poniedziałek, 29 grudnia 2014

Rozdział 19- Bo miłość czasem nie wystarcza

Nie ma nic gorszego od złamanego serca. Próbujesz się pozbierać, ale to tak jakby oczekiwać od zbitego wazonu, że po sklejeniu będzie jak nowy. 
Każde serce nosi swoje rany, ale wystarczy jeden uśmiech, aby je ukryć. Jeden uśmiech, aby ponownie biło szczęściem i jeden uśmiech, by zapłakało.

Kelsey POV:
                                  Siedziałam właśnie w salonie naprzeciwko mojego brata, który zawzięcie wmawiał sobie, że popełnia błąd zostawiając mnie samą.

-Cholera, Kels, powinienem im odmówić, przecież zrozumieją.- powiedział ciągnąc za swoje włosy.
-Ashton, przecież będzie dobrze, dam sobie radę. Poza tym mam chłopaków i Jasona...- chciałam kontynuować, jednak uniemożliwił mi to wybuch chłopaka.
-Tym bardziej nie powinienem jechać!- krzyknął wstając z sofy.- Pewnie, zostawię cię z nim a ten zrobi z tobą cholera wie co! O nie, na pewno nie.- powiedział chodząc po całym pomieszczeniu.
-Ash, jestem już dużą dziewczynką, pamiętasz?- spytałam podchodząc do chłopaka.- Mama też czasem wyjeżdżała służbowo, wtedy byłam całkiem sama i wiesz, co? Żyję.- tłumaczyłam stając naprzeciwko niego.
-Ja się tylko o ciebie martwię mała. - wyjaśnił głaszcząc mnie uspokajająco po ramionach, choć to nie ja potrzebowałam uspokojenia.- Dla mnie zawsze będziesz małą, słodką siostrzyczką, o którą muszę się troszczyć.- wyznał przytulając mnie do siebie.
-I jesteś w tym najlepszy, nie mogłabym wymarzyć sobie lepszego brata.- dodałam szeptem, oddając uścisk.
-Nie mogę dopuścić do tego, aby powtórzyła się sytuacja z Jack'iem.- czułam, jak jego mięśnie stają się napięte.
-Nie powtórzy, przecież będzie tu ze mną Jason, wiesz, że zależy mu na moim bezpieczeństwie.- powiedziałam odsuwając się od niego, tak, aby móc spojrzeć mu w oczy.
-Wiem, ale Jason to... Jason.- stwierdził zrezygnowany.- Owszem, od kiedy jesteście... razem.- powiedział udając, że przeszły go ciarki.- Bardzo się zmienił, ale oboje wiemy, że ma problemy z kontrolowaniem emocji.
-Przestań, przecież to nic nie zmienia.- stanęłam w obronie mojego chłopaka.
-Kelsey, czy ty pomyślałaś o tym, że on może skrzywdzić ciebie?- zapytał, a ja otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia. Owszem, Jason czasem krzyczał, łatwo było go wyprowadzić z równowagi, ale byłam pewna, że nigdy, ale to nigdy nie skrzywdziłby mnie celowo.
-Nigdy nie chciałby zrobić mi krzywdy.- powiedziałam pewna swoich słów.
-Specjalnie? Może i nie, ale kiedy wpadnie w szał? Kto cię obroni?- zapytał podnosząc moją twarz za brodę.
-Nie potrzebuje niańki Ashton!- krzyknęłam.- Jestem już dużą dziewczynką, a nie jakimś dzieckiem specjalnej troski, kiedy ty to wreszcie zrozumiesz?!- wymachiwałam dłońmi na wszystkie strony.
-Ok, ok, rozumiem, ale nic nie poradzę na to, że się martwię.- wyznał przyciągając mnie w uścisku.
-Nie masz o co, braciszku, jestem bezpieczna.
-Ja po prostu nie mogę pogodzić się z tym, że moja mała siostrzyczka jest już duża i nie potrzebuje mojej pomocy.- wyznał chowając głowę w zagłębieniu mojej szyi.
-Zawsze będę cię potrzebowała Ash.- mówiłam ze ściśniętym gardłem.
-Chciałbym, żeby to była prawda.

                                                                          ***

                                 Nie ma niczego gorszego, od powrotu do szkoły po kilkudniowej nieobecności. Przez te wszystkie dramaty, które wydarzyły się ostatnio w moim życiu szkoła wydaje się znajdować na jakiejś odległej planecie, a ja czuję się jak kosmitka, kiedy podjeżdżając pod szkołę wraz z moim chłopakiem czuję na sobie spojrzenia wszystkich zebranych.

-Wpadnę po ciebie po szkole.- z osłupienia wyrwały mnie słowa chłopaka.- O której kończysz? Kelsey, słuchasz mnie?- zapytał.- Wszystko ok?- dodał zmartwiony.
-Tak, jasne. Wszystko jest dobrze. Dlaczego pytasz?- zapytałam marszcząc brwi.
-Jesteś strasznie zamyślona i jakaś dziwnie cicha. Podczas całej drogi nie odezwałaś się ani razu, a zazwyczaj nie mogę cię uciszyć.- powiedział na co parsknęłam śmiechem.
-Dzięki, przez ciebie wychodzę na gadułę.- stwierdziłam odwracając się  w stronę okna przybierając ton małego, obrażonego dziecka.
-Skarbie, przecież nie to miałem na myśli.- wyznał z ustami tuż przy mojej szyi. Cholera, czy ten chłopak wie jak na mnie działa?- Nadal się gniewasz?- zapytał składając mokre pocałunki na mojej szczęce.
-Ja... n-nie.- wyjąkałam nie panując nad sobą. Poczułam rękę chłopaka na moim udzie.
-Nawet nie wiesz, ile rzeczy chciałbym teraz z tobą zrobić.- wyznał swoim seksownym i zachrypniętym głosem. Moją twarz oblał rumieniec.
-Ja już chyba powinnam iść.- powiedziałam odpinając w pośpiechu pas, speszona zaistniałą sytuacją. Chłopak natomiast śmiał się w najlepsze powodując że purpura na mojej twarzy coraz bardziej się pogłębiała. Byłam pewna, że wszyscy się nam przyglądają.
-To o której kończysz?- zapytał opanowując się.
-O 14.- powiedziałam wkładając głowę przez szybę do auta.
-Będę punktualnie skarbie.- mrugnął.
-Do zobaczenia.- powiedziałam idą w kierunku szkoły.
-Do zobaczenia, piękna.- krzyknął.
                             Jeżeli wcześniej miałam jakiekolwiek wątpliwości, to teraz byłam pewna, że wszyscy to usłyszeli. Ignorując ciekawskie spojrzenia udałam się w stronę szafek.

                                                                          ***

                              Kolejny raz musiałam znosić karcące spojrzenia pana od chemii. Przez całą lekcję Calum nie dawał mi spokoju rozprawiając o każdej, nawet najgłupszej rzeczy. Jego opowieści były zabawne, więc co jakiś czas parskałam śmiechem, co nie uszło uwadze nauczyciela. Miałam wrażenie, że jeszcze chwila a wybuchnie i każe nam udać się do dyrektorki, kiedy zadzwonił upragniony dzwonek informujący nas o tym, że wybiła godzina 14 i nareszcie możemy iść do domu.
                              Wychodząc ze szkoły w towarzystwie Kate, Victorii oraz Caluma miałam niesamowity humor, który jednak uległ natychmiastowej zmianie, gdy dostrzegłam Jasona opartego o maskę samochodu, czekającego na mnie.

-Wiecie, ja muszę już iść.- powiedziałam odwracając się w kierunku przyjaciół.
-Jasne, właśnie widzę, Jason już czeka.- uśmiechnęła się słodko blondynka patrząc w stronę mojego chłopaka.
-Lepiej nie każ mu czekać, widać, że jest nie w sosie.- dodała Kate patrząc na mnie zmartwionym wzrokiem.- Uważaj na siebie.- powiedziała przytulając mnie na pożegnanie.
-Ty też. Do zobaczenia Calum.- powiedziałam, a chłopak chciał zamknąć mnie w szczelnym uścisku, jednak widząc morderczy wzrok Jasona posyłany w jego stronę zrezygnował i zamiast tego po prostu powiedział:
-Do zobaczenia, Kels.- posłałam mu przepraszające spojrzenie. Machając moim przyjaciołom udałam się w kierunku chłopaka.
-Cześć Jase.- powiedziałam stając na palcach w celu pocałowania go, ten jednak odwrócił głowę w taki sposób, że jedynie musnęłam jego policzek. No tak, pan McHall ma focha.
-Wsiadaj do auta.- powiedział ostrym tonem. Nie chciałam się kłócić przy wszystkich, więc posłusznie wykonałam jego polecenie.- Musimy porozmawiać.
                                Cholera...

                                                                           ***

-Zrozum, to dla twojego dobra.- powtarzał chłopak chyba setny raz tego wieczoru. Znajdowaliśmy się w jednej z knajpek przy szosie. Urządzona była w fajnym klimacie lat 60, uwielbiam takie miejsca, w dodatku serwowali u najlepszą kawę w mieście. Patrzyłam na ludzi rozmawiających ze sobą, na całujące się pary, dlaczego ja tak nie mogę?- Kelsey do cholery, czy ty mnie w ogóle słuchasz?!- krzyknął Jason uderzając pięścią w stolik, przez co kilka par oczu skierowało się w naszą stronę, widząc jednak, że to jedynie Jason szybko powrócili do swoich zajęć.
-Słucham i uważam, że przesadzasz.- wyjaśniłam spokojnie dopijając swoją kawę do końca.
-Ja przesadzam?! Ja? Już nie pamiętasz, co się stało ostatnio?- zapytał niedowieżając.
-Jason, wiem, że się martwisz, ale nie uważam, żebym potrzebowała ochrony. Poza tym ty jesteś przy mnie.- wyznałam marszcząc brwi.- Tym bardziej, nie chcę, żeby ktoś mnie obserwował w trakcie lekcji! To mi odbiera wszelką prywatność, Jase.- powiedziałam przypominając nadąsane dziecko, któremu rodzice nie kupili zabawki.
-Po pierwsze, nikt nie chce ograniczać twojej prywatności, a po drugie co takiego rodzisz w tej szkole, że masz coś do ukrycia?- wpatrywał się we mnie wyczekująco.- Może to ma coś wspólnego z tym twoim Calum'em, co? Jak on do ciebie mówił? Kels? Może się razem migdalicie w czasie lekcji, co?- zapytał, a ja zostałam wbita w siedzenie. Popatrzyła na niego gniewnie.
-Jak w ogóle możesz tak mówić?! Przecież wiesz, że bym nie mogła!- krzyknęłam wstając i chwytając za moją torebkę. Nie mam zamiaru zostawać tu ani chwili dłużej!
-Kelsey, wracaj! Jeszcze nie skończyliśmy!- krzyczał chłopak rzucając pieniędzmi na stół. Chociaż kelnerka na tym skorzysta.
-Nie mam ochoty z tobą rozmawiać!- krzyknęłam wychodząc z restauracji.
-No i gdzie ty się wybierasz, co?- zapytał idąc za mną.
-Na przystanek, nie mam ochoty siedzieć z tobą w jednym aucie!
-Bardzo dojrzale! Brawa dla ciebie!- w jego głosie słyszałam coraz większe zdenerwowanie. - A może ty idziesz do niego, co?- zapytał, a ja momentalnie stanęłam, czekając jak to się dalej potoczy. Staliśmy na uboczu szosy, było tu cicho, gdyż rzadko jeździły tędy auta. - Przyznaj, pieprzysz się z nim po szkolnych toaletach!- krzyknął, a jego głos przeszył całą moją osobę.
-Za kogo ty mnie uważasz, co?- krzyknęłam odwracając się i podchodząc do chłopaka.- Myślisz, że kim jestem, huh? Kim jestem, żeby znosić twoje oczernianie?- czułam w sobie tyle złości.
-Ty mi powiedz, bo okazuje się, że ja cie wcale nie znam! Myślałem, że jesteś inna, ale może się myliłem?- zapytał i wiedziałam, że chce coś jeszcze dodać.- Boże, jesteś taka nieposłuszna!
-No tak, to moja wina, bo nie daję się kontrolować 24 na dobę!
-Kurwa, czy ja aż tak dużo wymagam? Posłuszeństwo, tylko tyle!
-Nie będę twoją marionetką, Jason.- nie pozwolę, żeby mnie kontrolował.
-Ktoś powinien nauczyć cię szacunku!- krzyczał wściekły.
-Grozisz mi?
-Ostrzegam! Bądź posłuszna do jasnej cholery! I okazuj innym szacunek.
-Ah tak? Twierdzisz, że nie szanuję siebie i innych?- zapytałam.
-Nie bądź suką, Kelsey!- jego słowa docierały do mnie i strasznie mnie raniły.
-Więc tym dla ciebie jestem?! Zwykłą suką... Pieprz się Jason!- chciałam znaleźć się jak najdalej od niego.
-Może ty mi w tym pomożesz? W końcu świetnie się do tego nadajesz! Jemu pewnie też nieraz dałaś dupy, co?- moje serce stanęło. Podeszłam szybko do chłopaka nie myśląc co właściwie robię. Mógł być wściekły, ale nie powinien tego mówić.
-Tu dupku! Chory sukinsynie!- krzyczałam czując formujące się w moich oczach łzy.- Myślisz, że bym tu z tobą stała, gdybym się z nim pieprzyła? Dupek!
-Coś ty powiedziała?!- krzyknął łapiąc mnie mocno za ramiona. Cholernie mnie to bolało, ale nie miałam zamiaru dać mu tej satysfakcji.
-Słyszałeś, jesteś największym idiotą, jakiego znam!- próbowałam się wyrywać, ale on jedynie wzmocnił uścisk.-  Jaki jest twój problem, co?
-Ty, ty nim jesteś!
-Więc mnie zostaw!
-Chciałabyś! A co, tęsknisz do jego łóżka?
-A żebyś wiedział!
-Zachowujesz się jak dziwka!- to zabolało mnie najbardziej. A przecież mówił, że mnie kocha...
-Więc tym dla ciebie jestem, Jason? Głupią dziwką na kilka nocy?- zapytałam ze łzami w oczach, które dzielnie starałam się utrzymać na miejscu.
                                   Chłopak nie odpowiedział, a powstała między nami cisza zabijała mnie od środka. Byliśmy sami, w promieniu kilku kilometrów nie było ani jednej żywej duszy, słychać było jedynie nasze ciężkie oddechy. Patrząc w jego oczy nie dostrzegłam tych pięknych zielonych tęczówek, które tak bardzo kocham, panowała tam jedynie ciemność, która całkowicie zamroczyła chłopaka.

