiać jego wyrzeźbiony tors.  Boże, o czym ty myślisz Kelsey?!
-Nie, może mógłbyś ich obudzić? Chyba wolałabym uniknąć takich niezręcznych sytuacji.- powiedziałam zakłopotana.
-No tak, masz rację.- przyznał odsuwając się ode mnie, nareszcie mogłam normalnie oddychać.
-To ja obudzę Jasona.- dodałam zostawiając go samego w pomieszczeniu. Alex był moim przyjacielem, oprócz niego i dziewczyn nie miałam tutaj innych znajomych. No właśnie, dziewczyny, nieźle je ostatnio zaniedbałam, mam nadzieję, że nie mają mi tego za złe, ale na pewno im to wynagrodzę. 
                                    Do sypialni Jasona weszłam bez pukania, w końcu śpimy w niej razem. Podchodząc do łóżka zauważyłam, że chłopak dalej smacznie pochrapuje, naprawdę nie miałam serca go budzić, ale niestety, dziś sobie nie pośpi. 

-Kochanie...- szepnęłam wprost do jego ucha starając się brzmieć zmysłowo, co chyba nie poszło mi najlepiej, jednak chłopak uśmiechnął się.
-Takie pobudki to ja częściej poproszę.- powiedział zaspanym i zachrypniętym głosem, który brzmiał niezwykle seksownie. Następnie objął mnie w pasie i pociągnął na łóżko, tak,że wylądowałam na nim. Zaczął całować moją szyję, aż w końcu nasze role się zmieniły, teraz to on górował schodząc z pocałunkami coraz niżej.
-Jace...
-Wiem skarbie.- powiedział wprost do mojego ucha przez co przez moje ciało przeszedł znajomy dreszcz.
-Jak to możliwe, że już od samego rana jesteś tak pobudzony?- zapytałam wpatrując się z uśmiechem w jego piękne oczy.
-Ty tak na mnie działasz.- poczułam jego ręce pod moją bluzką.
-Nie teraz.- szepnęłam zanim zmienię zdanie. Chłopak jęknął niezadowolony.
-Dlaczego?- spytał z miną zbitego szczeniaczka.
-Bo na dole czekają nasi przyjaciele i pyszne śniadanie.- widać było, ze wolałby kontynuować zajęcie z przed chwili, jednak nie miałam zamiaru mu ulegać.
-Ok, tym razem ci się upiekło.- powiedział wstając z łóżka, wcześniej jednak pocałował mnie w nos.- O której dzisiaj kończysz?- zapytał ubierając się.
-O 3, ale chcę gdzieś wyjść z Kate i Victorią, ostatnio strasznie je zaniedbałam.- wyjaśniłam poprawiając swoją bluzkę.
-Tylko uważaj na siebie, a jak skończycie to do mnie zadzwoń, przyjadę po ciebie.
-Ok.
-A teraz idziemy.- powiedział podając mi rękę, puścił mnie przodem w drzwiach i na schodach, normalnie uznałabym to za miły gest świadczący o dobrym wychowaniu, ale przez całą drogę do kuchni czułam jego wzrok na moich pośladkach.

***

-Mała, będę za tobą strasznie tęsknił.- wyszeptał Ashton zamykając mnie w silnym uścisku.
-Ja też Ash, nawet nie wiesz jak bardzo, ale będziemy do siebie dzwonić i pisać, to prawie tak jakbyśmy się widzieli.- chyba próbowałam przekonać do tego samą siebie.
-Może jednak zostanę?- zapytał odsuwając mnie delikatnie od siebie.- Potrzebujesz mnie, jestem twoim starszym bratem i...
-Ash, spokojnie, jestem już duża, poza tym nie zapominaj o tym, że mam chłopaków.- wyjaśniłam.
-Tak, właśnie, ustaliliśmy, że na czas mojego wyjazdu zamieszkasz u nich.
-Co?- zapytałam zdziwiona, tego bym się po nim nie spodziewała.
-Chyba nie myślałaś, że pozwolę ci zostać samej w tym wielkim domu? Nie jestem z tego zadowolony, ale tak będzie najlepiej. Tylko pamiętaj siostra, nie chcę jeszcze być wujkiem, poza tym masz chodzić do szkoły inaczej matka zabije nas oboje.- wywróciłam oczami na jego komentarz, nadal nie przyzwyczaił się do tego, ze jestem z jego najlepszym przyjacielem.
-Nie bój się, nie zamierzam zostać mamą... w najbliższym czasie.- blondyn zaśmiał się kręcąc z rozbawieniem głową.
-Ktoś tu mówił o robieniu dzieci?- zawołał Jasona podchodząc do nas z resztą ekipy.
-Tylko usłyszę, że próbowałeś się do niej dobierać, to...- zaczął mój brat, ale niedane było mu skończyć.
-Spokojnie, my się zajmiemy Kels.- uspokajał Will obejmując mnie w talii i patrząc z rozbawieniem na czerwoną ze złości twarz Asha.- Będziemy przy niej dzień i noc.
-Zamknij się już lepiej, bo zaraz tu zostanę.
-Nie ma takiej potrzeby.- zwróciłam się do blondyna.- Bezpiecznej podróży braciszku.- powiedziałam przytulając się do niego ostatni raz, zaciągnęłam się jego zapachem, który kojarzył mi się z bezpieczeństwem i domem, ale tym bezpiecznym i spokojnym, który właśnie on mi dawał przez te wszystkie lata.
-Kocham cię.- wyszeptał.
-Ja ciebie też Ash.
-Nie chcę wam przerywać, ale zaraz ucieknie ci samolot.- przypomniał Matt.
-No tak, już cię nie zatrzymuję.- powiedziałam odsuwając się od niego i niezgrabnie pociągając nosem. - Bezpiecznej podróży.
-Do zobaczenia wkrótce siostrzyczko.- pocałował mnie w czoło a zaraz potem zniknął za drzwiami. Mrugałam oczami nie pozwalając łzom wydostać się na zewnątrz.
-Będzie dobrze, szybko minie ten czas i zanim się obejrzysz będziecie się witali.- powiedział Jason stając za mną. Objął mnie w pasie rękoma a głowę położył w zagłębieniu mojej szyi.
-Masz rację.- przyznałam.- Tylko, Ash przez lata stwarzał mi dom, to on jest moim domem, to jest moja definicja tego słowa, to po prostu Ashton.- wyjaśniłam przekręcając głowę w stronę chłopaka, tak, aby móc na niego spojrzeć.
-Wiem skarbie, ale on wcale nie odchodzi, nie żegnacie się na zawsze, to tylko sytuacja przejściowa. 
-Tak, to prawda. Ok, idę do szkoły, bo znowu się spóźnię, wtedy pan Smoaks mnie zabije.- zaśmiałam się.
-Zaczekaj, podwiozę cię.- zaproponował na co ochoczo się zgodziłam.
                                  
***

                                  Wchodząc do szkoły czułam na sobie spojrzenia wszystkich osób zgromadzonych na korytarzu, to było dziwne. O co im wszystkim chodzi? 

-Kelsey!!!- usłyszałam za sobą pisk, a chwilę później 'coś' przytuliło mnie od tyłu.- Boże, jak ja się za tobą tęskniłam.- krzyczała Vic żywo gestykulując rękoma.- Jak mogłaś nie dawać znaku życia przez tak długi czas?!- zapytała oskarżycielsko wskazując na mnie palcem.
-Przepraszam, wiem, że jestem okropna ale wszystko wam wynagrodzę. A właśnie, gdzie jest Kate?
-Kels?- usłyszałam obok siebie. Odwracając się ujrzałam uśmiechniętą od ucha do ucha brunetkę, która natychmiast pociągnęła mnie do długiego uścisku.- Boże,jak ja się za tobą stęskniłam.
-Ja też. Dziewczyny strasznie was przepraszam, obiecuję, że zrobię wszystko, aby wam to zrekompensować...
-Daj spokój, przecież się nie gniewamy, na pewno miałaś swoje powody.- powiedziała Kate patrząc na mnie wyrozumiale.
-Jejku, czym ja sobie zasłużyłam na takie przyjaciółki?- zaśmiałam się.
-Najwidoczniej jest dla ciebie jeszcze jakaś szansa Jones.- zaśmiała się Vic.- A teraz słuchaj uważnie nie uwierzysz co zrobiła Lexi, no bo ona....
                                Tego właśnie było mi potrzeba, przyjaciółek, plotek i wszystkich tych głupot, którymi zajmują się dziewczyny w moim wieku. Miałam wielkie szczęście, że ktoś postawił na mojej drodze Kate i Vic.

