-Dlaczego to zrobiłaś?! Chyba wyraźnie ci tego zabroniłem! Jesteś taka głupia, że nie rozumiesz nawet prostego polecenia?!- mężczyzna o brązowych tęczówkach krzyczał na śliczną brunetkę stojącą przed nim ze łzami w oczach, których zdawał się nie zauważać.
-Przepraszam tato, to się więcej nie powtórzy.- płakała, była gotowa zrobić wszystko, gdyby tylko jej dzisiaj odpuścił.
-Oczywiście, że nie, jak dostaniesz porządne lanie, to na pewno zrozumiesz i więcej tego nie zrobisz.- powiedział zdejmując z siebie skórzany pasek.
Wiedziała jak to się skończy, ale teraz przyrzekła sobie, że to już ostatni raz, nigdy więcej, przecież ktoś musi jej pomóc. Przecież ma dla kogo walczyć.
Kelsey POV:
Poczułam promienie słońca przyjemnie muskające moją twarz. Nie miałam ochoty ruszać się z mojego wygodnego łóżka ani na chwilę, jednak wiedziałam, że nie mogę opuścić kolejnego dnia w szkole i tak mam już dużo zaległości. Otwierając oczy ujrzałam przed sobą mojego najlepszego przyjaciela, uśmiech od razu zagościł na mojej twarz. Alex wyglądał słodko, kiedy spał, jego włosy delikatnie opadały na czoło, usta miał lekko rozchylone, a policzki zaróżowione. I pomyśleć, że taki z niego bad boy. Odgarnęłam delikatnie włosy z jego twarzy, tak, aby go nie obudzić. Byłam wdzięczna, że mnie wczoraj nie zostawił, nie chciałam, a raczej nie mogłam być sama. A chłopak kolejny raz mnie wspierał, rozmawialiśmy do późna, zarówno o błahych rzeczach jak i o ważnych sprawach, teraz on obejmował mnie w pasie, a ja przylegałam do jego torsu. Musieliśmy wyglądać uroczo.
Jak najdelikatniej opuściłam jego umięśnione ramiona i udałam się do łazienki. Lustro utwierdziło mnie jedynie w przekonaniu, że moje oczy są podpuchnięte i podkrążone i ogólnie nie wyglądam za dobrze, tak też się czułam. Nie tracąc więcej czasu zrzuciłam z siebie ciuchy i weszłam pod prysznic, poczułam niesamowitą ulgę, kiedy chłodne krople wody uderzyły w moją skórę. Umyłam dokładnie całe ciało, szczególnie uważając na ramiona, które z niewiadomych powodów strasznie mnie bolały. Wychodząc z kabiny stanęłam ponownie przed lustrzaną taflą i dopiero teraz dostrzegłam fioletowe pręgi 'zdobiące' moje ręce. Co do...
-Tu dupku! Chory sukinsynie!- krzyczałam czując formujące się w moich oczach łzy.- Myślisz, że bym tu z tobą stała, gdybym się z nim pieprzyła? Dupek!
-Coś ty powiedziała?!- krzyknął łapiąc mnie mocno za ramiona. Cholernie mnie to bolało, ale nie miałam zamiaru dać mu tej satysfakcji.
-Słyszałeś, jesteś największym idiotą, jakiego znam!- próbowałam się wyrywać, ale on jedynie wzmocnił uścisk.- Jaki jest twój problem, co?
No tak, Jason... Poczułam łzy formujące się pod moimi powiekami, jednak nie dałam im wypłynąć, wzięłam kilka głębokich oddechów w celu uspokojenia się. Co ja z sobą zrobiłam? Zawsze śmiałam się z dziewczyn, które usilnie chciały zdobyć uwagę chłopaków, powtarzałam sobie, że nigdy nie będę podporządkowana żadnemu i nie pozwolę sobą manipulować, ale teraz wszystko się zmieniło. Kiedy nie było go przy mnie czułam, jakby coś było nie tak, myśl o tym, że się pokłóciliśmy a on jest na mnie zły sprawiała, że nie mogłam się na niczym skupić. Zawsze byłam samodzielna, owszem miałam przyjaciół, ale nigdy nie zwierzałam się im ze wszystkiego, wiedziałam, że powinnam liczyć tylko na siebie, mamę i Asha, tego nauczyło mnie życie i tak właśnie było, dopóki nie pojawił się on. Teraz każda komórka mojego ciała desperacko potrzebowała jego uwagi, a ja choć wiedziałam, że nie może tak dłużej być, to nie mogłam nic z tym zrobić. Byłam żałosna i chociaż chciałam to zmienić, to nie mogłam niczego zrobić. Cały czas miałam wątpliwości, nie co do tego co do niego czuję, ale co on czuje do mnie. Nie mogłam nawet wyobrazić sobie co by było, gdyby któregoś dnia powiedział mi, że mu się znudziłam i znalazł sobie inną, ładniejszą, inteligentniejszą. Zdaje się, że to prawda, co mówią, kochając dajesz komuś możliwość zniszczenia ciebie mając nadzieję, że tego nie zrobi, ale nadzieja matką głupich...