-Dobrze wiedzieć.- powiedziałam uśmiechając się smutno. Chłopak uwolnił moje ramiona ze swojego uścisku.- Mogłeś to przemyśleć zanim dałeś mi nadzieję.- chłopak wydawał się niewzruszony i właśnie to bolało mnie najbardziej. Cisza, która pomiędzy nami zapanowała odzwierciedlała wszystkie nasze emocje. Mogłabym przysiąść, że słyszałam, jak moje serce rozbija się na kawałki.
                                  Podeszłam do niego i spojrzałam na jego twarz. To tak, jakbym w jego oczach widziała cały wszechświat, on był moim światem. Stojąc na środku opustoszałej szosy, mając go na wyciągnięcie ręki, patrząc w jego oczy mogłabym przysiąść, że go kocham, ale nie mogłam. Bo miłość nieodwzajemniona nie może być prawdziwa, tak? I to właśnie w tym momencie poczułam się prawdziwie zniszczona, zrównana z ziemią. Jego cisza mnie zabijała wbijając sztylet w moje serce, wszystko wydawało się być iluzją. Ale patrząc na niego, przysięgam, on był prawdziwy. Odwróciłam się i zaczęłam kierować w stronę domu.

-Dokąd idziesz?- zapytał bardziej opanowanym głosem.
-Do domu.
-Nie pozwolę, abyś wracała sama. Odwiozę cię.- nalegał.
-Nie, potrzebuję zostać sama.
                                  Kontynuowałam wędrówkę, jednak jeszcze na chwilę spojrzałam na chłopaka a w jego oczach dostrzegłam ten błysk, w którym się zakochałam, i po mimo wszystko nadal kocham. Idąc w prost w ramiona ciemności po moim policzku spłynęła łza, tak samo samotna jak ja. Ale mimowolnie się uśmiechnęłam.

-Kurwa...- słyszałam krzyki chłopaka.
                                  I próbując pozbierać złamane serce szłam prosto przed siebie.

                                                                                 ###

Cześć, słuchajcie, chcę być z wami szczera. Jestem chora, przewlekle i miewam gorsze dni, ale nie pozwolę, aby blogi na tym ucierpiały, obiecuję. Jednak różnie bywa, więc proszę o wyrozumiałość.
Jest mi przykro z powodu ilości komentarzy, owszem nigdy nie było ich zbyt dużo, ale ostatnio? 1-2? To cholernie przykre, bo nie mam żadnego potwierdzenia, że jest sens w dalszym dodawaniu rozdziałów.
Kolejny wpis na pewno nie pojawi się terminowo, najwcześniej oczekujcie go w czwartek. I proszę pomyślcie nad tym.
Zapraszam na nowy rozdział na http://love-should-be-easy.blogspot.com/

sobota, 27 grudnia 2014

Rozdział 18- Bo koszmary wracają, za każdym razem trafiając w nasz czuły punkt

Wystarczyłoby gdyby się do niego uśmiechnęła, aby wybudziła go z jego własnego koszmaru. Nie bał się pozwolić jej odejść, bo chciał, aby była szczęśliwa, on po prostu bał się zaakceptować rzeczywistość w której jej nie ma. Odszedł i wiedział, że nie ma już odwrotu, nie chciał, żeby cierpiała z tego samego powodu co wcześniej, ale co mógł poradzić skoro serce umierało za choćby jedno spojrzenie?
Wtedy jeszcze nie wiedział co jej zrobił, nie wiedział, że ta każdego samotnego dnia umierała na nowo.
Gdyby tylko miał wybór...

Kelsey POV:

-Zostaw mnie!- krzyczałam kiedy zaczął atakować swoimi ustami moją szyję. Jego pocałunki były bolesne, w końcu chłopak zatkał mi usta dłonią.
-Już niedługo będziesz prosiła o więcej.- powiedział uwodzicielskim głosem. Moje krzyki przerodziły się w bełkot, cała się trzęsłam. Jack zaczął dotykać moje piersi i podjął próbę pozbycia się mojego stanika. Zaczerpnęłam gwałtownie powietrza, nie ma już dla mnie ratunku.- Mam zamiar cię ostro pieprzyć kotku. Kiedy tak leżysz tutaj taka bezbronna, jesteś strasznie podniecająca.- usiadł na mnie okrakiem. Jego prawa ręka obmacywała mój tyłek, natomiast lewa szamotała się z zapięciem od stanika, ustami zjechał na nieosłoniętą część moich piersi. Moje krzyki były muzyką dla jego uszu, to chore, ale jego to podniecało.     
              
                           Podniosłam się gwałtownie na łóżku, za każdym razem, gdy zamykam oczy widzę go, niemal czuję jego dotyk na moim ciele, te sny są coraz bardziej realistyczne. Potrząsnęłam głową, jakby to miało mi pomóc wyrzucić z niej złe wspomnienia. To niepierwszy raz, kiedy budzę się tej nocy, trudno mi się wtedy opanować, jednak nie tylko ja się dziś nie wyśpię, moje wrzaski budzą także Jasona. Chłopak wtedy ociera moje łzy, przytula mnie do siebie i uspokajająco kołysze w ramionach. Wiem, że jest zmęczony, tak, jak ja, ale nie daje tego po sobie poznać.
                           Tym razem jednak nie krzyczałam, czuję się osłabiona, a każda część mojego ciała emanuje tępym bólem. Spojrzałam na chłopaka, który spał obok mnie: Czym sobie na niego zasłużyłam? Był idealny w każdym calu, jego twarz, głos, umięśnione ciało i charakter, jest opiekuńczy, pewny siebie i zwyczajnie czarujący, po prostu marzenie. Odkrywając swoje ciało spod kołdry przeniosłam wzrok na ranę ciągnącą się przez całe udo, nie wygląda za fajnie, ale przynajmniej nie trzeba było jej zszywać. Czuję, że już dzisiaj nie zasnę, a nawet jeśli, to i tak zbudzą mnie kolejne koszmary.
                          Jak najciszej, tak, aby nie obudzić śpiącego obok chłopak wstałam z łóżka, bezsensu było by, gdyby on również się przeze mnie nie wyspał. Przeszłam przez pokój i chwyciłam za klamkę, zamknęłam za sobą cicho drzwi i skierowałam się w stronę kuchni.

                                                                            ***

                            Siedząc na jednym z wysokich krzeseł chwyciłam za czystą szklankę znajdującą się na blacie i nalałam do niej wody, którą wcześniej wyciągnęłam z lodówki. Zamknęłam oczy i pozwoliłam zimnej cieczy spłynąć po moim gardle.

-Kelsey?- usłyszałam za sobą głos, na co podskoczyłam na krześle. Moje ciało momentalnie sparaliżował strach, a w oczach zebrały się łzy.- Spokojnie, mała, to tylko ja.- powiedział Alex gładząc mnie po plecach. Powoli normowałam swój oddech i uspokajałam się.- Nie chciałem cię przestraszyć.- dodał siadając obok mnie.- Jak się czujesz?- zapytał przypatrując się mi. W jego oczach widziałam troskę.
-Jest dobrze.- powiedziałam wymuszając uśmiech.
-Wiem, że nie, słyszałem jak krzyczysz w nocy.- wyjaśnił gładząc delikatnie zewnętrzną część mojej dłoni.-Wiesz, że zawsze możesz ze mną o wszystkim porozmawiać, prawda?- popatrzył na mnie wyczekująco.
-Wiem, dziękuję Alex.- powiedziałam i wtuliłam się w chłopaka.- Nie chciałam cię obudzić.- wyznałam odsuwając się od niego.
-I tak nie mogłem zasnąć.- stwierdził. - Wiesz, nie mogę wyrzucić z głowy twojego widoku, kiedy Jason wyniósł cię z tego przeklętego magazynu, to było straszne.- powiedział, na to wspomnienie automatycznie się wzdrygnęłam.- Dobrze, że już po wszystkim.- dodał uśmiechając się pokrzepiająco.- Może powinnaś się położyć?- zapytał kiedy ziewnęłam.
-Nie, nie chcę.- znów męczyłyby mnie koszmary.- Za to ty powinieneś.- powiedziałam wskazując na niego palcem.
-Chyba wolę dotrzymać ci towarzystwa.- wyjawił z uśmiechem, który pojawił się i na mojej twarzy.
-Dziękuję ci za wszystko, Alex.- powiedziałam poważniejąc.
-Za co?- zapytał wyraźnie zaskoczony.
-Za to, że mi pomagasz, w końcu kiedy się tu przeprowadziłam od razu zaproponowałeś mi pomoc, pomogłeś odnaleźć się w szkole i w ogóle. - wyjaśniłam.- Nikogo tu nie znałam, a ty okazałeś się świetnym przyjacielem.
-Polecam się na przyszłość.- chłopak zasalutował wstając na równe nogi, co wyglądało niezwykle komicznie.
-Chyba powinnam wracać do Jasona.- powiedziałam, jednak nie ruszyłam się ani o centymetr.
-Lepiej, żebyś tam była, kiedy się obudzi, inaczej rozpocząłby piekło.- dodał ze śmiechem, ale oboje wiedzieliśmy, że mówi prawdę.
-Jest strasznie opiekuńczy, ale to właśnie sprawia, że jest kim jest i za to go kocham.
-Wiesz, Jason nigdy nie należał do osób szukających stałych i poważnych związków, wyznawał zasadę jedna dziewczyna, na jedną noc. Jak wiesz, łatwo się denerwuje, a raczej wpada w szał, to go pochłania, ale jestem pewny, że z tobą u boku może to przezwyciężyć.- powiedział, a ja wpatrywałam się w niego z niedowierzaniem wypisanym na twarzy.
-Jak to?
-Widzisz, kiedyś spotykał się z pewną dziewczyną...
-Jennifer..- to o niej mówił Jack.
-Tak, skąd o niej wiesz?- spytał zdziwiony chłopak.
-Jack o niej wspominał.- powiedziałam niemal szeptem.
-Niebyła to jakaś wilka miłość, ale dla niej się zmienił, albo raczej chciał się zmienić, dopóki nie wyszło na jaw,  że go oszukiwała. Nawet przy niej nie zachowywał się tak jak teraz. Kelsey, nie wiem, czy ty zdajesz sobie z tego sprawę, ale on naprawdę cię kocha.
-Ja też go kocham.- to prawda, zakochałam się w nim.
-To też widzę, ale musisz pamiętać, że Jason popełni jeszcze mnóstwo błędów, których będzie żałował. Kocham go jak brata, ale wiem też, na co go stać. Uwierz mi, kiedy dowiedział się, że Jack cię porwał w niczym nie przypominał tego Jasona, którym jest przy tobie. Jego problemem jest to, że się zatraca.-  słowa chłopaka były szczere, ale nie rozumiałam co chciał mi przez to powiedzieć.
-Dlaczego mi o tym mówisz?- brzmiał trochę tak, jakby chciał, żebym rozstała się z Jacem.
-Chcę, żebyś wiedziała w co się pakujesz, ale pamiętaj, że życzę wam jak najlepiej.- dodał uśmiechając się.
-Dziękuję. Teraz naprawdę powinnam już wracać.- stwierdziłam wstając z krzesła i odkładając szklankę do zlewu.
-Dobry pomysł.- przyznał chłopak idąc w moje ślady.- Dobrej nocy, Kelsey.- powiedział, gdy byliśmy już na górze.
-Dobrej nocy Alex.- powiedziałam i weszłam do pokoju mojego chłopaka, który nadal spał. Cichutko usadowiłam się koło niego i przykryłam puchową kołdrą.
                              Może uda mi się przespać resztę nocy w spokoju. Odwróciłam się w stronę Jasona, tak, że byłam na wysokości  jego klatki piersiowej. Chłopak przez sen, chyba wyczuł, że jestem koło niego, bo wtulił mnie w siebie. Będąc u niego w ramionach czułam się bezpiecznie, tak bardzo tego potrzebowałam. Patrzyłam na niego i myślałam o tym, jak wiele dla mnie robi, Alex miał rację, czasem nad sobą nie panuje, wykonując swoją pracę nie może pokazywać swoich słabych stron, ale ja znam prawdziwego Jasona, i nie zostawię go. Teraz już wszystko powinno być dobrze, w końcu nawet po burzy wychodzi słońce, prawda?