***

-Idziemy do kawiarni? Mam ochotę na ciasto...- jęknęła Vic po kilku godzinach chodzenia po sklepach. Też byłam już zmęczona, a perspektywa ciasta i ciepłej kawy przyprawiała mnie o ślinotok.
-Tak, chodźmy, mam dość zakupów na najbliższy... tydzień.- zaśmiała się Kate. 
                                Udałyśmy się do naszej ulubionej kawiarni znajdującej się obok parku, dzięki czemu miałyśmy wspaniałe widoki. Zajęłyśmy miejsce na zewnątrz rzucając wszystkie torby w jedno miejsce, chwilę później podszedł do nas kelner, był całkiem przystojny i od razu zauważyłam, że spodobał się Victorii, widać było, że blondynka też zrobiła na nim wrażenie. Dyskretnie uśmiechnęłam się do Kate, która również zauważyła te 'chemię.'
-Powinnaś wziąć jego numer.- powiedziałam, kiedy już zostałyśmy same. 
-Jest taki słodki, a te dołeczki....- westchnęła rozmarzona Victoria.
-Ty też wpadłaś mu w oko.- dodała Kate uśmiechając się znacząco. 
                                 Tak mijały nam kolejne godziny, miałyśmy dużo do nadrobienia, jednak około 20 postanowiłam wracać do domu, wcześniej zadzwoniłam do Jasona, zaproponowałam dziewczyną, że je podwieziemy, ale stwierdziły, że mieszkają blisko i nie ma takiej potrzeby. Teraz czekałam niedaleko kawiarni na mojego chłopaka trzymając w rękach zakupy. Czułam się trochę nieswojo w dodatku wydawało mi się, że ktoś mnie obserwuje. Nagle poczułam jak ktoś zderza się ze mną ramionami. Zachwiałam się, jednak ta osoba nie pozwoliła mi upaść łapiąc mnie w pasie. Podniosłam wzrok i oniemiałam.

-Kelsey, to ty?
________________________________________________________________________________
Hej, witam wszystkich, cóż, chyba pobiłam jakiś rekord co do długości rozdziałów, jakiś taki długi wyszedł, na razie nic się nie dzieje i jest trochę nudno ale już niedługo.... Słuchajcie myślałam o założeniu konta na twitterze na którym pisałabym do wszystkich obserwujących o nowych rozdziałach, co o tym sądzicie? Na pewno byłby to jakiś sposób na dobrą komunikacje. Korzystając z okazji chcę pogratulować wszystkim, którzy brali udział w projekcie urodzinowym dla basisty 5SOS =) 
Następny rozdział pojawi się kiedy będzie 5 kom. 
Pozdrawiam Ola.
P.S.: Chciałam jeszcze dodać, zę jest mi przykro, bo liczba wyświetleń rośnie, a komentarzy coraz mniej =(
                          
                   
                                                           

czwartek, 22 stycznia 2015

Rozdział 22- Bo przeszłość do nas powróci, prędzej czy później

 Nowy rozdział pojawi się dziś wieczorem
 5 komentarzy= następny rozdział                            

                                   Pierwszy raz od bardzo długiego czasu czuła się naprawdę szczęśliwa. Ktoś ją akceptował, ktoś ją lubił, może nawet miała szansę na nowy start?

-Co to jest?- spytała jedna z dziewczyn dotykając wielkiego siniaka na jej ciele, rozciągającego się przez całe żebra z prawej strony jej drobnego ciała.
-Upadłam z roweru.- powiedziała wymuszając uśmiech. 
                                   Wiedziała, że wszyscy w to uwierzą, była dobrym kłamcą. Ale tego dnia coś zrozumiała. Mogła udawać przed wszystkimi, że jest szczęśliwa, ale nie mogła zmusić do tego samej siebie, do uwierzenia, że wszystko będzie dobrze. Tego zrobić nie mogła. Chciała zostać sama ze sobą, ale zadała sobie z czegoś sprawę, straciła wszystko, teraz przez zakłamanie nawet siebie już nie miała.

Kelsey POV:

-Kels, czy to ja je zrobiłem?- spojrzałam na niego nadal nie rozumiejąc. Złapał mnie delikatnie za rękę wskazując na sine ślady.- To moja robota, tak?
-Och...- co mam mu powiedzieć?

                                   Wpatrywał się we mnie intensywnie. Co mam zrobić? Przecież wiem, że nie zrobiłby mi tego celowo, po prostu nie panował nad sobą.

-Skarbie, ja... Nie wiem nawet co powiedzieć, jest mi tak cholernie przykro.- wyznał głosem przepełnionym żalem, współczuciem i troską.- Jak mogłem to zrobić?- zapytał chwytając za moje dłonie i całując każdą pojedynczą kostkę.- Jestem potworem.- stwierdził składając pocałunek na wewnętrznej stronie moich rąk.
-Nie jesteś.- zaprzeczyłam od razu modląc się w duchu, aby mój głos się nie załamał, jednak on jedynie pokręcił przecząco głową.
-Jak możesz tak mówić? Zraniłem cię! Cholera Kelsey, spójrz na swoje ręce.- powiedział przykładając swoje duże dłonie w miejsce siniaków, ślady idealnie się pokrywały. Jak to możliwe, że kiedy już było tak dobrze, kiedy się pogodziliśmy znowu wszystko się sypie?
-Jason, to nic, przecież wiem, że tego nie chciałeś.- naprawdę nie miałam do niego żalu, wiem, że ma problemy z panowaniem nad sobą, ale wiedziałam też, że nie mógłby mnie skrzywdzić, a to tylko siniaki, które zaraz zejdą.- Jestem straszną niezdarą i ciągle coś sobie robię, a te tu.- wskazałam na fioletowe pręgi.- To dla mnie codzienność.- chłopak patrzył prosto na mnie, jakby szukał chociaż cienia zawahania czy strachu. Nie znalazł go, gdyż ufałam mu.
-Kels, to nie zmienia faktu, że cię skrzywdziłem fizycznie i nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak bardzo mi przykro.- wyjaśnił chwytając mnie za brodę, tak, abym patrzyła prosto w jego oczy.- To nie powinno było się nigdy wydarzyć, strasznie cię przepraszam skarbie, proszę wybacz mi.- patrzył na mnie z desperacją wypisaną na twarzy.
-Nie byłam na ciebie zła, wiem, że nie chciałeś tego.- wyszeptałam. Chłopak przytulił mnie do swojego torsu. W jego ramionach naprawdę czułam się bezpiecznie.
-Obiecuję, że to się więcej nie powtórzy.- wyszeptał, miałam wrażenie, że te słowa niebyły skierowane do mnie, ale on sam przyrzekał sobie, że taka sytuacja nigdy ponownie się nie wydarzy. Obiecał i słowa dotrzyma, tego byłam pewna.

***

                                         Na plaży zostaliśmy jeszcze przez jakąś godzinę, kiedy zauważyliśmy, że zaczyna się ściemniać postanowiliśmy wracać do domu.

-Kelsey, może zostaniesz dzisiaj u mnie?- zapytał chłopak łapiąc mnie za rękę, kiedy kierowaliśmy się w stronę jego auta.- Wiesz, jesteś na pewno zmęczona, poza tym jest piątek, Ashton nocuje dzisiaj u nas, a jutro rano wyjeżdża, więc i tak musiałabyś do nas przyjechać.- no tak, zapomniałabym o wyjeździe mojego brata.
-Myślę, że to dobry pomysł.- uśmiechnęłam się do niego, kiedy otworzył przede mną drzwi do samochodu.
-Cieszę się. No właśnie, zapomniałbym, będziemy mieli gościa.- powiedział odpalając silnik.
-Kto to taki?- zapytałam.
-James Hastings.- po samym tonie jego głosu mogłam wywnioskować, że nie przepadał za tym mężczyzną, kimkolwiek był.
-Powinnam wiedzieć kto to?
-Powiedzmy, że kolega po fachu, spec od bomb.- wyjaśnił skupiając się na drodze. Kiedy zaczął o nim mówić całe jego ciało napięło się, wiedziałam, że do czegoś musiało pomiędzy nimi dojść, ale nie chciałam go denerwować pytaniami.
-Dlaczego tu przyjeżdża?- w czym może im pomóc?
-Mamy kilka niedokończonych spraw.- powiedział lakonicznie, co było dla mnie jasnym sygnałem , że powinnam się zamknąć.
-Ale gdyby działo się coś złego, to byś mi o tym powiedział, prawda?- spytałam patrząc na niego.
-Skarbie, nie martw się, nie dzieje się nic, czym mogłabyś zawracać sobie głowę.- to nie jest odpowiedż na moje pytanie. Jace, czego mi nie mówisz? 


