Wtedy jeszcze nie wiedział co jej zrobił, nie wiedział, że ta każdego samotnego dnia umierała na nowo.
Gdyby tylko miał wybór...
Kelsey POV:
-Zostaw mnie!- krzyczałam kiedy zaczął atakować swoimi ustami moją szyję. Jego pocałunki były bolesne, w końcu chłopak zatkał mi usta dłonią.
-Już niedługo będziesz prosiła o więcej.- powiedział uwodzicielskim głosem. Moje krzyki przerodziły się w bełkot, cała się trzęsłam. Jack zaczął dotykać moje piersi i podjął próbę pozbycia się mojego stanika. Zaczerpnęłam gwałtownie powietrza, nie ma już dla mnie ratunku.- Mam zamiar cię ostro pieprzyć kotku. Kiedy tak leżysz tutaj taka bezbronna, jesteś strasznie podniecająca.- usiadł na mnie okrakiem. Jego prawa ręka obmacywała mój tyłek, natomiast lewa szamotała się z zapięciem od stanika, ustami zjechał na nieosłoniętą część moich piersi. Moje krzyki były muzyką dla jego uszu, to chore, ale jego to podniecało.
Podniosłam się gwałtownie na łóżku, za każdym razem, gdy zamykam oczy widzę go, niemal czuję jego dotyk na moim ciele, te sny są coraz bardziej realistyczne. Potrząsnęłam głową, jakby to miało mi pomóc wyrzucić z niej złe wspomnienia. To niepierwszy raz, kiedy budzę się tej nocy, trudno mi się wtedy opanować, jednak nie tylko ja się dziś nie wyśpię, moje wrzaski budzą także Jasona. Chłopak wtedy ociera moje łzy, przytula mnie do siebie i uspokajająco kołysze w ramionach. Wiem, że jest zmęczony, tak, jak ja, ale nie daje tego po sobie poznać.
Tym razem jednak nie krzyczałam, czuję się osłabiona, a każda część mojego ciała emanuje tępym bólem. Spojrzałam na chłopaka, który spał obok mnie: Czym sobie na niego zasłużyłam? Był idealny w każdym calu, jego twarz, głos, umięśnione ciało i charakter, jest opiekuńczy, pewny siebie i zwyczajnie czarujący, po prostu marzenie. Odkrywając swoje ciało spod kołdry przeniosłam wzrok na ranę ciągnącą się przez całe udo, nie wygląda za fajnie, ale przynajmniej nie trzeba było jej zszywać. Czuję, że już dzisiaj nie zasnę, a nawet jeśli, to i tak zbudzą mnie kolejne koszmary.
Jak najciszej, tak, aby nie obudzić śpiącego obok chłopak wstałam z łóżka, bezsensu było by, gdyby on również się przeze mnie nie wyspał. Przeszłam przez pokój i chwyciłam za klamkę, zamknęłam za sobą cicho drzwi i skierowałam się w stronę kuchni.
***
Siedząc na jednym z wysokich krzeseł chwyciłam za czystą szklankę znajdującą się na blacie i nalałam do niej wody, którą wcześniej wyciągnęłam z lodówki. Zamknęłam oczy i pozwoliłam zimnej cieczy spłynąć po moim gardle.
-Kelsey?- usłyszałam za sobą głos, na co podskoczyłam na krześle. Moje ciało momentalnie sparaliżował strach, a w oczach zebrały się łzy.- Spokojnie, mała, to tylko ja.- powiedział Alex gładząc mnie po plecach. Powoli normowałam swój oddech i uspokajałam się.- Nie chciałem cię przestraszyć.- dodał siadając obok mnie.- Jak się czujesz?- zapytał przypatrując się mi. W jego oczach widziałam troskę.
-Jest dobrze.- powiedziałam wymuszając uśmiech.
-Wiem, że nie, słyszałem jak krzyczysz w nocy.- wyjaśnił gładząc delikatnie zewnętrzną część mojej dłoni.-Wiesz, że zawsze możesz ze mną o wszystkim porozmawiać, prawda?- popatrzył na mnie wyczekująco.
-Wiem, dziękuję Alex.- powiedziałam i wtuliłam się w chłopaka.- Nie chciałam cię obudzić.- wyznałam odsuwając się od niego.
-I tak nie mogłem zasnąć.- stwierdził. - Wiesz, nie mogę wyrzucić z głowy twojego widoku, kiedy Jason wyniósł cię z tego przeklętego magazynu, to było straszne.- powiedział, na to wspomnienie automatycznie się wzdrygnęłam.- Dobrze, że już po wszystkim.- dodał uśmiechając się pokrzepiająco.- Może powinnaś się położyć?- zapytał kiedy ziewnęłam.