                                                                          ***

                              Poczułam ciepłe promienie słońca na mojej twarz. Powoli odwróciłam się na prawą stronę chcąc dalej spać, jednak kiedy nie znalazłam obok siebie sylwetki chłopaka otworzyłam oczy. Byłam trochę niewyspana, ale cieszyłam się, że drugą część nocy przespałam jak niemowlak.
                              Wstając z łóżka poszłam do łazienki i stanęłam naprzeciwko ogromnego lustra. Nie licząc siniaków, rozcięć i otarć nie było tak źle. Cieszyłam się, że moja mam wyjechała, bo inaczej nie wiem, jak bym jej to wyjaśniła. Przemyłam twarz zimną wodą i związałam włosy w wysokiego kucyka na czubku głowy. Ubrana byłam jedynie w koszulkę mojego chłopaka, która była na mnie sporo za duża, więc bez problemu zakrywała mój tyłek. Nie był to wprawdzie mój wymarzony strój, ale nie miałam innego wyboru. Musiałam się napić, pragnienie nie pozwalało mi racjonalnie myśleć.
                               Schodząc na dół zaczęłam zastanawiać się, gdzie może być Jason, na zegarku widniała godzina 8, więc powinien być w domu, szczególnie, że mamy dziś niedzielę. Kiedy tylko znalazłam się na parterze od razu skierowałam się do kuchni. Wyciągnęłam wodę z lodówki i nalałam ją do szklanki wyciągniętej z szafki. Może to dziwne, ale tak często przebywam u chłopaków, że wiem, gdzie co się znajduje w ich domu. Właśnie, a gdzie reszta mieszkańców? Gdzie ich wszystkich wywiało?
                                Postanowiłam, że pójdę do salonu, włączę jakiś film i poczekam co będzie dalej. Odwracają się w kierunku pokoju omal nie dostałam zawału. Byli tam wszyscy, Matt, Will, Ash, Chaz, Alex, Luke i Jason. Oczy wszystkich były zwrócone na mnie.

-Przestraszyliście mnie.- powiedziałam uspokajając się. Jason wstał z kanapy i podszedł do mnie obejmując mnie w pasie.
-Jak się czujesz?- zapytał z troską wymalowaną na twarzy.
-Dobrze, a ty?- zapytałam, zanim zdałam sobie sprawę, jak głupio to brzmi.
-Serio, skarbie? Mnie o to pytasz?- prychnął rozbawiony. -Przynajmniej udało ci się trochę odpocząć, drugą część nocy przespałaś, aż zastanawiałem się, czy żyjesz.- dodał uśmiechnięty.
-Tak, nie miałam już koszmarów, ale przeze mnie ty się pewnie nie wyspałeś, prawda?- było mi głupio z tego powodu, zwalałam się z moimi problemami na wszystkich dookoła.- Przepraszam, obarczam cię swoimi problemami.
-Przestań, co ty w ogóle wygadujesz? To z mojej winy masz te koszmary, powinienem z tobą wtedy być, a nic by się nie stało.- powiedział przekonany o swojej racji. Zacisnął dłonie na mojej koszulce, czułam, że się denerwuje.
-Jace, spokojnie.- powiedziałam dotykając jego napiętej szczęki.- To nie twoja wina, już o tym rozmawialiśmy, zrobiłeś wszystko co mogłeś, znalazłeś mnie i powstrzymałeś Jack'a przed tym, co chciał zrobić.- czułam, jak mięśnie chłopaka rozluźniają się pod wpływem mojego dotyku.
-Nawet nie masz pojęcia, jak strasznie bałem się tej nocy.- wyznał cicho, a ja czułam się jakbyśmy byli sami w pokoju.- Myśl, że mógłbym już nigdy cię nie zobaczyć... Nie chcę się tak nigdy więcej czuć. Obiecuję ci, że już zawsze będę cię chronił Kels. Obiecuję ci to.- pod moimi powiekami zebrały się łzy, jednak były to łzy szczęścia.
-Wiem, Jason.- chłopak dotknął dłońmi mojego policzka i kiedy już miał mnie pocałować usłyszeliśmy śmiechy z salonu.
-Hej, zakochańce, może byście się do nas dosiedli?- zapytał rozbawiony Luke. Jason pokręcił zrezygnowany głową i chwytając mnie za rękę pociągnął w stronę sofy.
-Cześć mała.- rozległ się chóralny głos chłopaków, przez co na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech, uwielbiam spędzać czas w ich towarzystwie. Jason zajął miejsce obok mojego brata i pociągnął mnie na swoje kolana. Na szczęście jego bluzka jest długa.
-Hej.- powiedziałam nieśmiało.
-Jak tam samopoczucie?- zapytał Will siedzący naprzeciwko.
-Lepiej.- to prawda. Owszem całe moje ciało niezmiernie mnie bolało, ale psychicznie zaczynałam wracać do normalności.
-No, czyli niedługo wybieramy się na imprezę?!- krzyknął uradowany Matt. Może i należy do gangu, ale to nadal dziecko.
-A ty tylko o jednym.- skomentował Ash wywracając oczami. -Mała, byłem w domu i mam dla ciebie kilka ciuchów, pomyślałem, że będziesz chciała się przebrać.- stwierdził podając mi torbę.
-Dzięki.- w myślach skakałam z radości.- To ja pójdę na górę.- powiedziałam wstając z kolan mojego chłopaka.
-Jak wrócisz do domu chciałbym z tobą porozmawiać.- mój brat podrapał się nerwowo po karku. Przystanęłam w połowie drogi do schodów.
-Co się stało, Ashton?- kolejna zła wiadomość?
-Nic złego, nie martw się, chcę tylko poznać twoje zdanie na pewien temat. A teraz idź się przebrać.- powiedział z uśmiechem.
                               O co może chodzić? Coś z mamą? Ale skoro powidział, że to nic złego...

                                                                              ***


-Dobra, piękna, co chcesz dzisiaj robić?- zapytał Jason siadając obok mnie na huśtawce.
-Nie wiem, zdaję się na pana, panie McHall.- powiedziałam z uśmiechem.
-Aha, dobrze panienko Jones.- powiedział łapiąc mnie w pasie i przerzucając sobie przez ramię.
-Aaaa, Jason, co ty wyprawiasz?- mówiłam śmiejąc się.
-Zabieram panią na randkę.- powiedział kierując się w stronę auta stojącego na podjeździe.
-Nie można było tego powiedzieć w normalny sposób. Przecież to porwanie McHall!- powiedziałam udając obrażoną, gdy chłopak postawił mnie na ziemi.
-Od kiedy mówisz do mnie po nazwisku, co?- zapytał puszczają mi oczko.
-Ok kiedy jestem na ciebie obrażona.- powiedziałam starając się nie wybuchnąć śmiechem.
-Skarbie, nie obrażaj się.- powiedział przyciągając mnie do siebie.- Księżniczko...- zaczął składać drobne pocałunki na mojej szyi. Z moich ust uciekł cichy pomruk.- Kocham cię.
-Ja cię też.- chłopak wpił się w moje usta, dałam mu dostęp do mojej buzi. Wkładałam w ten pocałunek wszystkie swoje emocje. To tak jakby stado motyli znajdowało się w moim brzuchu.
-To znaczy, że już się nie gniewasz?- zapytał spod uniesionych brwi.
-Powiedzmy, że nie.- powiedziałam przygryzając dolną wargę.
-Nierób tak.- rozkazał chwytając za moją brodę.- To cholernie podniecające.- wyjaśnił, a moją twarz oblał rumieniec.- Zapraszam do auta.- powiedział otwierając przede mną drzwi.
-Dziękuję.

                                                                            ***

Jason POV:
                             Spędziliśmy z Kels wspaniały dzień, potem odwiozłem ją do domu, upewniłem się, że jest w nim Ashton, drugi raz nie popełnię tego samego błędu i nie zostawię jej samej.
                              Kelsey to pierwsza dziewczyna na której naprawdę mi zależy, owszem, przed nią była Jenn, ale to nie to samo. Zawsze dziewczyny służył mi jedynie za rozrywkę, żadnej nie traktowałem poważnie. Spotkać- zaliczyć- zostawić. Ale z nią było inaczej, ona była inna, jeszcze nigdy nie czułem się tak jak teraz.
                               Kiedy ją spotkałem i dowiedziałem się, że jest siostrą Ashtona, bałem się, że mógłbym ją skrzywdzić. Ale stało się coś o wiele gorszego. Zakochałem się w niej i to przerażało mnie najbardziej.

                                                                           ###

Cześć, jak tam po świętach? Jak pewnie zauważyliście na blogu jest wprowadzonych kilka zmian, m.in. w zakładce bohaterzy, więc zapraszam do zapoznania się z nią i z góry przepraszam za zamieszanie. A co sądzicie o nowym wyglądzie bloga? Co do rozdziału, to nie jest najlepszy, ale obiecuję poprawę. Zapraszam też na nowe rozdziały na pozostałych blogach. Mam nadzieję na kilka komentarzy, chciałabym, aby ich liczba była większa, bo widzę, że trochę osób to czyta... 
Do następnego Ola =)
                                                           
     

wtorek, 23 grudnia 2014

Zapraszam na 1 rozdział http://love-should-be-easy.blogspot.com

Rozdział 17- Bo razem mogli wszystko

                         Szła szkolnym korytarzem prosto do swojej szafki, kiedy ktoś pociągnął ją za ramię. Odwróciła się w celu przywrócenia do porządku tego, kto ją zaczepia, jednak gdy zobaczyła przed sobą blond czuprynę przyjaciela wyraz jej twarzy natychmiast złagodniał.
-Michael, miałeś tak nie robić.- powiedziała udając obrażoną.
-Przepraszam, Kels, no nie gniewaj się już na mnie.- poprosił z miną zbitego szczeniaczka, wiedząc, że ta się mu nie oprze. 
-Ok, ale chodź już na lekcje, bo się spóźnimy, a muszę jeszcze zostawić rzeczy w szafce.- wyjaśniła ciągnąc go za rękę.- Co mamy teraz?- zapytała uśmiechnięta.
-Och, skarbie, co ty byś beze mnie zrobiła?- zapytał uroczo się przy tym uśmiechając.- W-F, ćwiczymy razem?
                        Jej uśmiech pobladł, wiedziała, że nie może, całe jej nogi i plecy pokrywały siniaki, bądź zrastające się rany, co powiedzą dziewczyny w szatni?
-Nie.- powiedziała ostro.
-Nie?- zapytał zdziwiony nagłą zmianą zachowania przyjaciółki.- Jak to nie? Źle się czujesz?- zapytał przyglądając się jej z troską. Nienawidziła go okłamywać, ale nie widziała innego wyjścia z tej sytuacji.
-Tak, źle się czuję.- odwróciła się do niego plecami i niemal niezauważalnie starła spływającą po jej policzku łzę.
-Chodź, zaprowadzę cię do pielęgniarki.- powiedział obejmując ją w pasie.
                        Wiedziała, że nie da rady już dłużej kłamać, w końcu i tak wszyscy zaczną coś podejrzewać. Musiała porozmawiać z Ashtonem, on zawsze jej pomoże.   
                          Przemierzała teraz korytarz wraz ze swoim przyjacielem wmawiając sobie uparcie, że wszystko będzie dobrze, choć już dawno porzuciła nadzieję na lepsze jutro.

