niedziela, 21 grudnia 2014

Rozdział 16- Chciał ją uratować, choć sam potrzebował ratunku

Strach- podstawowa cecha pierwotna, towarzysząca nam od początku istnienia ludzkości. I wiecie, co? Dzisiaj się bałam, ale nie tak jak przed testem z matematyki, bałam się tak prawdziwie. To coś zagnieździło się w moim sercu, i choć nie chciałam dać za wygraną, mrok ogarnął mnie. Przejął nade mną kontrolę i sparaliżował mnie. 
Pierwszy raz czułam jakby ulatywało ze mnie życie. Kiedyś nie mogłam nawet przyjąć do wiadomości, że mogłoby go przy mnie nie być, że mógłby ode mnie odejść. I wiecie co? Dzisiaj tego doświadczyłam, a teraz wiem, że nic nie może równać się z tym uczuciem. Jedynie miłość może być od tego silniejsza. I gdyby on kochał mnie tak jak ja jego, pewnie by tak było. 
Ale on mnie już nie kocha. I kolejny raz strach mną zawładnął.

Kelsey POV:
                     Chłopak podszedł do mnie i rozwiązał moje dłonie, po czym wziął mnie na ręce i przeniósł na stary i cuchnący materac. Zaczęłam się szamotać i krzyczeć.

-Zamknij się!- krzyknął i zadał mi cios. Złapał za moje dłonie, związał je i umieścił nad głową.
-Proszę...- łkałam. Czułam się brudna i sponiewierana, chłopak dotykał mnie a ja nie mogłam nic z tym zrobić, krzyki nic nie dawały, nie było tu nikogo, kto mógłby mi pomóc. Poczułam ja Jack ciągnie za krańce mojej bluzki i nim się zorientowałam leżałam przed nim jedynie w samej bieliźnie.
-No, no.- widziałam jak oczy chłopaka płoną z pożądania. Czułam się jak nic niewarty przedmiot, jak zabawka przerzucana z rąk do rąk. Najgorsza była dla mnie myśl, że Jason zapewne już nigdy nie będzie chciał mieć ze mną nic wspólnego. Kto chciałby zadawać się z taką brudną dziewczyną.
-Zostaw mnie!- krzyczałam kiedy zaczął atakować swoimi ustami moją szyję. Jego pocałunki były bolesne, w końcu chłopak zatkał mi usta dłonią.
-Już niedługo będziesz prosiła o więcej.- powiedział uwodzicielskim głosem. Moje krzyki przerodziły się w bełkot, cała się trzęsłam. Jack zaczął dotykać moje piersi i podjął próbę pozbycia się mojego stanika. Zaczerpnęłam gwałtownie powietrza, nie ma już dla mnie ratunku.- Mam zamiar cię ostro pieprzyć kotku. Kiedy tak leżysz tutaj taka bezbronna, jesteś strasznie podniecająca.- usiadł na mnie okrakiem. Jego prawa ręka obmacywała mój tyłek, natomiast lewa szamotała się z zapięciem od stanika, ustami zjechał na nieosłoniętą część moich piersi. Moje krzyki były muzyką dla jego uszu, to chore, ale jego to podniecało.
                    Nagle usłyszałam jak ktoś otworzył drzwi, które następnie uderzyły o ścianę.
-Mówiłem ci, Mark, że dostaniesz ją potem.- powiedział siedzący na mnie chłopak odrywając się od mojej klatki piersiowej. -A teraz wynocha, mam zamiar ją przetestować.- uśmiechnął się zawadiacko i wrócił do kontynuowania przerwanej czynności.
-Niczego nie będziesz testował.- warknął gardłowo ten cudowny głos, który należał do chłopaka, który zawsze chciał mnie chronić. Jason, jesteś.

                                                                         ***

Jason POV:
                     Patrzyłem na Kelsey, która leżała pół naga pod tym dupkiem. Jej piękna twarz wyrażała teraz mnóstwo bólu, patrząc na tę scenę coś we mnie wstąpiło.

