-Nie mogę. Wiesz co mnie czeka jutro, kiedy się dowie, że nie spałam w domu?- wyjąkała zdenerwowana. Chłopak westchnął z rezygnacją.
-Nie pozwolę ci tam wrócić, aby znowu cię katował, rozumiesz?!- krzyknął sfrustrowany chłopak, jednak widząc jej przestraszoną minę złagodniał.- Przepraszam, ja tylko nie chcę znów oglądać cię z nowymi siniakami.
-Wiem, dziękuję ci za to, że jesteś.- powiedziała wtulając się w niego. Był jedyną osobą, której dotyk nie wzbudzał w niej obrzydzenia, oczywiście poza Ashem i mamą.
-Kiedy wraca twoja mama?- spytał nie wypuszczając jej z objęć.
-W niedziele. Wtedy wszystko będzie jak dawniej.- starała się przekonać samą siebie. On dobrze o tym wiedział.
Zrobiłby wszystko, aby ta mała istotka zaznała choć trochę spokoju. Chciał być tym, który jej to da, ciepło i miłość, ale wiedział, że nie jest jeszcze gotowa.
Myśl o tym,że mógłby ją stracić sprawiała, że nie mógł racjonalnie myśleć, i choć wiedział, że to będzie ciężkie to tej nocy obiecał sobie, że zrobi wszystko co może, aby jej pomóc. I to właśnie wtedy to poczuł, uczucie silne i bezgraniczne, które zawładnęło całą jego osobą. Teraz musiał się nią opiekować.
-Zawsze będę przy tobie, mała. Nie zostawię cię.
On powiedział.
Ona uwierzyła.
Ale nie każdą obietnicę można dotrzymać. Więc kto zawinił?
Kelsey POV:
Nie, coś musiało mi się przewidzieć. To nie mógł być on, na pewno nie.
-Kelsey, co się stało?- zapytał Alex stając za mną. Oderwałam wzrok od okna patrząc na jego zaniepokojoną twarz.
-Co?
-Upuściłaś szklankę i cała się trzęsiesz, co jest?- przyglądał mi się badawczym wzrokiem. Popatrzyłam jeszcze raz w miejsce w którym widziałam tego mężczyznę.
-Zniknął.- wyszeptałam.
-Kto? Kelsey, tu nikogo nie ma.- brunet stanął naprzeciwko mnie trzymając dłonie na moich ramionach.- Naprawdę zaczynam się o ciebie bać.- stwierdził łapiąc ze mną kontakt wzrokowy.
-Przepraszam, wydawało mi się, że kogoś tam widziałam.
-Kogo?
-Nie wiem, to znaczy.... Po prostu o tym zapomnijmy, ok?- poprosiłam. Nie miałam ochoty wyjaśniać nikomu całej tej sytuacji.
-Ok, ale jeśli coś będzie się działo to masz mi natychmiast powiedzieć, jasne?- zapytał patrząc na mnie surowo.
-Oczywiście.- przytaknęłam z wymuszonym uśmiechem.- Przepraszam, za te szklankę, zaraz to posprzątam.- powiedziałam kierując się w stronę szafki w której trzymali zmiotkę.
-Ja to zrobię.- powiedział chłopak próbując przejąc z moich trzęsących się dłoni szufelkę.- Trzęsiesz się jak galareta, jeszcze zrobisz sobie krzywdę.
-Przepraszam.- wyszeptałam.
-Za co?- zapytał zdziwiony. No właśnie za co? Właściwie to sama nie wiedziałam. Za to, że sprawiam im same problemy, że przeze mnie wpadają w tarapaty, czy może za stłuczoną szklankę?- To tylko szklanka, nie przejmuj się tym.- uśmiechnął się rozbawiony.
-Ok, tak, to ja, może...
-Idź do chłopaków, zaraz przyjdę.- powiedział wrzucając odłamki naczynia do kosza na śmieci.
-Co wy tu tak długo robicie?- usłyszałam głos tuż nad moim uchem, przez co podskoczyłam wystraszona, jednak uspokoiłam się czując znajome ramiona oplatające mnie w talii.- Spokojnie skarbie, to tylko ja.- wyszeptał Jason wprost do mojego ucha.
-Wystraszyłaś mnie.- powiedziałam oskarżycielsko.- Znowu.
-Przepraszam.- zrobił minę słodkiego szczeniaczka.