***

Jason POV:

                                            Zaczyna mnie wypytywać, domyśla się czegoś? Przecież to niemożliwe. Zadbałem o to, aby się nie dowiedziała, więc dlaczego?
                                            Przekręcając zamek w drzwiach otworzyłem je i puściłem dziewczynę przodem. Dom był pusty, chłopaki pewnie wybrali się na imprezę, co oznaczało, że będziemy mogli pobyć sami.

-Napijesz się czegoś?- spytałem prowadząc Kelsey do kuchni.
-Poproszę wodę.- powiedziała siadając na jednym z wysokich, barowych krzeseł znajdujących się przy wysepce. Otworzyłem lodówkę i podałem jej butelkę.
-Ok, co chcesz dzisiaj robić?- spytałem zajmując miejsce obok niej. Udała zamyślenie.
-Wybór należy do pana, panie McHall.- powiedziała zmysłowym głosem.
-A więc jest pani w moich rękach.- zacząłem jeździć nosem po szyi dziewczyny, czując jak jej ciało na mnie reaguję.
-Zdaję się na pana łaskę.- wyszeptała.
-Dobry!- dobiegł nas krzyk z salonu, przez co Kels odsunęła się ode mnie rumieniąc się. Chwilę później do kuchni wpadli chłopaki.
-A co wy tu robicie zakochańce?- zaświergotał Chaz stojący w progu.
-Mam nadzieję, że w niczym nie przeszkodziliśmy?- zapytał Will poruszając dwuznacznie brwiami.
-O błagam was, to moja siostra!- krzyknął Ashton całując brunetkę w policzek na powitanie.
-Mając taką siostrę lepiej bym jej pilnował.- stwierdził Matt puszczając oko do mojej Kelsey. Dziewczyna oblała się głębokim rumieńcem.
-Może oglądniemy razem film w salonie?- zaproponował Alex patrząc pytająco na resztę ekipy. Kelsey wyglądała na zadowoloną z tego pomysłu. Cieszyłem się, że tak dobrze dogaduje się z chłopakami, w końcu byli dla mnie jak rodzina.
-Może chcesz się najpierw przebrać?- zapytałem ją kiedy chłopaki udali się do salonu dyskutując o tym, jaki fil powinniśmy obejrzeć.- Pożyczę ci jakieś moje ciuchy.- dziewczyna uśmiechnęła się w podziękowaniu i udaliśmy się do mojego pokoju. Wybrałem jedną z moich koszulek oraz legginsy, które kiedyś tu zostawiła i podałem jej wychodząc z pomieszczenia, aby nieczuła się skrępowana i mogła się spokojnie przebrać.
                                         Sądząc po krzykach dochodzących z salonu domyśliłem się, że chłopaki jeszcze nie wybrali filmu, który będziemy oglądać. Czasem zachowywali się jak dzieci, przysięgam. Po jakimś czasie zapukałem do drzwi mojego pokoju, aby upewnić się, że mogę już wejść, kiedy usłyszałem ciche proszę pociągnąłem za klamkę. Kelsey stała do mnie tyłem przyglądając się jakiemuś przedmiotowi, który trzymała w dłoni. Podszedłem bliżej obejmując ją w pasie kładąc głowę w zagłębieniu jej szyi na co zaśmiała się. Dziewczyna patrzyła się na jedno ze zdjęć stojących na mojej komodzie.

-To ty, prawda?- zapytała patrząc na mnie, pokiwałem głową.-A kto to?- spytała wskazując na śliczną blondynkę, która uśmiechała się promiennie obejmując mnie w szczelnym uścisku.
-To Jo.- powiedziałem uśmiechając się smutno.
-Kim ona jest dla ciebie?- zapytała marszcząc brwi. Zaśmiałem się.
-To maja młodsza siostra.- dziewczyna odetchnęła z ulgą, starając się to ukryć.- Kiedy dołączyłem do gangu ona została z matką. Nie widziałem jej od bardzo dawna.
-Dlaczego?- spytała odwracając się w moją stronę.
-Wiesz, miał miejsce pewien incydent.- zacisnąłem szczękę na samo wspomnienie.
-Nie musisz mówić, jeśli nie chcesz.- powiedziała dotykając mojego policzka.
-Chcę, żebyś wiedziała, to odpowiedni moment. Widzisz, jakiś czas temu przyjechała tutaj do mnie w odwiedziny. Zawsze mieliśmy dobry kontakt, byliśmy ze sobą blisko, ale pewnego dnia zjawił się tutaj Hastings.
-Ten sam, o którym mi dzisiaj mówiłeś?- spytała.
-Tak, on i jego szef wpadli na pomysł, jak się zemścić za nieudane transakcje. Ten biznes jest niebezpieczny, ale obowiązują pewne zasady: nikt nie ma prawa mieszać w to rodziny. Ale ci idioci mieli to gdzieś. Chcieli mi uprzykrzyć życie i postanowili wykorzystać do tego moją siostrę. Porwali ją i grozili bronią. Nawet nie masz pojęcia jak się wtedy czułem, ja jej brat, powinienem ją chronić, a nie narażać na niebezpieczeństwo.
-To niebyła twoja wina.- powiedziała ze współczuciem wymalowanym na twarzy.
-Kiedy to zobaczyłem wpadłem w szał, niewiele brakowało, a bym go zabił, ale Luke mnie powstrzymał. Postanowiłem wtedy, że przestanę się kontaktować z Jo, aby jej nie narażać.- zakończyłem czekając na reakcję dziewczyny.
-Czyli nie widziałeś się z nią przez cały ten czas?- zapytała z niedowierzaniem, pokiwałem twierdząco głową.- Tęsknisz za nią, prawda?- zapytała a raczej stwierdziła.
-Bardzo i za moim młodszym bratem Jaiem, kiedy go ostatni raz widziałem miał sześć lat.- uśmiechnąłem się krzywo.-To było strasznie trudne tak z dnia na dzień przestać widywać kogoś, kto był całym twoim życiem, ale tak było dla nich lepiej.
-Nie myślałeś o tym , żeby się z nimi spotkać?- zapytała.
-Wiele razy, ale oni by mi tego nie wybaczyli.- zostawiłem ich i nie miałem prawa pojawiać się i mieszać w ich życiu.
-Jason, oni na pewno tęsknią za tobą, tak jak ty za nimi.- stwierdziła z pewnością.
-Dalej grozi im niebezpieczeństwo, dlatego uważaj na siebie, kiedy przyjedzie Hastings, cały czas trzymaj się blisko mnie, a gdyby coś się działo to od razu powiedz o tym mi, albo któremuś z chłopaków, ok?- spytałem chwytając jej twarz w dłonie. Pokiwała niepewnie głową.- Ok, a teraz chodźmy, chłopaki czekają.- złapałem ją za rękę i skierowaliśmy się w stronę salonu.

***

Kelsey POV:

                                           Historia Jasona była smutna, do tej pory nie wiedziałam ile poświęcił, teraz było mi go szkoda. Chciałam, żeby wiedział, że ma we mnie oparcie, że jestem tu dla niego, ale nie wiedziałam jak mu to okazać. Nim weszliśmy do salonu zatrzymałam chłopaka.

-Co się stało?- spytał marszcząc brwi.- źle się czujesz?
-Nie, nie, jest dobrze, tylko, Jason... Chciałam, żebyś wiedział, że zawsze możesz mi o wszystkim powiedzieć, może nie jestem w stanie ci pomóc, ale zawsze cię wysłucham...- mówiłam na wydechu.
-Kochanie.- chłopak przerwał mój rozkręcający się monolog.- Nie masz racji, pomagasz mi, jesteś moją ucieczką od tego wszystkiego, nie mam pojęcia co bym zrobił, gdyby cię tu nie było. Proszę, nigdy nie wątp w to, że cię potrzebuje.- powiedział patrząc w moje oczy.- Ok?- zapytał.
-Ok.- chłopak zamknął mnie w szczelnym uścisku. 
-A co wy tu jeszcze robicie?- zapytał Ash.- Czekamy na was.- zmroził wzrokiem mojego chłopaka, gdybym go nie znała, to pomyślałabym, że to przypadek, że tu przyszedł. 
                                            Jason zajął miejsce na fotelu i pociągnął mnie na swoje kolana mierząc się z kolejnym krzywym spojrzeniem Ashtona. Alex włączył film zajmując miejsce na kanapie i wszyscy pogrążyliśmy się w rozmowie.


