środa, 10 grudnia 2014

Rozdział 11- Może jego dobra strona została pochłonięta przez ciemność, zanim w ogóle zdążyła się rozwinąć

Zawsze był przy mnie, czułam jego obecność. Zachowywał się, jakby istniał tylko i wyłącznie po to, by sprawować nade mną opiekę. Miał swoje wady, ale ja zawsze wiedziałam, że kryje się za tym coś większego. 
Dużo przeżył, musiał udawać kogoś, kim nigdy nie był, być może zbyt dobrze wszedł w swoją rolę. Może jego dobra strona została pochłonięta przez ciemność, zanim w ogóle zdążyła się rozwinąć. Ale jednego byłam pewna, ona nadal w nim była, czy tylko ja ją potrafiłam dostrzec?

Kelsey POV:
                      Wpatrywałam się w osłupieniu w ekran telefonu, kto to może być? Dlaczego mnie obserwuje? Naprawdę zaczynam się bać. Co jeżeli posunie się dalej niż same obserwacje? Nie mogę o tym powiedzieć Jasonowi, może i było by tak lepiej, ale on zaraz wpadł by w szał. To tylko zwykła pomyłka, nieporozumienie. Tak, na pewno.
                       Mimo początkowego szoku odsunęłam od siebie czarne myśli. Zrzuciłam z siebie ubrania i weszłam pod prysznic, po dokładnym umyciu swojego ciała sięgnęłam po ręcznik, który leżał na półce i osuszyłam je, po czym się nim owinęłam. Nie miałam żadnych ciuchów, więc cieszyłam się, że Jason pożyczył mi swoje, zakładając je dokładnie czułam na nich hipnotyzujący zapach chłopaka.
                        Wychodząc z łazienki do moich nozdrzy dotarł piękny zapach jedzenia. Podążając za jego tropem doszłam do kuchni, gdzie zastał mnie najcudowniejszy na świecie widok, Jason stał plecami do mnie w samych dresowych spodniach szykując dla nas kolację. Naprawdę musiałam się postarać, aby nie zacząć się ślinić, i to wcale nie z uwagi na jedzenie. Podeszłam do niego bliżej i wtuliłam się w jego plecy.

-Hej, śliczna. Tak szybko?- zapytał odwracając się w moją stronę i przytulając do siebie. -Mam nadzieję, że jesteś głodna.- dodał uśmiechnięty.
-Strasznie.- zaśmiałam się.- Może ci w czymś pomóc?
-Nie, nie, nie, ty idź do jadalni, usiądź i odpoczywaj.- powiedział popychając mnie w kierunku pokoju.
-Jak wolisz.- powiedziałam siadając do pięknie nakrytego stołu, chłopak naprawdę się postarał. Chwilę później dołączył do mnie. Muszę to przyznać, jest świetnym kucharzem. Cały wieczór minął nam w miłej atmosferze, oglądaliśmy filmy, dużo rozmawialiśmy. Ja naprawdę zaczynam się w nim zakochiwać. Nikt nigdy nie okazywał mi tyle zainteresowania, przez chwilę poczułam się jak księżniczka, ale życie to nie bajka. Pytanie brzmi: jaką cenę przyjdzie mi za to zapłacić? W końcu kiedyś dopadnie mnie rzeczywistość.

                                                                        ***

Jason POV:
                      Siedziałem właśnie na kanapie w salonie trzymając Kelsey w ramionach. Dziewczyna zasypiała na siedząco, ale wytrwale próbowała skupić się na oglądanym filmie, ja natomiast gładziłem delikatnie jej ramię. Obserwowałem ją, jak cicho ziewa, wyglądała tak słodko.
                      Zacząłem myśleć o tym, jaka przyszłość nas czeka. Zależy mi na niej, ale w mojej bajce niema typowego: żyli długo i szczęśliwie. Chce dla niej dobrze, mogę ją ochronić przed innymi. Pytanie brzmi: kto ochroni ją przede mną?
                       Po niespełna kilku minutach zasnęła, najdelikatniej jak potrafiłem wziąłem ją na ręce i zaniosłem na górę, do mojej sypialni, zsunąłem z niej moje dresowe spodnie i przykryłem kołdrą.
                     Zszedłem na dół i usłyszałem dźwięk przychodzącej wiadomości, kiedy już znalazłem mój telefon odczytałem jej treść.

Pamiętasz, że mamy jutro kilka spraw do załatwienia? Musimy dojść do porozumienia w sprawie Jack'a. Nie spóźnij się.
                                                                                                                                                 Alex

                      No tak, praca nie poczeka. Nie przejąłem się jednak zbytnio tą wiadomością. Skończyłem oglądać film i wróciłem na górę, położyłem się obok śpiącej brązowookiej piękności, zanim się obejrzałem sam zasnąłem.