Nim się obejrzałam minęła godzina, odkąd wstałam, a kiedy chciałam się ubrać zdałam sobie sprawę, że nie wzięłam ze sobą ciuchów, nie mogłam też znaleźć swojego szlafroka. Cholera, przecież tam śpi Alex. Niewiele myśląc owinęłam się ręcznikiem, który sięgał mi jedynie do połowy ud i najciszej jak tylko potrafiłam wyszłam z łazienki kierując się w stronę szafy. Miałam szczęście, gdyż chłopak nadal smacznie pochrapywał na moim łóżku, zachichotałam na ten widok. Otwierając cicho drzwi od szafy wybrałam na dzisiaj krótkie, bordowe spodenki, czarną bokserkę na ramiączkach i jeansową kamizelkę, aby zakryć pręgi na rękach, wzięłam jeszcze czystą bieliznę i kiedy już miałam wracać do łazienki zadowolona z tego, że uniknęłam żenującego spotkania z Alexem zahaczyłam nogą o mój własny plecak tworząc przy tym ogromny hałas, który obudziłby nawet umarłego.
-Kelsey? Co się dzieje?- przyjaciel zerwał się z łózka na równe nogi rozglądając się po całym pokoju, aż w końcu jego wzrok powędrował na mnie, stojącą na środku pokoju, kurczowo trzymającą swój ręcznik, ledwo zakrywający tyłek. Pewnie wyglądałam jak burak.
-Cholera, strasznie przepraszam.- tłumaczyłam się nerwowo gestykulując, modląc się, żeby chłopak nie zobaczył zbyt dużo. Zaśmiał się. CO ZROBIŁ? Ja tutaj omal nie spaliłam się ze wstydu, a on się ŚMIEJE?!
-Przepraszam Kels, ale wyglądasz komicznie!- powiedział pomiędzy napadami śmiechu. Spojrzałam na siebie z góry, no tak, trzymam ręcznik, dociskając do ciała ciuchy, stojąc nad moim plecakiem z mało inteligentną miną. Sama zaczęłam się śmiać.
-Jejku, Alex, strasznie cię przepraszam ze tę żenującą sytuację, po prostu zapomniałam zabrać ciuchy do łazienki i...
-Spokojnie. Nic się nie stało, właściwie to podoba mi się taka pobudka.- poruszał sugestywnie brwiami.
-Boże, Alex.- spaliłam buraka.
-Hej, nie wiń mnie, jestem tylko facetem.- podniósł ręce w geście obronnym.
-Jasne, jasne.- krzyknęłam roześmiana wchodząc do łazienki.
Kiedy się już przebrałam nie zastałam przyjaciela w moim pokoju, jednak doszło mnie ciche pogwizdywanie z parteru, udałam się w stronę źródła dźwięku. Wchodząc do kuchni ujrzałam Alexa stojącego tyłem do mnie przy kuchence. Na mojej twarzy ponownie zagościł uśmiech.
-No, no, no, proszę, może powinieneś zmienić zawód.- powiedziałam czując unoszący się po pomieszczeniu zapach.
-Nareszcie ktoś docenił moje starania.- odparł uśmiechnięty.- Zapraszam panią do stołu.- skiną głową przekładając omlet na talerze.- Mam nadzieję, że jesteś głodna.
-Jak wilk.- powiedziałam uśmiechnięta zajmując miejsce przy stole.
-W takim razie życzę smacznego.
-Nawzajem.
Śniadanie minęło w bardzo miłej atmosferze, to miła odmiana móc z kimś porozmawiać podczas wspólnego posiłku, odkąd mama wyjechała samotne śniadania, obiady i kolacje stanowią dla mnie rutynę. W końcu mój brat ma swoje sprawy a ja dobrze to rozumiem.
-Ok, idź na górę po plecak, a ja pozmywam naczynia.- powiedział chłopak wstając od stołu, kiedy skończyliśmy już jeść.
-Sama pozmywam.- zaprotestowałam.- Wystarczy, że ty zrobiłeś śniadanie.