***

                                              Jak to zawsze ze mną bywa w trakcie filmu musiałam skorzystać z toalety. Kiedy już załatwiłam swoje potrzeby udałam się do kuchni, aby napić się wody. Nalałam pełną szklankę i zaczęłam ją opróżniać przypatrując się temu, co działo się za oknem. W oddali zauważyłam ciemną, męską sylwetkę, zdawało się, że ta osoba patrzy prosto na mnie. Zamrugałam gwałtownie, jestem zmęczona i pewnie mam zwidy. Jednak to uczucie nadal nieodparcie mi towarzyszyło. Podeszłam bliżej okna, mężczyzna zrobił kilka kroków naprzód, teraz stał w świetle latarni, która idealnie oświetlała jego twarz. Szklanka wypadła z mojej dłoni z hukiem roztrzaskując się na kafelkach. To niemożliwe... 

======================================================================

Hej, rozdział nie jest najlepszy, ale nie czuję się dzisiaj dobrze, więc wybaczcie mi to. Jest po prostu nudny, ale coś zaczyna się dziać, sekrety Jasona i dziwny gość pod ich domem... Teraz akcja będzie się stopniowo rozkręcać, więc myślę, że nie będziecie się nudzić.
5 komentarzy= następny rozdział, to się nie zmienia. Zapraszam też na nowy rozdział na http://love-should-be-easy.blogspot.com/ Jeśli podobają się wam moje opowiadania, to proszę polecajcie je innym. Pozdrawiam
Ola =)

niedziela, 18 stycznia 2015

Rozdział 21- Ostatni raz

WAŻNA NOTKA POD ROZDZIAŁEM

-Dlaczego to zrobiłaś?! Chyba wyraźnie ci tego zabroniłem! Jesteś taka głupia, że nie rozumiesz nawet prostego polecenia?!- mężczyzna o brązowych tęczówkach krzyczał na śliczną brunetkę stojącą przed nim ze łzami w oczach, których zdawał się nie zauważać.
-Przepraszam tato, to się więcej nie powtórzy.- płakała, była gotowa zrobić wszystko, gdyby tylko jej dzisiaj odpuścił.
-Oczywiście, że nie, jak dostaniesz porządne lanie, to na pewno zrozumiesz i więcej tego nie zrobisz.- powiedział zdejmując z siebie skórzany pasek.
Wiedziała jak to się skończy, ale teraz przyrzekła sobie, że to już ostatni raz, nigdy więcej, przecież ktoś musi jej pomóc. Przecież ma dla kogo walczyć.

Kelsey POV:
                           Poczułam promienie słońca przyjemnie muskające moją twarz. Nie miałam ochoty ruszać się z mojego wygodnego łóżka ani na chwilę, jednak wiedziałam, że nie mogę opuścić kolejnego dnia w szkole i tak mam już dużo zaległości. Otwierając oczy ujrzałam przed sobą mojego najlepszego przyjaciela, uśmiech od razu zagościł na mojej twarz. Alex wyglądał słodko, kiedy spał, jego włosy delikatnie opadały na czoło, usta miał lekko rozchylone, a policzki zaróżowione. I pomyśleć, że taki z niego bad boy. Odgarnęłam delikatnie włosy z jego twarzy, tak, aby go nie obudzić. Byłam wdzięczna, że mnie wczoraj nie zostawił, nie chciałam, a raczej nie mogłam być sama. A chłopak kolejny raz mnie wspierał, rozmawialiśmy do późna, zarówno o błahych rzeczach jak i o ważnych sprawach, teraz on obejmował mnie w pasie, a ja przylegałam do jego torsu. Musieliśmy wyglądać uroczo.
                            Jak najdelikatniej opuściłam jego umięśnione ramiona i udałam się do łazienki. Lustro utwierdziło mnie jedynie w przekonaniu, że moje oczy są podpuchnięte i podkrążone i ogólnie nie wyglądam za dobrze, tak też się czułam. Nie tracąc więcej czasu zrzuciłam z siebie ciuchy i weszłam pod prysznic, poczułam niesamowitą ulgę, kiedy chłodne krople wody uderzyły w moją skórę. Umyłam dokładnie całe ciało, szczególnie uważając na ramiona, które z niewiadomych powodów strasznie mnie bolały. Wychodząc z kabiny stanęłam ponownie przed lustrzaną taflą i dopiero teraz dostrzegłam fioletowe pręgi 'zdobiące' moje ręce. Co do...

-Tu dupku! Chory sukinsynie!- krzyczałam czując formujące się w moich oczach łzy.- Myślisz, że bym tu z tobą stała, gdybym się z nim pieprzyła? Dupek!
-Coś ty powiedziała?!- krzyknął łapiąc mnie mocno za ramiona. Cholernie mnie to bolało, ale nie miałam zamiaru dać mu tej satysfakcji.
-Słyszałeś, jesteś największym idiotą, jakiego znam!- próbowałam się wyrywać, ale on jedynie wzmocnił uścisk.-  Jaki jest twój problem, co?


                               No tak, Jason...  Poczułam łzy formujące się pod moimi powiekami, jednak nie dałam im wypłynąć, wzięłam kilka głębokich oddechów w celu uspokojenia się. Co ja z sobą zrobiłam? Zawsze śmiałam się z dziewczyn, które usilnie chciały zdobyć uwagę chłopaków, powtarzałam sobie, że nigdy nie będę podporządkowana żadnemu i nie pozwolę sobą manipulować, ale teraz wszystko się zmieniło. Kiedy nie było go przy mnie czułam, jakby coś było nie tak, myśl o tym, że się pokłóciliśmy a on jest na mnie zły sprawiała, że nie mogłam się na niczym skupić. Zawsze byłam samodzielna, owszem miałam przyjaciół, ale nigdy nie zwierzałam się im ze wszystkiego, wiedziałam, że powinnam liczyć tylko na siebie, mamę i Asha, tego nauczyło mnie życie i tak właśnie było, dopóki nie pojawił się on. Teraz każda komórka mojego ciała desperacko potrzebowała jego uwagi, a ja choć wiedziałam, że nie może tak dłużej być, to nie mogłam nic z tym zrobić. Byłam żałosna i chociaż chciałam to zmienić, to nie mogłam niczego zrobić. Cały czas miałam wątpliwości, nie co do tego co do niego czuję, ale co on czuje do mnie. Nie mogłam nawet wyobrazić sobie co by było, gdyby któregoś dnia powiedział mi, że mu się znudziłam i znalazł sobie inną, ładniejszą, inteligentniejszą. Zdaje się, że to prawda, co mówią, kochając dajesz komuś możliwość zniszczenia ciebie mając nadzieję, że tego nie zrobi, ale nadzieja matką głupich...
                             Nim się obejrzałam minęła godzina, odkąd wstałam, a kiedy chciałam się ubrać zdałam sobie sprawę, że nie wzięłam ze sobą ciuchów, nie mogłam też znaleźć swojego szlafroka. Cholera, przecież tam śpi Alex. Niewiele myśląc owinęłam się ręcznikiem, który sięgał mi jedynie do połowy ud i najciszej jak tylko potrafiłam wyszłam z łazienki kierując się w stronę szafy. Miałam szczęście, gdyż chłopak nadal smacznie pochrapywał na moim łóżku, zachichotałam na ten widok. Otwierając cicho drzwi od szafy wybrałam na dzisiaj krótkie, bordowe spodenki, czarną bokserkę na ramiączkach i jeansową kamizelkę, aby zakryć pręgi na rękach, wzięłam jeszcze czystą bieliznę i kiedy już miałam wracać do łazienki zadowolona z tego, że uniknęłam żenującego spotkania z Alexem zahaczyłam nogą o mój własny plecak tworząc przy tym ogromny hałas, który obudziłby nawet umarłego.

-Kelsey? Co się dzieje?- przyjaciel zerwał się z łózka na równe nogi rozglądając się po całym pokoju, aż w końcu jego wzrok powędrował na mnie, stojącą na środku pokoju, kurczowo trzymającą swój ręcznik, ledwo zakrywający tyłek. Pewnie wyglądałam jak burak.

-Cholera, strasznie przepraszam.- tłumaczyłam się nerwowo gestykulując, modląc się, żeby chłopak nie zobaczył zbyt dużo. Zaśmiał się. CO ZROBIŁ? Ja tutaj omal nie spaliłam się ze wstydu, a on się ŚMIEJE?!
-Przepraszam Kels, ale wyglądasz komicznie!- powiedział pomiędzy napadami śmiechu. Spojrzałam na siebie z góry, no tak, trzymam ręcznik, dociskając do ciała ciuchy, stojąc nad moim plecakiem z mało inteligentną miną. Sama zaczęłam się śmiać.
-Jejku, Alex, strasznie cię przepraszam ze tę żenującą sytuację, po prostu zapomniałam zabrać ciuchy do łazienki i...
-Spokojnie. Nic się nie stało, właściwie to podoba mi się taka pobudka.- poruszał sugestywnie brwiami. 
-Boże, Alex.- spaliłam buraka.
-Hej, nie wiń mnie, jestem tylko facetem.- podniósł ręce w geście obronnym.
-Jasne, jasne.- krzyknęłam roześmiana wchodząc do łazienki. 
                               Kiedy się już przebrałam nie zastałam przyjaciela w moim pokoju, jednak doszło mnie ciche pogwizdywanie z parteru, udałam się w stronę źródła dźwięku. Wchodząc do kuchni ujrzałam Alexa stojącego tyłem do mnie przy kuchence. Na mojej twarzy ponownie zagościł uśmiech. 

