Stawiając ostatnią kropkę zamknęła notes. Nareszcie skończyła, wszystkie swoje smutki, żale ale i szczęście zamknęła w tym jednym papierowym przedmiocie. Oparła się wygodnie w fotelu obserwując największe osiągnięcie życia. Zaczęła myśleć o wszystkim co przeszła do tej pory i o tym co ją jeszcze czeka. I gdzieś pomiędzy tymi światami znalazła jego, a z nim była już spokojna o swoją przyszłość, o "ich" przyszłość. Jedna samotna łza spłynęła po jej policzku, popatrzyła w jego oczy przypominając sobie jak jej świat prawie się zakończył, bo bez niego nie było żadnych "ich", bez niego nie było jej.
Kelsey POV:
Ból głowy nie dawał mi spokoju, poruszyłam delikatnie ręką, większa część mojego ciała była bardzo obolała. Leżałam na czymś miękkim, nie miałam najmniejszej ochoty otwierać oczu. Co się właściwie stało? Ostatnią rzeczą jaką pamiętam była kłótnia z Jasonem w kawiarni. No tak, później pojechaliśmy do domu i... strasznie się zdenerwował. Otworzyłam niepewnie oczy, leżałam na łóżku w pokoju chłopaka, on siedział obok i chyba dopiero teraz zdał sobie sprawę, że się obudziłam.
Kiedy nasze oczy się spotkały wiedziałam już, że nasza rozmowa nie będzie zbyt miła. W jego spojrzeniu odnalazłam coś dziwnego, co bardzo mnie zaskoczyło. Widziałam wszystkie jego emocje, współczucie, obawę i ogromny żal, zazwyczaj tak bardzo skryty chłopak w tym momencie był dla mnie jak otwarta księga. Podciągnęłam się do góry opierając plecami o zagłówek łóżka. Przez chwilę przypatrywałam się jego zmartwionej twarzy.
-Ja nawet nie wiem, co powinienem powiedzieć.- zaczął nie patrząc na mnie.- Przepraszam to za mało i wiem, że nic mnie nie usprawiedliwia.- powiedział pocierając twarz.
-O czym ty mówisz?- zapytałam zdziwiona.
-Przeze mnie upadłaś i straciłaś przytomność.- powiedział zbolałym głosem.- Wiesz, jak się czułem patrząc na to? Jak potwór, którym w twoich oczach pewnie jestem.
-Nie Jason, niemów tak.- zaoponowałam chwytając jego dłoń, jednak on ją cofnął. To boli.
-Powinnaś odejść, Kelsey, jestem nieobliczalny, teraz to było zwykłe omdlenie, ale następnym razem mogę cię skrzywdzić.- powiedział z kamienną miną. W moich oczach zaczęły zbierać się łzy. Może mu nie zależy? Może te wszystkie plotki o jego nocnych przygodach są prawdziwe? Może on się nigdy nie zmieni?
Oczywiście, że nie, naprawdę byłaś tak głupia, żeby uwierzyć w to, że to właśnie ty będziesz dla niego najważniejsza? Może mieć każdą, dlaczego miałby chcieć właśnie ciebie?- odezwał się natrętny głosik w mojej głowie.
-Jason, o-o czym ty mówisz?- powiedziałam czując gorące łzy na policzkach. On się ze mną żegna?
-Kelsey, nie powinniśmy się dłużej spotykać.- powiedział patrząc w moje oczy. Czy to pomogło? Skądże, jego spojrzenie było takie zimne. Najgorszym uczuciem na świecie jest miłość, której nikt nie odwzajemnia.
-Nie, n-nie możesz mnie zostawić.- wyznałam żałośnie. Chłopak wstał i zaczął przechadzać się zdenerwowany po pokoju.
-Zależy mi na tobie, wcześniej dziewczyny były tylko i wyłącznie dla zabawy, a przy tobie jest inaczej. Pragnę cię, całym sobą, ale nie tylko to mnie do ciebie przyciąga, to jest w twoich oczach, wyrozumiałym spojrzeniu, pięknym umyśle i w każdej jednej rzeczy którą robisz. Ale czasem to nie wystarczy.- zakończył kucając przy mnie.
-To nieprawda.- teraz gorące łzy spływały po moich rozgrzanych policzkach. -Ale to nic Jason, już więcej tego nie zrobisz, prawda? Nie zostawisz mnie ani nie skrzywdzisz, tak?- zapytałam łapiąc jego twarz w dłonie.