-Ja zrobiłem to i ja posprzątam. A ty leć na górę, bo już późno, ale nie martw się, odwiozę cię.- powiedział puszczając mi oczko.
-Mój bohaterze!- krzyknęłam wchodząc po schodach na górę, usłyszałam jeszcze śmiech chłopaka. Wpadłam szybko do pokoju i chwytając za plecak i telefon równie szybko z niego wybyłam. Alex stał już przy drzwiach czekając na mnie. Posłałam mu pełen wdzięczności uśmiech, który natychmiast odwzajemnił. Już mieliśmy wychodzić, kiedy mój telefon zasygnalizował nadejście wiadomości. Spojrzałam na wyświetlacz odblokowując urządzenie.
Od: Jason
Skarbie, cholernie cię przepraszam, wiem, że nawaliłem i pewnie nie chcesz mnie widzieć, ale proszę, spotkaj się ze mną. Przyjadę po ciebie po twoich lekcjach, ok?
Przeczytałam sms'a i pomyślałam nad odpowiedzią. Czy rzeczywiście chciałam słuchać jego przeprosin? Czy one cokolwiek zmienią? I choć dobrze znałam odpowiedź, to wystukałam krótkie: "Tak, kończę o 15" i zanim mogłabym zmienić zdanie kliknęłam wyślij.
-Wszystko ok?- zapytał Alex otwierając przede mną drzwi do jego samochodu.
-Jasne, to tylko Jason.- wyjaśniłam, kiedy chłopak usiadł obok mnie na miejscu kierowcy.
-Czego chciał?- spytał odpalając auto.
-Spotkać się, dzisiaj.
-Zgodziłaś się?- spytał zerkając na mnie, kiedy ruszyliśmy w stronę mojej szkoły.
-Tak, w końcu to niebyła wyłącznie jego wina.- wytłumaczyłam.
-O proszę cię, nie broń go, Kelsey.- chłopak przewrócił oczyma, jednak widząc moją minę uspokoił się i wypuścił powietrze z płuc.- Ok, ale jakby co, to do mnie zadzwoń, ok?
- Jasne i dziękuję za wszystko.- powiedziałam, kiedy zatrzymaliśmy się przed moją szkołą, po czym przytuliłam go.- Mam najwspanialszego przyjaciela na świecie!- pisnęłam uradowana zachowując się jak małe dziecko.
-Idź już wariatko, bo się spóźnisz.- odwzajemnił uścisk z uśmiechem.- Do zobaczenia.
-Do zobaczenia Alex.- pomachałam mu udając się w kierunku budynku, kiedy poczułam, że mój telefon ponownie zawibrował informując o kolejnej wiadomości.
Od: Jason
Będę czekać
Z moich ust uciekło westchnienie. To będzie ciężki dzień.
***
Jason POV:
Dziękowałem Bogu w myślach, że w ogóle chce mnie widzieć, po tym co stało się wczoraj, i wiedziałem, że choćbym nie wiem co zrobił, ani jak długo bym ją przepraszał, ona i tak się na mnie zawiodła. Miałem ochotę dać sobie w twarz. Siedziałem właśnie w ogrodzie zaciągając się papierosem. Nikotyna działała na mnie uspokajająco, a teraz właśnie tego potrzebowałem.
-Cześć, bracie.- powiedział Will zajmując miejsce obok mnie. Ok, czego on chce?
-Co się stało?- zapytałem od razu przypatrując się mu.
-Dlaczego zakładasz, że w ogóle coś się stało?- spytał unosząc brwi w zdziwieniu.
-Za długo cię znam Queen, żeby nie poznać, kiedy masz jakieś złe wieści.
-Ok, masz rację, rzeczywiście nie przynoszę najlepszych informacji.- wyznał drapiąc się niezręcznie po karku.
-Co co chodzi?- wyprostowałem się na krześle gasząc papierosa.
-Będziemy mieli gościa.- powiedział spuszczają wzrok.
-Will, o kim ty mówisz?- moja ciekawość rosła z każdą minutą.
-Hastings ma nam pomóc w kilku sprawach.- powiedział niepewnie.
-Co kurwa?! Co masz na myśli mówiąc, że ma nam pomóc?! Czego ten świr chce?!- czy to jakieś jaja?
-Jason, uspokój się, to tylko na kilka dni.
-Stary, czy ty już zapomniałeś co nam zrobił? Co chciał zrobić Jo?!- krzyknąłem wstając z krzesła. Miałem ochotę coś rozwalić.
-Co tu się dzieje?- zapytał Luke wchodząc do ogrodu razem z Mattem, Chazem i Ashtonem.
