wtorek, 23 grudnia 2014

Rozdział 17- Bo razem mogli wszystko

                         Szła szkolnym korytarzem prosto do swojej szafki, kiedy ktoś pociągnął ją za ramię. Odwróciła się w celu przywrócenia do porządku tego, kto ją zaczepia, jednak gdy zobaczyła przed sobą blond czuprynę przyjaciela wyraz jej twarzy natychmiast złagodniał.
-Michael, miałeś tak nie robić.- powiedziała udając obrażoną.
-Przepraszam, Kels, no nie gniewaj się już na mnie.- poprosił z miną zbitego szczeniaczka, wiedząc, że ta się mu nie oprze. 
-Ok, ale chodź już na lekcje, bo się spóźnimy, a muszę jeszcze zostawić rzeczy w szafce.- wyjaśniła ciągnąc go za rękę.- Co mamy teraz?- zapytała uśmiechnięta.
-Och, skarbie, co ty byś beze mnie zrobiła?- zapytał uroczo się przy tym uśmiechając.- W-F, ćwiczymy razem?
                        Jej uśmiech pobladł, wiedziała, że nie może, całe jej nogi i plecy pokrywały siniaki, bądź zrastające się rany, co powiedzą dziewczyny w szatni?
-Nie.- powiedziała ostro.
-Nie?- zapytał zdziwiony nagłą zmianą zachowania przyjaciółki.- Jak to nie? Źle się czujesz?- zapytał przyglądając się jej z troską. Nienawidziła go okłamywać, ale nie widziała innego wyjścia z tej sytuacji.
-Tak, źle się czuję.- odwróciła się do niego plecami i niemal niezauważalnie starła spływającą po jej policzku łzę.
-Chodź, zaprowadzę cię do pielęgniarki.- powiedział obejmując ją w pasie.
                        Wiedziała, że nie da rady już dłużej kłamać, w końcu i tak wszyscy zaczną coś podejrzewać. Musiała porozmawiać z Ashtonem, on zawsze jej pomoże.   
                          Przemierzała teraz korytarz wraz ze swoim przyjacielem wmawiając sobie uparcie, że wszystko będzie dobrze, choć już dawno porzuciła nadzieję na lepsze jutro.

Kelsey POV:
                          Chciałam zmyć z siebie cały bród dzisiejszego dnia, jego oddech na moim karku, dotyk na moim ciele, pamiętałam każde słowo, które wyszeptał do mojego ucha. Wzdrygnęłam się na samo wspomnienie. Zaczęłam szorować swoje ciało gąbką, aż moja skóra stała się czerwona, nadal płakałam, próbowałam się uspokoić, ale za każdym razem, gdy zamykałam oczy znów go widziałam, co powodowało kolejną falę płaczu. Byłam roztrzęsiona, nie byłam już silna, wszystkie moje mury, które zbudowałam,  aby poczuć się bezpiecznie legły w gruzach, na których szczycie siedziała mała, bezbronna dziewczynka, która potrzebowała pomocy, nie minęło sporo czasu, zanim zorientowałam się, że tą dziewczynką jestem ja.
                     
                                                                                ***

Jason POV:
                          Wchodząc do pokoju myślałem o dziewczynie znajdującej się za ścianą, myślałem o tym co się jej przydarzyło. Wszystko było moją winą. Usiadłem na łóżku, zrezygnowany przetarłem twarz dłońmi, kiedy usłyszałem pukanie do drzwi.