Kelsey POV:
                          Chciałam zmyć z siebie cały bród dzisiejszego dnia, jego oddech na moim karku, dotyk na moim ciele, pamiętałam każde słowo, które wyszeptał do mojego ucha. Wzdrygnęłam się na samo wspomnienie. Zaczęłam szorować swoje ciało gąbką, aż moja skóra stała się czerwona, nadal płakałam, próbowałam się uspokoić, ale za każdym razem, gdy zamykałam oczy znów go widziałam, co powodowało kolejną falę płaczu. Byłam roztrzęsiona, nie byłam już silna, wszystkie moje mury, które zbudowałam,  aby poczuć się bezpiecznie legły w gruzach, na których szczycie siedziała mała, bezbronna dziewczynka, która potrzebowała pomocy, nie minęło sporo czasu, zanim zorientowałam się, że tą dziewczynką jestem ja.
                     
                                                                                ***

Jason POV:
                          Wchodząc do pokoju myślałem o dziewczynie znajdującej się za ścianą, myślałem o tym co się jej przydarzyło. Wszystko było moją winą. Usiadłem na łóżku, zrezygnowany przetarłem twarz dłońmi, kiedy usłyszałem pukanie do drzwi.

-Proszę.- powiedziałem spoglądając w ich stronę.
-To ja.- zakomunikował Ashton wchodząc do środka. Wystarczyło na niego spojrzeć, żeby zauważyć jak bardzo martwił się o siostrę. Cholera, nie byłem jedynym, który dzisiaj bał się, że ją straci.- Jak się czuje mała?- zapytał siadając w fotelu naprzeciwko mnie.
-Jest... roztrzęsiona.- co innego mogę mu powiedzieć?
-Nie dziwię się, po tym, co dzisiaj przeszła. A gdzie właściwie ona jest?- zapytał chłopak rozglądając się po pokoju.
-W łazience, przygotowałem jej kąpiel.- między nami zapanowała chwila ciszy, którą jednak postanowiłem przerwać.- Wiem, że to moja wina i zapewniam cię Ashton, gdybym tylko mógł cofnąć czas, nigdy bym do tego nie dopuścił.- wyjawiłem patrząc prosto na przyjaciela.
-O czym ty mówisz?- patrzył na mnie z niedowierzaniem.- Nic, co stało się dzisiaj w nocy nie jest twoją winą. Nikt z nas nie mógł przewidzieć tego co się stanie, gdybyśmy o tym wiedzieli, to zaplanowalibyśmy akcję wcześniej.- wyjaśnił.
-To nie zmienia faktu, że powinienem przy niej być.
-Słuchaj, nie jestem ślepy, widzę, że coś was łączy. Dobrze cie znam i wiem, jaki jesteś, dlatego jestem pewny, że naprawdę ją kochasz, inaczej byś jej nie zwodził. Wiem też, że dbasz o ludzi, na których ci zależy, dlatego jestem spokojny o jej bezpieczeństwo.- podniosłem wzrok na siedzącego przede mną faceta.- Nikt nie jest idealny Jason, ale widzę, jak bardzo się zmieniłeś odkąd poznałeś Kelsey, bardziej nad sobą panujesz i nie wybuchasz już tak często. Ma na ciebie dobry wpływ.
-Ja po prostu się o nią boję. Cholera, Ash! Przecież Jack prawie ją dzisiaj zgwałcił! Widziałeś rany na jej ciele? Bo ja tak, jest ich pełno, ona cierpiała, przeze mnie! A co jeżeli któregoś dnia mnie przy niej nie będzie i ktoś ją skrzywdzi?- zapytałem wpatrując się w niego.
-Niczego nie możemy przewidzieć, ale Kelsey ma mnie, ciebie, Alexa i resztę chłopaków, nie pozwolimy, żeby coś się jej stało.- stwierdził pewnie z zaciętą miną.
-Jak mam teraz do niej dotrzeć? Nie wiem, czy mogę jej dotknąć, ja... boję się zobaczyć strach w jej oczach, strach skierowany do mnie.- gdybym tylko wiedział, czego dziewczyna ode mnie oczekuje...
-Nie mogę ci w tym pomóc, ale wiesz co?- zapytał uśmiechając się melancholijnie.- Pamiętam, jak byliśmy młodsi, kiedy mam wyjeżdżała na szkolenia i zostawaliśmy z ojcem. Zawsze pił kiedy jej nie było, wychodził rano i wracał wieczorem nawalony. To ja wtedy opiekowałem się Kelsey, kiedy przed snem bała się, że pijany ojciec wparuje do pokoju, spałem w jej łóżku, zawsze się mocno do mnie przytulała i prosiła, żebym nigdy jej nie zostawił. Nie chciała, żebym ją pocieszał, tylko żebym przy niej był.- powiedział z uśmiechem. Nie mieli łatwo w dzieciństwie, było mi przykro, że Kelsey nawet teraz nie ma spokoju.- Rozumiesz, co mam na myśli?- zapytał. Pokiwałem twierdząco głową.- Więc po prostu bądź dla niej wsparciem.- powiedział kierując się do drzwi.
-Dzięki, Ashton.- powiedziałem odprowadzając go wzrokiem.
-Dbaj o nią.- powiedział zamykając za sobą drzwi.
                       Zacząłem myśleć o wszystkim, co powiedział chłopak, miał rację, powinienem być dla niej wsparciem. Ale może lepiej byłoby jej beze mnie?
                       Moje rozmyślania przerwał dźwięk dochodzący z łazienki, od razu go rozpoznałem. Był to szloch Kelsey, który próbowała stłumić. Wiedziałem już, że ten dźwięk będzie mnie prześladował do końca życia, już teraz czułem, jakby ktoś wyrywał mi serce.

                                                                           ***

Kelsey POV:
                      Kiedy zdołałam się choć trochę uspokoić ubrałam się i postanowiłam wyjść na spotkanie Jasonowi, przecież nie mogę się wiecznie ukrywać. Otworzyłam drzwi i ujrzałam chłopaka opierającego się o parapet, chyba początkowo mnie nie usłyszał, gdyż spojrzał na mnie dopiero, gdy zamknęłam łazienkę. W jego oczach widziałam współczucie, tak dobrze mi znane. Tak samo patrzyli na mnie i Asha policjanci, którzy spisywali nasze zeznania, po jednej z afer mojego ojca, dlatego byłam wdzięczna mamie, że zadbała o to, aby nikt więcej się o tym nie dowiedział. Tylko my znaliśmy prawdę, dla innych moi rodzice rozstali się, bo już się nie kochali.

-Jak się czujesz?- zapytał chłopak wyrywając mnie z zamyślenia.
-Jest... lepiej.- uśmiechnęłam się blado.
-Powinnaś się przespać.- powiedział podchodząc do mnie.- Jutro musimy porozmawiać.- wiedziałam, że stara się nie patrzeć na znamię, które pozostawił po sobie Jack, ale im większe były jego starania, tym bardziej utrzymywało mnie to w przekonaniu, że ono tam jest.
-Porozmawiajmy dzisiaj.
-Jesteś zmęczona..- zaczął, ale mu przerwałam.
-Proszę.- nie dawałam za wygraną. Chłopak złapał za końcówki swoich włosów i ciągnąc za nie wypuścił głośno powietrze z ust.
-Jeżeli chodzi o to, co się wydarzyło...- zaczął.- Wiem, że to moja wina, wiem też, że nie ma słów, którymi mógłbym cię przepraszać, Kels, ale wiedz, że jest mi przykro. Choć to mało powiedziane, ja jestem po prostu wściekły, że mnie tam wtedy nie było, kiedy cię zabierał, że musiałaś znosić jego dotyk na sobie!- był cholernie zły, a w moich oczach zbierały się łzy.- Wybrałem takie życie, ale ciebie nie powinienem był w to mieszać, przepraszam. To był błąd, ale jeszcze możesz się z tego wycofać.- łza spłynęła po moim policzku. To tak, jakby się ze mną żegnał, on mnie nienawidzi, wiedziałam, czuje do mnie wstręt, dlatego, że jego wróg mnie dotykał, dlatego, że moje ciało jest pokryte ranami i zadrapaniami, nie oszukujmy się, jestem dla niego szpetna.
-Brzydzisz się mną.- wyszeptałam czując kumulującą się we mnie falę bólu. Zanim łzy ograniczyły mi widoczność dostrzegłam wzrok chłopaka, który dosłownie wypalał dziurę w mojej twarzy.

                                                                              ***

Jason POV:
                    Wpatrywałem się w dziewczynę z niedowierzaniem. Co ona pieprzy?!

-Jak mogłaś tak w ogóle pomyśleć?- zapytałem stając z nią oko w oko.
-Taka jest prawda, nie możesz na mnie patrzeć, czemu wcale się nie dziwię.- wyjaśniła boleśnie, drżącym od płaczu głosem.
-Kelsey.- złapałem ją za brodę, tak, aby na mnie spojrzała.- Dlaczego tak mówisz?- spytałem smutno.
-Brzmisz, jakbyś się ze mną żegnał.- w jej oczach zbierało się coraz więcej łez, którym jednak nie pozwoliła wypłynąć, dusząc je w sobie.- Ale nie będę cię zatrzymywać, chcę, żebyś był szczęśliwy, i jeżeli jakaś inna dziewczyna może ci to dać, to życzę ci szczęścia Jason, naprawdę.- powiedziała łapiąc mnie za policzek.

                  Wpatrywałem się w tę drobną osóbkę, w jej poobijane ciało okryte moimi za dużymi na nią ubraniami.

-Mała, o czym ty do cholery mówisz?! Czy gdybym chciał cię zostawić to powiedziałbym ci, że cię kocham?- pokręciła przecząco głową.- Czy kiedykolwiek robił bym ci nadzieje? Chyba, że masz mnie za takiego potwora, pewnie właśnie tym jestem w twoich oczach.- dodałem cicho. Tak właśnie się czułem patrząc na nią, jak gówno.
-Jason, ty nigdy nie byłeś dla mnie potworem.- zapewniła mnie.
-Chcę tylko, żebyś to przemyślała, jeszcze możesz się z tego wycofać, póki nie jest za późno.- wyjaśniłem, chociaż dobrze wiedziałem, że dla mnie jest już za późno, zacząłem ją kochać, nie wiem jak, ani kiedy, ale taka była prawda.
-Ale gdybym to zrobiła, to najbardziej skrzywdziłabym samą siebie, bo ja już cię kocham Jase.- wyznała, a pojedyncza łza uciekła z jej pięknych oczu. Starłem ją szybko.
-Też cie kocham.- powiedziałem, po czym dziewczyna mocno się we mnie wtuliła.

                                                                       ***

Kelsey POV:
                  Chłopak delikatnie mnie uniósł, dając mi znak, abym oplotła go nogami w pasie, zaniósł mnie prosto do łóżka, i sam położył się obok.

