Czym jest miłość? Ci którzy ją poznali twierdzą, że to największe szczęście. Ci którzy jej nie zaznali uważają, że to jedynie widmo. Ci którzy w nią grają mówią, że to gra. Ci których miłość nie została odwzajemniona mówią o niej: przekleństwo. A Kelsey i Jason? No cóż, oni jeszcze nie byli pewni. Bo ich historia jeszcze się nie skończyła, wręcz przeciwnie, ona będzie trwać, do końca tego naszego świata, ale i do końca tego co po nim. Bo prawdziwa miłość nigdy nie umiera.
Kelsey POV:
-Wiem, że tu jesteś Kelsey...- powiedział głos, który od razu rozpoznałam.
Jack?! Co to do cholery ma znaczyć?! Co on tu robi?
-Wiem, że gdzieś się tu ukrywasz, znajdę cię prędzej czy później, ale lepiej dla ciebie, żebym się nie zdenerwował.- powiedział. Nie mogłam zapanować nad własnym ciałem, dopiero z nim rozmawiałam, wydawał się miły, jasne, że mu nie ufałam, ale tego się nie spodziewałam.- Nie żartuję Kelsey, lepiej się pokarz i grzecznie choć zemną. - oczywiście, że nigdy tego nie zrobię, cholera wie, kim on jest!
Nagle stół, pod którym się ukrywałam podniósł się i roztrzaskał o ścianę. Przerażona podniosłam wzrok i zobaczyłam te same brązowe tęczówki, które kilka godzin temu wydawały się tak przyjazne, chłopak wpatrywał się we mnie, jednak tym razem był to wzrok pełen triumfu, on był myśliwym, a ja ofiarą.
-Czego ode mnie chcesz?- zapytałam starając się, aby mój głos brzmiał pewnie.
-Witaj śliczna.- powiedział ignorując moje pytanie.- A teraz pójdziesz ze mną.- pociągnął mnie mocno za ramiona zmuszając abym wstała. Zaczęłam się wyrywać, nie mogę pozwolić aby mnie zabrał, wystarczy poczekać aż przyjedzie Alex, przecież zaraz tu będzie, prawda?
-Nie dotykaj mnie!- krzyknęłam wierzgając nogami na wszystkie strony.
-Dobrze ci radzę, lepiej bądź grzeczna.- syknął wściekle. Zauważyłam jak do pomieszczenia wchodzi drugi chłopak, podszedł do mnie i zakrył moje usta, poczułam jak jego silne dłonie oplatają moje ciało. Próbowałam walczyć, ale moje ciało było zbyt słabe, aby stawiać opór, oczy zaszły mi łzami a ostatnią rzeczą jaką pamiętam było opadanie w ramiona oprawcy, później była już tylko ciemność...
***
Alex POV:
Pędziłem przez miasto nie zawracając sobie głowy tym, że znacznie przekraczałem dozwoloną prędkość, wręcz przeciwnie, dodawałem gazu. Telefon od Kelsey sprawił, że naprawdę się zaniepokoiłem, mamy mnóstwo wrogów, ona jest siostrą Ashtona, a od niedawna także dziewczyną Jasona. To czyni z niej cel idealny.
Będąc już przed domem dziewczyny wyskoczyłem z auta, podchodząc do drzwi zauważyłem rozwalony zamek.
-Cholera- zakląłem. Nie czekając ani chwili dłużej wpadłem do środka. Wszędzie panował półmrok, dom był oświetlany jedynie przez światło księżyca. Mój wzrok przykuło światło dobiegające z kuchni, wszedłem do pomieszczenia i zauważyłem rozwalony stolik, wszędzie było pełno szkła. Żeby tylko Kelsey była cała. Zacząłem rozglądać się po pokoju. Powinienem zadzwonić do Jasona. Kiedy wyjmowałem telefon zauważyłem białą kartkę przyczepioną do lodówki, podszedłem do niej i zerwałem z metalowej powierzchni.
Jak bardzo wam na niej zależy? Radzę przemyśleć swoje zachowanie, inaczej komuś stanie się krzywda.
Jake
-No tak Jake, mogłem się tego spodziewać!- krzyknąłem uderzając pięścią w blat kuchenny. Powinniśmy byli jej pilnować, przez nas jest w niebezpieczeństwie. Wybierałem numer Jasona, wiedziałem, że trwa zebranie, ale on musi dowiedzieć się o tym teraz. Chłopak odebrał po trzech sygnałach.