-Nie, nie chcę.- znów męczyłyby mnie koszmary.- Za to ty powinieneś.- powiedziałam wskazując na niego palcem.
-Chyba wolę dotrzymać ci towarzystwa.- wyjawił z uśmiechem, który pojawił się i na mojej twarzy.
-Dziękuję ci za wszystko, Alex.- powiedziałam poważniejąc.
-Za co?- zapytał wyraźnie zaskoczony.
-Za to, że mi pomagasz, w końcu kiedy się tu przeprowadziłam od razu zaproponowałeś mi pomoc, pomogłeś odnaleźć się w szkole i w ogóle. - wyjaśniłam.- Nikogo tu nie znałam, a ty okazałeś się świetnym przyjacielem.
-Polecam się na przyszłość.- chłopak zasalutował wstając na równe nogi, co wyglądało niezwykle komicznie.
-Chyba powinnam wracać do Jasona.- powiedziałam, jednak nie ruszyłam się ani o centymetr.
-Lepiej, żebyś tam była, kiedy się obudzi, inaczej rozpocząłby piekło.- dodał ze śmiechem, ale oboje wiedzieliśmy, że mówi prawdę.
-Jest strasznie opiekuńczy, ale to właśnie sprawia, że jest kim jest i za to go kocham.
-Wiesz, Jason nigdy nie należał do osób szukających stałych i poważnych związków, wyznawał zasadę jedna dziewczyna, na jedną noc. Jak wiesz, łatwo się denerwuje, a raczej wpada w szał, to go pochłania, ale jestem pewny, że z tobą u boku może to przezwyciężyć.- powiedział, a ja wpatrywałam się w niego z niedowierzaniem wypisanym na twarzy.
-Jak to?
-Widzisz, kiedyś spotykał się z pewną dziewczyną...
-Jennifer..- to o niej mówił Jack.
-Tak, skąd o niej wiesz?- spytał zdziwiony chłopak.
-Jack o niej wspominał.- powiedziałam niemal szeptem.
-Niebyła to jakaś wilka miłość, ale dla niej się zmienił, albo raczej chciał się zmienić, dopóki nie wyszło na jaw, że go oszukiwała. Nawet przy niej nie zachowywał się tak jak teraz. Kelsey, nie wiem, czy ty zdajesz sobie z tego sprawę, ale on naprawdę cię kocha.
-Ja też go kocham.- to prawda, zakochałam się w nim.
-To też widzę, ale musisz pamiętać, że Jason popełni jeszcze mnóstwo błędów, których będzie żałował. Kocham go jak brata, ale wiem też, na co go stać. Uwierz mi, kiedy dowiedział się, że Jack cię porwał w niczym nie przypominał tego Jasona, którym jest przy tobie. Jego problemem jest to, że się zatraca.- słowa chłopaka były szczere, ale nie rozumiałam co chciał mi przez to powiedzieć.
-Dlaczego mi o tym mówisz?- brzmiał trochę tak, jakby chciał, żebym rozstała się z Jacem.
-Chcę, żebyś wiedziała w co się pakujesz, ale pamiętaj, że życzę wam jak najlepiej.- dodał uśmiechając się.
-Dziękuję. Teraz naprawdę powinnam już wracać.- stwierdziłam wstając z krzesła i odkładając szklankę do zlewu.
-Dobry pomysł.- przyznał chłopak idąc w moje ślady.- Dobrej nocy, Kelsey.- powiedział, gdy byliśmy już na górze.
-Dobrej nocy Alex.- powiedziałam i weszłam do pokoju mojego chłopaka, który nadal spał. Cichutko usadowiłam się koło niego i przykryłam puchową kołdrą.
Może uda mi się przespać resztę nocy w spokoju. Odwróciłam się w stronę Jasona, tak, że byłam na wysokości jego klatki piersiowej. Chłopak przez sen, chyba wyczuł, że jestem koło niego, bo wtulił mnie w siebie. Będąc u niego w ramionach czułam się bezpiecznie, tak bardzo tego potrzebowałam. Patrzyłam na niego i myślałam o tym, jak wiele dla mnie robi, Alex miał rację, czasem nad sobą nie panuje, wykonując swoją pracę nie może pokazywać swoich słabych stron, ale ja znam prawdziwego Jasona, i nie zostawię go. Teraz już wszystko powinno być dobrze, w końcu nawet po burzy wychodzi słońce, prawda?