-Powinnaś coś zjeść.- stwierdził wstając.
-Nie, Jason.- złapałam go za ramię zatrzymując obok siebie.- Nie jestem głodna.- i tak bym nic nie przełknęła, a nie chciałam, żeby mnie opuszczał.
-Ok, ale jeśli będziesz czegoś potrzebować, to zaraz mi powiesz, tak?- zapytał patrząc na mnie poważnie.
-Ok.- odpowiedziałam. Jest taki uroczy, kiedy tak się o mnie troszczy.
-Bardzo cię boli?- zapytał przejeżdżając palcem po siniakach na policzku.
-Trochę.- odpowiedziałam niepewnie. Chłopak zerknął na ranę na szyi.- Wiem, że starasz się na nią nie patrzeć, ale to nie zmieni tego, że tam jest.- wyszeptałam cicho.
-To niczego nie zmienia.- powiedział hardo.
-Nie brzydzisz się tym, że mnie dotykał? Jak możesz na mnie normalnie patrzeć, po tym co się stało?- czułam jak kolejny raz łzy zbierają się w moich oczach.
-Posłuchaj.- zaczął chłopak opierając się o zagłówek łóżka.- Chodź do mnie mała.- powiedział rozkładając ramiona. Podniósł mnie delikatnie, po czym usadowił na swoich kolanach tak, że siedziałam przodem do niego. Przytulił mnie do swojego torsu głaszcząc uspokajająco po plecach, w jego ramionach, otulona zniewalającym zapachem jego perfum, oraz jego własnym zaczynałam się odprężać.- Nieważne jest to co Jake zrobił, wiem, że cie to boli, ale nie musisz bać się mojej reakcji na twoje rany, widziałem je.- przypomniał mi o sytuacji w łazience.- Widziałem też kilka drobnych blizn na twoich plecach, domyślam się czym są spowodowane.- zacisnął mocno pięści na mojej koszulce. Denerwował się, wiedział, że to sprawka mojego 'kochanego' taty. Dotknęłam jego policzka, na co zaczął się uspokajać, a ja słuchałam jego słów ze łzami w oczach.- Cokolwiek się zdarzy, zawsze będę patrzył na ciebie tak samo, a musisz wiedzieć, że w moich oczach jesteś piękną, silną kobietą, która wiele przeszła i nie pozwoliła, żeby wydarzenia z przeszłości ją zmieniły. Za to cię podziwiam Kelsey.- zakończył całując mnie w czubek głowy.
                      Wyswobadzając się z jego uścisku usiadłam na nim okrakiem i mocno wpiłam się w jego usta, początkowo był zaskoczony moim zachowaniem, ale odwzajemnił pocałunek. Potrzebowałam go czuć, chciałam, żeby zimny dotyk Jack'a został zastąpiony ciepłymi i kochającymi dłońmi Jasona.

-Dziękuję ci za wszystko.- powiedziałam wtulając się w chłopaka.
-Kocham cię mała.- wyznał układając mnie sobie wygodnie na torsie. Byłam niesamowicie zmęczona, jednak zanim udałam się do krainy Morfeusza odpowiedziałam:
-Ja ciebie też kocham, Jason.

                                                                             ###

Hej, hej, hej, rozdział, tak jak obiecałam. Jeśli chodzi o następny, po z przykrością stwierdzam, że pojawi się dopiero po świętach, dokładnie w sobotę, ale i tak pewnie nie mielibyście czasu go czytać XD Jest mi trochę przykro, że tak mało osób komentuje posty, ale pewnie jesteście zajęci. Chciałam was zaprosić na pierwszy rozdział mojego nowego bloga http://love-should-be-easy.blogspot.com/
Słuchajcie, z okazji świąt życzę wam wszystkiego najlepszego, rodzinnej atmosfery przy stole, wspaniałych prezentów, smacznego karpia, oraz wielkich wrażeń przy spełnianiu marzeń, które mam nadzieję zrealizujecie w nowym roku. Dziękuję, że ze mną jesteście, przyznam, że zżyłam się z Jasonem i Kelsey, a pomyśleć, że nie byłam pewna, czy powinnam zakładać bloga. Do następnego =)

niedziela, 21 grudnia 2014

Rozdział 16- Chciał ją uratować, choć sam potrzebował ratunku

Strach- podstawowa cecha pierwotna, towarzysząca nam od początku istnienia ludzkości. I wiecie, co? Dzisiaj się bałam, ale nie tak jak przed testem z matematyki, bałam się tak prawdziwie. To coś zagnieździło się w moim sercu, i choć nie chciałam dać za wygraną, mrok ogarnął mnie. Przejął nade mną kontrolę i sparaliżował mnie. 
Pierwszy raz czułam jakby ulatywało ze mnie życie. Kiedyś nie mogłam nawet przyjąć do wiadomości, że mogłoby go przy mnie nie być, że mógłby ode mnie odejść. I wiecie co? Dzisiaj tego doświadczyłam, a teraz wiem, że nic nie może równać się z tym uczuciem. Jedynie miłość może być od tego silniejsza. I gdyby on kochał mnie tak jak ja jego, pewnie by tak było. 
Ale on mnie już nie kocha. I kolejny raz strach mną zawładnął.

Kelsey POV:
                     Chłopak podszedł do mnie i rozwiązał moje dłonie, po czym wziął mnie na ręce i przeniósł na stary i cuchnący materac. Zaczęłam się szamotać i krzyczeć.

-Zamknij się!- krzyknął i zadał mi cios. Złapał za moje dłonie, związał je i umieścił nad głową.
-Proszę...- łkałam. Czułam się brudna i sponiewierana, chłopak dotykał mnie a ja nie mogłam nic z tym zrobić, krzyki nic nie dawały, nie było tu nikogo, kto mógłby mi pomóc. Poczułam ja Jack ciągnie za krańce mojej bluzki i nim się zorientowałam leżałam przed nim jedynie w samej bieliźnie.
-No, no.- widziałam jak oczy chłopaka płoną z pożądania. Czułam się jak nic niewarty przedmiot, jak zabawka przerzucana z rąk do rąk. Najgorsza była dla mnie myśl, że Jason zapewne już nigdy nie będzie chciał mieć ze mną nic wspólnego. Kto chciałby zadawać się z taką brudną dziewczyną.
-Zostaw mnie!- krzyczałam kiedy zaczął atakować swoimi ustami moją szyję. Jego pocałunki były bolesne, w końcu chłopak zatkał mi usta dłonią.
-Już niedługo będziesz prosiła o więcej.- powiedział uwodzicielskim głosem. Moje krzyki przerodziły się w bełkot, cała się trzęsłam. Jack zaczął dotykać moje piersi i podjął próbę pozbycia się mojego stanika. Zaczerpnęłam gwałtownie powietrza, nie ma już dla mnie ratunku.- Mam zamiar cię ostro pieprzyć kotku. Kiedy tak leżysz tutaj taka bezbronna, jesteś strasznie podniecająca.- usiadł na mnie okrakiem. Jego prawa ręka obmacywała mój tyłek, natomiast lewa szamotała się z zapięciem od stanika, ustami zjechał na nieosłoniętą część moich piersi. Moje krzyki były muzyką dla jego uszu, to chore, ale jego to podniecało.
                    Nagle usłyszałam jak ktoś otworzył drzwi, które następnie uderzyły o ścianę.
-Mówiłem ci, Mark, że dostaniesz ją potem.- powiedział siedzący na mnie chłopak odrywając się od mojej klatki piersiowej. -A teraz wynocha, mam zamiar ją przetestować.- uśmiechnął się zawadiacko i wrócił do kontynuowania przerwanej czynności.
-Niczego nie będziesz testował.- warknął gardłowo ten cudowny głos, który należał do chłopaka, który zawsze chciał mnie chronić. Jason, jesteś.

                                                                         ***

Jason POV:
                     Patrzyłem na Kelsey, która leżała pół naga pod tym dupkiem. Jej piękna twarz wyrażała teraz mnóstwo bólu, patrząc na tę scenę coś we mnie wstąpiło.

-O, proszę, nasz ulubiony bohater ratujący piękne panny z opresji.- zaśmiał się Jack.
-Masz 5 sekundy, aby zostawić ją w spokoju, inaczej wpakuję ci kulkę między oczy.- zagroziłem celują w niego. Chłopak wstał i zaczął podchodzić w moją stronę zostawiając zapłakaną dziewczynę.
-I co? Zabijesz mnie na jej oczach?- zakpił wyzywająco.
-Nawet mi powieka nie drgnie.- powiedziałem tonem wypranym z emocji. Nie mam litości dla tego skurwysyna, nie po tym co zrobił Kelsey.
-Powiem ci, że świetnie się bawiliśmy, zanim nam przerwałeś.- powiedział podchodząc do skulonej na materacu dziewczyny. Pogłaskał ją po policzku, na co ponownie wybuchła płaczem.- Prawda skarbie?- tym samym przegiął szalę, na której ważyło się jego życie
                    Złapałem za jego koszulę i popchnąłem do tyłu, następnie zadałem cios prosto w nos, z którego zaczęła lecieć krew.

-Mam się bać?- zakpił chłopak ocierając twarz z cieknącej mazi.
-Powinieneś.- powiedziałem i ponownie wycelowałem pięść w jego twarz, pod wpływem uderzenia zatoczył się do tyłu, zadałem jeszcze kilka ciosów, w wyniku których zwijał się z bólu. Nie miałem zamiaru darować mu tej nocy, ale najpierw musiałem się upewnić, że z Kelsey wszystko w porządku. Podszedłem do niej i uwolniłem jej ręce z pod krępujących je więzów, ściągnąłem kurtkę, jednak zanim zdążyłem ją jej podać zostałem odciągnięty do tyłu.
-Nie tak szybko.- powiedział chłopak uderzając mnie w szczękę. Pokręciłem głową rozbawiony.
-To nie wystarczy, Jack.- złapałem go za szyję i z całej siły kopnąłem kolanem w brzuch, aż zaczął kaszleć krwią. Myślałem o wszystkim co mi zrobił, myślałem o tym jak razem z Jennifer mnie oszukali, myślałem o dziewczynie skulonej pod ścianą, a krew w moich żyłach gotowała się.
                   Chłopak próbował wyrywać się, więc zadałem kolejny cios, po którym upadł na ziemię kuląc się z bólu. Podbiegłem szybko do Kelsey, była przestraszona i zmarznięta, miała na sobie jedynie bieliznę. Kucając obok niej dotknąłem jej ramienia, na co się wzdrygnęła i zakryła jeszcze bardziej. Patrząc w jej oczy widziałem bezgraniczny strach. Ona boi się mnie. Szybko zdjąłem z siebie bluzę i podałem dziewczynie rękę, którą po krótkim zastanowieniu przyjęła.
                  Postawiłem jej kruche ciało na nogi i pomogłem założyć bluzę, musiałem być bardzo ostrożny, nie chciałem, żeby się wystraszyła. Kiedy zapinała ubranie dostrzegłem ranę na jej nodze rozciągającą się od samego uda aż do kolana. Kurwa, zabiję gnoja. Dziewczyna idąc za moim wzrokiem naciągnęła bluzę i ponownie zaczęła trząść się ze strachu.

-Spokojnie.- dotknąłem delikatnie jej ramion, jednak widząc jej reakcję od razu tego pożałowałem.- Wszystko będzie dobrze, zaraz będziesz bezpieczna, tylko się nie bój , ok?- zapytałem patrząc w jej przerażone oczy. Pokiwała niepewnie głową.- Chodź tutaj.- zaproponowałem rozkładając w jej stronę ramiona, chwilę się wahała, po czym mocno się we mnie wtuliła.
-Oboje wiemy, że w końcu będzie moja.- stwierdził zachrypniętym głosem Jack, czym jedynie upewnił mnie, że nie powinienem darować mu życia. Zacisnąłem ręce w pięści.
-Mała zaczekaj tu.- powiedziałem chcąc podejść do jej oprawcy. Musiałem go zabić, ja tego chciałem, bo dobrze wiedziałem, że gdybym przyszedł choć odrobinę później, to ten sukinsyn po prostu by ją zgwałcił!
-Nie, proszę.- do moich uszu dotarł cichutki głos należący do pięknej brązowookiej.
-Co?- zapytałem nie rozumiejąc jej prośby.
-Zostaw go, ja chcę tylko wrócić do domu, nie chcę na niego patrzeć, a ty nie możesz mnie zostawić, proszę.- spojrzałem na jej zapłakaną twarz. Bała się, tak cholernie się bała. Ten facet skrzywdził ją już dostatecznie, nie chcąc sprawiać jej kolejnej dawki bólu, uległem.
-Dobrze skarbie, już dobrze.- ponownie ją objąłem, a następnie wziąłem na ręce kierując się w stronę wyjścia.

