piątek, 19 grudnia 2014

Rozdział 15- Kiedy rzeczywistość ich zbudziła część 2

                           Nawet nie próbowałam już być silna, po prostu pozwoliłam łzom płynąć. Stałam przed lustrem w łazience i obserwowałam jak mieszają się z krwią i kapią na podłogę. Dla mnie brzmiały jak bomby wybuchające jedna po drugiej, a ja stałam pośrodku nich, jak zagubione w mroku dziecko, którym zresztą byłam. Upadłam na kolana płacząc. To nie był pierwszy raz, kiedy pokazywałam swoje emocje, zawsze spotykało się to ze wzrokiem pełnym współczucia, który widziałam patrząc w swoje lustrzane odbicie. Nawet ja nie widziałam dla siebie ratunku, nie dopuszczałam nikogo do siebie, więc kto miałby mi pomóc?
-Kelsey! Co się stało?!- krzyknął Ashton podbiegając do mnie i podnosząc mnie z zimnej posadzki. No tak, miałam jego, on nigdy nie widział we mnie przegranej, był moją siłą, moim sposobem na przeżycie, tylko on nie patrzył na mnie TYM wzrokiem, nie widział we mnie odludka, czy dziwadła, bo on wiedział, co czuję, on dzielił mój ból.

Kelsey POV:
                               Czułam jak moja głowa pulsuje, nie wiem ile godzin już tu siedzę, nie wiem, gdzie właściwie jestem. Moje nadgarstki są obolałe, niemal czuję jak na mojej twarzy kształtuje się siniak powstały w wyniku uderzeń, palą mnie nadgarstki i już nawet nie próbuję uwolnić ich ze sznurów, sprawiłabym tym sobie tylko większy ból. Mogłam tylko czekać na to kiedy Jack i jego kumpel znów się tu pojawią, liczyłam jednak na to, że najpierw znajdzie mnie Jason. Niczego w tym momencie nie pragnęłam bardziej jak z powrotem znaleźć się w jego silnych ramionach, usłyszeć jego ciepły głos, poczuć jego zapach i po prostu być blisko niego.
                             Gwałtownie podniosłam głowę, kiedy usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Jakaś postać weszła do środka, jednak przez półmrok, jaki panował w pomieszczeniu nie byłam w stanie rozpoznać kto to jest. Zaczęłam się denerwować, jest ich więcej, są silniejsi, za pewnie moją broń, a ja jestem tylko wątłą dziewczyną, nie dam rady się bronić.