-Mała...- nakrył moje dłonie swoimi.- Chciałbym ci to obiecać, ale nie mam pewności, a wiem, że nigdy bym sobie nie wybaczył, gdybym cie skrzywdził. Lepiej to zakończyć, zanim będzie za późno.- powiedział wstając. Natychmiast poszłam w jego ślady. Zrobiłam to trochę za szybko i prawie straciłam równowagę, ciemne mroczki pojawiły się przed moimi oczami, ale to nie było ważne. Złapałam chłopaka za rękę.
-A co jeśli już jest za późno?- zapytałam z żalem.
-Co masz na myśli?- zapytał odwracając się do mnie.
-Jason, ja już coś do ciebie czuję.- wyznałam. Chłopak znieruchomiał.- Nie zostawiaj mnie teraz, błagam.- powiedziałam upadając na kolana, moje ciało opadł z sił.
Nie chcę wiedzieć jak bardzo byłam żałosna w tym momencie. Zawsze myślałam, że nigdy nie pozwolę, żeby jakiś chłopak tak bardzo mną zawładnął. Kpiłam z takich dziewczyn, a teraz? Jestem jedną z nich. Ale nie obchodziło mnie to, bo wiedziałam, że jestem w stanie zrobić wszystko, aby go przy sobie zatrzymać. Wolę cierpieć już zawsze niż przeżyć choć jeden dzień bez niego.
-Spokojnie.- szepnął klękając przede mną. Zaczęłam mocniej płakać, to było silniejsze ode mnie, potrzebowałam czuć jego oddech na mojej skórze, jego palce gładzące moje ramiona, potrzebowałam jego aksamitnego głosu.- Połóż się i spróbuj zasnąć.- powiedział kładąc mnie z powrotem na łóżku.
-Ale będziesz tu?- zapytałam niepewnie.
-Tak kwiatuszku, będę.- chłopak położył się obok mnie wtulając mnie w swoje ciało. Minęło kilka minut zanim się uspokoiłam, po czym chłopak myśląc, że śpię odezwał się.
-Wiem, że teraz tego nie słyszysz, ale nie wiem, czy później będę miał odwagę to powtórzyć. Nigdy wcześniej nikomu tego nie mówiłem, ale ty jesteś inna, wyjątkowa. Zaufaj mi, cholernie tego nie chcę, ale nie mogę się dużej bronić. Kurwa, Kelsey, ja cię kocham.
Tak właśnie zatrzymał się mój świat, czas stanął w miejscu. Zawsze myślałam, że tu nie pasuję, że to nie jest moje miejsce. Nie wierzyłam w miłość, bo nigdy nie doświadczyłam jej w takiej postaci. Mój świat był pusty, monotonny, może czułam się bezpiecznie niczego nie ryzykując? Ale w najbardziej skrytym zakamarku serca każdy marzy o chociaż jednej, małej iskrze miłości, która rozjaśni jego mrok. I nadszedł czas, kiedy nie było dnia, abym o tym nie myślała. Czasem życie daje nam jedną, jedyną, malutką szansę, na zmianę wszystkiego, i choć nie wiedziałam, co będzie jutro to jeszcze potrafiłam się rozkoszować tą nocą spędzoną w jego ramionach, jeszcze miałam czas, jeszcze przez chwilę mogłam sobie pozwolić na bycie szczęśliwą. Gdybym tylko wiedziała co los dla mnie zgotował...
***
Jason POV:
Wiedziałem, że źle robię, ale każdy miewa chwile słabości. Bo właśnie tak na to patrzyłem, jak na chwilę zapomnienia, bo niezależnie od tego co do niej czułem, nie mogłem jej niczego zagwarantować.
Przebudzając się delikatnie, tak aby nie obudzić dziewczyny wstałem z łóżka i zszedłem na dół. W kuchni, przy wysepce siedzieli Alex i Luke zawzięcie o czymś dyskutując.
-Cześć chłopaki, co jest?- zapytałem.
-Hej, a ty co? Nie wyspałeś się?- rzucił Matt wchodząc do kuchni znacząco poruszając brwiami.
-Słyszeliśmy, że w nocy nie byłeś sam.- wyjaśnił Luke.- Z kimś rozmawiałeś.
-Chyba nie tylko!- krzyknął Matt.
-Zamknij się!- skarciłem go.- Kelsey śpi na górze.
