Czy szczęście istnieje? Może my tylko do niego dążymy, ale tak naprawdę nigdy go nie poznamy? Może stanowi jedynie zagadkę? Jednak patrząc na to z perspektywy czasu wiem, co to znaczy być szczęśliwym. To oznacza spędzenie życia z kimś, kto zna cię bezgranicznie, z kimś komu ufasz i jesteś z tego powodu dumny, bo on nigdy cię nie zostawi, nawet znając wszystkie twoje wady. I nieważne jak wielu ludzi przewinęło się przez twoje życie, tylko przy nim potrafisz być nagi, ale nie cieleśnie, bo to jest proste, jesteś nagi duchowo, ktoś wie o tobie więcej niż ty sam. Ale nie czujesz się bezbronny. Jesteś spokojny. Szczęśliwy.
Kelsey POV:
Niepewnie poruszałam swoimi rękoma. Moje ciało było odrętwiałe, jednak nie było to nieprzyjemne uczucie. Leżałam w łóżku Jasona, nie miałam zamiaru otwierać oczu, bałam się, że gdy to zrobię cała ta szczęśliwa atmosfera wyparuje. Kurwa, Kelsey, ja cię kocham. To nie był sen, prawda? On naprawdę coś do mnie czuje... Kocha mnie, tak jak ja jego. W końcu odważyłam się tworzyć oczy, przeciągnęłam się na łóżku, kiedy zauważyłam stojącego w drzwiach chłopaka.
-Witaj śliczna.- powiedział obdarowując mnie najpiękniejszym na świecie uśmiechem.
-Hej.- odpowiedziałam podciągając kołdrę pod sam czubek głowy. Jest wcześnie rano, ostatnia noc była trudna i domyślam się, że nie wyglądam najlepiej.
-Nie chowaj się, jesteś piękna- poprosił chłopak siadając na łóżku i odsłaniając moją twarz.- Boli cię coś?- zapytał patrząc na mnie zbolałym wzrokiem.
-Jason, przecież mówiłam ci, że jest dobrze.- nie gniewam się na niego, nie panował nad sobą .-Chcę o tym zapomnieć.
-Wiem.- odgarnął zabłąkane kosmyki włosów z mojej twarzy.- Ale nie powinnaś, najlepiej by było, gdybyśmy się nie spotykali. Jestem dla ciebie zagrożeniem.- znów zaczyna? Nie chcę się z nim żegnać, to nie on odpowiada za to co się dzieje w moim życiu.
-Niemów tak.- powiedziałam surowo.- Jason, jedyne co wniosłeś do mojego życia, to szczęście, dawno nie byłam tak radosna i uśmiechnięta. A teraz nie możesz mnie już zostawić, bo się od ciebie uzależniłam.- wyjaśniłam.
-Skarbie.- zaczął chłopak łapiąc moją twarz w swoje dłonie.- Jesteś dla mnie ważna i obiecuję ci, że nie pozwolę, aby włos spadł ci z głowy. Wiem, że może to brzmieć trochę oklepanie, ale zniszczę każdego, kto będzie chciał cię skrzywdzić, rozumiesz?- zapytał w 100% poważnie. Wiedziałam, że nie żartuje. Było coś takiego w jego oczach, co sprawiało, że każde jego słowo brzmiało jakby było przepełnione mocą, była to obietnica, której byłam pewna, że dotrzyma.
-Tak, rozumiem.- powiedziałam.
-A teraz zbieraj się, jest poniedziałek i chyba nie chcesz spóźnić się do szkoły, co?- zapytał z zawadiackim uśmiechem na ustach.
-Poniedziałek? Ale jak to? Ja nawet nie mam książek ani ciuchów na przebranie!- zaczęłam wstając z łóżka.- Na pewno się spóźnię.
-Spokojnie, jest dopiero 7:00, podwiozę cię najpierw do domu, żebyś mogła się przebrać a potem pojedziemy prosto do szkoły.
-Dziękuję.- powiedziałam uspakajając się.
-Nie ma sprawy, a teraz zejdź na śniadanie.- powiedział uśmiechając się i schodząc na dół. Byłam ubrana jedynie w koszulkę chłopaka, więc byłam lekko skrępowana, ale mój brzuch głośno domagał się jedzenia, więc postanowiłam pójść w jego ślady.