-Witaj cukiereczku, odpoczęłaś?- od razu rozpoznałam ten głos- Jack. Chłopak zapalił światło, następnie podszedł do krzesła i uklęknął przede mną, ulokowując swoje ręce na moich kolanach. Przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz wywołany jego dotykiem, nie chciałam, żeby to robił.- Chyba się na mnie nie obraziłaś, co? Poniosło mnie, wiem, ale zasłużyłaś na karę.- powiedział dotykając mojego policzka, na którym tworzyła się opuchlizna.
-Jesteś chory.- powiedziałam zachrypniętym głosem.
-Lepiej uważaj na słowa.- powiedział. Jego głos brzmiał spokojnie, ale w jego oczach panowała furia.- Widzisz, możemy się dogadać, ja mogę być dla ciebie dobry, jeżeli odwdzięczysz mi się tym samym.- wyjaśnił przejeżdżając ręką po moim ramieniu.
-Nie chce żebyś mnie dotykał.- wyszeptałam czując narastającą we mnie panikę, którą za wszelką cenę starałam ukryć.
-Jeżeli będziesz współpracować, to niestanie ci się żadna krzywda.- kontynuował.
-Dlaczego to robisz?- spytałam ignorując jego propozycję. Chłopak przypatrywał mi się przez jakiś czas, po czym wstał i zaczął przechadzać się po pomieszczeniu.
-Widzisz, Jason to mój wróg, trochę go znam i wiem, że nic nie zaboli go bardziej, niż cierpienie zadane bliskim mu osobą. To nic osobistego, zwyczajnie byłaś blisko i mi się spodobałaś, poza tym jesteś też ważna dla Ashtona, ofiara idealna.- zaśmiał się podle.
-Skąd znasz Jasona?- nie rozumiałam tego. Jak się poznali? Co się wydarzyło, że zaczęli się aż tak nienawidzić?
-Poznaliśmy się jeszcze w podstawówce, byliśmy przyjaciółmi, co więcej, byliśmy jak bracia, ale nasi ojcowie byli liderami gangów, które się nienawidziły. Jednak nie to było podmiotem naszych sporów.
-Więc co się wydarzyło?- ciekawość wzięła nade mną górę.
-Jason miał kogoś na kim mu bardzo zależało, miała na imię Jennifer, była piękną blondynką, uroda i inteligencja połączone w jedno. Chociaż muszę przyznać, że i tak jesteś od niej piękniejsza.- dodał uśmiechając się zalotnie, czym wzbudził we mnie obrzydzenie.- Był nią zauroczony, jednak ona nie odwzajemniła jego uczuć, wolała mnie, a jemu bardzo się to nie spodobało, gdy dowiedział się, że ona dostarczała mi informację. Nie przewidziała jednak tego, że bawię się nią tak jak ona Jasonem.- słuchałam jego opowieści nie dowierzałam w słowa, które płynęły z jego ust. Jason został zraniony, przez kogoś, kogo kochał.
-Jak mogłeś mu to zrobić?! On ci ufał.- powiedziałam z wyrzutem.
-I to był jego błąd, Kelsey, nie powinien nikomu ufać cukiereczku.- wyjaśnił. To dlatego na początku był taki ostrożny, on po prostu się bał, że okaże się być taka jak Jennifer, że go zdradzę i zostawię.- W naszym świecie nie ma miejsca na miłość czy szczęście, a Jason sam się niedługo o tym przekona.
-Co masz na myśli?- zapytałam niepewnie, czując jak mój puls przyśpiesza.
-No właśnie, przejedzmy do ciekawszej części naszej rozmowy.- sięgnął do tylnej kieszeni swoich jeansów i wyciągnął jakiś przedmiot, nie wiedziałam co to, dopóki grube ostrze nie zajaśniało pod wpływem światła emanującego z małej żarówki wiszącej nad naszymi głowami.- Teraz się zabawimy, ja zadam ci pytanie, jeżeli na nie nie odpowiesz, to zostaniesz surowo ukarana, Kelsey.- powiedział poważnie, jednak w kącikach jego ust majaczył uśmiech.
-Nic ci nie powiem.- mój głos lekko załamał się.
-Oh, powiesz, jak tylko zobaczysz na co mnie stać.- podszedł do mnie, wziął krzesło leżące w kącie i usiadł naprzeciwko mnie.- Co planuje Jason?- zapytał pochylając się w moją stronę.
-Nic nie wiem.- odpowiedziałam gotując się na karę. Chłopak wyciągnął rękę w moją stronę, na co odruchowo się cofnęłam, jednak ku mojemu zdziwieniu nie uderzył mnie. Złapał za kraniec mojej koszulki i podwinął ją do góry. Otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia. Co on do cholery wyprawia?
-Jesteś pewna, że nic nie wiesz? Bo mi się wydaje, że kłamiesz.- stwierdził dotykając mojego brzucha, czym wywołam gęsią skórkę, nie było to jednak przyjemne doznanie.
-Proszę... - zaczęłam płaczliwie, gdy zaczął rozpinać moje spodnie. Zsunął je ze mnie, a ja nie mogłam nic zrobić, siedziałam przed nim półnaga, przywiązana do krzesła i patrzyłam jak jego oczy wypełniają się pożądaniem na widok mojej bielizny.
-O co prosisz, skarbie?- zapytał z ustami przy mojej szyi.
-Zostaw mnie.- ledwo te słowa opuściły moje usta i poczułam przeraźliwy ból w prawym udzie, krzyknęłam bezsilnie. Spoglądając na moją nogę zobaczyłam ranę spowodowaną nożem, niebyła ona głęboka, miała jedynie sprawiać ból. Chłopak widząc łzy formujące się w moich oczach podniósł moją głowę swoim palcem wskazującym.
-Chcę, żebyś patrzyła mi w oczy.- stwierdził przejażdżając nożem do samego kolana, na jego twarzy widniał uśmiech, zadawany mi ból sprawiał mu przyjemność. Zagryzłam mocno usta nie chcąc dać mu poznać, jak bardzo mnie krzywdzi.- Twarda jesteś, nie ma co, ale znajdę na ciebie sposób.- uśmiechnął się wyjmując nóż z mojej nogi.
-Gotowa na kolejne pytanie?- nie, nie, tak cholernie nie jestem gotowa, na kolejną porcję bólu.- Widzę, że nie.- stwierdził, ale wcale mnie to nie uspokoiło. Co on planuje?- W takim razie, najpierw się zabawimy.- powiedział rozpinając koszulę, po czym do mnie podszedł.
                        Pierwsze łzy zaczęły wypływać z moich oczu, wiedziałam już co chce zrobić. Pierwszy raz w moim życiu tak strasznie się bałam, byłam skołowana, a do mojego umysłu zaczęły napływać wspomnienia, które tak długo blokowałam.