                                                                            ***

                   Na zewnątrz budynku czekali na nas chłopaki, widziałem w ich oczach niepokój oraz obawę, gdy patrzyli na półnagą dziewczynę w moich ramionach, ona natomiast zamknęła oczy i wtuliła twarz w mój tors, jakby myślała, że w ten sposób ukryje się przed całym światem. Luke posłał mi pytające spojrzenie, zrozumiałem, że chodzi mu o Jack'a, na co pokręciłem przecząco głową. Alex otworzył tylne drzwi do naszego auta, wchodząc do niego usadowiłem wygodnie Kelsey na swoich kolanach. Nie chcąc, aby patrzyła na scenę, która zaraz miała rozgrywać się za nami przycisnąłem jej twarz do mojego torsu. Po chwili usłyszeliśmy ogromny huk, dziewczyna wzdrygnęła się, na co zacząłem głaskać ją delikatnie po ramieniu.

-Już dobrze, jesteś bezpieczna.
                  Odjechaliśmy w ciszy obserwując w lusterku płonące magazyny, które zostawiliśmy w tyle. Teraz najważniejsza była ta mała istotka, którą trzymałem w ramionach. Wiedziałem, że to moja wina, a przecież miałem ją chronić.

                                                                             ***

                  Droga do domu strasznie się dłużyła. Luke i Alex obserwowali Kelsey we wstecznym lusterku, jednak nie powiedzieli ani słowa. Kiedy dojechaliśmy na miejsce wysiadłem z auta i pomogłem zrobić to samo dziewczynie. Postawiłem ją na ziemi, kiedy zachwiała się.

-Choć, sama nie dasz rady. zaproponowałem kładąc jedną rękę na jej pasie, a drugą pod kolanami. Pokiwała jedynie głową, wziąłem ją na ręce i ruszyliśmy w stronę mojej willi. Panowała między nami grobowa cisza, no bo co mielibyśmy mówić? Nadal byliśmy wstrząśnięci wydarzeniami z przed kilku minut.
                    Wchodząc do mojej sypialni położyłem Kelsey na łóżku.

-Chcesz się umyć?- zapytałem drapiąc się niezręcznie po karku. Chcę jej pomóc, ale nie wiem w jaki sposób mogę to zrobić. Wiem, że pewnie się boi, wiem, że powinienem był być z nią wtedy w domu i jej pomóc.
-Tak.- odpowiedziała cicho, na co pokiwałem głową i udałem się do łazienki. Odkręciłem kran i pozwoliłem ciepłej wodzie płynąć, dodałem jakiegoś płynu i czekałem, aż cała wanna się zapełni. Na półce zostawiłem jakieś ubrania, aby mogła się przebrać. Wchodząc z powrotem do pokoju zobaczyłem dziewczynę stojącą bezradnie na jego środku, nadal odzianą jedynie w moją bluzę.
-Już gotowe. Pomóc ci, czy dasz sobie radę sama?- zapytałem stając naprzeciwko niej, jednak ona skutecznie unikała mojego wzroku. W między czasie zobaczyłem na jej szyi malinkę. Ponownie tego wieczory w moje żyły wystrzeliła adrenalina, musiałem jednak nad sobą panować.
-Poradzę sobie.- odpowiedziała naciągając bluzę, co przypomniało mi o jej ranie.
-Może najpierw przemyję to wodą utlenioną.- powiedziałem nie przyjmując sprzeciwu. Wszedłem do łazienki i wziąłem potrzebne rzeczy.- Chodź tutaj.- poleciłem wskazując na jedną z komód. Dziewczyna podeszła, po czym pomogłem jej zając miejsce. Chciałem podciągnąć jej bluzę, ale ta złapała mnie za ręce.
-Chcę sama.- powiedział patrząc na mnie z zażenowaniem. Podniosłem ręce do góry dając znak, że to rozumiem.
                     Bolało mnie to, cholernie bolało mnie to, że w jej oczach widziałem strach, który był skierowany do mnie. Kiedy już uporała się z bluzą zabrałem się do roboty. Rana na szczęście niebyła głęboka, jednak na pewno strasznie bolała, czasami Kelsey krzywiła się, ale nie uroniła ani jednej łzy. Kiedy skończyłem podniosłem ją delikatnie, aby pomóc jej wstać.

-Kiedy skończysz kąpiel obandażuję to.- wyjaśniłem.
-Dziękuje.- powiedziała spuszczając wzrok.
-Na pewno nie potrzebujesz pomocy?- upewniłem się.
-Wydaje mi się, że dam sobie radę.
-W razie czego, krzycz.- powiedziałem i obserwowałem, jak dziewczyna znika w łazience.
                    Widziałem siniaki pokrywające jej twarz, rany i zadrapania na całym ciele i jedyną rzeczą o jakiej potrafiłem myśleć było pytanie: Jak mogłem do tego dopuścić?

                                                                           ***

Kelsey POV:
                     Weszłam do łazienki i zaczęłam zdejmować z siebie ciuchy, w samej bieliźnie stanęłam naprzeciwko ogromnego lustra. Wyglądałam okropnie, moje ciało pokrywały siniaki, najgorszy był jednak widok fioletowej malinki zrobionej przez Jack'a. Był to symbol mojej bezsilności, wiedziałam, że gdyby nie Jason, to zapewne chłopak by mnie... zgwałcił.
                    Jason. Wiem, że ją widział, nie skomentował tego, ale na pewno czuje do mnie wstręt i obrzydzenie. Podeszłam powoli do wanny, tak aby czuć jak najmniejszy ból. Chciałam do niej wejść, ale każdy ruch sprawiał mi okropny ból, łzy na nowo uformowały się w kącikach moich oczu.

-Mała, wszystko w porządku?- zapytał swoim aksamitnym głosem Jason.
-Tak, tylko... zresztą nieważne.- zrezygnowałam.
-Mogę wejść?- zapytał niepewnie.
-Yyym, no ok.- odparłam speszona, po czym chwyciłam za ręcznik leżący na półce i okryłam się nim.
-Coś się stało?- zapytał podchodząc w moją stronę.
-Ja... wszystko mnie boli i nie mogę nawet wejść do tej przeklętej wanny.- powiedziałam płaczliwie. Czułam, że nie mogę dużej trzymać emocji w sobie.
-Pomogę ci.- powiedział, jednak widząc mój wzrok poprawił. -Mogę, prawda?- pokiwałam niepewnie głową. Chłopak podszedł do mnie i patrząc prosto w moje oczy wziął ode mnie ręcznik, zaczął rozpinać mój stanik, który bezdźwięcznie opadł na ziemię. Stałam przed nim prawie całkowicie naga, ta sytuacja była strasznie niekomfortowa, jednak on patrzył tylko w moje oczy. Wiedziałam, że on nigdy mnie nie skrzywdzi, przy nim czułam się bezpiecznie. Pomógł mi pozbyć się dolnej części garderoby i wziął mnie na ręce, po czym delikatnie ułożył w wannie wypełnionej pianą. Byłam mu wdzięczna za pomoc, oraz za to, że nie patrzył na moje ciało, ta sytuacja i tak była już wystarczająco krępująca.

-Dziękuję.
-Jeżeli będziesz potrzebowała jeszcze pomocy, to mnie zawołaj, jestem obok.- powiedział wychodząc.
                    Zostałam sama, a moją głowę nawiedziły wspomnienia z tego wieczoru, czułam na sobie jego wzrok, każdy dotyk, moja skóra paliła i zanim zdążyłam się zorientować płakałam niczym małe, zagubione dziecko, próbowałam stłumić szloch, tak, aby Jason go nie usłyszał. Na pewno nie może na mnie patrzeć, na moje posiniaczone ciało, którego dotykał jego wróg. Nie potrafiłam tego zrozumieć, czym sobie na to zasłużyłam?

                                                                           ###

Hej, jak leci? Rozdział nie jest najlepszy, ale spowodowane jest to zbliżającymi się świętami i przygotowaniami do nich, mam nadzieję, że zrozumiecie. Następny rozdział pojawi się we wtorek i od razu omówię sprawę dodawania ich w czasie świąt. Dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem =)

piątek, 19 grudnia 2014

Rozdział 15- Kiedy rzeczywistość ich zbudziła część 2

                           Nawet nie próbowałam już być silna, po prostu pozwoliłam łzom płynąć. Stałam przed lustrem w łazience i obserwowałam jak mieszają się z krwią i kapią na podłogę. Dla mnie brzmiały jak bomby wybuchające jedna po drugiej, a ja stałam pośrodku nich, jak zagubione w mroku dziecko, którym zresztą byłam. Upadłam na kolana płacząc. To nie był pierwszy raz, kiedy pokazywałam swoje emocje, zawsze spotykało się to ze wzrokiem pełnym współczucia, który widziałam patrząc w swoje lustrzane odbicie. Nawet ja nie widziałam dla siebie ratunku, nie dopuszczałam nikogo do siebie, więc kto miałby mi pomóc?
-Kelsey! Co się stało?!- krzyknął Ashton podbiegając do mnie i podnosząc mnie z zimnej posadzki. No tak, miałam jego, on nigdy nie widział we mnie przegranej, był moją siłą, moim sposobem na przeżycie, tylko on nie patrzył na mnie TYM wzrokiem, nie widział we mnie odludka, czy dziwadła, bo on wiedział, co czuję, on dzielił mój ból.

Kelsey POV:
                               Czułam jak moja głowa pulsuje, nie wiem ile godzin już tu siedzę, nie wiem, gdzie właściwie jestem. Moje nadgarstki są obolałe, niemal czuję jak na mojej twarzy kształtuje się siniak powstały w wyniku uderzeń, palą mnie nadgarstki i już nawet nie próbuję uwolnić ich ze sznurów, sprawiłabym tym sobie tylko większy ból. Mogłam tylko czekać na to kiedy Jack i jego kumpel znów się tu pojawią, liczyłam jednak na to, że najpierw znajdzie mnie Jason. Niczego w tym momencie nie pragnęłam bardziej jak z powrotem znaleźć się w jego silnych ramionach, usłyszeć jego ciepły głos, poczuć jego zapach i po prostu być blisko niego.
                             Gwałtownie podniosłam głowę, kiedy usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Jakaś postać weszła do środka, jednak przez półmrok, jaki panował w pomieszczeniu nie byłam w stanie rozpoznać kto to jest. Zaczęłam się denerwować, jest ich więcej, są silniejsi, za pewnie moją broń, a ja jestem tylko wątłą dziewczyną, nie dam rady się bronić.