                                                                          ***

                      Obudziły mnie promienie słońca przedzierające się uparcie przez zasłony. otwierając oczy nie zastałem obok siebie Kelsey. Ubrałem spodnie i zszedłem na dół licząc, że ją tam spotkam, nic z tego, postanowiłem sprawdzić w ogrodzie, bingo. Siedziała na jednej z huśtawek owinięta kocem z kubkiem parującego napoju w ręce. Podszedłem bliżej i objąłem ją od tyłu, podskoczyła zaskoczona.

-Jason, przestraszyłeś mnie!- krzyknęła wystraszona.
-Przepraszam skarbie.- zacząłem składać na jej szyi drobne pocałunki, przez co z jej ust uciekł przeciągły jęk, uśmiechnąłem się triumfalnie.- Jesteś piękna.- dodałem szeptem wiedząc, że ją tym zawstydzę.
-Przestań.- tak, kątem oka widziałem jak jej twarz oblewa głęboki rumieniec.
-Jadłaś śniadanie?- zapytałem.
-Tak, ale spokojnie, dla ciebie też coś zostało.- uśmiechnęła się cudownie.
-Ok, to ja pójdę coś zjeść i się ubrać, później pojedziemy do ciebie, żebyś mogła się przebrać i może pojedziemy do miasta, co ty na to?- zaproponowałem.
-Chętnie, nie chcę siedzieć sama w domu.- powiedziała odrobinę smutna.
-Ok- skwitowałem.- To się szykuj.- złożyłem na jej ustach pocałunek i pokierowałem się do domu czując jej wzrok na sobie. Ubrałem czarne spodnie i czerwoną koszulkę a na to czarną, skórzaną kurtkę i ruszyłem do salonu, gdzie czekała na mnie uśmiechnięta Kelsey.

                                                                           ***

Kelsey POV:
                     Jason jest taki kochany, czuły, miły, inteligentny i zabawny, po prostu ideał, mój ideał. Właśnie byliśmy w drodze do mojego "nowego" domu, byłam pewna, że Asha w nim nie ma, więc nie musimy przejmować się niewygodnymi pytaniami.
                      Chłopak zaparkował obok mojego domu, zaproponowałam mu, żeby poczekał na mnie w salonie. Sama pobiegłam szybko na górę, żeby się przebrać. Zaczynało się robić zimno, więc zdecydowałam się na długie, czarne spodnie i bladoróżowy sweterek, do tego nałożyłam czarną ramoneskę i krótkie botki w tym samym kolorze. Zbiegłam na dół zastając chłopaka w salonie, gdy tylko mnie zobaczył podszedł do mnie i objął w pasie.

-Ślicznie wyglądasz dziecinko.- zaczął nas prowadzić w stronę auta.- Mam nadzieję, że lubisz lody?- zapytał otwierając przede mną drzwi.
-Kocham.- odparłam uśmiechnięta.
-To dobrze, bo zabieram cię do najlepszej kawiarni w mieście.- zapewnił ruszając w stronę głównej drogi.

                                                                          ***

                      Kawiarnia rzeczywiście była urocza, urządzona w dobrym guście, miała cudowny klimat, a lody? Naprawdę niesamowite. Jason zamówił nam dużą porcję, jedliśmy śmiejąc się i żartując, chciałabym, żeby było tak już zawsze. Beztroskie chwile przerwał nam dźwięk mojego telefonu. Zerknęłam na wyświetlacz, nieznany numer. Strach wystrzelił w moje żyły, tylko nie to!

-Wszystko w porządku?- zapytał chłopak.- Wyglądasz na zmartwioną. Coś się stało? Kto do ciebie napisał?- dopytywał podejrzanie.
-Nie, jest ok. To koleżanka ze szkoły.- odpowiedziałam wysilając się na uśmiech.
-Mam nadzieję, że mnie nie okłamujesz mała, bo bardzo tego nie lubię.- powiedział surowo, przez co poczułam się skrępowana.
-Jasne, że nie.- wiem, będę tego żałować, ale niestety szybciej mówię niż myślę.- Zaraz wracam, skoczę tylko do łazienki.- wyjaśniłam, chłopak w odpowiedzi pokiwał głową. Czym prędzej ruszyłam w stronę toalet. Kiedy znalazłam się już w środku i upewniłam, że wszystkie kabiny są puste przesunęłam palcem po ekranie i odczytałam wiadomość, która strasznie mnie przestraszyła.

Ślicznie dziś wyglądasz, te spodnie tak strasznie opinają twój zgrabny tyłek. Wyobrażam sobie co moglibyśmy robić, gdybyśmy zostali sami, jest tyle rzeczy, które chciałbym ci pokazać. Tęsknię skarbie, jesteś tak strasznie podniecająca.