                        Dwunastoletnia dziewczynka otworzyła niepewnie drzwi, prowadzące do jej domu, wiedziała, że złamała zasadę, wróciła później, niż powinna, po prostu zasiedziała się u koleżanki. 
                        Weszła cicho do kuchni, wiedziała, że mamy nie ma, gdyż pracuje do późna, a brat nocuje dziś u kolegi, ale tata powinien być w domu. Z salonu doszły ją dźwięki tłuczonego szkła.
-Kelsey!- usłyszała mrożący krew w żyłach głos ojca.- Kelsey, do jasnej cholery, lepiej, żebyś przyszła tu teraz, niż, żebym sam cię dorwał!- czuła jak w jej oczach zbierają się łzy. Wiedziała już co ją czeka, wiedziała też, że nie ma przy niej kochającego brata, który mógłby jej pomóc, ani matki, która by się za nią wstawiła.- Chodź tu, teraz!
                        Nie mając innego wyjścia podreptała do salonu, gdzie spotkała srogie spojrzenie brązowych tęczówek, tak bardzo podobnych do jej. Zagryzła mocno dolną wargę czując pierwsze uderzenie, zdziwiło ją to, że zostało zadane prosto w jej twarz, nigdy tak nie robił, bił tak, aby nie było tego widać, tak, aby nikt się nie domyślił, tak, aby nadal był postrzegany za wzorowego ojca i męża.
-Mówiłem, że pożałujesz, ty mała suko.-powiedział wściekle zrzucając wszystkie przedmioty znajdujące się na komodzie. Wzdrygnęła się na dźwięk tłuczonych butelek. No tak, dodał sobie odwagi alkoholem. Podszedł do niej i zadał kolejny cios.
                         Dwunastoletnia dziewczynka stała na środku salonu ze łzami w oczach i pytała niemo boga: Dlaczego mu na to pozwolił?

                                                                             ***

Jason POV:
-Co to kurwa znaczy, że moja siostra została porwana?!- krzyknął Ashton wchodząc do salonu.
-Stary, uspokój się.- powiedział Matt, czując, że inaczej może dojść do bójki.
-Kurwa, nie mów mi co mam robić! Wiecie, gdzie ona jest?- zapytał.
-Chaz znalazł ich lokalizację, byli na tyle głupi, że nie sprawdzili, czy ma przy sobie telefon.- wyjaśnił Luke.
-Więc co tu jeszcze robimy?!- krzyknął zirytowany.
-Też tego nie rozumiem, powinniśmy już tam być, kto wie, co ten pieprzony chuj z nią zrobi?!- tym razem popierałem Ashtona. Nie mieliśmy ani chwili do stracenia, musimy ją odnaleźć!
-Ok chłopaki, spokojnie, najpierw potrzebny nam plan.- powiedział Will.
-Plan jest taki, wchodzimy tam, wy- powiedziałem wskazując na Chaza i Matta.- Zajmujecie się ochroną, a Luke, Ash, Will, Alex i ja szukamy Kelsey. Jack'a zostawcie mi.- gdy tylko dowiedziałem się o tym, że ją zabrał przyrzekłem sobie, że mi za to zapłaci. Już raz darowałem mu sprawę z Jenn, ale porwania Kelsey nie puszczę mu płazem.
-Pamiętaj, że musisz być spokojny, nie możesz dać ponieść się emocją.- powtórzył setny raz tego wieczoru Luke.
-Wiem do cholery, ale jak mam być spokojny, skoro pen palant może z nią teraz robić nie wiadomo co!- warknąłem.
-Będzie dobrze, zaraz ją znajdziemy, będzie cała i zdrowa, zobaczysz.
-Nie możesz tego wiedzieć.- zaoponowałem.
-Ale mogę w to wierzyć.- dodał z przekonaniem, którego mogłem mu jedynie pozazdrościć.
-Ok, zbierajmy się.- powiedziałem chowając broń.

