czwartek, 22 stycznia 2015

Rozdział 22- Bo przeszłość do nas powróci, prędzej czy później

 Nowy rozdział pojawi się dziś wieczorem
 5 komentarzy= następny rozdział                            

                                   Pierwszy raz od bardzo długiego czasu czuła się naprawdę szczęśliwa. Ktoś ją akceptował, ktoś ją lubił, może nawet miała szansę na nowy start?

-Co to jest?- spytała jedna z dziewczyn dotykając wielkiego siniaka na jej ciele, rozciągającego się przez całe żebra z prawej strony jej drobnego ciała.
-Upadłam z roweru.- powiedziała wymuszając uśmiech. 
                                   Wiedziała, że wszyscy w to uwierzą, była dobrym kłamcą. Ale tego dnia coś zrozumiała. Mogła udawać przed wszystkimi, że jest szczęśliwa, ale nie mogła zmusić do tego samej siebie, do uwierzenia, że wszystko będzie dobrze. Tego zrobić nie mogła. Chciała zostać sama ze sobą, ale zadała sobie z czegoś sprawę, straciła wszystko, teraz przez zakłamanie nawet siebie już nie miała.

Kelsey POV:

-Kels, czy to ja je zrobiłem?- spojrzałam na niego nadal nie rozumiejąc. Złapał mnie delikatnie za rękę wskazując na sine ślady.- To moja robota, tak?
-Och...- co mam mu powiedzieć?

                                   Wpatrywał się we mnie intensywnie. Co mam zrobić? Przecież wiem, że nie zrobiłby mi tego celowo, po prostu nie panował nad sobą.

-Skarbie, ja... Nie wiem nawet co powiedzieć, jest mi tak cholernie przykro.- wyznał głosem przepełnionym żalem, współczuciem i troską.- Jak mogłem to zrobić?- zapytał chwytając za moje dłonie i całując każdą pojedynczą kostkę.- Jestem potworem.- stwierdził składając pocałunek na wewnętrznej stronie moich rąk.
-Nie jesteś.- zaprzeczyłam od razu modląc się w duchu, aby mój głos się nie załamał, jednak on jedynie pokręcił przecząco głową.
-Jak możesz tak mówić? Zraniłem cię! Cholera Kelsey, spójrz na swoje ręce.- powiedział przykładając swoje duże dłonie w miejsce siniaków, ślady idealnie się pokrywały. Jak to możliwe, że kiedy już było tak dobrze, kiedy się pogodziliśmy znowu wszystko się sypie?
-Jason, to nic, przecież wiem, że tego nie chciałeś.- naprawdę nie miałam do niego żalu, wiem, że ma problemy z panowaniem nad sobą, ale wiedziałam też, że nie mógłby mnie skrzywdzić, a to tylko siniaki, które zaraz zejdą.- Jestem straszną niezdarą i ciągle coś sobie robię, a te tu.- wskazałam na fioletowe pręgi.- To dla mnie codzienność.- chłopak patrzył prosto na mnie, jakby szukał chociaż cienia zawahania czy strachu. Nie znalazł go, gdyż ufałam mu.
-Kels, to nie zmienia faktu, że cię skrzywdziłem fizycznie i nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak bardzo mi przykro.- wyjaśnił chwytając mnie za brodę, tak, abym patrzyła prosto w jego oczy.- To nie powinno było się nigdy wydarzyć, strasznie cię przepraszam skarbie, proszę wybacz mi.- patrzył na mnie z desperacją wypisaną na twarzy.
-Nie byłam na ciebie zła, wiem, że nie chciałeś tego.- wyszeptałam. Chłopak przytulił mnie do swojego torsu. W jego ramionach naprawdę czułam się bezpiecznie.
-Obiecuję, że to się więcej nie powtórzy.- wyszeptał, miałam wrażenie, że te słowa niebyły skierowane do mnie, ale on sam przyrzekał sobie, że taka sytuacja nigdy ponownie się nie wydarzy. Obiecał i słowa dotrzyma, tego byłam pewna.

***

                                         Na plaży zostaliśmy jeszcze przez jakąś godzinę, kiedy zauważyliśmy, że zaczyna się ściemniać postanowiliśmy wracać do domu.