-Proszę.- powiedziałem spoglądając w ich stronę.
-To ja.- zakomunikował Ashton wchodząc do środka. Wystarczyło na niego spojrzeć, żeby zauważyć jak bardzo martwił się o siostrę. Cholera, nie byłem jedynym, który dzisiaj bał się, że ją straci.- Jak się czuje mała?- zapytał siadając w fotelu naprzeciwko mnie.
-Jest... roztrzęsiona.- co innego mogę mu powiedzieć?
-Nie dziwię się, po tym, co dzisiaj przeszła. A gdzie właściwie ona jest?- zapytał chłopak rozglądając się po pokoju.
-W łazience, przygotowałem jej kąpiel.- między nami zapanowała chwila ciszy, którą jednak postanowiłem przerwać.- Wiem, że to moja wina i zapewniam cię Ashton, gdybym tylko mógł cofnąć czas, nigdy bym do tego nie dopuścił.- wyjawiłem patrząc prosto na przyjaciela.
-O czym ty mówisz?- patrzył na mnie z niedowierzaniem.- Nic, co stało się dzisiaj w nocy nie jest twoją winą. Nikt z nas nie mógł przewidzieć tego co się stanie, gdybyśmy o tym wiedzieli, to zaplanowalibyśmy akcję wcześniej.- wyjaśnił.
-To nie zmienia faktu, że powinienem przy niej być.
-Słuchaj, nie jestem ślepy, widzę, że coś was łączy. Dobrze cie znam i wiem, jaki jesteś, dlatego jestem pewny, że naprawdę ją kochasz, inaczej byś jej nie zwodził. Wiem też, że dbasz o ludzi, na których ci zależy, dlatego jestem spokojny o jej bezpieczeństwo.- podniosłem wzrok na siedzącego przede mną faceta.- Nikt nie jest idealny Jason, ale widzę, jak bardzo się zmieniłeś odkąd poznałeś Kelsey, bardziej nad sobą panujesz i nie wybuchasz już tak często. Ma na ciebie dobry wpływ.
-Ja po prostu się o nią boję. Cholera, Ash! Przecież Jack prawie ją dzisiaj zgwałcił! Widziałeś rany na jej ciele? Bo ja tak, jest ich pełno, ona cierpiała, przeze mnie! A co jeżeli któregoś dnia mnie przy niej nie będzie i ktoś ją skrzywdzi?- zapytałem wpatrując się w niego.
-Niczego nie możemy przewidzieć, ale Kelsey ma mnie, ciebie, Alexa i resztę chłopaków, nie pozwolimy, żeby coś się jej stało.- stwierdził pewnie z zaciętą miną.
-Jak mam teraz do niej dotrzeć? Nie wiem, czy mogę jej dotknąć, ja... boję się zobaczyć strach w jej oczach, strach skierowany do mnie.- gdybym tylko wiedział, czego dziewczyna ode mnie oczekuje...
-Nie mogę ci w tym pomóc, ale wiesz co?- zapytał uśmiechając się melancholijnie.- Pamiętam, jak byliśmy młodsi, kiedy mam wyjeżdżała na szkolenia i zostawaliśmy z ojcem. Zawsze pił kiedy jej nie było, wychodził rano i wracał wieczorem nawalony. To ja wtedy opiekowałem się Kelsey, kiedy przed snem bała się, że pijany ojciec wparuje do pokoju, spałem w jej łóżku, zawsze się mocno do mnie przytulała i prosiła, żebym nigdy jej nie zostawił. Nie chciała, żebym ją pocieszał, tylko żebym przy niej był.- powiedział z uśmiechem. Nie mieli łatwo w dzieciństwie, było mi przykro, że Kelsey nawet teraz nie ma spokoju.- Rozumiesz, co mam na myśli?- zapytał. Pokiwałem twierdząco głową.- Więc po prostu bądź dla niej wsparciem.- powiedział kierując się do drzwi.
-Dzięki, Ashton.- powiedziałem odprowadzając go wzrokiem.
-Dbaj o nią.- powiedział zamykając za sobą drzwi.
                       Zacząłem myśleć o wszystkim, co powiedział chłopak, miał rację, powinienem być dla niej wsparciem. Ale może lepiej byłoby jej beze mnie?
                       Moje rozmyślania przerwał dźwięk dochodzący z łazienki, od razu go rozpoznałem. Był to szloch Kelsey, który próbowała stłumić. Wiedziałem już, że ten dźwięk będzie mnie prześladował do końca życia, już teraz czułem, jakby ktoś wyrywał mi serce.

                                                                           ***

Kelsey POV:
                      Kiedy zdołałam się choć trochę uspokoić ubrałam się i postanowiłam wyjść na spotkanie Jasonowi, przecież nie mogę się wiecznie ukrywać. Otworzyłam drzwi i ujrzałam chłopaka opierającego się o parapet, chyba początkowo mnie nie usłyszał, gdyż spojrzał na mnie dopiero, gdy zamknęłam łazienkę. W jego oczach widziałam współczucie, tak dobrze mi znane. Tak samo patrzyli na mnie i Asha policjanci, którzy spisywali nasze zeznania, po jednej z afer mojego ojca, dlatego byłam wdzięczna mamie, że zadbała o to, aby nikt więcej się o tym nie dowiedział. Tylko my znaliśmy prawdę, dla innych moi rodzice rozstali się, bo już się nie kochali.

