środa, 3 grudnia 2014

Rozdział 5- Bo nawet te smutne historie mają szczęśliwe momenty

                 Jedyne co możesz zrobić, to postawić barierę wokół swoich uczuć. Wtedy nikt 
                 już nie zobaczy co czujesz, musisz to zrobić, aby zapomnieć, inaczej zostanie 
                                                         to z tobą do końca życia.

Kelsey POV:

                     Kierowałam się właśnie szkolnym korytarzem w stronę mojej klasy, gdy nagle wpadłam na kogoś i upadłam na tyłek rozrzucając przy tym wszystkie książki.

-Jezu, przepraszam, nie zauważyłem cię- odpowiedział przystojny blondyn pomagając mi wstać.- Nic ci nie jest? Może powinnaś iść do pielęgniarki?- zapytał gdy już pomógł mi pozbierać wszystkie książki.
-Nie, spokojnie nic mi nie jest, często zdarzają mi się takie wypadki- powiedziałam uśmiechając się.
-Jestem Calum- przedstawił się odwzajemniając uśmiech.
-Kelsey, miło mi- powiedziałam podając mu dłoń.
-Może wybierzemy się razem na kawę?- zapytał z nadzieją, Kiedy już miałam mu odpowiedzieć zjawił się przy mnie Alex.
-Wszystko w porządku Kelsey?- zapytał rzucając Calumowi ostrzegawcze spojrzenie. Jest bardzo opiekuńczy.
-Tak, właśnie kolega pomagał mi znaleźć drogę do klasy- skłamałam nie chcąc go denerwować.
-Mogłaś mnie zapytać- powiedział ciągnąc mnie w stronę schodów.
-Do zobaczenia Kelsey- rzucił Calum.
-Do zobaczenia- odparłam uśmiechając się.

                                                                    ***

-Masz czas dzisiaj po szkole?- zapytał mnie Alex podczas lunchu.
-Jasne, co proponujesz?- zapytałam uśmiechając się. znam go dopiero od pięciu dni, ale dużo czasu spędzam u Ashtona i zdążyliśmy się zaprzyjaźnić.
-Myślałem, że może wybierzemy się na kawę albo lody- zaproponował zabawnie poruszając brwiami.
-Uwielbiam lody!- przyznałam uśmiechając się jak dziecko.
-Więc postanowione- dodał. Chwilę później dosiedli się do nas Matt, Victoria i Kate. Reszta lekcji minęła bardzo szybko, naprawdę zaczynam czuć się w tym mieście jak w domu, znów w domu.

                                                                   ***

                  Alex zaparkował swoje auto na parkingu obok galerii handlowej. Okrążając je otworzył mi drzwi od strony pasażera, po czym pomógł mi wysiąść z samochodu.

-Na jakie lody masz ochotę?- zapytał zajmując miejsce w kolejce.
-Zdam się na twój gust- wyszczerzyłam się do niego.
-Czuję się zaszczycony.

                                                                   ***
                  Od dwóch godzin spacerowaliśmy parkowymi alejkami śmiejąc się, zwierzając i po prostu dobrze bawiąc się w swoim towarzystwie.

-Więc mówisz, że miałeś 7 lat, gdy twoi rodzice się rozstali?- zapytałam analizując jego wcześniejszą wypowiedź.
-Tak, ale może to i lepiej, pamiętam, że ciągle się kłócili. A jak było z tobą? Wiem  co nieco od Asha, ale nigdy nie lubił o tym mówić- zapytał ciekawy.
-Cóż, mój ojciec był idealny w oczach wszystkich sąsiadów i współpracowników, na każdym bankiecie idealnie się prezentowaliśmy, ale pozory mylą. Był agresywny, często zdarzało mu się uderzyć moją mamę, Ashton stawał w jej obronie, przez co sam obrywał, też mi się dostawało, ale się nie przyznawałam. Któregoś dnia wróciłam za późno do domu i strasznie się wkurzył, nieźle oberwałam, kiedy moja mama i brat wrócili do domu nie mogłam tego ukryć. Wtedy  moja mama postanowiła się z nim rozstać, chciała wyjechać, Ash chciał zostać z ciocią, gdyż bardzo kochał to miasto. Nie chciałam wjeżdżać, ale nie mogłam jej zostawić, i tyle. Nigdy nikomu o tym nie mówiłam- zakończyłam z niewzruszoną miną. Nie chodzi o to, że mnie to nie boli, po prostu przywykłam do tego.
-Przykro mi- powiedział chłopak dotykając mojej dłoni.
-Jest ok, naprawdę- zapewniłam. Następnie ochlapałam go wodą z jeziora, w którym brodziliśmy nogami.
-Osz ty mała, wredna- krzyknął chłopak za śmiechem i rzucił się w pogoń za mną. Biegłam krzycząc ile sił w płucach. Cieszę się, że znalazłam kogoś, przy kim czuję się swobodnie. Chłopak w końcu mnie złapał, jednak ja straciłam równowagę i wpadając do wody pociągnęłam go za sobą. Jesteśmy cali mokrzy, ale uśmiechy nie schodzą nam z buzi. Robi się ciemno, więc przemoczeni do suchej nitki postanawiamy wracać do domu, tylko jak ja to wytłumaczę Ashtonowi?
         