-Kelsey, może zostaniesz dzisiaj u mnie?- zapytał chłopak łapiąc mnie za rękę, kiedy kierowaliśmy się w stronę jego auta.- Wiesz, jesteś na pewno zmęczona, poza tym jest piątek, Ashton nocuje dzisiaj u nas, a jutro rano wyjeżdża, więc i tak musiałabyś do nas przyjechać.- no tak, zapomniałabym o wyjeździe mojego brata.
-Myślę, że to dobry pomysł.- uśmiechnęłam się do niego, kiedy otworzył przede mną drzwi do samochodu.
-Cieszę się. No właśnie, zapomniałbym, będziemy mieli gościa.- powiedział odpalając silnik.
-Kto to taki?- zapytałam.
-James Hastings.- po samym tonie jego głosu mogłam wywnioskować, że nie przepadał za tym mężczyzną, kimkolwiek był.
-Powinnam wiedzieć kto to?
-Powiedzmy, że kolega po fachu, spec od bomb.- wyjaśnił skupiając się na drodze. Kiedy zaczął o nim mówić całe jego ciało napięło się, wiedziałam, że do czegoś musiało pomiędzy nimi dojść, ale nie chciałam go denerwować pytaniami.
-Dlaczego tu przyjeżdża?- w czym może im pomóc?
-Mamy kilka niedokończonych spraw.- powiedział lakonicznie, co było dla mnie jasnym sygnałem , że powinnam się zamknąć.
-Ale gdyby działo się coś złego, to byś mi o tym powiedział, prawda?- spytałam patrząc na niego.
-Skarbie, nie martw się, nie dzieje się nic, czym mogłabyś zawracać sobie głowę.- to nie jest odpowiedż na moje pytanie. Jace, czego mi nie mówisz? 


***

Jason POV:

                                            Zaczyna mnie wypytywać, domyśla się czegoś? Przecież to niemożliwe. Zadbałem o to, aby się nie dowiedziała, więc dlaczego?
                                            Przekręcając zamek w drzwiach otworzyłem je i puściłem dziewczynę przodem. Dom był pusty, chłopaki pewnie wybrali się na imprezę, co oznaczało, że będziemy mogli pobyć sami.

-Napijesz się czegoś?- spytałem prowadząc Kelsey do kuchni.
-Poproszę wodę.- powiedziała siadając na jednym z wysokich, barowych krzeseł znajdujących się przy wysepce. Otworzyłem lodówkę i podałem jej butelkę.
-Ok, co chcesz dzisiaj robić?- spytałem zajmując miejsce obok niej. Udała zamyślenie.
-Wybór należy do pana, panie McHall.- powiedziała zmysłowym głosem.
-A więc jest pani w moich rękach.- zacząłem jeździć nosem po szyi dziewczyny, czując jak jej ciało na mnie reaguję.
-Zdaję się na pana łaskę.- wyszeptała.
-Dobry!- dobiegł nas krzyk z salonu, przez co Kels odsunęła się ode mnie rumieniąc się. Chwilę później do kuchni wpadli chłopaki.
-A co wy tu robicie zakochańce?- zaświergotał Chaz stojący w progu.
-Mam nadzieję, że w niczym nie przeszkodziliśmy?- zapytał Will poruszając dwuznacznie brwiami.
-O błagam was, to moja siostra!- krzyknął Ashton całując brunetkę w policzek na powitanie.
-Mając taką siostrę lepiej bym jej pilnował.- stwierdził Matt puszczając oko do mojej Kelsey. Dziewczyna oblała się głębokim rumieńcem.
-Może oglądniemy razem film w salonie?- zaproponował Alex patrząc pytająco na resztę ekipy. Kelsey wyglądała na zadowoloną z tego pomysłu. Cieszyłem się, że tak dobrze dogaduje się z chłopakami, w końcu byli dla mnie jak rodzina.
-Może chcesz się najpierw przebrać?- zapytałem ją kiedy chłopaki udali się do salonu dyskutując o tym, jaki fil powinniśmy obejrzeć.- Pożyczę ci jakieś moje ciuchy.- dziewczyna uśmiechnęła się w podziękowaniu i udaliśmy się do mojego pokoju. Wybrałem jedną z moich koszulek oraz legginsy, które kiedyś tu zostawiła i podałem jej wychodząc z pomieszczenia, aby nieczuła się skrępowana i mogła się spokojnie przebrać.
                                         Sądząc po krzykach dochodzących z salonu domyśliłem się, że chłopaki jeszcze nie wybrali filmu, który będziemy oglądać. Czasem zachowywali się jak dzieci, przysięgam. Po jakimś czasie zapukałem do drzwi mojego pokoju, aby upewnić się, że mogę już wejść, kiedy usłyszałem ciche proszę pociągnąłem za klamkę. Kelsey stała do mnie tyłem przyglądając się jakiemuś przedmiotowi, który trzymała w dłoni. Podszedłem bliżej obejmując ją w pasie kładąc głowę w zagłębieniu jej szyi na co zaśmiała się. Dziewczyna patrzyła się na jedno ze zdjęć stojących na mojej komodzie.