-Co kurwa?!- usłyszałam nad sobą głos Jasona.- Co to do cholery ma być Kelsey?!- odwróciłam się w jego stronę, chłopak strasznie krzyczał, widziałam, że zaczyna tracić nad sobą kontrolę, a tego strasznie się bałam.-Kurwa, czy ty z nim sypiasz?
-Co? O.. o czym ty mówisz?- zapytałam. Mój głos drżał, oddech był niespokojny, nie dość, że sama wiadomość mnie przeraziła, to teraz jeszcze mój chłopak wybuchł gniewem.
-Nie udawaj głupiej.- warknął popychając mnie na ścianę, poczułam bolesne mrowienie w plecach.- Co to za typ? Znam go? Patrz, kiedy do ciebie mówię!- powiedział boleśnie łapiąc mnie za brodę.
-Jason, puść, to boli.- powiedziałam błagalnie.
-I dobrze, ma boleć.- powiedział, a w jego niemal czarnych oczach dostrzegłam czysty obłęd.- Idziemy-powiedział wychodząc z łazienki. W ekspresowym tempie wyszliśmy z kawiarni i wsiedliśmy do auta.- Porozmawiamy w domu.- dodał ruszając, ja natomiast siedziałam cicho i modliłam się, aby chłopak, do którego zaczynam coś czuć potrafił zapanować nad sobą. Już raz widziałam do czego jest zdolny, nie chcę powtórki z rozrywki.
                         Po kilku minutach znaleźliśmy się przed domem chłopców, jednak nie było ich w nim, gdyż wszystkie światła były pogaszone. Jason zatrzymał auto, otworzył drzwi i wyszedł, poszłam w jego ślady. Podchodząc do mnie chłopak złapał mnie za przedramię, w taki sposób, że sprawiało mi to ból przy każdym ruchu. Pociągnął mnie do domu, kiedy byliśmy już w środku zaczęło się moje własne piekło.

-Pytam po raz ostatni.- zaczął niby spokojnie.- Kto do ciebie pisał?
-Ja nie wiem, wczoraj... dostałam sms'a z zastrzeżonego numeru, tak samo było dzisiaj. Jason...ja naprawdę nie wiem o co w tym wszystkim chodzi...- zaczęłam się rozklejać, ale moje łzy najwidoczniej na niego nie działały.
-Nie wiesz o co chodzi?- powiedział dotykając swoją dłonią mojego policzka.- To ja ci powiem o co chodzi, jesteś taka jak inne szmaty, niewdzięczna i kłamliwa suka!!!- jego słowa uderzyły we mnie jak huragan, naprawdę myśli, że mogłabym go zdradzić?
-Jason, skarbie, proszę...- nie dał mi dokończyć, gdyż odwrócił się do mnie plecami.
-Nie chcę cię widzieć, lepiej stąd idź, zanim poniosą mnie nerwy i stracę nad sobą panowanie.- ostrzegł niebezpiecznym głosem. Ja jednak podeszłam do chłopaka podejmując kolejną próbę wytłumaczenia się, złapałam go za rękę, ten jednak gwałtownie mnie odepchnął. Zrobił to na tyle mocno, że straciłam równowagę, ostatnią rzeczą jaką pamiętam był widok chłopaka, w którym mimo wszystko... zakochałam się, wtedy nastała ciemność...

                                                                            ###

CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Hej, jak wam mija tydzień? Rozdział dzisiaj bardzo szybko dodany, ale to dzięki wam. Chcę podziękować za ponad 1000 wyświetleń =) DZIĘKUJĘ za nie.
Chciałam zaznaczyć, że na początku każdego rozdziału znajdują się przemyślenia Jasona, Kelsey lub osób trzecich, z przyszłości. Zazwyczaj są to moje własne twory, raz użyłam cytatu. Do zobaczenia wkrótce.
                      

5 komentarzy:

  1. OOOOOO świetny mam nadzieje że się pogodzą <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jason musi się ogarnąć oni muszą być razem są tacy slodcy
    Ciekawe kto do niej pisze? Czekam na kolejny świetny jak zawsze rozdział <3
    Trampka

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże nie lubię gościa od sms przez niego Jason nie jej nie wierzy
    Mrysiaaa ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytasz mi w myślach bo zawsze zapomniałam napisać co oznaczają te wpisy na początku myślałam że tak porostu dadajesz bo ci się podobają
    Rozdział genialny
    Juska *,*

    OdpowiedzUsuń
  5. świetny. wiedziałam, że Jasno jej nie uwierzy. czekam na next

    OdpowiedzUsuń