-No, no, no, proszę, może powinieneś zmienić zawód.- powiedziałam czując unoszący się po pomieszczeniu zapach.

-Nareszcie ktoś docenił moje starania.- odparł uśmiechnięty.- Zapraszam panią do stołu.- skiną głową przekładając omlet na talerze.- Mam nadzieję, że jesteś głodna.
-Jak wilk.- powiedziałam uśmiechnięta zajmując miejsce przy stole. 
-W takim razie życzę smacznego.
-Nawzajem.
                               Śniadanie minęło w bardzo miłej atmosferze, to miła odmiana móc z kimś porozmawiać podczas wspólnego posiłku, odkąd mama wyjechała samotne śniadania, obiady i kolacje stanowią dla mnie rutynę. W końcu mój brat ma swoje sprawy a ja dobrze to rozumiem.

-Ok, idź na górę po plecak, a ja pozmywam naczynia.- powiedział chłopak wstając od stołu, kiedy skończyliśmy już jeść.

-Sama pozmywam.- zaprotestowałam.- Wystarczy, że ty zrobiłeś śniadanie.
-Ja zrobiłem to i ja posprzątam. A ty leć na górę, bo już późno, ale nie martw się, odwiozę cię.- powiedział puszczając mi oczko.
-Mój bohaterze!- krzyknęłam wchodząc po schodach na górę, usłyszałam jeszcze śmiech chłopaka. Wpadłam szybko do pokoju i chwytając za plecak i telefon równie szybko z niego wybyłam. Alex stał już przy drzwiach czekając na mnie. Posłałam mu pełen wdzięczności uśmiech, który natychmiast odwzajemnił. Już mieliśmy wychodzić, kiedy mój telefon zasygnalizował nadejście wiadomości. Spojrzałam na wyświetlacz odblokowując urządzenie. 

Od: Jason
Skarbie, cholernie cię przepraszam, wiem, że nawaliłem i pewnie nie chcesz mnie widzieć, ale proszę, spotkaj się ze mną. Przyjadę po ciebie po twoich lekcjach, ok? 

                               Przeczytałam sms'a i pomyślałam nad odpowiedzią. Czy rzeczywiście chciałam słuchać jego przeprosin? Czy one cokolwiek zmienią? I choć dobrze znałam odpowiedź, to wystukałam krótkie: "Tak, kończę o 15" i zanim mogłabym zmienić zdanie kliknęłam wyślij.

-Wszystko ok?- zapytał Alex otwierając przede mną drzwi do jego samochodu.

-Jasne, to tylko Jason.- wyjaśniłam, kiedy chłopak usiadł obok mnie na miejscu kierowcy.
-Czego chciał?- spytał odpalając auto.
-Spotkać się, dzisiaj.
-Zgodziłaś się?- spytał zerkając na mnie, kiedy ruszyliśmy w stronę mojej szkoły.
-Tak, w końcu to niebyła wyłącznie jego wina.- wytłumaczyłam.
-O proszę cię, nie broń go, Kelsey.- chłopak przewrócił oczyma, jednak widząc moją minę uspokoił się i wypuścił powietrze z płuc.- Ok, ale jakby co, to do mnie zadzwoń, ok?
- Jasne i dziękuję za wszystko.- powiedziałam, kiedy zatrzymaliśmy się przed moją szkołą, po czym przytuliłam go.- Mam najwspanialszego przyjaciela na świecie!- pisnęłam uradowana zachowując się jak małe dziecko.
-Idź już wariatko, bo się spóźnisz.- odwzajemnił uścisk z uśmiechem.- Do zobaczenia.
-Do zobaczenia Alex.- pomachałam mu udając się w kierunku budynku, kiedy poczułam, że mój telefon ponownie zawibrował informując o kolejnej wiadomości.

Od: Jason
Będę czekać

                              Z moich ust uciekło westchnienie. To będzie ciężki dzień.



***

Jason POV:

                               Dziękowałem Bogu w myślach, że w ogóle chce mnie widzieć, po tym co stało się wczoraj, i wiedziałem, że choćbym nie wiem co zrobił, ani jak długo bym ją przepraszał, ona i tak się na mnie zawiodła. Miałem ochotę dać sobie w twarz. Siedziałem właśnie w ogrodzie zaciągając się papierosem. Nikotyna działała na mnie uspokajająco, a teraz właśnie tego potrzebowałem.


-Cześć, bracie.- powiedział Will zajmując miejsce obok mnie. Ok, czego on chce?

-Co się stało?- zapytałem od razu przypatrując się mu.
-Dlaczego zakładasz, że w ogóle coś się stało?- spytał unosząc brwi w zdziwieniu. 
-Za długo cię znam Queen, żeby nie poznać, kiedy masz jakieś złe wieści.
-Ok, masz rację, rzeczywiście nie przynoszę najlepszych informacji.- wyznał drapiąc się niezręcznie po karku. 
-Co co chodzi?- wyprostowałem się na krześle gasząc papierosa.
-Będziemy mieli gościa.- powiedział spuszczają wzrok.
-Will, o kim ty mówisz?- moja ciekawość rosła z każdą minutą.
-Hastings ma nam pomóc w kilku sprawach.- powiedział niepewnie.
-Co kurwa?! Co masz na myśli mówiąc, że ma nam pomóc?! Czego ten świr chce?!- czy to jakieś jaja?
-Jason, uspokój się, to tylko na kilka dni.
-Stary, czy ty już zapomniałeś co nam zrobił? Co chciał zrobić Jo?!- krzyknąłem wstając z krzesła. Miałem ochotę coś rozwalić.
-Co tu się dzieje?- zapytał Luke wchodząc do ogrodu razem z Mattem, Chazem i Ashtonem.
-Co to kurwa ma być?! To ty sprowadziłeś tu Hastingsa?!- krzyknąłem podchodząc do bruneta.
-Owszem. bo to jedyna szansa na pozbycie się naszych wspólnych wrogów i kto, jak kto, ale ty powinieneś o tym dobrze wiedzieć!.
-A nie uważasz, że powinieneś najpierw to ze mną skonsultować? W końcu jestem szefem tego gangu.- powiedziałem z żalem.
-Byłeś zajęty, a to jedyne wyjście, a teraz się uspokój.- powiedział marszcząc brwi.
-Nie pamiętasz już, co chciał zrobić Jo? Jak ją skrzywdził?- zapytałem nie rozumiejąc jego postępowania.- Ten facet jest chory, a ty sprowadzasz go do nas.- mówiłem coraz spokojniej, mimo, że nadal byłem zły, a może raczej bezradny?
-To się nie powtórzy.- przyrzekł z pewnością w głosie, a jego oczy złagodniały. Kto jak kto, ale on wiedział ile kosztowało mnie chociażby wspomnienie o tym kretynie.
-Tego nie możesz wiedzieć, ale wiesz, że jeżeli Kelsey poczuje się w jakikolwiek sposób zagrożona przez niego, to tym razem nie zawaham się przed naciśnięciem spustu.- nie pozwolę, żeby cokolwiek się jej stało.
-Wiem, wtedy sam ci w tym pomogę.- wiedziałem, że był szczery, jesteśmy rodziną, a rodziny nigdy się nie zostawia.
-Kiedy ma tu być?- zapytałem.
-Jutro wieczorem i chciałbym, żebyś uprzedził o tym Kelsey.
-Jasne, właśnie zaraz mam się z nią spotkać.
-Tym razem niczego nie schrzań McHall.- posłał mi pełne politowania spojrzenie.
-Nie martw się o to.- powiedziałem wymijając go.- Do zobaczenia.


***

                               Czekałem właśnie na moją księżniczkę na parkingu szkolnym opierając się o maskę mojego sportowego auta. Zastanawiałem się, co właściwie powinienem jej powiedzieć, aż w końcu ją zobaczyłem, wyglądała pięknie, jak zwykle a krótkie spodenki, które miała na sobie uwydatniały jej szczupłe ale kształtne nogi, jednak wystarczyło spojrzeć na jej twarz, aby zauważyć, że coś jest nie tak. Dziewczyna zatrzymała się na szczycie schodów prowadzących do wejścia do budynku i zaczęła się rozglądać, aż w końcu jej wzrok padł na mnie. Podeszła do mnie wolnym krokiem.