-Chyba musisz się bardziej postarać.- zakpiłam. Chłopak odwrócił mnie przodem do siebie. Widząc jego wielki uśmiech i te dołeczki w policzkach wiedziałam, że już mnie ma... Pochylił się nade mną i złożył delikatny pocałunek na moich ustach.
-Tak lepiej?- zapytał z zadziornym uśmiechem, który tak lubiłam.
-Lepiej.- wyszeptałam czując, jak robi mi się gorąco.
-Boże... Jesteście okropni. To kuchnia do cholery!- usłyszeliśmy rozbawiony głos Luka.
-Chodźcie, bo przegapicie najlepsze momenty.- dodał Max znikając w salonie. Dopiero teraz zauważyłam że jesteśmy sami w pomieszczeniu. Gdzie się podział Alex?
-Ok, idziemy już!- odkrzyknął Jason do przyjaciela.- Chodź, bo nie dadzą nam spokoju.- pociągnął mnie za rękę.
Zajęłam swoje wcześniejsze miejsce próbując skupić się na filmie, jednak po chwili zmęczona zasnęłam w ramionach mojego chłopaka.
***
-Naprawdę musisz jechać?- spytałam ze łzami w oczach stojąc na łące pełnej kolorowych kwiatów.
-Wiesz, że gdybym nie musiał to bym cię nie zostawiał.- wyjaśnił i wiem, że mówił szczerze. W świetle zachodzącego słońca jego blond włosy wyglądały niczym złoto. Wypuściłam ciężko powietrze z płuc.
-Będę tęsknić.- wyszeptałam otulając się jego bluzą.
-Ja też skarbie.- powiedział przytulając mnie do swojej klatki piersiowej. Nagle cały świat zaczął wirować. Nie znajdowałam się już na łące ale w domu, nie było też przy mnie blondyna.
-I co? Myślisz, że coś się zmieni, że będzie lepiej?!- krzyknął mój ojciec.- Mylisz się, teraz może być już tylko gorzej.- bałam się, cholernie się bałam tego co może mi zrobić, teraz nie miałam już mojego przyjaciela, który zawsze mi pomoże, który mnie wesprze, teraz byłam sama.
Obudziłam się głośno dysząc, czułam ciecz spływającą po moich rozgrzanych policzkach, a moje ciało całe się trzęsło.
-Ci, spokojnie.- usłyszałam za sobą. To Jason. Przytulał mnie do siebie od tyłu kołysząc nami delikatnie na boki. Zaczynałam się rozluźniać pod wpływem jego dotyku. Nie wiem ile trwaliśmy w tej pozycji, ale kiedy mój oddech się unormował chłopak przemówił.- Chcesz o tym porozmawiać? Opowiedzieć co ci się śniło?- jego głos był spokojny i opanowany na myśl przywodził mi spokojne morskie fale.
-Nie chcę tego pamiętać.- powiedziałam zgodnie z prawdą. Chciałam zapomnieć.
-W porządku, ale pamiętaj, że tu jestem.- wyszeptał składając czuły pocałunek na moim czole.- A teraz spróbuj zasnąć.- dodał kładąc się ze mną w ramionach.
Jeszcze długo nie mogłam zasnąć, myślałam o wszystkim co się wydarzyło i dopiero wydarzy w moim życiu. Jestem żałosna, wiem, ale koniec z tym. Od teraz wszystko się zmieni, ja się zmienię, nie chcę być dłużej dla nikogo utrapieniem.
***
Wstałam w znacznie lepszym humorze. To właśnie dzisiaj Ashton wyjeżdża, przyznam szczerze, że trochę się boję, czy dam sobie radę bez niego, ale od teraz mam być silna.
Była 6:00 rano, Ash miał samolot o 9, więc wszyscy jeszcze spali, postanowiłam, że zrobię im śniadanie, taki ostatni wspólny posiłek. Jak najciszej opuściłam pokój Jasona, widok śpiącego chłopaka zawsze poprawiał mi humor, był wtedy taki delikatny, ale jednocześnie seksowny... Szybko wykonałam wszystkie poranne czynności i zeszłam na dół. Będąc już w kuchni zaczęłam rozglądać się po szafkach w celu znalezienia odpowiednich produktów. Zdecydowałam się zrobić naleśniki oraz tosty i płatki owsiane, właściwie to wiedziałam, że te łasuchy i tak zjedzą wszystko, niezależnie od tego, co im zaserwuję. Nie czekając dłużej zajęłam się pracą starając się być jak najciszej.