-Jak się czujesz?- zapytał chłopak wyrywając mnie z zamyślenia.
-Jest... lepiej.- uśmiechnęłam się blado.
-Powinnaś się przespać.- powiedział podchodząc do mnie.- Jutro musimy porozmawiać.- wiedziałam, że stara się nie patrzeć na znamię, które pozostawił po sobie Jack, ale im większe były jego starania, tym bardziej utrzymywało mnie to w przekonaniu, że ono tam jest.
-Porozmawiajmy dzisiaj.
-Jesteś zmęczona..- zaczął, ale mu przerwałam.
-Proszę.- nie dawałam za wygraną. Chłopak złapał za końcówki swoich włosów i ciągnąc za nie wypuścił głośno powietrze z ust.
-Jeżeli chodzi o to, co się wydarzyło...- zaczął.- Wiem, że to moja wina, wiem też, że nie ma słów, którymi mógłbym cię przepraszać, Kels, ale wiedz, że jest mi przykro. Choć to mało powiedziane, ja jestem po prostu wściekły, że mnie tam wtedy nie było, kiedy cię zabierał, że musiałaś znosić jego dotyk na sobie!- był cholernie zły, a w moich oczach zbierały się łzy.- Wybrałem takie życie, ale ciebie nie powinienem był w to mieszać, przepraszam. To był błąd, ale jeszcze możesz się z tego wycofać.- łza spłynęła po moim policzku. To tak, jakby się ze mną żegnał, on mnie nienawidzi, wiedziałam, czuje do mnie wstręt, dlatego, że jego wróg mnie dotykał, dlatego, że moje ciało jest pokryte ranami i zadrapaniami, nie oszukujmy się, jestem dla niego szpetna.
-Brzydzisz się mną.- wyszeptałam czując kumulującą się we mnie falę bólu. Zanim łzy ograniczyły mi widoczność dostrzegłam wzrok chłopaka, który dosłownie wypalał dziurę w mojej twarzy.

                                                                              ***

Jason POV:
                    Wpatrywałem się w dziewczynę z niedowierzaniem. Co ona pieprzy?!

-Jak mogłaś tak w ogóle pomyśleć?- zapytałem stając z nią oko w oko.
-Taka jest prawda, nie możesz na mnie patrzeć, czemu wcale się nie dziwię.- wyjaśniła boleśnie, drżącym od płaczu głosem.
-Kelsey.- złapałem ją za brodę, tak, aby na mnie spojrzała.- Dlaczego tak mówisz?- spytałem smutno.
-Brzmisz, jakbyś się ze mną żegnał.- w jej oczach zbierało się coraz więcej łez, którym jednak nie pozwoliła wypłynąć, dusząc je w sobie.- Ale nie będę cię zatrzymywać, chcę, żebyś był szczęśliwy, i jeżeli jakaś inna dziewczyna może ci to dać, to życzę ci szczęścia Jason, naprawdę.- powiedziała łapiąc mnie za policzek.

                  Wpatrywałem się w tę drobną osóbkę, w jej poobijane ciało okryte moimi za dużymi na nią ubraniami.

-Mała, o czym ty do cholery mówisz?! Czy gdybym chciał cię zostawić to powiedziałbym ci, że cię kocham?- pokręciła przecząco głową.- Czy kiedykolwiek robił bym ci nadzieje? Chyba, że masz mnie za takiego potwora, pewnie właśnie tym jestem w twoich oczach.- dodałem cicho. Tak właśnie się czułem patrząc na nią, jak gówno.
-Jason, ty nigdy nie byłeś dla mnie potworem.- zapewniła mnie.
-Chcę tylko, żebyś to przemyślała, jeszcze możesz się z tego wycofać, póki nie jest za późno.- wyjaśniłem, chociaż dobrze wiedziałem, że dla mnie jest już za późno, zacząłem ją kochać, nie wiem jak, ani kiedy, ale taka była prawda.
-Ale gdybym to zrobiła, to najbardziej skrzywdziłabym samą siebie, bo ja już cię kocham Jase.- wyznała, a pojedyncza łza uciekła z jej pięknych oczu. Starłem ją szybko.
-Też cie kocham.- powiedziałem, po czym dziewczyna mocno się we mnie wtuliła.

                                                                       ***

Kelsey POV:
                  Chłopak delikatnie mnie uniósł, dając mi znak, abym oplotła go nogami w pasie, zaniósł mnie prosto do łóżka, i sam położył się obok.