-O, proszę, nasz ulubiony bohater ratujący piękne panny z opresji.- zaśmiał się Jack.
-Masz 5 sekundy, aby zostawić ją w spokoju, inaczej wpakuję ci kulkę między oczy.- zagroziłem celują w niego. Chłopak wstał i zaczął podchodzić w moją stronę zostawiając zapłakaną dziewczynę.
-I co? Zabijesz mnie na jej oczach?- zakpił wyzywająco.
-Nawet mi powieka nie drgnie.- powiedziałem tonem wypranym z emocji. Nie mam litości dla tego skurwysyna, nie po tym co zrobił Kelsey.
-Powiem ci, że świetnie się bawiliśmy, zanim nam przerwałeś.- powiedział podchodząc do skulonej na materacu dziewczyny. Pogłaskał ją po policzku, na co ponownie wybuchła płaczem.- Prawda skarbie?- tym samym przegiął szalę, na której ważyło się jego życie
                    Złapałem za jego koszulę i popchnąłem do tyłu, następnie zadałem cios prosto w nos, z którego zaczęła lecieć krew.

-Mam się bać?- zakpił chłopak ocierając twarz z cieknącej mazi.
-Powinieneś.- powiedziałem i ponownie wycelowałem pięść w jego twarz, pod wpływem uderzenia zatoczył się do tyłu, zadałem jeszcze kilka ciosów, w wyniku których zwijał się z bólu. Nie miałem zamiaru darować mu tej nocy, ale najpierw musiałem się upewnić, że z Kelsey wszystko w porządku. Podszedłem do niej i uwolniłem jej ręce z pod krępujących je więzów, ściągnąłem kurtkę, jednak zanim zdążyłem ją jej podać zostałem odciągnięty do tyłu.
-Nie tak szybko.- powiedział chłopak uderzając mnie w szczękę. Pokręciłem głową rozbawiony.
-To nie wystarczy, Jack.- złapałem go za szyję i z całej siły kopnąłem kolanem w brzuch, aż zaczął kaszleć krwią. Myślałem o wszystkim co mi zrobił, myślałem o tym jak razem z Jennifer mnie oszukali, myślałem o dziewczynie skulonej pod ścianą, a krew w moich żyłach gotowała się.
                   Chłopak próbował wyrywać się, więc zadałem kolejny cios, po którym upadł na ziemię kuląc się z bólu. Podbiegłem szybko do Kelsey, była przestraszona i zmarznięta, miała na sobie jedynie bieliznę. Kucając obok niej dotknąłem jej ramienia, na co się wzdrygnęła i zakryła jeszcze bardziej. Patrząc w jej oczy widziałem bezgraniczny strach. Ona boi się mnie. Szybko zdjąłem z siebie bluzę i podałem dziewczynie rękę, którą po krótkim zastanowieniu przyjęła.
                  Postawiłem jej kruche ciało na nogi i pomogłem założyć bluzę, musiałem być bardzo ostrożny, nie chciałem, żeby się wystraszyła. Kiedy zapinała ubranie dostrzegłem ranę na jej nodze rozciągającą się od samego uda aż do kolana. Kurwa, zabiję gnoja. Dziewczyna idąc za moim wzrokiem naciągnęła bluzę i ponownie zaczęła trząść się ze strachu.

-Spokojnie.- dotknąłem delikatnie jej ramion, jednak widząc jej reakcję od razu tego pożałowałem.- Wszystko będzie dobrze, zaraz będziesz bezpieczna, tylko się nie bój , ok?- zapytałem patrząc w jej przerażone oczy. Pokiwała niepewnie głową.- Chodź tutaj.- zaproponowałem rozkładając w jej stronę ramiona, chwilę się wahała, po czym mocno się we mnie wtuliła.
-Oboje wiemy, że w końcu będzie moja.- stwierdził zachrypniętym głosem Jack, czym jedynie upewnił mnie, że nie powinienem darować mu życia. Zacisnąłem ręce w pięści.
-Mała zaczekaj tu.- powiedziałem chcąc podejść do jej oprawcy. Musiałem go zabić, ja tego chciałem, bo dobrze wiedziałem, że gdybym przyszedł choć odrobinę później, to ten sukinsyn po prostu by ją zgwałcił!
-Nie, proszę.- do moich uszu dotarł cichutki głos należący do pięknej brązowookiej.
-Co?- zapytałem nie rozumiejąc jej prośby.
-Zostaw go, ja chcę tylko wrócić do domu, nie chcę na niego patrzeć, a ty nie możesz mnie zostawić, proszę.- spojrzałem na jej zapłakaną twarz. Bała się, tak cholernie się bała. Ten facet skrzywdził ją już dostatecznie, nie chcąc sprawiać jej kolejnej dawki bólu, uległem.
-Dobrze skarbie, już dobrze.- ponownie ją objąłem, a następnie wziąłem na ręce kierując się w stronę wyjścia.