-To ty, prawda?- zapytała patrząc na mnie, pokiwałem głową.-A kto to?- spytała wskazując na śliczną blondynkę, która uśmiechała się promiennie obejmując mnie w szczelnym uścisku.
-To Jo.- powiedziałem uśmiechając się smutno.
-Kim ona jest dla ciebie?- zapytała marszcząc brwi. Zaśmiałem się.
-To maja młodsza siostra.- dziewczyna odetchnęła z ulgą, starając się to ukryć.- Kiedy dołączyłem do gangu ona została z matką. Nie widziałem jej od bardzo dawna.
-Dlaczego?- spytała odwracając się w moją stronę.
-Wiesz, miał miejsce pewien incydent.- zacisnąłem szczękę na samo wspomnienie.
-Nie musisz mówić, jeśli nie chcesz.- powiedziała dotykając mojego policzka.
-Chcę, żebyś wiedziała, to odpowiedni moment. Widzisz, jakiś czas temu przyjechała tutaj do mnie w odwiedziny. Zawsze mieliśmy dobry kontakt, byliśmy ze sobą blisko, ale pewnego dnia zjawił się tutaj Hastings.
-Ten sam, o którym mi dzisiaj mówiłeś?- spytała.
-Tak, on i jego szef wpadli na pomysł, jak się zemścić za nieudane transakcje. Ten biznes jest niebezpieczny, ale obowiązują pewne zasady: nikt nie ma prawa mieszać w to rodziny. Ale ci idioci mieli to gdzieś. Chcieli mi uprzykrzyć życie i postanowili wykorzystać do tego moją siostrę. Porwali ją i grozili bronią. Nawet nie masz pojęcia jak się wtedy czułem, ja jej brat, powinienem ją chronić, a nie narażać na niebezpieczeństwo.
-To niebyła twoja wina.- powiedziała ze współczuciem wymalowanym na twarzy.
-Kiedy to zobaczyłem wpadłem w szał, niewiele brakowało, a bym go zabił, ale Luke mnie powstrzymał. Postanowiłem wtedy, że przestanę się kontaktować z Jo, aby jej nie narażać.- zakończyłem czekając na reakcję dziewczyny.
-Czyli nie widziałeś się z nią przez cały ten czas?- zapytała z niedowierzaniem, pokiwałem twierdząco głową.- Tęsknisz za nią, prawda?- zapytała a raczej stwierdziła.
-Bardzo i za moim młodszym bratem Jaiem, kiedy go ostatni raz widziałem miał sześć lat.- uśmiechnąłem się krzywo.-To było strasznie trudne tak z dnia na dzień przestać widywać kogoś, kto był całym twoim życiem, ale tak było dla nich lepiej.
-Nie myślałeś o tym , żeby się z nimi spotkać?- zapytała.
-Wiele razy, ale oni by mi tego nie wybaczyli.- zostawiłem ich i nie miałem prawa pojawiać się i mieszać w ich życiu.
-Jason, oni na pewno tęsknią za tobą, tak jak ty za nimi.- stwierdziła z pewnością.
-Dalej grozi im niebezpieczeństwo, dlatego uważaj na siebie, kiedy przyjedzie Hastings, cały czas trzymaj się blisko mnie, a gdyby coś się działo to od razu powiedz o tym mi, albo któremuś z chłopaków, ok?- spytałem chwytając jej twarz w dłonie. Pokiwała niepewnie głową.- Ok, a teraz chodźmy, chłopaki czekają.- złapałem ją za rękę i skierowaliśmy się w stronę salonu.