***
Kiedy już zjedliśmy śniadanie razem z resztą lokatorów MOJEGO CHŁOPAKA, jak cudownie to brzmi, pojechaliśmy do mnie. Kiedy Jason podjechał pod mój dom szybko wyskoczyłam z auta. Kierując się do kuchni, liczyłam, że spotkam Ashtona, nawet obmyśliłam wymówkę, aby wyjaśnić jakim cudem Jason mnie odwiózł, ale ku mojemu zdziwieniu nikogo tam nie zastałam, jednak na lodówce wisiała kartka.
Kelsey, musiałem dzisiaj wcześniej wyjść, musimy porozmawiać na temat tych twoich nocowań. Wrócę dzisiaj późno, nie czekaj na mnie, zamów sobie coś na obiad, pieniądze leżą na blacie. Po szkole idziesz od razu do domu i dobrze zamknij drzwi.
Ashton =)
Ok, czyli jestem dzisiaj sama. Pobiegłam szybko na górę i otwierając szafę wyjęłam z niej jasne jeansy z poszarpanymi kolanami, a do tego koszulę w czarno- czerwoną kratę, narzuciłam jeszcze moją czarną ramoneska i białe converse, lekko podkreśliłam oczy, a moje wyjątkowo proste dziś włosy puściłam luźno na plecy. Szybko się ogarnęłam, spakowałam książki i niczym tornado wyleciałam z domu, wcześniej zamykając drzwi. Wsiadłam do auta.
-Pięknie wyglądasz.- stwierdził z uśmiechem Jason, czym wywołał u mnie rumieniec.- Co mówił Ash?- zapytał zerkając na mnie, kiedy kierowaliśmy się w stronę szkoły.
-Nie było go, zostawił kartkę, żebym na niego nie czekała, bo wróci późno.- odpowiedziałam zastanawiając się, czy chłopak wie co robi w tym czasie mój brat.
-Mamy spotkanie.- powiedział jakby czytał mi w myślach.- Będzie dotyczyło wszystkiego co się do tej pory wydarzyło.
-Myślisz o sms'ach?- zapytałam.
-Nie tylko, wydaje mi się, że sytuacja w moim domu podczas imprezy, oraz ta w klubie wcale niebyły przypadkowe.
-Jak to? Co to znaczy?- czy jest coś o czym nie wiem?
-Kelsey, jest wielu ludzi, którzy chcą do mnie dotrzeć, być może chcą to zrobić przez twoją osobę.- powiedział obawiając się mojej reakcji.
-Oh, ok, rozumiem.- przyznam szczerze, że byłam trochę przestraszona.
-Hej, hej, hej.- powiedział chłopak zatrzymując się obok szkoły.- Pamiętasz co ci dzisiaj obiecałam?- zapytał patrząc na mnie wyczekująco, pokiwałam niepewnie głową.- Nawet, jeśli mnie przy tobie nie ma, to jest Alex i reszta, ok? Pamiętaj, nigdy nie jesteś sama.
-Dziękuje.- wyszeptałam ze ściśniętym gardłem, on tyle dla mnie robi. Chłopak wysiadł z auta otwierając przede mną drzwi i podają mi dłoń, którą przyjęłam z uśmiechem. Następnie przyciągnął mnie do siebie i pochylają się złożył na moich ustach krótki, ale czuły pocałunek. Czułam, że wszyscy zebrani się nam przypatrują, w końcu chłopak był niebezpiecznym szefem gangu, chociaż łatwo było o tym na chwilę zapomnieć.
-Powiesz mi gdyby coś się działo, prawda?- zapytał surowo na mnie patrząc.
-Tak, powiem ci.- odparłam rozkoszując się chwilą.
-Miłego dnia.- powiedział nadal nie wypuszczając mnie ze swoich ramion.
-Miłego dnia, Jason.- powiedziałam całując go, chłopak wypuścił mnie z uścisku. Zaczęłam kierować się w stronę szkoły, jednak przy drzwiach odwróciłam się jeszcze. Ku mojemu zdziwieniu chłopak nadal tam stał, a gdy nasze oczy się spotkały puścił mi oczko. Uśmiechając się powędrowałam na pierwszą lekcję.
Opiekował się mną, był tu, żeby mnie chronić. To tak, jakby istniał po to by ze mną być, więc mogłam na nim polegać, nie musiałam już walczyć sama.
***
Kierując się do sali pana Greena, naszego nauczyciela fizyki natchnęłam się na Donne, szkolną gwiazdeczkę oraz jej 'ciemną' świtę. Ona i jej przyjaciółeczki były typowymi plastikami, mocno się malowały, nosił skąpe ubrania i zachowywały się jak suki.