                                                                            ***

                   Na zewnątrz budynku czekali na nas chłopaki, widziałem w ich oczach niepokój oraz obawę, gdy patrzyli na półnagą dziewczynę w moich ramionach, ona natomiast zamknęła oczy i wtuliła twarz w mój tors, jakby myślała, że w ten sposób ukryje się przed całym światem. Luke posłał mi pytające spojrzenie, zrozumiałem, że chodzi mu o Jack'a, na co pokręciłem przecząco głową. Alex otworzył tylne drzwi do naszego auta, wchodząc do niego usadowiłem wygodnie Kelsey na swoich kolanach. Nie chcąc, aby patrzyła na scenę, która zaraz miała rozgrywać się za nami przycisnąłem jej twarz do mojego torsu. Po chwili usłyszeliśmy ogromny huk, dziewczyna wzdrygnęła się, na co zacząłem głaskać ją delikatnie po ramieniu.

-Już dobrze, jesteś bezpieczna.
                  Odjechaliśmy w ciszy obserwując w lusterku płonące magazyny, które zostawiliśmy w tyle. Teraz najważniejsza była ta mała istotka, którą trzymałem w ramionach. Wiedziałem, że to moja wina, a przecież miałem ją chronić.

                                                                             ***

                  Droga do domu strasznie się dłużyła. Luke i Alex obserwowali Kelsey we wstecznym lusterku, jednak nie powiedzieli ani słowa. Kiedy dojechaliśmy na miejsce wysiadłem z auta i pomogłem zrobić to samo dziewczynie. Postawiłem ją na ziemi, kiedy zachwiała się.

-Choć, sama nie dasz rady. zaproponowałem kładąc jedną rękę na jej pasie, a drugą pod kolanami. Pokiwała jedynie głową, wziąłem ją na ręce i ruszyliśmy w stronę mojej willi. Panowała między nami grobowa cisza, no bo co mielibyśmy mówić? Nadal byliśmy wstrząśnięci wydarzeniami z przed kilku minut.
                    Wchodząc do mojej sypialni położyłem Kelsey na łóżku.

-Chcesz się umyć?- zapytałem drapiąc się niezręcznie po karku. Chcę jej pomóc, ale nie wiem w jaki sposób mogę to zrobić. Wiem, że pewnie się boi, wiem, że powinienem był być z nią wtedy w domu i jej pomóc.
-Tak.- odpowiedziała cicho, na co pokiwałem głową i udałem się do łazienki. Odkręciłem kran i pozwoliłem ciepłej wodzie płynąć, dodałem jakiegoś płynu i czekałem, aż cała wanna się zapełni. Na półce zostawiłem jakieś ubrania, aby mogła się przebrać. Wchodząc z powrotem do pokoju zobaczyłem dziewczynę stojącą bezradnie na jego środku, nadal odzianą jedynie w moją bluzę.
-Już gotowe. Pomóc ci, czy dasz sobie radę sama?- zapytałem stając naprzeciwko niej, jednak ona skutecznie unikała mojego wzroku. W między czasie zobaczyłem na jej szyi malinkę. Ponownie tego wieczory w moje żyły wystrzeliła adrenalina, musiałem jednak nad sobą panować.
-Poradzę sobie.- odpowiedziała naciągając bluzę, co przypomniało mi o jej ranie.
-Może najpierw przemyję to wodą utlenioną.- powiedziałem nie przyjmując sprzeciwu. Wszedłem do łazienki i wziąłem potrzebne rzeczy.- Chodź tutaj.- poleciłem wskazując na jedną z komód. Dziewczyna podeszła, po czym pomogłem jej zając miejsce. Chciałem podciągnąć jej bluzę, ale ta złapała mnie za ręce.
-Chcę sama.- powiedział patrząc na mnie z zażenowaniem. Podniosłem ręce do góry dając znak, że to rozumiem.
                     Bolało mnie to, cholernie bolało mnie to, że w jej oczach widziałem strach, który był skierowany do mnie. Kiedy już uporała się z bluzą zabrałem się do roboty. Rana na szczęście niebyła głęboka, jednak na pewno strasznie bolała, czasami Kelsey krzywiła się, ale nie uroniła ani jednej łzy. Kiedy skończyłem podniosłem ją delikatnie, aby pomóc jej wstać.