-Cześć.- powiedziała ledwo słyszalnie.
-Hej, mała.- nie wiedziałem, czy chciałaby, abym ją dotykał, więc zadowoliłem się samym uśmiechem.- Mogę zabrać cię w pewne miejsce? Będziemy tam sami i porozmawiamy na spokojnie.- zapytałem z nadzieją w głosie.
-Ok.- tylko tyle powiedziała. No cóż, ma prawo być zła. Otworzyłem przed nią drzwi. Oglądanie jej takiej smutnej, było okropne, tym bardziej, że wiedziałem, że to ja jestem powodem jej smutku.

***

                                 Droga nie zajęła nam długo, wystarczyło piętnaście minut i znajdowaliśmy się na dzikiej plaży. Widziałem, że Kelsey podobał się ten widok. Był magiczny. Rozłożyłem dla nas koc, który wcześniej wziąłem ze sobą i zachęciłem dziewczynę, żeby usiadła.

-Kelsey, ja wiem, że nie ma dla mnie żadnego wytłumaczenia, nic co mógłbym powiedzieć nie sprawi, że poczujesz się mniej dotknięta moimi słowami i właściwie nie mam pojęcia, co powinienem zrobić, ale chcę, żebyś wiedziała, że wcale tak o tobie nie myślę.- dziewczyna słuchała mnie w skupieniu obserwując poruszającą się taflę wody.- Jesteś wyjątkowa, w każdym pozytywnym tego słowa znaczeniu i brak mi słów, którymi mógłbym cię opisać. Nie jestem poetą, więc powiem jedynie, że jesteś niesamowita. I byłbym najszczęśliwszym facetem na świecie, gdybyś spróbowała mi wybaczyć moją głupotę i dała mi drugą szansę.- dziewczyna spojrzała na mnie a w jej oczach dostrzegłem łzy.- Skarbie, proszę, tylko nie płacz.- powiedziałem delikatnie ścierając łzę z jej policzka, nie byłem pewien, czy nie odsunie się ode mnie, ale wiedziałem, że gdyby tak było to złamałoby mi to serce, jednak ona tego nie zrobiła, wręcz przeciwnie, przysunęła się do mnie i pozwoliła, abym otulił ją ramionami. 
-Nawet gdybym chciała, to nie mogłabym się na ciebie gniewać.- wyszeptała wtulając się we mnie mocniej.
-Naprawdę przepraszam za wczoraj.
-Wiem, ale musisz nad sobą panować Jace. Wczoraj...- zaczęła, ale porzuciła temat kręcąc głową. 
-Powiedz.- zachęcałem, choć bałem się tego co chce mi powiedzieć.
-Wczoraj przez ułamek sekundy naprawdę bałam się, że zrobisz mi krzywdę.- powiedziała a mimo ciszy, która nas otaczała ledwo mogłem ją usłyszeć, jednak słowa uderzyły we mnie jak huragan. Moja księżniczka bała się mnie.
-Nie zrobiłbym tego.- powiedziałem pewien swoich słów.
-Wiem, ale to było straszne, nie chcę się ciebie bać.
-Też tego nie chcę.- ta myśl rozbijała moje serce na kawałki.
-Więc przestań być agresywny.- powiedziała patrząc w moje oczy.
-Zrobię wszystko, czego ode mnie chcesz.- wyjaśniłem szczerze.
-Dziękuję.- szepnęła i ku mojemu zaskoczeniu wpiła się w moje usta. 
                                    Oszołomiony jej zachowaniem odwzajemniłem pocałunek. Dziewczyna zaczęła robić coraz bardziej namiętne ruchy, przeniosłem ją na swoje kolana, tak, że teraz siedziała na mnie okrakiem. Szybkim ruchem pchnęła mnie, tak, że mogła bez problemu się na mnie położyć. Złapałem ją za jej kształtny tyłek, przez co wydała z siebie okrzyk zdumienia dając mi dostęp do swoich ust. Korzystając z okazji przekręciłem nas i teraz to ja górowałem. Zaczęła ciągnąć za krańce mojej koszulki, aż w końcu pomogłem jej się jej pozbyć, opuszkami palców badała mój brzuch, oraz umięśnione ramiona.

- Podoba ci się to co widzisz?- zapytałem, na co pokiwała twierdząco głową. Wiedziałem do czego może to doprowadzić i nie miałem zamiaru z nią tego robić, nie dzisiaj, nie tutaj i nie w takich okolicznościach. Jej pierwszy raz będzie całkowicie niesamowity. Jednak ona miała inne plany i ściągnęła swoją katanę, zacząłem pieścić odkrytą część jej biustu językiem, dziewczyna jęczała, jednak przestałem, kiedy do moich oczu doszły fioletowe pręgi na jej ramionach. Gwałtownie się wyprostowałem, dziewczyna ciężko oddychając wpatrywała się we mnie ze zdziwieniem. Zszedłem z niej siadając obok.

-Co się stało? Zrobiłam coś nie tak?
-Czy ty sobie żartujesz?- powiedziałem unosząc na nią wzrok. Pokręciła przecząco głową.
-Kelsey, nie rób ze mnie idioty.- powiedziałem patrząc na nią błagalnie.
-Naprawdę nie wiem o co ci chodzi.- zmarszczyła brwi w zamyśleniu.
-Kels, czy to ja je zrobiłem?- spojrzała na mnie nadal nie rozumiejąc. Złapałem ją delikatnie za rękę wskazując na sine ślady.- To moja robota, tak?
-Och...- to mi wystarczyło.

================================================================================



Witam wszystkich, którzy jeszcze to czytają. Postanowiłam nie zawieszać bloga, jednak jest jeden warunek, pod rozdziałem znajdzie się 5 komentarzy, wtedy też pojawi się następny rozdział. Nie wydaje mi się, żeby to było wiele, szczególnie, że liczba wyświetleń stale rośnie. 
Dziękuję tym, którzy nadal odwiedzają mojego bloga, mam nadzieję, że rozdział, choć trochę nudnawy, to jednak wam się spodoba. Pozdrawiam wszystkich i do następnego. 
Ola
                                                                          

niedziela, 11 stycznia 2015

Ogłoszenie

Witam po dość długiej absencji. Chcę być z wami szczera, więc informuję, że rozważam zawieszenie bloga na czas nieokreślony, gdyż widzę, że maleje zainteresowanie nim, jednak to jeszcze nic pewnego. Chciałabym być pewna, że ktoś to czyta i mu się to podoba, gdyż bezsensu jest pisać, jeżeli nikt tego nie czyta. Wszystko zależy od was i od waszej opinii, to wy zdecydujcie. Do następnego spotkania... mam nadzieję.
Ola

czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział 20- Ból tak perfekcyjny

6 komentarzy= nowy rozdział

-Naprawdę chcesz to zrobić?- zapytał blondyn ze smutną miną.
-Czasem myślę, że nie mam wyboru.- oznajmiła a jej głos na jedną sekundę zadrżał, jednak zdołał to wychwycić.
-Nie chcesz żyć? Chcesz umrzeć?- jego gardło boleśnie się zaciskało, a słowa z trudnością opuszczały usta. 
Uśmiechnęła się bez humoru.
-A co to za różnica? W efekcie i tak skończy się tym samym.- na jej ustach nadal widniał uśmiech, choć po jej policzku spłynęła łza. 
Nigdy nie widział czegoś tak smutnego. Jak mogła być tak twarda będąc tak delikatną jednocześnie? Teraz zdołał ją powstrzymać przed nią samą, ale jego nie zdołał powstrzymać.

Jason POV:
                               Jestem idiotą. Jebanym idiotą. To oficjalne.
                               Kurwa, co we mnie wstąpiło?! Potraktowałem ją jak jakąś pierwszą lepszą dziwkę! Przecież ja ją kocham! Ona jest jak narkotyk, moja własna odmiana heroiny. Uzależnia.
                               Uderzyłem pięściami o maskę auta. Kurwa, przecież ona mi tego nie wybaczy, nigdy! Zraniłem ją, dopuściłem do tego, aby złość przejęła nade mną kontrolę. Pokręciłem głową zrezygnowany. Wiem, że nie ma sensu namawiać jej do tego abym mógł chociaż ją podwieźć do domu, ale muszę się upewnić, że dotrze tam bezpiecznie. Ruszyłem za nią utrzymując odpowiednią odległość, tak, aby mnie nie zauważyła.
                                Brawo McHall, spierdoliłeś, znowu.