-Alex, do kurwy nędzy, gdzie ty się podziewasz?!- zaczął wrzeszczeć, na co zniecierpliwiony przewróciłem oczami.
-Słuchaj mnie uważnie, mamy problem...
***
Kelsey POV:
Poczułam, że zaczynam się wybudzać, ale kiedy właściwie zasnęłam? Otwierając oczy dostrzegłam, że znajduję się w jakimś pomieszczeniu bez okien, było tu jedynie łóżko, stolik, oraz krzesło na którym siedziałam. Wspomnienia z wczorajszego wieczory zaczęły wracać do mnie jak bumerang. Moje ręce były związane za oparciem, wierciłam się próbując je uwolnić, ale skończyło się na tym, że tylko je poraniłam. Byłam przerażona, wiedziałam, że muszę dać sobie radę sama, nikt nie wie, gdzie jestem i tym razem nie ma przy mnie Jasona, który mnie ochroni.
Muszę się stąd wydostać, nie wiem co to za ludzie, ani co chcą zemną zrobić, ale z całą pewnością nie są to dobre rzeczy. Rozglądałam się na wszystkie strony próbując znaleźć coś co mogło by mi pomóc z tymi linami krępującymi moje ręce, kiedy usłyszałam tupot, jakby ktoś schodził po schodach. Świetnie, czyli jestem w piwnicy. Zanim się zorientowałam drzwi otworzyły się, a do środka weszło dwóch chłopaków, jednego z nich od razu rozpoznałam, to ten sam koleś, który się do mnie dobierał na imprezie u Jasona.
-Proszę, proszę, sławna dziewczyna Jasona McHall'a i siostra Ashtona Jones w jednej osobie, tylko dla mnie.- powiedział z obrzydliwym uśmieszkiem podchodząc w moją stronę. Nie było sensu ukrywać prawdy, byłam pewna, że o wszystkim już wie.
-Dlaczego mnie porwaliście?- zapytałam starając się, aby mój głos się nie załamał.
-Powiedzmy, że mamy w tym swój interes.- uśmiechnął się. - A teraz powiedz mi, co planuje Jason.- powiedział podchodząc bliżej, przykucnął obok mnie i oparł się rękami o moje kolana.
-Nic nie wiem.- właściwie to nie było to kłamstwo, Jason i Ashton nic mi nie mówili o swoich "interesach", a ja nie dopytywałam.
-Nie lubię kłamców, złotko.- powiedział podnosząc się i dotykając mojego policzka.- Ale dam ci jeszcze jedną szansę cukiereczku, nie zmarnuj jej, bo kolejnej nie będzie.- robiło mi się niedobrze, przez sposób w jaki się do mnie zwracał.
-Ja nic nie wiem, przecież mówiłam.- odpowiedziałam z westchnieniem, po czym poczułam uderzenie w policzek, które odrzuciło moją głowę w bok, a z moich ust wydobył się pisk.
-Ostrzegałem.- on i jego towarzysz, którego imienia nie znałam uśmiechali się do siebie porozumiewawczo.
-Gnojek, łatwo jest uderzyć dziewczynę, co?!- zapytałam nabierając pewności siebie. Mimo iż policzek bolał mnie niemiłosiernie wiedziałam, że muszę się bronić. Chłopak podszedł do mnie i zaczął gładzić swoją dłonią moją twarz.
-Nie dotykaj mnie.- powiedziałam strzepując ruchem głowy jego dłoń. Chłopak zaśmiał się pełen pogardy.
-Jesteś ostra, nie dziwię się, że spodobałaś się Jasonowi, musisz być świetna w łóżku.- skrzywiłam się na jego słowa. Chłopak podszedł do mnie i złapał za podbródek zmuszając, abym na niego spojrzała.- Obiecuję ci, że już niedługo będziesz krzyczała moje imię, kiedy będę cię pieprzył, ty mała suko.- następnie uderzył mnie jeszcze raz, i jakby nigdy nic wyszedł z uśmiechem na ustach wraz ze swoim kumplem. Zostałam sama, chciałam krzyczeć, płakać, albo wszystko naraz, ale nie pokarzę im jak bardzo się boję. Będę silna.
Jason, proszę, pomóż mi.