                                                                           ***
           
                       Pędziłem przez miasto nie zdejmując nogi z gazu, 160 km/h, 180 km/h, cały czas myślałem o pięknej brunetce, która całkiem niedawno wywróciła mój świat do góry nogami. Teraz przeze mnie znajdowała się w rękach jakiegoś szaleńca.
                        Docierając do miejsca, w którym Jack przetrzymywał Kelsey zwolniłem, ostatnią rzeczą jakiej potrzebowaliśmy było zauważenie, przez pachołków tego idioty. Zbliżając się do jego terytorium zauważyłem czerwone auto należące do chłopaka, stojące obok jednego z magazynów.

-Sukinsyn, naprawdę był na tyle głupi, żeby ją zabrać.- pokręcił głową Luke.
-Będzie żałował, że kiedykolwiek mnie poznał.- wychodząc z auta sięgnąłem po swoją broń i odbezpieczyłem ją.
                      Sprawdzając, czy aby na pewno nikogo niema na zewnątrz, dałem znać reszcie, że wchodzę na trzy, więc mają być gotowi, Will był tuż za mną, miał mnie osłaniać. Nie zwlekając ani chwili dłużej wykopałem drzwi z zawiasów, wpadłem do środka trzymając przed sobą pistolet, kiedy upewniłem się, że nikogo niema w środku dałem znać chłopakom, że mogą wejść.
                      Usłyszeliśmy roześmiane głosy dochodzące z pomieszczenia obok, kierując się w jego stronę zauważyliśmy całą ekipę Jack'a, nawet on nie jest taki głupi, żeby planować coś takiego w pojedynkę. Chaz dał mi znać, że on, Will i Matt zajmą się nimi, a my mamy znaleźć Kelsey. Myślałem, gdzie mogliby ją trzymać, kiedy moją uwagę przykuły schody biegnące na dół. Piwnica. Jednak nie mogłem dostać się tam nie zauważony, posłałem Chazowi znaczące spojrzenie, ten od razu zrozumiał sygnał, gdyż wysunął się zza ściany i strzelił prosto w głowę jednemu z pachołków Jack'a, dając nam jednocześnie szansę na niezauważalne przemknięcie na dół.
                     Piwnica okazała się być istnym labiryntem biegliśmy przez korytarz wyważając po drodze większość drzwi, dobiegając na koniec korytarza usłyszeliśmy czyjś przerażony krzyk, błagający o pomoc. Poznałem ten głos. Kelsey. Chwytając za klamkę wparowałem do pomieszczenia, to co tam zobaczyłem obudziło we mnie dawno skrywaną żądzę mordu, aż nie mogłem się doczekać, kiedy będę mógł patrzeć na jego uśmiercone oczy.

                                                                          ###

Hej, jak się podoba rozdział? Jest niesprawdzony, więc przepraszam za błędy. Mam nadzieję, że ktoś jeszcze to czyta.

7 komentarzy:

  1. Czyta pewnie dużo osób ale lenią się nie chcę
    Boże to jest genialne
    Czekam na next
    Trampka <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Omg ile tych rozdziałów się zrobiło nie wierzę
    Nie zawsze pamiętam żeby skomentować więc często zapominam pochłonięta akcja z rozdziałów
    Czekam na następny
    Juska^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Super
    Czekam nn
    Mrysiaaa

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialny
    Michasia -,-

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham szybko nexta chcę :-*

    OdpowiedzUsuń
  6. OOOO kiedy nn ???

    OdpowiedzUsuń