Po niespełna 40 minutach góra naleśników, trzy talerze tostów, kanapki i płatki piętrzyły się na stole. Uznałam, że to odpowiednia pora aby obudzić chłopaków. Pierwsza z sypialni należała do Alexa. Zapukałam cicho, a kiedy usłyszałam odpowiedź weszłam do pokoju. Ledwo przytomny chłopak mruczał coś pod nosem leżąc na łóżku, miał na sobie jedynie bokserki, przez co od razu odwróciłam wzrok.
-Alex...- powiedziałam chcąc go obudzić, nic z tego.- Alex!- dodałam głośniej i dopiero wtedy chłopak zwrócił na mnie uwagę.
-Kels? Co się dzieje?- po tonie jego głosu wywnioskowałam, że jest zaspany. Bo właśnie go obudziłaś idiotko!- Dlaczego stoisz tyłem?
-Bo no wiesz, jesteś... No bo masz, znaczy nie masz...
-Ok, rozumiem.- zaśmiał się.
-Chciałam ci tylko powiedzieć, że zrobiłam śniadanie i myślałam, że razem zjemy.- wyjaśniłam. Nagle poczułam ramiona chłopaka oplatające mnie w tali. Po moim ciele przeszły przyjemne dreszcze.
-Reszta już na nogach?- zapytał odwracając mnie w swoją stronę. Miał już na sobie spodnie, ale nadal mogłam podziwiać jego wyrzeźbiony tors. Boże, o czym ty myślisz Kelsey?!
-Nie, może mógłbyś ich obudzić? Chyba wolałabym uniknąć takich niezręcznych sytuacji.- powiedziałam zakłopotana.
-No tak, masz rację.- przyznał odsuwając się ode mnie, nareszcie mogłam normalnie oddychać.
-To ja obudzę Jasona.- dodałam zostawiając go samego w pomieszczeniu. Alex był moim przyjacielem, oprócz niego i dziewczyn nie miałam tutaj innych znajomych. No właśnie, dziewczyny, nieźle je ostatnio zaniedbałam, mam nadzieję, że nie mają mi tego za złe, ale na pewno im to wynagrodzę.
Do sypialni Jasona weszłam bez pukania, w końcu śpimy w niej razem. Podchodząc do łóżka zauważyłam, że chłopak dalej smacznie pochrapuje, naprawdę nie miałam serca go budzić, ale niestety, dziś sobie nie pośpi.
-Kochanie...- szepnęłam wprost do jego ucha starając się brzmieć zmysłowo, co chyba nie poszło mi najlepiej, jednak chłopak uśmiechnął się.
-Takie pobudki to ja częściej poproszę.- powiedział zaspanym i zachrypniętym głosem, który brzmiał niezwykle seksownie. Następnie objął mnie w pasie i pociągnął na łóżko, tak,że wylądowałam na nim. Zaczął całować moją szyję, aż w końcu nasze role się zmieniły, teraz to on górował schodząc z pocałunkami coraz niżej.
-Jace...
-Wiem skarbie.- powiedział wprost do mojego ucha przez co przez moje ciało przeszedł znajomy dreszcz.
-Jak to możliwe, że już od samego rana jesteś tak pobudzony?- zapytałam wpatrując się z uśmiechem w jego piękne oczy.
-Ty tak na mnie działasz.- poczułam jego ręce pod moją bluzką.
-Nie teraz.- szepnęłam zanim zmienię zdanie. Chłopak jęknął niezadowolony.
-Dlaczego?- spytał z miną zbitego szczeniaczka.
-Bo na dole czekają nasi przyjaciele i pyszne śniadanie.- widać było, ze wolałby kontynuować zajęcie z przed chwili, jednak nie miałam zamiaru mu ulegać.
-Ok, tym razem ci się upiekło.- powiedział wstając z łóżka, wcześniej jednak pocałował mnie w nos.- O której dzisiaj kończysz?- zapytał ubierając się.
-O 3, ale chcę gdzieś wyjść z Kate i Victorią, ostatnio strasznie je zaniedbałam.- wyjaśniłam poprawiając swoją bluzkę.
-Tylko uważaj na siebie, a jak skończycie to do mnie zadzwoń, przyjadę po ciebie.
-Ok.
