czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział 20- Ból tak perfekcyjny

6 komentarzy= nowy rozdział

-Naprawdę chcesz to zrobić?- zapytał blondyn ze smutną miną.
-Czasem myślę, że nie mam wyboru.- oznajmiła a jej głos na jedną sekundę zadrżał, jednak zdołał to wychwycić.
-Nie chcesz żyć? Chcesz umrzeć?- jego gardło boleśnie się zaciskało, a słowa z trudnością opuszczały usta. 
Uśmiechnęła się bez humoru.
-A co to za różnica? W efekcie i tak skończy się tym samym.- na jej ustach nadal widniał uśmiech, choć po jej policzku spłynęła łza. 
Nigdy nie widział czegoś tak smutnego. Jak mogła być tak twarda będąc tak delikatną jednocześnie? Teraz zdołał ją powstrzymać przed nią samą, ale jego nie zdołał powstrzymać.

Jason POV:
                               Jestem idiotą. Jebanym idiotą. To oficjalne.
                               Kurwa, co we mnie wstąpiło?! Potraktowałem ją jak jakąś pierwszą lepszą dziwkę! Przecież ja ją kocham! Ona jest jak narkotyk, moja własna odmiana heroiny. Uzależnia.
                               Uderzyłem pięściami o maskę auta. Kurwa, przecież ona mi tego nie wybaczy, nigdy! Zraniłem ją, dopuściłem do tego, aby złość przejęła nade mną kontrolę. Pokręciłem głową zrezygnowany. Wiem, że nie ma sensu namawiać jej do tego abym mógł chociaż ją podwieźć do domu, ale muszę się upewnić, że dotrze tam bezpiecznie. Ruszyłem za nią utrzymując odpowiednią odległość, tak, aby mnie nie zauważyła.
                                Brawo McHall, spierdoliłeś, znowu.

                                                                       ***

Kelsey POV:
                                 Dlaczego on to powiedział? Jasne, ok, był zły, ja byłam powodem jego złości, ale to żadne wytłumaczenie. Kocham go, ale gdyby on kochał mnie, to by tego nie powiedział, prawda? Ja po prostu oczekuję od niego normalnej, zdrowej relacji. Czy to aż tak wiele? Tak, najwidoczniej. Zresztą kogo ja próbuję oszukać, wszystko było moją winą. Jestem beznadziejna, zawodzę wszystkich dookoła.
                                  Byłam już na mojej ulicy, dosłownie kilka posesji dzieliło mnie od mojego domu. Nie zwracałam uwagi na mijanych ludzi, którzy dziwnie na mnie patrzyli. Mój obraz był zamazany, coraz więcej łez wypływało z moich oczu. To tak strasznie boli. Gdybym tylko potrafiła go zrozumieć... Ale jak, skoro chłopak o niczym mi nie mówi? Rozumiem, że nie jest typem osoby, która lubi się zwierzać. W końcu to gangster, którego boi się całe to przeklęte miasto, idiotko. Ale przecież jestem jego dziewczyną, przynajmniej tak mi się wydaje. Sama już nie wiem, czy można to nazwać związkiem, może to tylko moje wyobrażenie. No tak, mój błąd, niczego sobie nie wyobrażaj, bo zawsze się rozczarujesz, zawsze.
                                   Stojąc przed drzwiami miałam ochotę zapaść się pod ziemię, lub zagrzebać w kołdrze na moim łóżku, wszystko, byleby tylko nie musieć spowiadać się Ashtonowi z dzisiejszego dnia. Otarłam szybko łzy, aby sprawiać pozory normalnej. Chwytając za klamkę spostrzegłam, że są otwarte. Świetnie, czyli jest w domu. Pchając je delikatnie weszłam do środka. Kiedy już miałam ulotnić się na górę do swojego pokoju zatrzymał mnie głos, który jednak nie należał do mojego brata.