-Witaj Kelsey, widziałam, że Jason podwiózł cię do szkoły.- zagruchała ze sztucznym uśmiechem.- Nie wiedziałam, że jesteście parą. Jak długo się znacie?- do czego ona zmierza? Zauważyłam jak z naprzeciwka idzie Victoria.
-Odkąd się tu wprowadziłam, to przyjaciel mojego brata.
-Trzymaj się od niego z daleka, rozumiesz?!- zapytała wbijając mi swoje długie paznokcie w ramię.- On jest mój, tylko chwilowo jesteśmy skłóceni, ale niedługo to się zmieni.
-Przestań, to boli!- wyrwałam się z jej objęcia.
-Zaboli bardziej, jak się od niego nie odczepisz, to, że raz dałaś mu się przelecieć nie znaczy, że jesteście razem. On kocha mnie, rozumiesz? Mnie i nikogo innego!- krzyknęła robiąc się czerwona.
-Chyba masz trochę zbyt wybujałą wyobraźnię- odpowiedziałam, Widziałam, że ta chciała coś dodać, już otworzyła usta, ale widząc, że moja przyjaciółka zmierza w naszą stronę szybko je zamknęła przywołując na swoją twarz sztuczny uśmiech.
-Witaj Donna, masz jakiś problem?- zapytała Victoria.
-Nie, tak tylko rozmawiamy z Kelsey o chłopcach, prawda?- zapytała piorunując mnie wzrokiem.
-Wydaje mi się, że wszystko już sobie wyjaśniłyśmy, a ja już muszę lecieć, zaraz zaczyna się pierwsza lekcja.- wyjaśniłam łapiąc Victorię pod ramię.
-Jasne, dokończymy innym razem.- uśmiechnęła się perfidnie Donna. Coś mi się wydaja, że tak łatwo się nie podda.
-O co jej chodziło?- zapytała brązowooka.
-Twierdzi, że jest z Jasonem, że są razem.- prychnęłam przypominając sobie jej słowa.- Wiesz coś na ten temat?- zwróciłam się do dziewczyny. Ufałam mojemu chłopakowi, wiem, że zanim się poznaliśmy miał wiele dziewczyn, ale skoro powiedział, że mnie kocha, to chyba się zmienił, prawda?
-Wiesz, oni byli razem, tuż przed twoim przyjazdem.- wyznała spuszczając wzrok. Przełknęłam głośno ślinę.
-Co masz na myśli mówiąc, że byli razem?- spytałam podejrzliwie. -Czegoś mi nie mówisz Vic.
-Oni byli przyjaciółmi do łóżka. Jason lubił ją pieprzyć, a ona się w nim zakochała. Ubzdurała sobie, że on ją kocha, a kilka tygodni temu pokłócili się, bo ta widziała, jak całuje się z inną. Dla niego była jedną z wielu, będąc z nią sypiał z innymi, aż w końcu ją rzucił. Nie przyjęła tego zbyt dobrze.- wyjaśniła.-Przykro mi, że musiałaś dowiedzieć się o tym ode mnie.
-Cieszę się, że mi to powiedziałaś.- uśmiechnęłam się smutno. Dotarłyśmy do klasy, gdy akurat zadzwonił dzwonek.
***
Przez całą lekcję myślałam o tym co powiedziała mi Victoria. Siedziałam w ławce z Calumem, chłopak zauważył, że coś jest nie tak, pytał nawet co się stało, ale ja nie chciałam o tym mówić, sama nie byłam pewna, co o tym myśleć. Cieszyłam się, że chłopak nie drążył dłużej tematu. Reszta lekcji minęła spokojnie, chociaż muszę przyznać, że mam mnóstwo zaległości, czas wziąć się za naukę.
***
Wracając ze szkoły postanowiłam wybrać dłuższą drogę wiodącą przez park. Mimo wczesnej pory był opustoszały z powodu brzydkiej pogody. Usiadłam na jednej z ławek przysłuchując się powiewającemu wiatrowi oraz dźwiękom wydawanym przez ptaki. Byłam tak głęboko zamyślona, że nawet nie zauważyłam kiedy dosiadł się do mnie jakiś chłopak. Był to wysoki brunet ze średniej długości włosami postawionymi do góry, miał dobrze zarysowaną linię szczęki, ubrany był w czarne spodnie i białą bluzkę uwydatniającą jego klatkę piersiową, na to założył skórzaną kurtkę. Kiedy spostrzegłam jego obecność zwróciłam głowę w jego stronę spotykając po drodze brązowe tęczówki. Chłopak wpatrywał się we mnie z nie odgadniętym uśmiechem, był bardzo przystojny.