***
Jason POV:
Kiedy tylko go dorwę pożałuje, że w ogóle się urodził! Pieprzony skurwiel, jak mógł ją dotknąć?! Jak mógł o tym chociażby pomyśleć?! Co jeśli coś jej zrobił? Położył swoje brudne łapy tam, gdzie nie powinien? Warknąłem na samą myśl o bezbronnej Kelsey próbującej wyrwać się z jego uścisku.
-Hej, stary uspokój się.- powiedział łagodnym głosem Luke.
-Jak mam się kurwa uspokoić, skoro nie wiem, co się z nią dzieję? Mogą z nią zrobić wszystko, a ja jej nie pomogę, niema mnie przy niej, rozumiesz?!- krzyczałem chodząc po całym salonie.
-Stary, wiemy, że to dla ciebie trudne, ale musisz się opanować, w takim stanie jej nie pomożesz. - powiedział kładąc mi dłoń na ramieniu.- Musisz myśleć jasno, najpierw ją uratujemy, a potem upewnimy się, że on za wszystko zapłaci.- dodał. Wszyscy obecni pokiwali zgodnie głowami.
-Masz rację, obiecuję że nie wyjdzie z tego żywy, zabiję gnoja, po prostu zabiję!- uniosłem się. Sama myśl o niej zapłakanej, związanej, zranionej doprowadza mnie do szału.- Kiedy to cholerstwo ich zlokalizuje?- zapytałem Chaza, który obsługiwał urządzenie lokalizujące. Byli na tyle głupi, aby pozwolić jej zatrzymać telefon, owszem Alex mówił, że kiedy do niego dzwoniła najprawdopodobniej padła jej bateria, ale liczymy na to, że jednak telefon się nie wyłączył.
-Robię, co mogę, ale to nie jest łatwe, szczególnie, kiedy wydzieracie mi się nad uchem.- powiedział poirytowany.
-On ma rację.- skomentował Will.- Jason choć na dwór, ochłoniesz trochę.- powiedział kierując się w stronę drzwi.
-Ja jestem spokojny.- powiedziałem czując jak wściekłość przejmuje nade mną kontrolę, ale chciałem tu być.
-Właśnie widzę.- dodał Matt.
-Ok, macie rację.- wiedziałem, że niema sensu się kłócić.- Dajcie znać jak tylko coś znajdziecie.- powiedziałem na co pokiwali głowami.
Wychodząc na dwór zobaczyłem Alexa palącego papierosa.
-Znów palisz?- zapytałem wyciągając paczkę fajek.
-Zawsze, kiedy się denerwuję.- odpowiedział ze smutnym uśmiechem.- Martwię się o Kelsey.- przyznał.- zaciągając się papierosem przyglądałem się chłopakowi. Bardzo ją polubił, może nawet za bardzo.
-Lubisz ją.- stwierdziłem. Nie potrafię określić, co dokładnie czuję, nie podobało mi się to w jaki sposób na nią patrzy.
-Jesteśmy przyjaciółmi, to normalne, że w takiej chwili boję się o nią.- powiedział.
-Tylko przyjaciółmi?- wypaliłem. Chłopak popatrzył na mnie ze zdziwieniem.
-Tak, co w tym dziwnego? Często u nas przesiaduje, chodzimy razem do szkoły i spędzamy razem dużo czasu- powiedział zamyślając się, po chwili dodał.- Nie martw się, nie zamierzam odbić ci dziewczyny.- zaśmiał się. Nie miałbym mu za złe, gdyby Kelsey mu się podobała, wiem jak działa na facetów, jej figura, sposób w jaki się porusza, zdecydowanie jest niesamowicie pociągająca.
-Chłopaki, udało się, mamy ich!- usłyszeliśmy krzyk Chaza dochodzący z salonu, gdzie natychmiast się udaliśmy.
Teraz ten pieprzony Jake za wszystko mi zapłaci. Wszyscy nauczą się, że nikt, ale to nikt nie ma prawa dotykać mojej dziewczyny..
###
Hej, wiem, że rozdziału dawno nie było, ale miałam masę nauki przed wystawieniem ocen i bardzo was przepraszam. Rozdział nie jest sprawdzony. Teraz już mam luz i jeśli chcielibyście, to rozdziały mogą się pojawiać co drugi dzień lub codziennie, pozdrawiam i życzę miłego wieczoru =) Przepraszam, że taki krótki.
Cudowny *,*
OdpowiedzUsuńCodziennie, codziennie, codziennie
Tak tak tak
Czekam na next
Trampka <3