-CO?!- krzyknęli wszyscy nie zwracając uwagi na moje wcześniejsze starania.
-Zamknijcie się w końcu.
-Chcesz powiedzieć, że posuwałeś siostrę Ashtona?- zapytał Matt nie dowierzając.
-Pojebało cię? Nie zrobiłbym tego Kelsey.- broniłem się.
-Tak, ona nie jest taka głupia.- skomentował Alex.
-O co ci do cholery chodzi Alex, co? Masz z tym jakiś problem? A może sam byś ją chętnie przeleciał, co?- rzuciłem podchodząc do niego. Chłopak wstał ze swojego miejsca wychodząc mi naprzeciwko.
-Nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało, ale jeszcze do niedawna tak właśnie wyglądało twoje życie, zaliczyć i zostawić, pamiętasz?
-Ale z nią jest inaczej.- dodałem spokojniej.
-No nie wieżę, nasz Jason się zakochał.- klasnął w dłonie Will stojący w progu kuchni.
-Jason, musisz nad sobą panować, inaczej ją skrzywdzisz.- dodał Alex.
-Myślisz, że o tym nie wiem? Wczoraj mogło dojść do tragedii.- dodałem przypominając sobie ostatni wieczór.
-O czym ty mówisz?- zapytał chłopak marszcząc brwi.
-Naskoczyłem na nią, zachowałem się jak idiota. Chciała mi wszystko wytłumaczyć, a ja ją odepchnąłem, przez co upadła i straciła przytomność. Kurwa, próbowałem ją przekonać, żeby mnie zostawiła, żeby odeszła, ale ona nie chce tego zrobić, a ja jestem zbyt słaby, żeby ją opuścić!- wyznałem sfrustrowany siadając na krześle.
-Od początku wiedziałem, że coś do siebie czujecie, ale nie sądziłem, że to coś aż tak poważnego.- wyznał Luke.- Nierób niczego, czego będziesz potem mógł żałować. Jeden krok za daleko i stracisz wszystko.- wyjaśnił. Zawsze był dobrym kumplem, można na niego liczyć.
-Wiem stary, ale nie wiem, czy dam radę.- przyznałem.
-Teraz chyba nie masz już wyboru.- skwitował Will uśmiechając się wspierająco.
-Dzięki chłopaki, pójdę sprawdzić co u niej. Poza tym musimy się spotkać wieczorem, obawiam się, że Jack posunął się dalej.
-Jak to?- zapytał ożywiony Alex.
-Kelsey dostaje jakieś anonimowe sms'y i dam sobie rękę uciąć, że on ma z tym coś wspólnego. Zbierzcie chłopaków, powiedzcie, że mamy nowe informacje, niech będą u o 22.- zakomunikowałem idąc w stronę pokoju w którym leżała moja mała księżniczka.
Czułem, że to powoli zmierza do czegoś nieodwracalnego. To tak jak z chorobą, na początku jest strasznie uciążliwa, w końcu rozchodzi się po całym organizmie infekując każdą twoją myśl, powoli wędrując do serca. Raz przebyta lub źle zaleczona będzie odczuwalna do końca życia, i nigdy o niej nie zapomnisz. Bo było już za późno na inne lekarstwo, jedynym jakiego potrzebowałem była ona. A gdy jej przy mnie nie było, czułem się pusty. Tak to jest z miłością, pojawia się, gdy najmniej się jej spodziewamy i tylko czasem zostaje na dłużej, ale ból odczuwalny jest już zawsze.
###
Hej, jak mija tydzień? Mam nadzieję, że lepiej niż mój. Jest rozdział, strasznie przesłodzony, ale każda bajka ma swoje szczęśliwe momenty, niech się nacieszą ich szczęściem, bo już niedługo... A zresztą sami się dowiecie. Do zobaczenia wkrótce.
5 komentarzy= nowy rozdział
Weź ten tydzień nie mógł żyć gorszy próbne egzaminy gimnazjalne i je zjebalam a twoje szybkie dodawanie chociaż trochę mnie pociesza jest słodki wreszcie to sobie powiedzieli czekam na next
OdpowiedzUsuńKocham
Trampka <3
świetny
OdpowiedzUsuńBoże kocham kocham kocham <3
OdpowiedzUsuńMrysiaaa ^^
Słodkie, świetne, zajebiste
OdpowiedzUsuń<3 u
Czekam na next
Juska
Sweet
OdpowiedzUsuńCzekam nn
Michasia