-Kelsey?- zapytał Alex. Chłopak stał na środku salonu ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy.
-Alex? C-co ty tu robisz?- spytałam podchodząc do niego.
-Ashton jest u nas i poprosił mnie, żebym posiedział z tobą tej nocy. Opracowują jakieś plany, a on nie chciał żebyś została sama. Ale na litość boską, mała, co się stało?- podszedł do mnie biorąc moją twarz w swoje ręce i przyglądając mi się. Próbował złapać ze mną kontakt wzrokowy, jednak ja skutecznie tego unikałam spuszczając wzrok.
-Nic, jest w porządku.- cieszyłam się, że mój głos się nie załamał.
-Przecież widzę, że płakałaś, poza tym jesteś roztrzęsiona.- spuściłam wzrok na swoje buty. Mogłam się domyślić, że przyjaciel od razu pozna, że coś jest nie tak.
-Ja... P-powiedz mi Alex. Dlaczego jestem taka b-beznadziejna?- spytałam pozwalają łzom wypłynąć.
-Skarbie, wcale nie jesteś beznadziejna, jak możesz w ogóle tak myśleć?- spytał marszcząc brwi w geście niezrozumienia.
-B-bo wszystko psuję, w-wszystkich zawodzę.- mój głos coraz bardziej się załamywał.
-Skarbie.- chłopak objął mnie mocno przyciskając do swojej klatki piersiowej. W jego ramionach czułam się bezpiecznie. Tak, jak u Jasona.- Jesteś niesamowita, nie rozumiem jak mogłaś pomyśleć, że jest inaczej. Właściwie, to nie miałaś być z Jasonem?- spytał odsuwając mnie delikatnie od siebie, tak, aby móc spojrzeć mi w oczy. Pokiwałam twierdząco głową.- Więc co się stało?
- Pokłóciliśmy się.- wyszeptałam.
-Co on znowu odwalił? Przysięgam, że jak go dorwę, to mu nogi z dupy powyry...
- Alex, to moja w-wina.- wyznałam patrząc mu w oczy. Zmarszczył brwi.- On zaczął m-mówić coś o jakiejś ochronie, ja odebrałam to jako próbę k-kontrolowania mnie, poza tym nie uważam, żebym wymagała
o-ochrony, przecież nie jestem dzieckiem. I ja mu to powied-działam, a on się zdenerwował i zaczął strasznie krzyczeć i j-ja też krzyczałam i-i...
-Spokojnie, mała, oddychaj.- Alex głaskał mnie uspokajająco po plecach, kiedy ja walczyłam o każdy oddech. Byłam mu ogromnie wdzięczna, że tu ze mną był.- Co właściwie powiedział, że cię tak zdenerwował?- zapytał kiedy się już trochę uspokoiłam. Spojrzałam na niego niepewnie.
-Powiedział, że go zdradzam i zachowuję się jak dziwka.- powiedziałam szybko na wydechu. Te słowa nadal bolały. Poczułam jak mięśnie Alexa stały się napięte.
-Na pewno nie miał tego na myśli, był zdenerwowany.- wyznał.
-Czy ty wiesz, jak strasznie mnie to zabolało?- spytałam podnosząc na niego wzrok.- Ale może miał rację, dla niego jestem tylko nic nieznaczącą dziwką. Nie jestem wystarczająco dobra dla nikogo.- wyszeptałam i kolejna łza spłynęła po moim policzku.
-Cholera, Kels.- warknął mój przyjaciel chwytając moją twarz w swoje dłonie.- Nikt nie ma prawa tak o tobie mówić. To same kłamstwa, a ty jesteś najbardziej niesamowitą dziewczyną, jaką znam.- powiedział ścierając kciukami moje łzy. Patrzyłam na niego jak zahipnotyzowana.- Jesteś piękna, mądra, zabawna, wrażliwa, wiesz, że nie znam drugiej takiej osoby jak ty? Nigdy nie oceniałaś nas tak, jak reszta miasta, nie patrzyłaś na nas jak na zwyrodnialców, w przeciwieństwie do innych.- w jego słowach słychać było szczerość, kiedy patrzył na mnie tajemniczym wzrokiem.
-Czym zasłużyłam sobie na takiego przyjaciela jak ty?- spytałam wtulając się w chłopaka. Zaśmiał się oddając uścisk.
-Zasłużyłaś na wszystko co najlepsze i proszę, nie płacz już więcej, nie warto. Niedługo i tak wszystko się wyjaśni.- spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
-Co masz na myśli?
-Jason cię kocha i długo bez ciebie nie wytrzyma, skarbie. Nie wiem czy wiesz, ale strasznie uzależniasz.- posłał mi jeden z najpiękniejszych uśmiechów, jaki kiedykolwiek widziałam.
-Dziękuję.
-A teraz... na jaki film masz ochotę?- spytał rozsiadając się wygodnie na kanapie.
-Słucham?
-Chyba nie myślałaś, że zostawię cię samą?- popatrzył na mnie jakbym miała trzy głowy.- Zostaję na caluśką noc. Stawiam na komedie, trzeba poprawić ten twój grobowy humor.
-Nie wydaje mi się, żeby to było możliwe.- stwierdziłam a kolejna fala smutku zalała mnie od środka. Ból, tak idealny wypełnił całe moje ciało.
-Nie, skarbie, tylko nie płacz, bo to łamie moje serce na kawałki.- spojrzał na mnie smutnym wzrokiem.- Wiem, że go kochasz, ale wiem też, że ona kocha ciebie i na pewno wkrótce dostrzeże swój błąd.
-Możliwe.- podsumowałam smutno. Jednak wtedy może być już za późno. Wiem, uzależniłam się od Jasona, każda sekunda spędzona bez niego wprawiała mnie w smutek. I to przerażało mnie najbardziej.- To może ja zrobię nam gorącej czekolady.- zaproponowałam zerkając na chłopaka. Chciałam przestać o tym myśleć, przestać płakać, musiałam.
                                   Kiedy już miałam iść do kuchni Alex wstając z sofy przyciągnął mnie do siebie przez co oboje wylądowaliśmy na podłodze. Cała scena musiała wyglądać strasznie zabawnie. Teraz chłopak leżał na mnie okrakiem, a nasze twarze dzieliły jedynie milimetry. Jestem pewna, że wyglądałam jak burak, kiedy śmiałam się w niebo głosy.