-Kiedy skończysz kąpiel obandażuję to.- wyjaśniłem.
-Dziękuje.- powiedziała spuszczając wzrok.
-Na pewno nie potrzebujesz pomocy?- upewniłem się.
-Wydaje mi się, że dam sobie radę.
-W razie czego, krzycz.- powiedziałem i obserwowałem, jak dziewczyna znika w łazience.
                    Widziałem siniaki pokrywające jej twarz, rany i zadrapania na całym ciele i jedyną rzeczą o jakiej potrafiłem myśleć było pytanie: Jak mogłem do tego dopuścić?

                                                                           ***

Kelsey POV:
                     Weszłam do łazienki i zaczęłam zdejmować z siebie ciuchy, w samej bieliźnie stanęłam naprzeciwko ogromnego lustra. Wyglądałam okropnie, moje ciało pokrywały siniaki, najgorszy był jednak widok fioletowej malinki zrobionej przez Jack'a. Był to symbol mojej bezsilności, wiedziałam, że gdyby nie Jason, to zapewne chłopak by mnie... zgwałcił.
                    Jason. Wiem, że ją widział, nie skomentował tego, ale na pewno czuje do mnie wstręt i obrzydzenie. Podeszłam powoli do wanny, tak aby czuć jak najmniejszy ból. Chciałam do niej wejść, ale każdy ruch sprawiał mi okropny ból, łzy na nowo uformowały się w kącikach moich oczu.

-Mała, wszystko w porządku?- zapytał swoim aksamitnym głosem Jason.
-Tak, tylko... zresztą nieważne.- zrezygnowałam.
-Mogę wejść?- zapytał niepewnie.
-Yyym, no ok.- odparłam speszona, po czym chwyciłam za ręcznik leżący na półce i okryłam się nim.
-Coś się stało?- zapytał podchodząc w moją stronę.
-Ja... wszystko mnie boli i nie mogę nawet wejść do tej przeklętej wanny.- powiedziałam płaczliwie. Czułam, że nie mogę dużej trzymać emocji w sobie.
-Pomogę ci.- powiedział, jednak widząc mój wzrok poprawił. -Mogę, prawda?- pokiwałam niepewnie głową. Chłopak podszedł do mnie i patrząc prosto w moje oczy wziął ode mnie ręcznik, zaczął rozpinać mój stanik, który bezdźwięcznie opadł na ziemię. Stałam przed nim prawie całkowicie naga, ta sytuacja była strasznie niekomfortowa, jednak on patrzył tylko w moje oczy. Wiedziałam, że on nigdy mnie nie skrzywdzi, przy nim czułam się bezpiecznie. Pomógł mi pozbyć się dolnej części garderoby i wziął mnie na ręce, po czym delikatnie ułożył w wannie wypełnionej pianą. Byłam mu wdzięczna za pomoc, oraz za to, że nie patrzył na moje ciało, ta sytuacja i tak była już wystarczająco krępująca.

-Dziękuję.
-Jeżeli będziesz potrzebowała jeszcze pomocy, to mnie zawołaj, jestem obok.- powiedział wychodząc.
                    Zostałam sama, a moją głowę nawiedziły wspomnienia z tego wieczoru, czułam na sobie jego wzrok, każdy dotyk, moja skóra paliła i zanim zdążyłam się zorientować płakałam niczym małe, zagubione dziecko, próbowałam stłumić szloch, tak, aby Jason go nie usłyszał. Na pewno nie może na mnie patrzeć, na moje posiniaczone ciało, którego dotykał jego wróg. Nie potrafiłam tego zrozumieć, czym sobie na to zasłużyłam?

                                                                           ###

Hej, jak leci? Rozdział nie jest najlepszy, ale spowodowane jest to zbliżającymi się świętami i przygotowaniami do nich, mam nadzieję, że zrozumiecie. Następny rozdział pojawi się we wtorek i od razu omówię sprawę dodawania ich w czasie świąt. Dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem =)

2 komentarze:

  1. Jest genialny a ja popierzona
    Nie mogę się doczekać wtorku ^^
    Trampka <3

    OdpowiedzUsuń
  2. O ja co ty gadasz on jest genialny ! ❤ Byle do wtorku xx

    OdpowiedzUsuń