-Witaj cukiereczku, odpoczęłaś?- od razu rozpoznałam ten głos- Jack. Chłopak zapalił światło, następnie podszedł do krzesła i uklęknął przede mną, ulokowując swoje ręce na moich kolanach. Przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz wywołany jego dotykiem, nie chciałam, żeby to robił.- Chyba się na mnie nie obraziłaś, co? Poniosło mnie, wiem, ale zasłużyłaś na karę.- powiedział dotykając mojego policzka, na którym tworzyła się opuchlizna.
-Jesteś chory.- powiedziałam zachrypniętym głosem.
-Lepiej uważaj na słowa.- powiedział. Jego głos brzmiał spokojnie, ale w jego oczach panowała furia.- Widzisz, możemy się dogadać, ja mogę być dla ciebie dobry, jeżeli odwdzięczysz mi się tym samym.- wyjaśnił przejeżdżając ręką po moim ramieniu.
-Nie chce żebyś mnie dotykał.- wyszeptałam czując narastającą we mnie panikę, którą za wszelką cenę starałam ukryć.
-Jeżeli będziesz współpracować, to niestanie ci się żadna krzywda.- kontynuował.
-Dlaczego to robisz?- spytałam ignorując jego propozycję. Chłopak przypatrywał mi się przez jakiś czas, po czym wstał i zaczął przechadzać się po pomieszczeniu.
-Widzisz, Jason to mój wróg, trochę go znam i wiem, że nic nie zaboli go bardziej, niż cierpienie zadane bliskim mu osobą. To nic osobistego, zwyczajnie byłaś blisko i mi się spodobałaś, poza tym jesteś też ważna dla Ashtona, ofiara idealna.- zaśmiał się podle.
-Skąd znasz Jasona?- nie rozumiałam tego. Jak się poznali? Co się wydarzyło, że zaczęli się aż tak nienawidzić?
-Poznaliśmy się jeszcze w podstawówce, byliśmy przyjaciółmi, co więcej, byliśmy jak bracia, ale nasi ojcowie byli liderami gangów, które się nienawidziły. Jednak nie to było podmiotem naszych sporów.
-Więc co się wydarzyło?- ciekawość wzięła nade mną górę.
-Jason miał kogoś na kim mu bardzo zależało, miała na imię Jennifer, była piękną blondynką, uroda i inteligencja połączone w jedno. Chociaż muszę przyznać, że i tak jesteś od niej piękniejsza.- dodał uśmiechając się zalotnie, czym wzbudził we mnie obrzydzenie.- Był nią zauroczony, jednak ona nie odwzajemniła jego uczuć, wolała mnie, a jemu bardzo się to nie spodobało, gdy dowiedział się, że ona dostarczała mi informację. Nie przewidziała jednak tego, że bawię się nią tak jak ona Jasonem.- słuchałam jego opowieści nie dowierzałam w słowa, które płynęły z jego ust. Jason został zraniony, przez kogoś, kogo kochał.
-Jak mogłeś mu to zrobić?! On ci ufał.- powiedziałam z wyrzutem.
-I to był jego błąd, Kelsey, nie powinien nikomu ufać cukiereczku.- wyjaśnił. To dlatego na początku był taki ostrożny, on po prostu się bał, że okaże się być taka jak Jennifer, że go zdradzę i zostawię.- W naszym świecie nie ma miejsca na miłość czy szczęście, a Jason sam się niedługo o tym przekona.
-Co masz na myśli?- zapytałam niepewnie, czując jak mój puls przyśpiesza.
-No właśnie, przejedzmy do ciekawszej części naszej rozmowy.- sięgnął do tylnej kieszeni swoich jeansów i wyciągnął jakiś przedmiot, nie wiedziałam co to, dopóki grube ostrze nie zajaśniało pod wpływem światła emanującego z małej żarówki wiszącej nad naszymi głowami.- Teraz się zabawimy, ja zadam ci pytanie, jeżeli na nie nie odpowiesz, to zostaniesz surowo ukarana, Kelsey.- powiedział poważnie, jednak w kącikach jego ust majaczył uśmiech.
-Nic ci nie powiem.- mój głos lekko załamał się.
-Oh, powiesz, jak tylko zobaczysz na co mnie stać.- podszedł do mnie, wziął krzesło leżące w kącie i usiadł naprzeciwko mnie.- Co planuje Jason?- zapytał pochylając się w moją stronę.
-Nic nie wiem.- odpowiedziałam gotując się na karę. Chłopak wyciągnął rękę w moją stronę, na co odruchowo się cofnęłam, jednak ku mojemu zdziwieniu nie uderzył mnie. Złapał za kraniec mojej koszulki i podwinął ją do góry. Otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia. Co on do cholery wyprawia?
-Jesteś pewna, że nic nie wiesz? Bo mi się wydaje, że kłamiesz.- stwierdził dotykając mojego brzucha, czym wywołam gęsią skórkę, nie było to jednak przyjemne doznanie.
-Proszę... - zaczęłam płaczliwie, gdy zaczął rozpinać moje spodnie. Zsunął je ze mnie, a ja nie mogłam nic zrobić, siedziałam przed nim półnaga, przywiązana do krzesła i patrzyłam jak jego oczy wypełniają się pożądaniem na widok mojej bielizny.
-O co prosisz, skarbie?- zapytał z ustami przy mojej szyi.
-Zostaw mnie.- ledwo te słowa opuściły moje usta i poczułam przeraźliwy ból w prawym udzie, krzyknęłam bezsilnie. Spoglądając na moją nogę zobaczyłam ranę spowodowaną nożem, niebyła ona głęboka, miała jedynie sprawiać ból. Chłopak widząc łzy formujące się w moich oczach podniósł moją głowę swoim palcem wskazującym.
-Chcę, żebyś patrzyła mi w oczy.- stwierdził przejażdżając nożem do samego kolana, na jego twarzy widniał uśmiech, zadawany mi ból sprawiał mu przyjemność. Zagryzłam mocno usta nie chcąc dać mu poznać, jak bardzo mnie krzywdzi.- Twarda jesteś, nie ma co, ale znajdę na ciebie sposób.- uśmiechnął się wyjmując nóż z mojej nogi.
-Gotowa na kolejne pytanie?- nie, nie, tak cholernie nie jestem gotowa, na kolejną porcję bólu.- Widzę, że nie.- stwierdził, ale wcale mnie to nie uspokoiło. Co on planuje?- W takim razie, najpierw się zabawimy.- powiedział rozpinając koszulę, po czym do mnie podszedł.
                        Pierwsze łzy zaczęły wypływać z moich oczu, wiedziałam już co chce zrobić. Pierwszy raz w moim życiu tak strasznie się bałam, byłam skołowana, a do mojego umysłu zaczęły napływać wspomnienia, które tak długo blokowałam.

                        Dwunastoletnia dziewczynka otworzyła niepewnie drzwi, prowadzące do jej domu, wiedziała, że złamała zasadę, wróciła później, niż powinna, po prostu zasiedziała się u koleżanki. 
                        Weszła cicho do kuchni, wiedziała, że mamy nie ma, gdyż pracuje do późna, a brat nocuje dziś u kolegi, ale tata powinien być w domu. Z salonu doszły ją dźwięki tłuczonego szkła.
-Kelsey!- usłyszała mrożący krew w żyłach głos ojca.- Kelsey, do jasnej cholery, lepiej, żebyś przyszła tu teraz, niż, żebym sam cię dorwał!- czuła jak w jej oczach zbierają się łzy. Wiedziała już co ją czeka, wiedziała też, że nie ma przy niej kochającego brata, który mógłby jej pomóc, ani matki, która by się za nią wstawiła.- Chodź tu, teraz!
                        Nie mając innego wyjścia podreptała do salonu, gdzie spotkała srogie spojrzenie brązowych tęczówek, tak bardzo podobnych do jej. Zagryzła mocno dolną wargę czując pierwsze uderzenie, zdziwiło ją to, że zostało zadane prosto w jej twarz, nigdy tak nie robił, bił tak, aby nie było tego widać, tak, aby nikt się nie domyślił, tak, aby nadal był postrzegany za wzorowego ojca i męża.
-Mówiłem, że pożałujesz, ty mała suko.-powiedział wściekle zrzucając wszystkie przedmioty znajdujące się na komodzie. Wzdrygnęła się na dźwięk tłuczonych butelek. No tak, dodał sobie odwagi alkoholem. Podszedł do niej i zadał kolejny cios.
                         Dwunastoletnia dziewczynka stała na środku salonu ze łzami w oczach i pytała niemo boga: Dlaczego mu na to pozwolił?

                                                                             ***

Jason POV:
-Co to kurwa znaczy, że moja siostra została porwana?!- krzyknął Ashton wchodząc do salonu.
-Stary, uspokój się.- powiedział Matt, czując, że inaczej może dojść do bójki.
-Kurwa, nie mów mi co mam robić! Wiecie, gdzie ona jest?- zapytał.
-Chaz znalazł ich lokalizację, byli na tyle głupi, że nie sprawdzili, czy ma przy sobie telefon.- wyjaśnił Luke.
-Więc co tu jeszcze robimy?!- krzyknął zirytowany.
-Też tego nie rozumiem, powinniśmy już tam być, kto wie, co ten pieprzony chuj z nią zrobi?!- tym razem popierałem Ashtona. Nie mieliśmy ani chwili do stracenia, musimy ją odnaleźć!
-Ok chłopaki, spokojnie, najpierw potrzebny nam plan.- powiedział Will.
-Plan jest taki, wchodzimy tam, wy- powiedziałem wskazując na Chaza i Matta.- Zajmujecie się ochroną, a Luke, Ash, Will, Alex i ja szukamy Kelsey. Jack'a zostawcie mi.- gdy tylko dowiedziałem się o tym, że ją zabrał przyrzekłem sobie, że mi za to zapłaci. Już raz darowałem mu sprawę z Jenn, ale porwania Kelsey nie puszczę mu płazem.
-Pamiętaj, że musisz być spokojny, nie możesz dać ponieść się emocją.- powtórzył setny raz tego wieczoru Luke.
-Wiem do cholery, ale jak mam być spokojny, skoro pen palant może z nią teraz robić nie wiadomo co!- warknąłem.
-Będzie dobrze, zaraz ją znajdziemy, będzie cała i zdrowa, zobaczysz.
-Nie możesz tego wiedzieć.- zaoponowałem.
-Ale mogę w to wierzyć.- dodał z przekonaniem, którego mogłem mu jedynie pozazdrościć.
-Ok, zbierajmy się.- powiedziałem chowając broń.

                                                                           ***
           
                       Pędziłem przez miasto nie zdejmując nogi z gazu, 160 km/h, 180 km/h, cały czas myślałem o pięknej brunetce, która całkiem niedawno wywróciła mój świat do góry nogami. Teraz przeze mnie znajdowała się w rękach jakiegoś szaleńca.
                        Docierając do miejsca, w którym Jack przetrzymywał Kelsey zwolniłem, ostatnią rzeczą jakiej potrzebowaliśmy było zauważenie, przez pachołków tego idioty. Zbliżając się do jego terytorium zauważyłem czerwone auto należące do chłopaka, stojące obok jednego z magazynów.

-Sukinsyn, naprawdę był na tyle głupi, żeby ją zabrać.- pokręcił głową Luke.
-Będzie żałował, że kiedykolwiek mnie poznał.- wychodząc z auta sięgnąłem po swoją broń i odbezpieczyłem ją.
                      Sprawdzając, czy aby na pewno nikogo niema na zewnątrz, dałem znać reszcie, że wchodzę na trzy, więc mają być gotowi, Will był tuż za mną, miał mnie osłaniać. Nie zwlekając ani chwili dłużej wykopałem drzwi z zawiasów, wpadłem do środka trzymając przed sobą pistolet, kiedy upewniłem się, że nikogo niema w środku dałem znać chłopakom, że mogą wejść.
                      Usłyszeliśmy roześmiane głosy dochodzące z pomieszczenia obok, kierując się w jego stronę zauważyliśmy całą ekipę Jack'a, nawet on nie jest taki głupi, żeby planować coś takiego w pojedynkę. Chaz dał mi znać, że on, Will i Matt zajmą się nimi, a my mamy znaleźć Kelsey. Myślałem, gdzie mogliby ją trzymać, kiedy moją uwagę przykuły schody biegnące na dół. Piwnica. Jednak nie mogłem dostać się tam nie zauważony, posłałem Chazowi znaczące spojrzenie, ten od razu zrozumiał sygnał, gdyż wysunął się zza ściany i strzelił prosto w głowę jednemu z pachołków Jack'a, dając nam jednocześnie szansę na niezauważalne przemknięcie na dół.
                     Piwnica okazała się być istnym labiryntem biegliśmy przez korytarz wyważając po drodze większość drzwi, dobiegając na koniec korytarza usłyszeliśmy czyjś przerażony krzyk, błagający o pomoc. Poznałem ten głos. Kelsey. Chwytając za klamkę wparowałem do pomieszczenia, to co tam zobaczyłem obudziło we mnie dawno skrywaną żądzę mordu, aż nie mogłem się doczekać, kiedy będę mógł patrzeć na jego uśmiercone oczy.

                                                                          ###

Hej, jak się podoba rozdział? Jest niesprawdzony, więc przepraszam za błędy. Mam nadzieję, że ktoś jeszcze to czyta.

środa, 17 grudnia 2014

Rozdział 14- Kiedy rzeczywistość ich zbudziła część 1

Czym jest miłość? Ci którzy ją poznali twierdzą, że to największe szczęście. Ci którzy jej nie zaznali uważają, że to jedynie widmo. Ci którzy w nią grają mówią, że to gra. Ci których miłość nie została odwzajemniona mówią o niej: przekleństwo. A Kelsey i Jason? No cóż, oni jeszcze nie byli pewni. Bo ich historia jeszcze się nie skończyła, wręcz przeciwnie, ona będzie trwać, do końca tego naszego świata, ale i do końca tego co po nim. Bo prawdziwa miłość nigdy nie umiera.