-Cześć, jestem Jack.- powiedział wystawiając w moim kierunku dłoń.
-Kelsey.- odparłam nieco zdziwiona jego bezpośredniością.
-Co tutaj robi sama taka dziewczyna jak ty Kelsey?- zapytał uśmiechając się szelmowsko.
-Rozmyślam, świeże powietrze poprawia koncentrację.- odpowiedziałam wysilając się na uśmiech. Byłam przytłoczona ostatnimi wydarzeniami.
-Niech zgadnę, chodzi o chłopaka?- zapytał. Pokiwałam głową.- Jesteś śliczna, zapewne inteligenta, jeśli on tego nie docenia, to jest idiotą niewartym twojej uwagi.- dodał uśmiechając się, jakby ze... współczuciem? Jego komentarz wywołał rumieniec na mojej twarzy.
-Chodzi o to, że nie wiem, czy mogę mu ufać.- potrzebowałam się komuś wyżalić, może nie powinnam tego robić przy obcej osobie, ale nie widzę tu nikogo innego.
-Nigdy nie mamy pewności, czy możemy komuś zaufać w stu procentach. Większość ludzi nas zawodzi, ale są też tacy, którzy zawsze są gotowi nam pomóc. Nie dowiesz się, czy on będzie dla ciebie kimś ważnym, jeżeli nie dasz mu szansy.- jego słowa odzwierciedlały to co w tym momencie działo się w mojej głowie. Bałam się, że Jason mnie skrzywdzi, nie jestem księżniczką, a życie to nie bajka, tu niema szczęśliwego zakończenia.
-Dziękuję.
-Za co?- zapytał zaskoczony chłopak.
-Za radę, masz rację, ten, kto nie ryzykuje, nie zyskuje.- powiedziałam uśmiechając się do Jack'a.
-Mam nadzieję, że wszystko ci się ułoży.- powiedział.
-Muszę już iść.- zdałam sobie sprawę, że na dworze jest już ciemno. Wstałam z ławki, co powtórzył chłopak.- Miło mi się z tobą rozmawiało.
-Mi również.- przyznał posyłając mi uśmiech.- Ale nie żegnaj się ze mną.- dodał. Zmarszczyłam brwi.
-Nie rozumiem. Co masz na myśli?- zapytałam.
-Widzisz Kelsey, mam przeczucie, że spotkamy się szybciej niż myślisz.- wypowiadając te słowa ruszył wgłąb parku zostawiając mnie samą z jednym pytaniem: Co to miało znaczyć?
***
Będąc już w domu stwierdziłam, że dobrze mi zrobi długa, ciepła kąpiel. Upewniając się, czy aby na pewno zamknęłam drzwi frontowe przeszłam do łazienki. Napuściłam wody, po czym weszłam do wanny podśpiewując moje ulubione piosenki.
Kiedy woda zrobiła się zimna stwierdziłam, że najwyższy czas zakończyć kąpiel. Wychodząc z wanny dokładnie wytarłam swoje ciało miękkim ręcznikiem, a później się nim owinęłam. Weszłam do pokoju szukając mojej piżamy, składała się ona z czarnej, bawełnianej bluzki na ramiączkach z koronką przy dekolcie oraz krótkich, różowych szortów, chociaż wyglądem przypominały raczej bokserki. Wracając do łazienki osuszyłam swoje włosy ręcznikiem i pozostawiłam je do wyschnięcia. Stwierdziłam, że najlepszym pomysłem, na zabicie czasu będzie oglądnięcie czegoś w TV.
***
Konsumowałam już drugą paczkę żelek pogrążona w wartkiej akcji filmu, nawet nie zwróciłam uwagi, jak szybko leci czas. Dochodziła 23 a Ashtona dalej nie było w domu, chciałam zadzwonić do Jasona i zapytać go czy wie coś o tym, gdzie mój brat przebywa, ale wtedy przypomniałam sobie, jak mówił mi, że dzisiaj organizowane jest zebranie gangów. Pewnie coś się przedłużyło.