-Co to kurwa ma być?! To ty sprowadziłeś tu Hastingsa?!- krzyknąłem podchodząc do bruneta.
-Owszem. bo to jedyna szansa na pozbycie się naszych wspólnych wrogów i kto, jak kto, ale ty powinieneś o tym dobrze wiedzieć!.
-A nie uważasz, że powinieneś najpierw to ze mną skonsultować? W końcu jestem szefem tego gangu.- powiedziałem z żalem.
-Byłeś zajęty, a to jedyne wyjście, a teraz się uspokój.- powiedział marszcząc brwi.
-Nie pamiętasz już, co chciał zrobić Jo? Jak ją skrzywdził?- zapytałem nie rozumiejąc jego postępowania.- Ten facet jest chory, a ty sprowadzasz go do nas.- mówiłem coraz spokojniej, mimo, że nadal byłem zły, a może raczej bezradny?
-To się nie powtórzy.- przyrzekł z pewnością w głosie, a jego oczy złagodniały. Kto jak kto, ale on wiedział ile kosztowało mnie chociażby wspomnienie o tym kretynie.
-Tego nie możesz wiedzieć, ale wiesz, że jeżeli Kelsey poczuje się w jakikolwiek sposób zagrożona przez niego, to tym razem nie zawaham się przed naciśnięciem spustu.- nie pozwolę, żeby cokolwiek się jej stało.
-Wiem, wtedy sam ci w tym pomogę.- wiedziałem, że był szczery, jesteśmy rodziną, a rodziny nigdy się nie zostawia.
-Kiedy ma tu być?- zapytałem.
-Jutro wieczorem i chciałbym, żebyś uprzedził o tym Kelsey.
-Jasne, właśnie zaraz mam się z nią spotkać.
-Tym razem niczego nie schrzań McHall.- posłał mi pełne politowania spojrzenie.
-Nie martw się o to.- powiedziałem wymijając go.- Do zobaczenia.
***
Czekałem właśnie na moją księżniczkę na parkingu szkolnym opierając się o maskę mojego sportowego auta. Zastanawiałem się, co właściwie powinienem jej powiedzieć, aż w końcu ją zobaczyłem, wyglądała pięknie, jak zwykle a krótkie spodenki, które miała na sobie uwydatniały jej szczupłe ale kształtne nogi, jednak wystarczyło spojrzeć na jej twarz, aby zauważyć, że coś jest nie tak. Dziewczyna zatrzymała się na szczycie schodów prowadzących do wejścia do budynku i zaczęła się rozglądać, aż w końcu jej wzrok padł na mnie. Podeszła do mnie wolnym krokiem.
-Cześć.- powiedziała ledwo słyszalnie.
-Hej, mała.- nie wiedziałem, czy chciałaby, abym ją dotykał, więc zadowoliłem się samym uśmiechem.- Mogę zabrać cię w pewne miejsce? Będziemy tam sami i porozmawiamy na spokojnie.- zapytałem z nadzieją w głosie.
-Ok.- tylko tyle powiedziała. No cóż, ma prawo być zła. Otworzyłem przed nią drzwi. Oglądanie jej takiej smutnej, było okropne, tym bardziej, że wiedziałem, że to ja jestem powodem jej smutku.
***
Droga nie zajęła nam długo, wystarczyło piętnaście minut i znajdowaliśmy się na dzikiej plaży. Widziałem, że Kelsey podobał się ten widok. Był magiczny. Rozłożyłem dla nas koc, który wcześniej wziąłem ze sobą i zachęciłem dziewczynę, żeby usiadła.
-Kelsey, ja wiem, że nie ma dla mnie żadnego wytłumaczenia, nic co mógłbym powiedzieć nie sprawi, że poczujesz się mniej dotknięta moimi słowami i właściwie nie mam pojęcia, co powinienem zrobić, ale chcę, żebyś wiedziała, że wcale tak o tobie nie myślę.- dziewczyna słuchała mnie w skupieniu obserwując poruszającą się taflę wody.- Jesteś wyjątkowa, w każdym pozytywnym tego słowa znaczeniu i brak mi słów, którymi mógłbym cię opisać. Nie jestem poetą, więc powiem jedynie, że jesteś niesamowita. I byłbym najszczęśliwszym facetem na świecie, gdybyś spróbowała mi wybaczyć moją głupotę i dała mi drugą szansę.- dziewczyna spojrzała na mnie a w jej oczach dostrzegłem łzy.- Skarbie, proszę, tylko nie płacz.- powiedziałem delikatnie ścierając łzę z jej policzka, nie byłem pewien, czy nie odsunie się ode mnie, ale wiedziałem, że gdyby tak było to złamałoby mi to serce, jednak ona tego nie zrobiła, wręcz przeciwnie, przysunęła się do mnie i pozwoliła, abym otulił ją ramionami.