-Wiesz, ty się tu wygodnie połóż, a ja zrobię tę czekoladę. Co ty na to?- zapytał zadowolony podpierając się rękoma rozstawionymi po obu stronach mojej głowy.
-Ok.- powiedziałam. Właściwie bliskość Alexa niebyła dla mnie krępująca. Dobrze go znam i wiedziałam, że nie ma w stosunku do mnie złych zamiarów.- W szafce nad zlewem są pianki i żelki.- poinformowałam go, wstając z podłogi.
-No proszę, widzę, że jesteś przygotowana na moją wizytę.- teraz to ja usiadłam na sofie.- Wiesz, poprzednia pozycja bardziej mi się podobała.- stwierdził i poruszał znacząco brwiami, na co przewróciłam jedynie oczami.
-Idź lepiej po tą czekoladę.- stwierdziłam z uśmiechem obserwując jak chłopak zmierza w stronę kuchni.
                                    Nie chciałam nawet myśleć, co by było, gdybym niezastała go w domu, pewnie zalewałabym się łzami. Ale co poradzę, że moje serce wyrywa się na choćby samą myśl o Jasonie? Gotowa byłam zrobić wszystko, czego tylko by sobie zażyczył. Czy jest coś bardziej żałosnego od błagania o choćby jeden uśmiech skierowany do mojej osoby? Nie, wszystkie inne tragiczności bledną przy tej potrzebującej uwagi. Ale nie chcę znowu cierpieć, bo tym razem mogę tego nie przeżyć.

                                                                           ***
Jason POV:

                                      Kiedy tylko wjechałem na podjazd koło domu w oczy rzuciło mi się auto należące do Ashtona. Co on tu robi? Kurwa, czy Kelsey jest teraz sama? Szybko skierowałem się do domu, gdy tylko otworzyłem drzwi udałem się do salonu, gdzie znalazłem chłopaków omawiających jakieś plany.