-Powinnaś coś zjeść.- stwierdził wstając.
-Nie, Jason.- złapałam go za ramię zatrzymując obok siebie.- Nie jestem głodna.- i tak bym nic nie przełknęła, a nie chciałam, żeby mnie opuszczał.
-Ok, ale jeśli będziesz czegoś potrzebować, to zaraz mi powiesz, tak?- zapytał patrząc na mnie poważnie.
-Ok.- odpowiedziałam. Jest taki uroczy, kiedy tak się o mnie troszczy.
-Bardzo cię boli?- zapytał przejeżdżając palcem po siniakach na policzku.
-Trochę.- odpowiedziałam niepewnie. Chłopak zerknął na ranę na szyi.- Wiem, że starasz się na nią nie patrzeć, ale to nie zmieni tego, że tam jest.- wyszeptałam cicho.
-To niczego nie zmienia.- powiedział hardo.
-Nie brzydzisz się tym, że mnie dotykał? Jak możesz na mnie normalnie patrzeć, po tym co się stało?- czułam jak kolejny raz łzy zbierają się w moich oczach.
-Posłuchaj.- zaczął chłopak opierając się o zagłówek łóżka.- Chodź do mnie mała.- powiedział rozkładając ramiona. Podniósł mnie delikatnie, po czym usadowił na swoich kolanach tak, że siedziałam przodem do niego. Przytulił mnie do swojego torsu głaszcząc uspokajająco po plecach, w jego ramionach, otulona zniewalającym zapachem jego perfum, oraz jego własnym zaczynałam się odprężać.- Nieważne jest to co Jake zrobił, wiem, że cie to boli, ale nie musisz bać się mojej reakcji na twoje rany, widziałem je.- przypomniał mi o sytuacji w łazience.- Widziałem też kilka drobnych blizn na twoich plecach, domyślam się czym są spowodowane.- zacisnął mocno pięści na mojej koszulce. Denerwował się, wiedział, że to sprawka mojego 'kochanego' taty. Dotknęłam jego policzka, na co zaczął się uspokajać, a ja słuchałam jego słów ze łzami w oczach.- Cokolwiek się zdarzy, zawsze będę patrzył na ciebie tak samo, a musisz wiedzieć, że w moich oczach jesteś piękną, silną kobietą, która wiele przeszła i nie pozwoliła, żeby wydarzenia z przeszłości ją zmieniły. Za to cię podziwiam Kelsey.- zakończył całując mnie w czubek głowy.
                      Wyswobadzając się z jego uścisku usiadłam na nim okrakiem i mocno wpiłam się w jego usta, początkowo był zaskoczony moim zachowaniem, ale odwzajemnił pocałunek. Potrzebowałam go czuć, chciałam, żeby zimny dotyk Jack'a został zastąpiony ciepłymi i kochającymi dłońmi Jasona.

-Dziękuję ci za wszystko.- powiedziałam wtulając się w chłopaka.
-Kocham cię mała.- wyznał układając mnie sobie wygodnie na torsie. Byłam niesamowicie zmęczona, jednak zanim udałam się do krainy Morfeusza odpowiedziałam:
-Ja ciebie też kocham, Jason.

                                                                             ###

Hej, hej, hej, rozdział, tak jak obiecałam. Jeśli chodzi o następny, po z przykrością stwierdzam, że pojawi się dopiero po świętach, dokładnie w sobotę, ale i tak pewnie nie mielibyście czasu go czytać XD Jest mi trochę przykro, że tak mało osób komentuje posty, ale pewnie jesteście zajęci. Chciałam was zaprosić na pierwszy rozdział mojego nowego bloga http://love-should-be-easy.blogspot.com/
Słuchajcie, z okazji świąt życzę wam wszystkiego najlepszego, rodzinnej atmosfery przy stole, wspaniałych prezentów, smacznego karpia, oraz wielkich wrażeń przy spełnianiu marzeń, które mam nadzieję zrealizujecie w nowym roku. Dziękuję, że ze mną jesteście, przyznam, że zżyłam się z Jasonem i Kelsey, a pomyśleć, że nie byłam pewna, czy powinnam zakładać bloga. Do następnego =)

2 komentarze:

  1. Ohh to było...ugh idealne. Chyba kazda z nas marzy o takim chłopaku! Rozdzial genialny i taki uroczy. Czekam na następny i Tobie również chciałabym życzyć Wesołych Świąt. Naprawdę odwalasz kawał dobrej roboty xx no i weny oczywiście ! ❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Niech któryś będzie Jasonem i mi wyzna miłość
    Czekam na następny rozdział
    Szkoda że dopiero po świętach Ale przeżyjemy
    Rozdział zajebisty że aż brak słów
    Kocham życzę radosnych świąt z wymarzonymi prezentami i dziękuję :-*
    Trampka <3

    OdpowiedzUsuń