                                                                       ***

Kelsey POV:
                                 Dlaczego on to powiedział? Jasne, ok, był zły, ja byłam powodem jego złości, ale to żadne wytłumaczenie. Kocham go, ale gdyby on kochał mnie, to by tego nie powiedział, prawda? Ja po prostu oczekuję od niego normalnej, zdrowej relacji. Czy to aż tak wiele? Tak, najwidoczniej. Zresztą kogo ja próbuję oszukać, wszystko było moją winą. Jestem beznadziejna, zawodzę wszystkich dookoła.
                                  Byłam już na mojej ulicy, dosłownie kilka posesji dzieliło mnie od mojego domu. Nie zwracałam uwagi na mijanych ludzi, którzy dziwnie na mnie patrzyli. Mój obraz był zamazany, coraz więcej łez wypływało z moich oczu. To tak strasznie boli. Gdybym tylko potrafiła go zrozumieć... Ale jak, skoro chłopak o niczym mi nie mówi? Rozumiem, że nie jest typem osoby, która lubi się zwierzać. W końcu to gangster, którego boi się całe to przeklęte miasto, idiotko. Ale przecież jestem jego dziewczyną, przynajmniej tak mi się wydaje. Sama już nie wiem, czy można to nazwać związkiem, może to tylko moje wyobrażenie. No tak, mój błąd, niczego sobie nie wyobrażaj, bo zawsze się rozczarujesz, zawsze.
                                   Stojąc przed drzwiami miałam ochotę zapaść się pod ziemię, lub zagrzebać w kołdrze na moim łóżku, wszystko, byleby tylko nie musieć spowiadać się Ashtonowi z dzisiejszego dnia. Otarłam szybko łzy, aby sprawiać pozory normalnej. Chwytając za klamkę spostrzegłam, że są otwarte. Świetnie, czyli jest w domu. Pchając je delikatnie weszłam do środka. Kiedy już miałam ulotnić się na górę do swojego pokoju zatrzymał mnie głos, który jednak nie należał do mojego brata.

-Kelsey?- zapytał Alex. Chłopak stał na środku salonu ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy.
-Alex? C-co ty tu robisz?- spytałam podchodząc do niego.
-Ashton jest u nas i poprosił mnie, żebym posiedział z tobą tej nocy. Opracowują jakieś plany, a on nie chciał żebyś została sama. Ale na litość boską, mała, co się stało?- podszedł do mnie biorąc moją twarz w swoje ręce i przyglądając mi się. Próbował złapać ze mną kontakt wzrokowy, jednak ja skutecznie tego unikałam spuszczając wzrok.
-Nic, jest w porządku.- cieszyłam się, że mój głos się nie załamał.
-Przecież widzę, że płakałaś, poza tym jesteś roztrzęsiona.- spuściłam wzrok na swoje buty. Mogłam się domyślić, że przyjaciel od razu pozna, że coś jest nie tak.
-Ja... P-powiedz mi Alex. Dlaczego jestem taka b-beznadziejna?- spytałam pozwalają łzom wypłynąć.
-Skarbie, wcale nie jesteś beznadziejna, jak możesz w ogóle tak myśleć?- spytał marszcząc brwi w geście niezrozumienia.
-B-bo wszystko psuję, w-wszystkich zawodzę.- mój głos coraz bardziej się załamywał.
-Skarbie.- chłopak objął mnie mocno przyciskając do swojej klatki piersiowej. W jego ramionach czułam się bezpiecznie. Tak, jak u Jasona.- Jesteś niesamowita, nie rozumiem jak mogłaś pomyśleć, że jest inaczej. Właściwie, to nie miałaś być z Jasonem?- spytał odsuwając mnie delikatnie od siebie, tak, aby móc spojrzeć mi w oczy. Pokiwałam twierdząco głową.- Więc co się stało?
- Pokłóciliśmy się.- wyszeptałam.
-Co on znowu odwalił? Przysięgam, że jak go dorwę, to mu nogi z dupy powyry...
- Alex, to moja w-wina.- wyznałam patrząc mu w oczy. Zmarszczył brwi.- On zaczął m-mówić coś o jakiejś ochronie, ja odebrałam to jako próbę k-kontrolowania mnie, poza tym nie uważam, żebym wymagała
o-ochrony, przecież nie jestem dzieckiem. I ja mu to powied-działam, a on się zdenerwował i zaczął strasznie krzyczeć i j-ja też krzyczałam i-i...
-Spokojnie, mała, oddychaj.- Alex głaskał mnie uspokajająco po plecach, kiedy ja walczyłam o każdy oddech. Byłam mu ogromnie wdzięczna, że tu ze mną był.- Co właściwie powiedział, że cię tak zdenerwował?- zapytał kiedy się już trochę uspokoiłam. Spojrzałam na niego niepewnie.
-Powiedział, że go zdradzam i zachowuję się jak dziwka.- powiedziałam szybko na wydechu. Te słowa nadal bolały. Poczułam jak mięśnie Alexa stały się napięte.
-Na pewno nie miał tego na myśli, był zdenerwowany.- wyznał.
-Czy ty wiesz, jak strasznie mnie to zabolało?- spytałam podnosząc na niego wzrok.- Ale może miał rację, dla niego jestem tylko nic nieznaczącą dziwką. Nie jestem wystarczająco dobra dla nikogo.- wyszeptałam i kolejna łza spłynęła po moim policzku.
-Cholera, Kels.- warknął mój przyjaciel chwytając moją twarz w swoje dłonie.- Nikt nie ma prawa tak o tobie mówić. To same kłamstwa, a ty jesteś najbardziej niesamowitą dziewczyną, jaką znam.- powiedział ścierając kciukami moje łzy. Patrzyłam na niego jak zahipnotyzowana.- Jesteś piękna, mądra, zabawna, wrażliwa, wiesz, że nie znam drugiej takiej osoby jak ty? Nigdy nie oceniałaś nas tak, jak reszta miasta, nie patrzyłaś na nas jak na zwyrodnialców, w przeciwieństwie do innych.- w jego słowach słychać było szczerość, kiedy patrzył na mnie tajemniczym wzrokiem.
-Czym zasłużyłam sobie na takiego przyjaciela jak ty?- spytałam wtulając się w chłopaka. Zaśmiał się oddając uścisk.
-Zasłużyłaś na wszystko co najlepsze i proszę, nie płacz już więcej, nie warto. Niedługo i tak wszystko się wyjaśni.- spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
-Co masz na myśli?
-Jason cię kocha i długo bez ciebie nie wytrzyma, skarbie. Nie wiem czy wiesz, ale strasznie uzależniasz.- posłał mi jeden z najpiękniejszych uśmiechów, jaki kiedykolwiek widziałam.
-Dziękuję.
-A teraz... na jaki film masz ochotę?- spytał rozsiadając się wygodnie na kanapie.
-Słucham?
-Chyba nie myślałaś, że zostawię cię samą?- popatrzył na mnie jakbym miała trzy głowy.- Zostaję na caluśką noc. Stawiam na komedie, trzeba poprawić ten twój grobowy humor.
-Nie wydaje mi się, żeby to było możliwe.- stwierdziłam a kolejna fala smutku zalała mnie od środka. Ból, tak idealny wypełnił całe moje ciało.
-Nie, skarbie, tylko nie płacz, bo to łamie moje serce na kawałki.- spojrzał na mnie smutnym wzrokiem.- Wiem, że go kochasz, ale wiem też, że ona kocha ciebie i na pewno wkrótce dostrzeże swój błąd.
-Możliwe.- podsumowałam smutno. Jednak wtedy może być już za późno. Wiem, uzależniłam się od Jasona, każda sekunda spędzona bez niego wprawiała mnie w smutek. I to przerażało mnie najbardziej.- To może ja zrobię nam gorącej czekolady.- zaproponowałam zerkając na chłopaka. Chciałam przestać o tym myśleć, przestać płakać, musiałam.
                                   Kiedy już miałam iść do kuchni Alex wstając z sofy przyciągnął mnie do siebie przez co oboje wylądowaliśmy na podłodze. Cała scena musiała wyglądać strasznie zabawnie. Teraz chłopak leżał na mnie okrakiem, a nasze twarze dzieliły jedynie milimetry. Jestem pewna, że wyglądałam jak burak, kiedy śmiałam się w niebo głosy.