-Nawet gdybym chciała, to nie mogłabym się na ciebie gniewać.- wyszeptała wtulając się we mnie mocniej.
-Naprawdę przepraszam za wczoraj.
-Wiem, ale musisz nad sobą panować Jace. Wczoraj...- zaczęła, ale porzuciła temat kręcąc głową.
-Powiedz.- zachęcałem, choć bałem się tego co chce mi powiedzieć.-Wczoraj przez ułamek sekundy naprawdę bałam się, że zrobisz mi krzywdę.- powiedziała a mimo ciszy, która nas otaczała ledwo mogłem ją usłyszeć, jednak słowa uderzyły we mnie jak huragan. Moja księżniczka bała się mnie.
-Nie zrobiłbym tego.- powiedziałem pewien swoich słów.
-Wiem, ale to było straszne, nie chcę się ciebie bać.
-Też tego nie chcę.- ta myśl rozbijała moje serce na kawałki.
-Więc przestań być agresywny.- powiedziała patrząc w moje oczy.
-Zrobię wszystko, czego ode mnie chcesz.- wyjaśniłem szczerze.
-Dziękuję.- szepnęła i ku mojemu zaskoczeniu wpiła się w moje usta.
Oszołomiony jej zachowaniem odwzajemniłem pocałunek. Dziewczyna zaczęła robić coraz bardziej namiętne ruchy, przeniosłem ją na swoje kolana, tak, że teraz siedziała na mnie okrakiem. Szybkim ruchem pchnęła mnie, tak, że mogła bez problemu się na mnie położyć. Złapałem ją za jej kształtny tyłek, przez co wydała z siebie okrzyk zdumienia dając mi dostęp do swoich ust. Korzystając z okazji przekręciłem nas i teraz to ja górowałem. Zaczęła ciągnąć za krańce mojej koszulki, aż w końcu pomogłem jej się jej pozbyć, opuszkami palców badała mój brzuch, oraz umięśnione ramiona.
- Podoba ci się to co widzisz?- zapytałem, na co pokiwała twierdząco głową. Wiedziałem do czego może to doprowadzić i nie miałem zamiaru z nią tego robić, nie dzisiaj, nie tutaj i nie w takich okolicznościach. Jej pierwszy raz będzie całkowicie niesamowity. Jednak ona miała inne plany i ściągnęła swoją katanę, zacząłem pieścić odkrytą część jej biustu językiem, dziewczyna jęczała, jednak przestałem, kiedy do moich oczu doszły fioletowe pręgi na jej ramionach. Gwałtownie się wyprostowałem, dziewczyna ciężko oddychając wpatrywała się we mnie ze zdziwieniem. Zszedłem z niej siadając obok.
-Co się stało? Zrobiłam coś nie tak?
-Czy ty sobie żartujesz?- powiedziałem unosząc na nią wzrok. Pokręciła przecząco głową.
-Kelsey, nie rób ze mnie idioty.- powiedziałem patrząc na nią błagalnie.
-Naprawdę nie wiem o co ci chodzi.- zmarszczyła brwi w zamyśleniu.
-Kels, czy to ja je zrobiłem?- spojrzała na mnie nadal nie rozumiejąc. Złapałem ją delikatnie za rękę wskazując na sine ślady.- To moja robota, tak?
-Och...- to mi wystarczyło.
================================================================================
Witam wszystkich, którzy jeszcze to czytają. Postanowiłam nie zawieszać bloga, jednak jest jeden warunek, pod rozdziałem znajdzie się 5 komentarzy, wtedy też pojawi się następny rozdział. Nie wydaje mi się, żeby to było wiele, szczególnie, że liczba wyświetleń stale rośnie.
Dziękuję tym, którzy nadal odwiedzają mojego bloga, mam nadzieję, że rozdział, choć trochę nudnawy, to jednak wam się spodoba. Pozdrawiam wszystkich i do następnego.
Ola
super :)
OdpowiedzUsuńJest ekstra!
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę że nie zawieszasz!
Świetny rozdział :) Duuuużo weny życzę i gratuluję ogromnego talentu :)
OdpowiedzUsuńOo dziękuję że nie zawieszasz ! Rozdział super! ❤
OdpowiedzUsuńJejku cieszę się bardzo ze nie zawieszasz!!
OdpowiedzUsuńA rozdział super!