***
Poczułam ciepłe promienie słońca na mojej twarz. Powoli odwróciłam się na prawą stronę chcąc dalej spać, jednak kiedy nie znalazłam obok siebie sylwetki chłopaka otworzyłam oczy. Byłam trochę niewyspana, ale cieszyłam się, że drugą część nocy przespałam jak niemowlak.
Wstając z łóżka poszłam do łazienki i stanęłam naprzeciwko ogromnego lustra. Nie licząc siniaków, rozcięć i otarć nie było tak źle. Cieszyłam się, że moja mam wyjechała, bo inaczej nie wiem, jak bym jej to wyjaśniła. Przemyłam twarz zimną wodą i związałam włosy w wysokiego kucyka na czubku głowy. Ubrana byłam jedynie w koszulkę mojego chłopaka, która była na mnie sporo za duża, więc bez problemu zakrywała mój tyłek. Nie był to wprawdzie mój wymarzony strój, ale nie miałam innego wyboru. Musiałam się napić, pragnienie nie pozwalało mi racjonalnie myśleć.
Schodząc na dół zaczęłam zastanawiać się, gdzie może być Jason, na zegarku widniała godzina 8, więc powinien być w domu, szczególnie, że mamy dziś niedzielę. Kiedy tylko znalazłam się na parterze od razu skierowałam się do kuchni. Wyciągnęłam wodę z lodówki i nalałam ją do szklanki wyciągniętej z szafki. Może to dziwne, ale tak często przebywam u chłopaków, że wiem, gdzie co się znajduje w ich domu. Właśnie, a gdzie reszta mieszkańców? Gdzie ich wszystkich wywiało?
Postanowiłam, że pójdę do salonu, włączę jakiś film i poczekam co będzie dalej. Odwracają się w kierunku pokoju omal nie dostałam zawału. Byli tam wszyscy, Matt, Will, Ash, Chaz, Alex, Luke i Jason. Oczy wszystkich były zwrócone na mnie.
-Przestraszyliście mnie.- powiedziałam uspokajając się. Jason wstał z kanapy i podszedł do mnie obejmując mnie w pasie.
-Jak się czujesz?- zapytał z troską wymalowaną na twarzy.
-Dobrze, a ty?- zapytałam, zanim zdałam sobie sprawę, jak głupio to brzmi.
-Serio, skarbie? Mnie o to pytasz?- prychnął rozbawiony. -Przynajmniej udało ci się trochę odpocząć, drugą część nocy przespałaś, aż zastanawiałem się, czy żyjesz.- dodał uśmiechnięty.
-Tak, nie miałam już koszmarów, ale przeze mnie ty się pewnie nie wyspałeś, prawda?- było mi głupio z tego powodu, zwalałam się z moimi problemami na wszystkich dookoła.- Przepraszam, obarczam cię swoimi problemami.
-Przestań, co ty w ogóle wygadujesz? To z mojej winy masz te koszmary, powinienem z tobą wtedy być, a nic by się nie stało.- powiedział przekonany o swojej racji. Zacisnął dłonie na mojej koszulce, czułam, że się denerwuje.
-Jace, spokojnie.- powiedziałam dotykając jego napiętej szczęki.- To nie twoja wina, już o tym rozmawialiśmy, zrobiłeś wszystko co mogłeś, znalazłeś mnie i powstrzymałeś Jack'a przed tym, co chciał zrobić.- czułam, jak mięśnie chłopaka rozluźniają się pod wpływem mojego dotyku.
-Nawet nie masz pojęcia, jak strasznie bałem się tej nocy.- wyznał cicho, a ja czułam się jakbyśmy byli sami w pokoju.- Myśl, że mógłbym już nigdy cię nie zobaczyć... Nie chcę się tak nigdy więcej czuć. Obiecuję ci, że już zawsze będę cię chronił Kels. Obiecuję ci to.- pod moimi powiekami zebrały się łzy, jednak były to łzy szczęścia.
-Wiem, Jason.- chłopak dotknął dłońmi mojego policzka i kiedy już miał mnie pocałować usłyszeliśmy śmiechy z salonu.
-Hej, zakochańce, może byście się do nas dosiedli?- zapytał rozbawiony Luke. Jason pokręcił zrezygnowany głową i chwytając mnie za rękę pociągnął w stronę sofy.
-Cześć mała.- rozległ się chóralny głos chłopaków, przez co na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech, uwielbiam spędzać czas w ich towarzystwie. Jason zajął miejsce obok mojego brata i pociągnął mnie na swoje kolana. Na szczęście jego bluzka jest długa.
-Hej.- powiedziałam nieśmiało.