Usłyszałam trzask, dochodzący z kuchni, jakby coś rozbiło się na kafelkach. Podskoczyłam ze strachu na kanapie. Może to Ash? Ale przecież nie słyszałam, żeby ktoś otwierał drzwi. Strach mnie sparaliżował, nie wiedziałam co mam zrobić, nie myślałam racjonalnie. Chwytając za telefon ruszyłam w stronę pokoju z którego dochodziły dziwne dźwięki.
Będąc obok kuchni ostrożnie ręką wymacałam włącznik światła, po czym weszłam do pomieszczenia. Na podłodze walała się potłuczona szklanka, wszędzie było pełno szkła, dostrzegłam, że okno jest otwarte. To pewnie przeciąg idiotko. I kiedy już miałam pogratulować sobie odwagi do moich uszu doszły odgłosy kroków w salonie. Byłam przerażona, ktoś naprawdę jest w moim domu. Jestem sama, nie wiem, kiedy wróci mój brat i nie mam pojęcia jak się bronić. Niewiele myśląc złapałam w ręce nóż leżący na blacie i najciszej jak tylko mogłam schowałam się pod stołem. Trzęsącymi się dłońmi odblokowałam telefon i weszłam w kontakty. Byłam spanikowana i wybrałam pierwszy numer znajdujący się na liście.
-Halo?- zapytał Alex.
-Alex, dzięki bogu.- powiedziałam cicho, jednak tak, aby chłopak mnie usłyszał.
-Kelsey? Nie mogę teraz rozmawiać, jadę właśnie na spotkanie z Jasonem.- powiedział.
-Alex.- załkałam żałośnie.- Proszę, przyjedz do mnie, ja nie wiem, co mam robić, tak strasznie się boję.- wyjawiłam czując, jak łzy zbierają się w kącikach moich oczu.
-Hej, mała, co się stało?- zapytał zmartwiony chłopak.
-Ktoś jest u mnie w domu.- wyznałam drżącym głosem.
-CO?! Jesteś pewna? Przecież macie antywłamaniowe rolety i zamki, to niemożliwe!- usłyszałam jak gwałtownie hamuje i zapewne nakręca auto. Przyjedzie tu!!!
-Myślałam, że to Ash, ale on jest na spotkaniu, a nikt inny nie ma kluczy do domu. Najpierw ten ktoś stłukł szklankę w kuchni, a teraz słyszę jego kroki w salonie. Ja nie wiem, co mam robić, proszę pomóż mi.
-Spokojnie skarbie, już do ciebie jadę, dam znać Jasonowi. A ty schowaj się gdzieś i bądź cicho, ok?- zapytał zdenerwowany.
-Ok.- odpowiedziałam starając się unormować oddech. Tylko tego brakuje, żebym wydała się przez mój szloch.
-Już ja.... shhe Kel.., shgbnhg.
-Alex?- spojrzałam na wyświetlacz, świetnie, padła mi bateria.
Chciałam zacząć krzyczeć, kiedy zobaczyłam jak ktoś wchodzi do kuchni. Widziałam tylko jego nogi, zatkałam usta dłonią aby nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Nieznajomy przystanął i zapewne rozglądał się po pomieszczeniu. Żadne słowa nie wyrażą tego jak się czuję, chcę tylko, żeby Jason tu był i mnie przytulił, wiem, że z nim jestem bezpieczna.
-Wiem, że tu jesteś Kelsey...- powiedział głos, który od razu rozpoznałam.
###
Cześć, jak wam się podoba rozdział? Myślę, że jest ok. Smuci mnie trochę mała liczba komentarzy pod rozdziałami. Dziękuję osobą, które cały czas je dodają, jesteście wielcy, ale chciałabym, żeby każdy napisał, szczerze co myśli o opowiadaniu. Czy zobaczę chociaż 8 komentarzy?
5 komentarzy = nowy rozdział
Planuje założyć nowego bloga, co o tym myślicie? Na pewno będzie on bardziej kompletny niż ten.
świetny
OdpowiedzUsuńOmg boję się bardziej niż kelsey
OdpowiedzUsuńBoże ten blog jest genialny
Czekam z niecierpliwością na następny
Kocham
Trampka <3
O ja nie wytrzymam ! Dawaj rozdział jak najszybciej bo to ff jest genialne xx
OdpowiedzUsuńBardzo fajne ff, kocham Austina =) A kiedy next? Pozdrawiam =*
OdpowiedzUsuńDzięki =) Nowy rozdział planuję dodać jutro =)
Usuń