-A teraz idziemy.- powiedział podając mi rękę, puścił mnie przodem w drzwiach i na schodach, normalnie uznałabym to za miły gest świadczący o dobrym wychowaniu, ale przez całą drogę do kuchni czułam jego wzrok na moich pośladkach.
***
-Mała, będę za tobą strasznie tęsknił.- wyszeptał Ashton zamykając mnie w silnym uścisku.
-Ja też Ash, nawet nie wiesz jak bardzo, ale będziemy do siebie dzwonić i pisać, to prawie tak jakbyśmy się widzieli.- chyba próbowałam przekonać do tego samą siebie.
-Może jednak zostanę?- zapytał odsuwając mnie delikatnie od siebie.- Potrzebujesz mnie, jestem twoim starszym bratem i...
-Ash, spokojnie, jestem już duża, poza tym nie zapominaj o tym, że mam chłopaków.- wyjaśniłam.
-Tak, właśnie, ustaliliśmy, że na czas mojego wyjazdu zamieszkasz u nich.
-Co?- zapytałam zdziwiona, tego bym się po nim nie spodziewała.
-Chyba nie myślałaś, że pozwolę ci zostać samej w tym wielkim domu? Nie jestem z tego zadowolony, ale tak będzie najlepiej. Tylko pamiętaj siostra, nie chcę jeszcze być wujkiem, poza tym masz chodzić do szkoły inaczej matka zabije nas oboje.- wywróciłam oczami na jego komentarz, nadal nie przyzwyczaił się do tego, ze jestem z jego najlepszym przyjacielem.
-Nie bój się, nie zamierzam zostać mamą... w najbliższym czasie.- blondyn zaśmiał się kręcąc z rozbawieniem głową.
-Ktoś tu mówił o robieniu dzieci?- zawołał Jasona podchodząc do nas z resztą ekipy.
-Tylko usłyszę, że próbowałeś się do niej dobierać, to...- zaczął mój brat, ale niedane było mu skończyć.
-Spokojnie, my się zajmiemy Kels.- uspokajał Will obejmując mnie w talii i patrząc z rozbawieniem na czerwoną ze złości twarz Asha.- Będziemy przy niej dzień i noc.
-Zamknij się już lepiej, bo zaraz tu zostanę.
-Nie ma takiej potrzeby.- zwróciłam się do blondyna.- Bezpiecznej podróży braciszku.- powiedziałam przytulając się do niego ostatni raz, zaciągnęłam się jego zapachem, który kojarzył mi się z bezpieczeństwem i domem, ale tym bezpiecznym i spokojnym, który właśnie on mi dawał przez te wszystkie lata.
-Kocham cię.- wyszeptał.
-Ja ciebie też Ash.
-Nie chcę wam przerywać, ale zaraz ucieknie ci samolot.- przypomniał Matt.
-No tak, już cię nie zatrzymuję.- powiedziałam odsuwając się od niego i niezgrabnie pociągając nosem. - Bezpiecznej podróży.
-Do zobaczenia wkrótce siostrzyczko.- pocałował mnie w czoło a zaraz potem zniknął za drzwiami. Mrugałam oczami nie pozwalając łzom wydostać się na zewnątrz.
-Będzie dobrze, szybko minie ten czas i zanim się obejrzysz będziecie się witali.- powiedział Jason stając za mną. Objął mnie w pasie rękoma a głowę położył w zagłębieniu mojej szyi.
-Masz rację.- przyznałam.- Tylko, Ash przez lata stwarzał mi dom, to on jest moim domem, to jest moja definicja tego słowa, to po prostu Ashton.- wyjaśniłam przekręcając głowę w stronę chłopaka, tak, aby móc na niego spojrzeć.
-Wiem skarbie, ale on wcale nie odchodzi, nie żegnacie się na zawsze, to tylko sytuacja przejściowa.
-Tak, to prawda. Ok, idę do szkoły, bo znowu się spóźnię, wtedy pan Smoaks mnie zabije.- zaśmiałam się.
-Zaczekaj, podwiozę cię.- zaproponował na co ochoczo się zgodziłam.
***
Wchodząc do szkoły czułam na sobie spojrzenia wszystkich osób zgromadzonych na korytarzu, to było dziwne. O co im wszystkim chodzi?