-Jak tam samopoczucie?- zapytał Will siedzący naprzeciwko.
-Lepiej.- to prawda. Owszem całe moje ciało niezmiernie mnie bolało, ale psychicznie zaczynałam wracać do normalności.
-No, czyli niedługo wybieramy się na imprezę?!- krzyknął uradowany Matt. Może i należy do gangu, ale to nadal dziecko.
-A ty tylko o jednym.- skomentował Ash wywracając oczami. -Mała, byłem w domu i mam dla ciebie kilka ciuchów, pomyślałem, że będziesz chciała się przebrać.- stwierdził podając mi torbę.
-Dzięki.- w myślach skakałam z radości.- To ja pójdę na górę.- powiedziałam wstając z kolan mojego chłopaka.
-Jak wrócisz do domu chciałbym z tobą porozmawiać.- mój brat podrapał się nerwowo po karku. Przystanęłam w połowie drogi do schodów.
-Co się stało, Ashton?- kolejna zła wiadomość?
-Nic złego, nie martw się, chcę tylko poznać twoje zdanie na pewien temat. A teraz idź się przebrać.- powiedział z uśmiechem.
O co może chodzić? Coś z mamą? Ale skoro powidział, że to nic złego...
***
-Dobra, piękna, co chcesz dzisiaj robić?- zapytał Jason siadając obok mnie na huśtawce.
-Nie wiem, zdaję się na pana, panie McHall.- powiedziałam z uśmiechem.
-Aha, dobrze panienko Jones.- powiedział łapiąc mnie w pasie i przerzucając sobie przez ramię.
-Aaaa, Jason, co ty wyprawiasz?- mówiłam śmiejąc się.
-Zabieram panią na randkę.- powiedział kierując się w stronę auta stojącego na podjeździe.
-Nie można było tego powiedzieć w normalny sposób. Przecież to porwanie McHall!- powiedziałam udając obrażoną, gdy chłopak postawił mnie na ziemi.
-Od kiedy mówisz do mnie po nazwisku, co?- zapytał puszczają mi oczko.
-Ok kiedy jestem na ciebie obrażona.- powiedziałam starając się nie wybuchnąć śmiechem.
-Skarbie, nie obrażaj się.- powiedział przyciągając mnie do siebie.- Księżniczko...- zaczął składać drobne pocałunki na mojej szyi. Z moich ust uciekł cichy pomruk.- Kocham cię.
-Ja cię też.- chłopak wpił się w moje usta, dałam mu dostęp do mojej buzi. Wkładałam w ten pocałunek wszystkie swoje emocje. To tak jakby stado motyli znajdowało się w moim brzuchu.
-To znaczy, że już się nie gniewasz?- zapytał spod uniesionych brwi.
-Powiedzmy, że nie.- powiedziałam przygryzając dolną wargę.
-Nierób tak.- rozkazał chwytając za moją brodę.- To cholernie podniecające.- wyjaśnił, a moją twarz oblał rumieniec.- Zapraszam do auta.- powiedział otwierając przede mną drzwi.
-Dziękuję.
***
Jason POV:
Spędziliśmy z Kels wspaniały dzień, potem odwiozłem ją do domu, upewniłem się, że jest w nim Ashton, drugi raz nie popełnię tego samego błędu i nie zostawię jej samej.
Kelsey to pierwsza dziewczyna na której naprawdę mi zależy, owszem, przed nią była Jenn, ale to nie to samo. Zawsze dziewczyny służył mi jedynie za rozrywkę, żadnej nie traktowałem poważnie. Spotkać- zaliczyć- zostawić. Ale z nią było inaczej, ona była inna, jeszcze nigdy nie czułem się tak jak teraz.
Kiedy ją spotkałem i dowiedziałem się, że jest siostrą Ashtona, bałem się, że mógłbym ją skrzywdzić. Ale stało się coś o wiele gorszego. Zakochałem się w niej i to przerażało mnie najbardziej.
###
Cześć, jak tam po świętach? Jak pewnie zauważyliście na blogu jest wprowadzonych kilka zmian, m.in. w zakładce bohaterzy, więc zapraszam do zapoznania się z nią i z góry przepraszam za zamieszanie. A co sądzicie o nowym wyglądzie bloga? Co do rozdziału, to nie jest najlepszy, ale obiecuję poprawę. Zapraszam też na nowe rozdziały na pozostałych blogach. Mam nadzieję na kilka komentarzy, chciałabym, aby ich liczba była większa, bo widzę, że trochę osób to czyta...
Do następnego Ola =)
Święta do dupy za to rozdział genialny
OdpowiedzUsuńTrampka