-Wiesz, ty się tu wygodnie połóż, a ja zrobię tę czekoladę. Co ty na to?- zapytał zadowolony podpierając się rękoma rozstawionymi po obu stronach mojej głowy.
-Ok.- powiedziałam. Właściwie bliskość Alexa niebyła dla mnie krępująca. Dobrze go znam i wiedziałam, że nie ma w stosunku do mnie złych zamiarów.- W szafce nad zlewem są pianki i żelki.- poinformowałam go, wstając z podłogi.
-No proszę, widzę, że jesteś przygotowana na moją wizytę.- teraz to ja usiadłam na sofie.- Wiesz, poprzednia pozycja bardziej mi się podobała.- stwierdził i poruszał znacząco brwiami, na co przewróciłam jedynie oczami.
-Idź lepiej po tą czekoladę.- stwierdziłam z uśmiechem obserwując jak chłopak zmierza w stronę kuchni.
                                    Nie chciałam nawet myśleć, co by było, gdybym niezastała go w domu, pewnie zalewałabym się łzami. Ale co poradzę, że moje serce wyrywa się na choćby samą myśl o Jasonie? Gotowa byłam zrobić wszystko, czego tylko by sobie zażyczył. Czy jest coś bardziej żałosnego od błagania o choćby jeden uśmiech skierowany do mojej osoby? Nie, wszystkie inne tragiczności bledną przy tej potrzebującej uwagi. Ale nie chcę znowu cierpieć, bo tym razem mogę tego nie przeżyć.

                                                                           ***
Jason POV:

                                      Kiedy tylko wjechałem na podjazd koło domu w oczy rzuciło mi się auto należące do Ashtona. Co on tu robi? Kurwa, czy Kelsey jest teraz sama? Szybko skierowałem się do domu, gdy tylko otworzyłem drzwi udałem się do salonu, gdzie znalazłem chłopaków omawiających jakieś plany.

-Co ty tu robisz?- od razu zapytałem przyjaciela stając naprzeciwko niego. Rozmowy w pokoju natychmiast ucichły.
-O co ci chodzi?- spytał marszcząc brwi w geście niezrozumienia.
-Kurwa! Pozwoliłeś Kelsey zostać samej w domu?! Oszalałeś?!- wiem, nie powinienem wyładowywać na nim swojej złości, ale w tym momencie nie panowałem nad sobą. Miałem ochotę coś rozwalić.
-Nie jest sama, Alex z nią jest.- powiedział patrząc na zegarek znajdujący się na ścianie obok.- Jakąś godzinę temu zgodził się zaopiekować się Kels. A właściwie, to czy ty nie powinieneś być z nią? Mówiła mi, że odbierzesz ją po szkole.- wyjaśnił czekając na odpowiedź.
-Pokłóciliśmy się.- wyznałem. Na twarzach chłopaków pojawiło się zmartwienie.
-Ale jej nic nie..- zaczął Will, wiedziałem o co mu chodzi.
-Na serio myślisz, że mógłbym zrobić jej krzywdę?!- wykrzyczałem wściekły.- Cholera, przecież to moja dziewczyna!
-Ale czasem nad sobą nie panujesz!- krzyknął Matt.
-Zamknij się!
-Taka jest prawda! Masz problemy z gniewem.
-Co wy się tak nagle wszyscy martwicie, co?!- krzyknąłem patrząc na nich.
-McHall, wystarczy!- wrzasnął Luke zwracając tym samym moją uwagę. Jeszcze chwila, a przysięgam, rozwaliłbym Mattowi nos. Przyjaciel wzrokiem rozkazał mi, abym poszedł za nim.
                                  Spieprzyłeś McHall, jeszcze raz.

                                                                        ***

-Co ty odpierdalasz?!- krzyknął Luke przygważdżając mnie do ściany, gdy tylko weszliśmy do kuchni.
-Odwal się!- złapałem go za ręce uwalniając się z jego uścisku.
-Wydzierasz się na chłopaków, którzy nic nie zrobili. A to, że martwią się o Kelsey to chyba normalne.
-Ok, sorry, po prostu... nie wiem, co się ze mną dzieje.
-Co się stało, stary?- spytał spokojniej chłopak krzyżując ręce na klatce piersiowej.
-Kurwa! Dałem plamy, rozumiesz? Kolejny raz poniosło mnie i znów ją zawiodłem.- powiedziałem pocierając zmęczoną twarz dłońmi.
-O co wam poszło?- spytał przyglądając mi się ze współczuciem.
-Chciałem, żeby ktoś był przy niej, dla ochrony, nie mogę ryzykować powtórki z ostatnich wydarzeń.- wyjaśniłem spoglądając na chłopaka, który pokiwał głową, dając mi do zrozumienia, że to popiera.- Ona odebrała to jako próbę kontroli, a ja się wkurzyłem, przecież chodzi o jej bezpieczeństwo do cholery! Potem zasugerowałem, że może mnie zdradza. Nie wiem, co we mnie wstąpiło, ale kiedy wychodziła ze szkoły widziałem przy niej jakiegoś chłopaka. Pierdolony kochaś chciał ją pocałować i pewnie by to zrobił, gdyby nie to, że się tam pojawiłem!- frustracja rosła we mnie z sekundy na sekundę.
-Coś mi mówi, że to nie koniec.- powiedział Luke patrząc na mnie wyczekująco.
-Masz rację. Jakby tego było mało, ja... nazwałem Kels dziwką.- powiedziałem niemal szeptem. Do tej pory nie mogę sobie wyobrazić, jakim cudem te słowa przeszły przez moje gardło.
-Co do kurwy nędzy?- krzyknął mój przyjaciel żywo gestykulując rękami.-  Kelsey to najlepsza rzecz, jaka mogła ci się przydarzyć. Myślisz, że inna dziewczyna zniosłaby tyle co ona? Porwanie i próbę gwałtu?- moje ciało napięło się na samo wspomnienie półnagiej dziewczyny obmacywanej przez Jacka.
-Kurwa, stary, myślisz, że o tym nie wiem? Nie mam pojęcia, dlaczego tak powiedziałem, byłem wściekły, kiedy zobaczyłem go z nią! Wiem, że to mnie nie usprawiedliwia, ale co ja mam ci niby powiedzieć?- zapytałem patrząc na niego z rozłożonymi rękami.
-Mi? Nic. Ale jest ktoś, kogo powinieneś przeprosić, o ile zależy ci na niej tak, jak mówisz.
-Pewnie, że mi zależy. Ja, ja ją...
-Ty ją co?- zapytał Luke z cwanym uśmieszkiem na ustach.
-Kocham ją, kurwa!
- Wiem to, dlatego właśnie zrobisz wszystko, aby była szczęśliwa.- stwierdził z pewnością w głosie.
-Powinienem do niej pojechać.- spowiedziałem drapiąc się niezręcznie po szyi.
-Nie, teraz jest z nią Alex, dobrze jej to zrobi.- stwierdził wzruszając ramionami. Wypuściłem głośno powietrze z ust.
-Ok, masz rację, on się nią zajmie.- niechętnie, ale musiałem to przyznać.
-To dobry przyjaciel i zależy mu na Kelsey. Są ze sobą blisko, naprawdę się przyjaźnią.- Pokiwałem jedynie głową w odpowiedzi.
-Myślisz, że mi wybaczy?- zapytałem po chwili ciszy.
-Kocha cię, a z miłości robi się wiele głupot.- prychnąłem na jego komentarz.
-Dzięki.- Luke również się uśmiechnął, jednak po chwili spoważniał.
-Jason, masz o co walczyć, więc nie pozwól, aby zaślepił cię gniew, czy żądza zemsty. Kels wiele przeszła i wiele zniesie, ale wszystko ma swoje granice.
-Wiem. Zrobiłbym wszystko, żeby była szczęśliwa i bezpieczna.
-Tak trzymaj.- powiedział klepiąc mnie w ramię.- Teraz lepiej idź się połóż.- zaproponował.
-Ale...
-Nawet szef gangu zasługuje na jeden wolny wieczór.- powiedział zanim zdążyłem dokończyć.
-Ok, dzięki.
-Nie ma za co, wracam do chłopaków.
-Jasne.
                                         Luke ma rację. Kocham Kelsey, ale ciągle ją zawodzę, a przecież nie chcę, żeby mnie zostawiła. Nie zniósłbym tego. Muszę zrobić wszystko, aby była bezpieczna i szczęśliwa, aby mogła mi zaufać bez obawy o to, że ją zawiodę. Moja księżniczka zasługuje na wszystko co najlepsze.

                                                                           ###

Witam was pod pierwszym postem w 2015 roku! Na wstępie chcę wam życzyć wszystkiego dobrego w nowym roku, byleby nie był gorszy od poprzedniego XD
Nie chciałam tego robić, ale nie widzę innej opcji. Ogłaszam, że nowy rozdział pojawi się, kiedy liczba komentarzy osiągnie 6. Przykro mi, że muszę to robić, ale chcę tylko wiedzieć co o tym sądzicie. Chciałabym usłyszeć wasze porady, aby móc ulepszyć tego bloga, bo wiem, że nie jest idealny.
Pozdrawiam Ola=)
6 komentarzy= nowy rozdział