-Co ty tu robisz?- od razu zapytałem przyjaciela stając naprzeciwko niego. Rozmowy w pokoju natychmiast ucichły.
-O co ci chodzi?- spytał marszcząc brwi w geście niezrozumienia.
-Kurwa! Pozwoliłeś Kelsey zostać samej w domu?! Oszalałeś?!- wiem, nie powinienem wyładowywać na nim swojej złości, ale w tym momencie nie panowałem nad sobą. Miałem ochotę coś rozwalić.
-Nie jest sama, Alex z nią jest.- powiedział patrząc na zegarek znajdujący się na ścianie obok.- Jakąś godzinę temu zgodził się zaopiekować się Kels. A właściwie, to czy ty nie powinieneś być z nią? Mówiła mi, że odbierzesz ją po szkole.- wyjaśnił czekając na odpowiedź.
-Pokłóciliśmy się.- wyznałem. Na twarzach chłopaków pojawiło się zmartwienie.
-Ale jej nic nie..- zaczął Will, wiedziałem o co mu chodzi.
-Na serio myślisz, że mógłbym zrobić jej krzywdę?!- wykrzyczałem wściekły.- Cholera, przecież to moja dziewczyna!
-Ale czasem nad sobą nie panujesz!- krzyknął Matt.
-Zamknij się!
-Taka jest prawda! Masz problemy z gniewem.
-Co wy się tak nagle wszyscy martwicie, co?!- krzyknąłem patrząc na nich.
-McHall, wystarczy!- wrzasnął Luke zwracając tym samym moją uwagę. Jeszcze chwila, a przysięgam, rozwaliłbym Mattowi nos. Przyjaciel wzrokiem rozkazał mi, abym poszedł za nim.
                                  Spieprzyłeś McHall, jeszcze raz.