                                                                    ***

               Jest po 20, kiedy docieramy do villi chłopaków. Już z daleka widzę jak bawią się w ogrodzie, Alex parkuje samochód, po czym wychodzimy z niego. Moje buty są mokre, przez co strasznie się ślizgam, mój przyjaciel, bo chyba mogę tak o nim powiedzieć, widząc to podbiega do mnie i przerzuca sobie mnie przez ramię.

-Alex, daj spokój, jestem ciężka!- krzyczę przez śmiech.
-Ciężka, właśnie miałem się zapytać czy ty w ogóle coś jesz. Ile ważysz?- zapytał uśmiechnięty.
-Całe 56 kilogramów- odparłam dumnie.
-Pf, to tyle co nic- zanim zdążył wypowiedzieć do końca zdanie wpadamy do ogrodu, wiszę tyłem na ramieniu chłopaka, więc nic nie widzę, jestem za to pewna, że inni mają idealny widok na mój tyłek.
-ŁoŁ, łoł, łoł, stary, co ty nam sprowadziłeś?- słyszę przepełniony śmiechem głos Willa.
-Postaw mnie Alex!- krzyczę i ku mojemu zdziwieniu chłopak posłusznie wykonuje mój rozkaz.
-Kelsey?- słyszę zdziwienie w głosie Matta- Co wam się do jasnej cholery stało? Jesteście cali mokrzy?- oczy Willa, Matta, Asha, Luka, Chaza i Jasona uważnie skanują nasze sylwetki.
-Mała miała ochotę popływać- wyszczerzył się Alex za co oberwał ode mnie w tył głowy- A to za co?- zapytał naburmuszony.
-Za niewinność- odpowiedziałam sarkastycznie- A teraz poproszę o jakiś ręcznik- rzuciłam patrząc na chłopaków pękających ze śmiechu. Śmiali się wszyscy z wyjątkiem Jasona, ten tylko stał i przyglądał się całej sytuacji.
-Chodź, dam ci coś do przebrania- powiedział Jason idąc w kierunku domu. Ruszyłam za nim do jego pokoju, który znajdował się na piętrze. Był on biały, z ciemnymi panelami i białymi meblami, naprzeciwko tarasu stało wielkie łoże, a całość dopełniały śliczne obrazy.
-Proszę- powiedział podając mi swoją czarną koszulkę i dresowe spodnie- Tam jest łazienka- wskazał palcem na drzwi obok szafy.
-Dziękuję- powiedziałam kierując się do pomieszczenia.

                                                                     ***

             Kiedy się już przebrałam w o wiele za duże ciuchy i w miarę ogarnęłam wyszłam z łazienki. Jasona nie było już w pokoju. Wyszłam na korytarz zamykając drzwi, przeszłam do salonu znajdującego się na dole domu. Usiadłam na sofie, dostrzegając moją torebkę, którą musiał przynieść Alex z samochodu sięgnęłam do niej wyciągając telefon.

-Widzę, że są trochę za duże- do moich uszu dobiegł głos Jasona- Mam na myśli ciuchy- dodał uśmiechając się zawadiacko. Przyznam, że jego osoba budziła we mnie przerażenie.
-Tak, ale nie mam innego wyboru- uśmiechnęłam się i spoglądałam na chłopaka, który zajął miejsce obok mnie. Dopiero teraz zdołałam mu się przyjrzeć, był niezwykle przystojny i męski, jego szczęka była dobrze zarysowana, miał idealną cerę i piękne oczy, w których kryło się coś przerażającego, jak furia tamtego wieczoru.
-Słyszałem, że jakiś chłopak zaczepiał cię dzisiaj rano na szkolnym korytarzu- przerwał panującą między nami ciszę.
-Nikt mnie nie zaczepiał, po prostu rozmawialiśmy- odparłam nie widząc w tym nic złego.
-Musisz na siebie uważać i nie rozmawiaj z obcymi- powiedział całkiem poważnie.
-Jestem już duża, dam sobie radę- powiedziałam wstając z kanapy. Chłopak zrobił to samo gwałtownie przyciągając mnie do siebie, tak, że nasze klatki piersiowe ściśle do siebie przylegały, jedną ręką trzymał mój nadgarstek, druga położył w dole moich pleców.
-Mówię poważnie- wycedził przez zaciśnięte zęby zaciskając swoją dłoń wokół mojego nadgarstka.
-Jason... to boli- powiedziałam płaczliwie. Chłopak widocznie się opamiętał, gdyż natychmiast mnie puścił, a ja zaczęłam rozmasowywać obolałe miejsce. Naszą wymianę zdań przerwał dźwięk telefonu chłopaka...

                                                                       ###

Hej, hej, hej, dziękuję za komentarze pod ostatnim rozdziałem, to bardzo miłe =) Nie jestem zadowolona z tego rozdziały, bo jest nudny, ale obiecuję, że następne będą już ciekawsze. Ogłaszam, że od niedawna prowadzę bloga http://love-is-blind-boo.blogspot.com/ na którego serdecznie zapraszam, do następnego=) I proszę o chociaż kilka komentarzy, pozdrawiam.

2 komentarze:

  1. Co ty pieprzysz ten rozdział jest zajebisty Nie jest nudny tylko powtórzę ZAJEBISTY!!! Kocham to opowiadanie a na tamtego bloga postaram się zajrzeć ale nie obiecuje
    Czekam na next
    Trampka <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak znowu pierwsza
      Jeszcze raz kocham cię bo jesteś zajebista że piszesz tego bloga
      Trampka <3

      Usuń