***

Kelsey POV:

                                           Historia Jasona była smutna, do tej pory nie wiedziałam ile poświęcił, teraz było mi go szkoda. Chciałam, żeby wiedział, że ma we mnie oparcie, że jestem tu dla niego, ale nie wiedziałam jak mu to okazać. Nim weszliśmy do salonu zatrzymałam chłopaka.

-Co się stało?- spytał marszcząc brwi.- źle się czujesz?
-Nie, nie, jest dobrze, tylko, Jason... Chciałam, żebyś wiedział, że zawsze możesz mi o wszystkim powiedzieć, może nie jestem w stanie ci pomóc, ale zawsze cię wysłucham...- mówiłam na wydechu.
-Kochanie.- chłopak przerwał mój rozkręcający się monolog.- Nie masz racji, pomagasz mi, jesteś moją ucieczką od tego wszystkiego, nie mam pojęcia co bym zrobił, gdyby cię tu nie było. Proszę, nigdy nie wątp w to, że cię potrzebuje.- powiedział patrząc w moje oczy.- Ok?- zapytał.
-Ok.- chłopak zamknął mnie w szczelnym uścisku. 
-A co wy tu jeszcze robicie?- zapytał Ash.- Czekamy na was.- zmroził wzrokiem mojego chłopaka, gdybym go nie znała, to pomyślałabym, że to przypadek, że tu przyszedł. 
                                            Jason zajął miejsce na fotelu i pociągnął mnie na swoje kolana mierząc się z kolejnym krzywym spojrzeniem Ashtona. Alex włączył film zajmując miejsce na kanapie i wszyscy pogrążyliśmy się w rozmowie.


***

                                              Jak to zawsze ze mną bywa w trakcie filmu musiałam skorzystać z toalety. Kiedy już załatwiłam swoje potrzeby udałam się do kuchni, aby napić się wody. Nalałam pełną szklankę i zaczęłam ją opróżniać przypatrując się temu, co działo się za oknem. W oddali zauważyłam ciemną, męską sylwetkę, zdawało się, że ta osoba patrzy prosto na mnie. Zamrugałam gwałtownie, jestem zmęczona i pewnie mam zwidy. Jednak to uczucie nadal nieodparcie mi towarzyszyło. Podeszłam bliżej okna, mężczyzna zrobił kilka kroków naprzód, teraz stał w świetle latarni, która idealnie oświetlała jego twarz. Szklanka wypadła z mojej dłoni z hukiem roztrzaskując się na kafelkach. To niemożliwe... 

======================================================================

Hej, rozdział nie jest najlepszy, ale nie czuję się dzisiaj dobrze, więc wybaczcie mi to. Jest po prostu nudny, ale coś zaczyna się dziać, sekrety Jasona i dziwny gość pod ich domem... Teraz akcja będzie się stopniowo rozkręcać, więc myślę, że nie będziecie się nudzić.
5 komentarzy= następny rozdział, to się nie zmienia. Zapraszam też na nowy rozdział na http://love-should-be-easy.blogspot.com/ Jeśli podobają się wam moje opowiadania, to proszę polecajcie je innym. Pozdrawiam
Ola =)

5 komentarzy:

  1. Jaki nie najlepszy?! Jest świetny! Masz super talent
    No i... Przez chwile myślałam ze za oknem stoi ten cały James ale wydaje mi się że to jej ojciec, bo tamtego nigdy na oczy nie widziała to tak by nie zareagowała
    Tak, to na bank jej ojciec!

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaa szybko następny! Idealny rozdział ❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaaacie jest super rozdział, naprawdę!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. SUPER!!! czekam na nn!

    OdpowiedzUsuń