                                                                        ***

-Co ty odpierdalasz?!- krzyknął Luke przygważdżając mnie do ściany, gdy tylko weszliśmy do kuchni.
-Odwal się!- złapałem go za ręce uwalniając się z jego uścisku.
-Wydzierasz się na chłopaków, którzy nic nie zrobili. A to, że martwią się o Kelsey to chyba normalne.
-Ok, sorry, po prostu... nie wiem, co się ze mną dzieje.
-Co się stało, stary?- spytał spokojniej chłopak krzyżując ręce na klatce piersiowej.
-Kurwa! Dałem plamy, rozumiesz? Kolejny raz poniosło mnie i znów ją zawiodłem.- powiedziałem pocierając zmęczoną twarz dłońmi.
-O co wam poszło?- spytał przyglądając mi się ze współczuciem.
-Chciałem, żeby ktoś był przy niej, dla ochrony, nie mogę ryzykować powtórki z ostatnich wydarzeń.- wyjaśniłem spoglądając na chłopaka, który pokiwał głową, dając mi do zrozumienia, że to popiera.- Ona odebrała to jako próbę kontroli, a ja się wkurzyłem, przecież chodzi o jej bezpieczeństwo do cholery! Potem zasugerowałem, że może mnie zdradza. Nie wiem, co we mnie wstąpiło, ale kiedy wychodziła ze szkoły widziałem przy niej jakiegoś chłopaka. Pierdolony kochaś chciał ją pocałować i pewnie by to zrobił, gdyby nie to, że się tam pojawiłem!- frustracja rosła we mnie z sekundy na sekundę.
-Coś mi mówi, że to nie koniec.- powiedział Luke patrząc na mnie wyczekująco.
-Masz rację. Jakby tego było mało, ja... nazwałem Kels dziwką.- powiedziałem niemal szeptem. Do tej pory nie mogę sobie wyobrazić, jakim cudem te słowa przeszły przez moje gardło.
-Co do kurwy nędzy?- krzyknął mój przyjaciel żywo gestykulując rękami.-  Kelsey to najlepsza rzecz, jaka mogła ci się przydarzyć. Myślisz, że inna dziewczyna zniosłaby tyle co ona? Porwanie i próbę gwałtu?- moje ciało napięło się na samo wspomnienie półnagiej dziewczyny obmacywanej przez Jacka.
-Kurwa, stary, myślisz, że o tym nie wiem? Nie mam pojęcia, dlaczego tak powiedziałem, byłem wściekły, kiedy zobaczyłem go z nią! Wiem, że to mnie nie usprawiedliwia, ale co ja mam ci niby powiedzieć?- zapytałem patrząc na niego z rozłożonymi rękami.
-Mi? Nic. Ale jest ktoś, kogo powinieneś przeprosić, o ile zależy ci na niej tak, jak mówisz.
-Pewnie, że mi zależy. Ja, ja ją...
-Ty ją co?- zapytał Luke z cwanym uśmieszkiem na ustach.
-Kocham ją, kurwa!
- Wiem to, dlatego właśnie zrobisz wszystko, aby była szczęśliwa.- stwierdził z pewnością w głosie.
-Powinienem do niej pojechać.- spowiedziałem drapiąc się niezręcznie po szyi.
-Nie, teraz jest z nią Alex, dobrze jej to zrobi.- stwierdził wzruszając ramionami. Wypuściłem głośno powietrze z ust.
-Ok, masz rację, on się nią zajmie.- niechętnie, ale musiałem to przyznać.
-To dobry przyjaciel i zależy mu na Kelsey. Są ze sobą blisko, naprawdę się przyjaźnią.- Pokiwałem jedynie głową w odpowiedzi.
-Myślisz, że mi wybaczy?- zapytałem po chwili ciszy.
-Kocha cię, a z miłości robi się wiele głupot.- prychnąłem na jego komentarz.
-Dzięki.- Luke również się uśmiechnął, jednak po chwili spoważniał.
-Jason, masz o co walczyć, więc nie pozwól, aby zaślepił cię gniew, czy żądza zemsty. Kels wiele przeszła i wiele zniesie, ale wszystko ma swoje granice.
-Wiem. Zrobiłbym wszystko, żeby była szczęśliwa i bezpieczna.
-Tak trzymaj.- powiedział klepiąc mnie w ramię.- Teraz lepiej idź się połóż.- zaproponował.
-Ale...
-Nawet szef gangu zasługuje na jeden wolny wieczór.- powiedział zanim zdążyłem dokończyć.
-Ok, dzięki.
-Nie ma za co, wracam do chłopaków.
-Jasne.
                                         Luke ma rację. Kocham Kelsey, ale ciągle ją zawodzę, a przecież nie chcę, żeby mnie zostawiła. Nie zniósłbym tego. Muszę zrobić wszystko, aby była bezpieczna i szczęśliwa, aby mogła mi zaufać bez obawy o to, że ją zawiodę. Moja księżniczka zasługuje na wszystko co najlepsze.

                                                                           ###

Witam was pod pierwszym postem w 2015 roku! Na wstępie chcę wam życzyć wszystkiego dobrego w nowym roku, byleby nie był gorszy od poprzedniego XD
Nie chciałam tego robić, ale nie widzę innej opcji. Ogłaszam, że nowy rozdział pojawi się, kiedy liczba komentarzy osiągnie 6. Przykro mi, że muszę to robić, ale chcę tylko wiedzieć co o tym sądzicie. Chciałabym usłyszeć wasze porady, aby móc ulepszyć tego bloga, bo wiem, że nie jest idealny.
Pozdrawiam Ola=)
6 komentarzy= nowy rozdział

5 komentarzy:

  1. Omg genialny! Czekam na następny ❤

    OdpowiedzUsuń
  2. 2015 jupi :)
    Rozdział pełen emocji dobrze że Alex był w domu
    Kocham Czekam na next
    Trampka <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Zarypisty
    Juska ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajny rozdział, skoda ze tak mało komów, bo chciałabym juz następny. Ciekawe jak będzie wyglądać ich rozmowa XD

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzisiaj zaczełam czytać i nie moge sie oderwać :) Czekam na kolejny rozdział ;))

    OdpowiedzUsuń