-Kelsey!!!- usłyszałam za sobą pisk, a chwilę później 'coś' przytuliło mnie od tyłu.- Boże, jak ja się za tobą tęskniłam.- krzyczała Vic żywo gestykulując rękoma.- Jak mogłaś nie dawać znaku życia przez tak długi czas?!- zapytała oskarżycielsko wskazując na mnie palcem.
-Przepraszam, wiem, że jestem okropna ale wszystko wam wynagrodzę. A właśnie, gdzie jest Kate?
-Kels?- usłyszałam obok siebie. Odwracając się ujrzałam uśmiechniętą od ucha do ucha brunetkę, która natychmiast pociągnęła mnie do długiego uścisku.- Boże,jak ja się za tobą stęskniłam.
-Ja też. Dziewczyny strasznie was przepraszam, obiecuję, że zrobię wszystko, aby wam to zrekompensować...
-Daj spokój, przecież się nie gniewamy, na pewno miałaś swoje powody.- powiedziała Kate patrząc na mnie wyrozumiale.
-Jejku, czym ja sobie zasłużyłam na takie przyjaciółki?- zaśmiałam się.
-Najwidoczniej jest dla ciebie jeszcze jakaś szansa Jones.- zaśmiała się Vic.- A teraz słuchaj uważnie nie uwierzysz co zrobiła Lexi, no bo ona....
Tego właśnie było mi potrzeba, przyjaciółek, plotek i wszystkich tych głupot, którymi zajmują się dziewczyny w moim wieku. Miałam wielkie szczęście, że ktoś postawił na mojej drodze Kate i Vic.
***
-Idziemy do kawiarni? Mam ochotę na ciasto...- jęknęła Vic po kilku godzinach chodzenia po sklepach. Też byłam już zmęczona, a perspektywa ciasta i ciepłej kawy przyprawiała mnie o ślinotok.
-Tak, chodźmy, mam dość zakupów na najbliższy... tydzień.- zaśmiała się Kate.
Udałyśmy się do naszej ulubionej kawiarni znajdującej się obok parku, dzięki czemu miałyśmy wspaniałe widoki. Zajęłyśmy miejsce na zewnątrz rzucając wszystkie torby w jedno miejsce, chwilę później podszedł do nas kelner, był całkiem przystojny i od razu zauważyłam, że spodobał się Victorii, widać było, że blondynka też zrobiła na nim wrażenie. Dyskretnie uśmiechnęłam się do Kate, która również zauważyła te 'chemię.'
-Powinnaś wziąć jego numer.- powiedziałam, kiedy już zostałyśmy same.
-Jest taki słodki, a te dołeczki....- westchnęła rozmarzona Victoria.
-Ty też wpadłaś mu w oko.- dodała Kate uśmiechając się znacząco.
Tak mijały nam kolejne godziny, miałyśmy dużo do nadrobienia, jednak około 20 postanowiłam wracać do domu, wcześniej zadzwoniłam do Jasona, zaproponowałam dziewczyną, że je podwieziemy, ale stwierdziły, że mieszkają blisko i nie ma takiej potrzeby. Teraz czekałam niedaleko kawiarni na mojego chłopaka trzymając w rękach zakupy. Czułam się trochę nieswojo w dodatku wydawało mi się, że ktoś mnie obserwuje. Nagle poczułam jak ktoś zderza się ze mną ramionami. Zachwiałam się, jednak ta osoba nie pozwoliła mi upaść łapiąc mnie w pasie. Podniosłam wzrok i oniemiałam.
-Kelsey, to ty?
________________________________________________________________________________
Hej, witam wszystkich, cóż, chyba pobiłam jakiś rekord co do długości rozdziałów, jakiś taki długi wyszedł, na razie nic się nie dzieje i jest trochę nudno ale już niedługo.... Słuchajcie myślałam o założeniu konta na twitterze na którym pisałabym do wszystkich obserwujących o nowych rozdziałach, co o tym sądzicie? Na pewno byłby to jakiś sposób na dobrą komunikacje. Korzystając z okazji chcę pogratulować wszystkim, którzy brali udział w projekcie urodzinowym dla basisty 5SOS =)
Następny rozdział pojawi się kiedy będzie 5 kom.
Pozdrawiam Ola.
P.S.: Chciałam jeszcze dodać, zę jest mi przykro, bo liczba wyświetleń rośnie, a komentarzy coraz mniej =(
P.S.: Chciałam jeszcze dodać, zę jest mi przykro, bo liczba wyświetleń rośnie, a komentarzy coraz mniej =(