Kelsey POV:

-Wiem, że tu jesteś Kelsey...- powiedział głos, który od razu rozpoznałam.

                      Jack?! Co to do cholery ma znaczyć?! Co on tu robi?

-Wiem, że gdzieś się tu ukrywasz, znajdę cię prędzej czy później, ale lepiej dla ciebie, żebym się nie zdenerwował.- powiedział. Nie mogłam zapanować nad własnym ciałem, dopiero z nim rozmawiałam, wydawał się miły, jasne, że mu nie ufałam, ale tego się nie spodziewałam.- Nie żartuję Kelsey, lepiej się pokarz i grzecznie choć zemną. - oczywiście, że nigdy tego nie zrobię, cholera wie, kim on jest!
                      Nagle stół, pod którym się ukrywałam podniósł się i roztrzaskał o ścianę. Przerażona podniosłam wzrok i zobaczyłam te same brązowe tęczówki, które kilka godzin temu wydawały się tak przyjazne, chłopak wpatrywał się we mnie, jednak tym razem był to wzrok pełen triumfu, on był myśliwym, a ja ofiarą.
-Czego ode mnie chcesz?- zapytałam starając się, aby mój głos brzmiał pewnie.
-Witaj śliczna.- powiedział ignorując moje pytanie.- A teraz pójdziesz ze mną.- pociągnął mnie mocno za ramiona zmuszając abym wstała. Zaczęłam się wyrywać, nie mogę pozwolić aby mnie zabrał, wystarczy poczekać aż przyjedzie Alex, przecież zaraz tu będzie, prawda?
-Nie dotykaj mnie!- krzyknęłam wierzgając nogami na wszystkie strony.
-Dobrze ci radzę, lepiej bądź grzeczna.- syknął wściekle. Zauważyłam jak do pomieszczenia wchodzi drugi chłopak, podszedł do mnie i zakrył moje usta, poczułam jak jego silne dłonie oplatają moje ciało. Próbowałam walczyć, ale moje ciało było zbyt słabe, aby stawiać opór, oczy zaszły mi łzami a ostatnią rzeczą jaką pamiętam było opadanie w ramiona oprawcy, później była już tylko ciemność...

                                                                             ***

Alex POV:

                   Pędziłem przez miasto nie zawracając sobie głowy tym, że znacznie przekraczałem dozwoloną prędkość, wręcz przeciwnie, dodawałem gazu. Telefon od Kelsey sprawił, że naprawdę się zaniepokoiłem, mamy mnóstwo wrogów, ona jest siostrą Ashtona, a od niedawna także dziewczyną Jasona. To czyni z niej cel idealny.
                   Będąc już przed domem dziewczyny wyskoczyłem z auta, podchodząc do drzwi zauważyłem rozwalony zamek.
-Cholera- zakląłem. Nie czekając ani chwili dłużej wpadłem do środka. Wszędzie panował półmrok, dom był oświetlany jedynie przez światło księżyca. Mój wzrok przykuło światło dobiegające z kuchni, wszedłem do pomieszczenia i zauważyłem rozwalony stolik, wszędzie było pełno szkła. Żeby tylko Kelsey była cała. Zacząłem rozglądać się po pokoju.  Powinienem zadzwonić do Jasona. Kiedy wyjmowałem telefon zauważyłem białą kartkę przyczepioną do lodówki, podszedłem do niej i zerwałem z metalowej powierzchni. 

Jak bardzo wam na niej zależy? Radzę przemyśleć swoje zachowanie, inaczej komuś stanie się krzywda. 

                                                                                                                                            Jake
           
-No tak Jake, mogłem się tego spodziewać!- krzyknąłem uderzając pięścią w blat kuchenny. Powinniśmy byli jej pilnować, przez nas jest w niebezpieczeństwie. Wybierałem numer Jasona, wiedziałem, że trwa zebranie, ale on musi dowiedzieć się o tym teraz. Chłopak odebrał po trzech sygnałach.
-Alex, do kurwy nędzy, gdzie ty się podziewasz?!- zaczął wrzeszczeć, na co zniecierpliwiony przewróciłem oczami.
-Słuchaj mnie uważnie, mamy problem...

                                                                             ***

Kelsey POV:

                      Poczułam, że zaczynam się wybudzać, ale kiedy właściwie zasnęłam? Otwierając oczy dostrzegłam, że znajduję się w jakimś pomieszczeniu bez okien, było tu jedynie łóżko, stolik, oraz krzesło na którym siedziałam. Wspomnienia z wczorajszego wieczory zaczęły wracać do mnie jak bumerang. Moje ręce były związane za oparciem, wierciłam się próbując je uwolnić, ale skończyło się na tym, że tylko je poraniłam. Byłam przerażona, wiedziałam, że muszę dać sobie radę sama, nikt nie wie, gdzie jestem i tym razem nie ma przy mnie Jasona, który mnie ochroni.
                     Muszę się stąd wydostać, nie wiem co to za ludzie, ani co chcą zemną zrobić, ale z całą pewnością nie są to dobre rzeczy. Rozglądałam się na wszystkie strony próbując znaleźć coś co mogło by mi pomóc z tymi linami krępującymi moje ręce, kiedy usłyszałam tupot, jakby ktoś schodził po schodach. Świetnie, czyli jestem w piwnicy. Zanim się zorientowałam drzwi otworzyły się, a do środka weszło dwóch chłopaków, jednego z nich od razu rozpoznałam, to ten sam koleś, który się do mnie dobierał na imprezie u Jasona.

-Proszę, proszę, sławna dziewczyna Jasona McHall'a i siostra Ashtona Jones w jednej osobie, tylko dla mnie.- powiedział z obrzydliwym uśmieszkiem podchodząc w moją stronę. Nie było sensu ukrywać prawdy, byłam pewna, że o wszystkim już wie.
-Dlaczego mnie porwaliście?- zapytałam starając się, aby mój głos się nie załamał.
-Powiedzmy, że mamy w tym swój interes.- uśmiechnął się. - A teraz powiedz mi, co planuje Jason.- powiedział podchodząc bliżej, przykucnął obok mnie i oparł się rękami o moje kolana.
-Nic nie wiem.- właściwie to nie było to kłamstwo, Jason i Ashton nic mi nie mówili o swoich "interesach", a ja nie dopytywałam.
-Nie lubię kłamców, złotko.- powiedział podnosząc się i dotykając mojego policzka.- Ale dam ci jeszcze jedną szansę cukiereczku, nie zmarnuj jej, bo kolejnej nie będzie.- robiło mi się niedobrze, przez sposób w jaki się do mnie zwracał.
-Ja nic nie wiem, przecież mówiłam.- odpowiedziałam z westchnieniem, po czym poczułam uderzenie w policzek, które odrzuciło moją głowę w bok, a z moich ust wydobył się pisk.
-Ostrzegałem.- on i jego towarzysz, którego imienia nie znałam uśmiechali się do siebie porozumiewawczo.
-Gnojek, łatwo jest uderzyć dziewczynę, co?!- zapytałam nabierając pewności siebie. Mimo iż policzek bolał mnie niemiłosiernie wiedziałam, że muszę się bronić. Chłopak podszedł do mnie i zaczął gładzić swoją dłonią moją twarz.
-Nie dotykaj mnie.- powiedziałam strzepując ruchem głowy jego dłoń. Chłopak zaśmiał się pełen pogardy.
-Jesteś ostra, nie dziwię się, że spodobałaś się Jasonowi, musisz być świetna w łóżku.- skrzywiłam się na jego słowa. Chłopak podszedł do mnie i złapał za podbródek zmuszając, abym na niego spojrzała.- Obiecuję ci, że już niedługo będziesz krzyczała moje imię, kiedy będę cię pieprzył, ty mała suko.- następnie uderzył mnie jeszcze raz, i jakby nigdy nic wyszedł z uśmiechem na ustach wraz ze swoim kumplem. Zostałam sama, chciałam krzyczeć, płakać, albo wszystko naraz, ale nie pokarzę im jak bardzo się boję. Będę silna. 
                                                  Jason, proszę, pomóż mi.

                                                                         ***

Jason POV:

                   Kiedy tylko go dorwę pożałuje, że w ogóle się urodził! Pieprzony skurwiel, jak mógł ją dotknąć?! Jak mógł o tym chociażby pomyśleć?! Co jeśli coś jej zrobił? Położył swoje brudne łapy tam, gdzie nie powinien? Warknąłem na samą myśl o bezbronnej Kelsey próbującej wyrwać się z jego uścisku.

-Hej, stary uspokój się.- powiedział łagodnym głosem Luke.
-Jak mam się kurwa uspokoić, skoro nie wiem, co się z nią dzieję? Mogą z nią zrobić wszystko, a ja jej nie pomogę, niema mnie przy niej, rozumiesz?!- krzyczałem chodząc po całym salonie.
-Stary, wiemy, że to dla ciebie trudne, ale musisz się opanować, w takim stanie jej nie pomożesz. - powiedział kładąc mi dłoń na ramieniu.- Musisz myśleć jasno, najpierw ją uratujemy, a potem upewnimy się, że on za wszystko zapłaci.- dodał. Wszyscy obecni pokiwali zgodnie głowami.
-Masz rację, obiecuję że nie wyjdzie z tego żywy, zabiję gnoja, po prostu zabiję!- uniosłem się. Sama myśl o niej zapłakanej, związanej, zranionej doprowadza mnie do szału.- Kiedy to cholerstwo ich zlokalizuje?- zapytałem Chaza, który obsługiwał urządzenie lokalizujące. Byli na tyle głupi, aby pozwolić jej zatrzymać telefon, owszem Alex mówił, że kiedy do niego dzwoniła najprawdopodobniej padła jej bateria, ale liczymy na to, że jednak telefon się nie wyłączył.
-Robię, co mogę, ale to nie jest łatwe, szczególnie, kiedy wydzieracie mi się nad uchem.- powiedział poirytowany.
-On ma rację.- skomentował Will.- Jason choć na dwór, ochłoniesz trochę.- powiedział kierując się w stronę drzwi.
-Ja jestem spokojny.- powiedziałem czując jak wściekłość przejmuje nade mną kontrolę, ale chciałem tu być.
-Właśnie widzę.- dodał Matt.
-Ok, macie rację.- wiedziałem, że niema sensu się kłócić.- Dajcie znać jak tylko coś znajdziecie.- powiedziałem na co pokiwali głowami.
                   Wychodząc na dwór zobaczyłem Alexa palącego papierosa.

-Znów palisz?- zapytałem wyciągając paczkę fajek.
-Zawsze, kiedy się denerwuję.- odpowiedział ze smutnym uśmiechem.- Martwię się o Kelsey.- przyznał.- zaciągając się papierosem przyglądałem się chłopakowi. Bardzo ją polubił, może nawet za bardzo.
-Lubisz ją.- stwierdziłem. Nie potrafię  określić, co dokładnie czuję, nie podobało mi się to w jaki sposób na nią patrzy.
-Jesteśmy przyjaciółmi, to normalne, że w takiej chwili boję się o nią.- powiedział.
-Tylko przyjaciółmi?- wypaliłem. Chłopak popatrzył na mnie ze zdziwieniem.
-Tak, co w tym dziwnego? Często u nas przesiaduje, chodzimy razem do szkoły i spędzamy razem dużo czasu- powiedział zamyślając się, po chwili dodał.- Nie martw się, nie zamierzam odbić ci dziewczyny.- zaśmiał się. Nie miałbym mu za złe, gdyby Kelsey mu się podobała, wiem jak działa na facetów, jej figura, sposób w jaki się porusza, zdecydowanie jest niesamowicie pociągająca.
-Chłopaki, udało się, mamy ich!- usłyszeliśmy krzyk Chaza dochodzący z salonu, gdzie natychmiast się udaliśmy.
                    Teraz ten pieprzony Jake za wszystko mi zapłaci. Wszyscy nauczą się, że nikt, ale to nikt nie ma prawa dotykać mojej dziewczyny..

                                                                         ###

Hej, wiem, że rozdziału dawno nie było, ale miałam masę nauki przed wystawieniem ocen i bardzo was przepraszam. Rozdział nie jest sprawdzony. Teraz już mam luz i jeśli chcielibyście, to rozdziały mogą się pojawiać co drugi dzień lub codziennie, pozdrawiam i życzę miłego wieczoru =) Przepraszam, że taki krótki.