Nie ma nic gorszego od złamanego serca. Próbujesz się pozbierać, ale to tak jakby oczekiwać od zbitego wazonu, że po sklejeniu będzie jak nowy.
Każde serce nosi swoje rany, ale wystarczy jeden uśmiech, aby je ukryć. Jeden uśmiech, aby ponownie biło szczęściem i jeden uśmiech, by zapłakało.
Kelsey POV:
Siedziałam właśnie w salonie naprzeciwko mojego brata, który zawzięcie wmawiał sobie, że popełnia błąd zostawiając mnie samą.
-Cholera, Kels, powinienem im odmówić, przecież zrozumieją.- powiedział ciągnąc za swoje włosy.
-Ashton, przecież będzie dobrze, dam sobie radę. Poza tym mam chłopaków i Jasona...- chciałam kontynuować, jednak uniemożliwił mi to wybuch chłopaka.
-Tym bardziej nie powinienem jechać!- krzyknął wstając z sofy.- Pewnie, zostawię cię z nim a ten zrobi z tobą cholera wie co! O nie, na pewno nie.- powiedział chodząc po całym pomieszczeniu.
-Ash, jestem już dużą dziewczynką, pamiętasz?- spytałam podchodząc do chłopaka.- Mama też czasem wyjeżdżała służbowo, wtedy byłam całkiem sama i wiesz, co? Żyję.- tłumaczyłam stając naprzeciwko niego.
-Ja się tylko o ciebie martwię mała. - wyjaśnił głaszcząc mnie uspokajająco po ramionach, choć to nie ja potrzebowałam uspokojenia.- Dla mnie zawsze będziesz małą, słodką siostrzyczką, o którą muszę się troszczyć.- wyznał przytulając mnie do siebie.
-I jesteś w tym najlepszy, nie mogłabym wymarzyć sobie lepszego brata.- dodałam szeptem, oddając uścisk.
-Nie mogę dopuścić do tego, aby powtórzyła się sytuacja z Jack'iem.- czułam, jak jego mięśnie stają się napięte.
-Nie powtórzy, przecież będzie tu ze mną Jason, wiesz, że zależy mu na moim bezpieczeństwie.- powiedziałam odsuwając się od niego, tak, aby móc spojrzeć mu w oczy.
-Wiem, ale Jason to... Jason.- stwierdził zrezygnowany.- Owszem, od kiedy jesteście... razem.- powiedział udając, że przeszły go ciarki.- Bardzo się zmienił, ale oboje wiemy, że ma problemy z kontrolowaniem emocji.
-Przestań, przecież to nic nie zmienia.- stanęłam w obronie mojego chłopaka.
-Kelsey, czy ty pomyślałaś o tym, że on może skrzywdzić ciebie?- zapytał, a ja otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia. Owszem, Jason czasem krzyczał, łatwo było go wyprowadzić z równowagi, ale byłam pewna, że nigdy, ale to nigdy nie skrzywdziłby mnie celowo.
-Nigdy nie chciałby zrobić mi krzywdy.- powiedziałam pewna swoich słów.
-Specjalnie? Może i nie, ale kiedy wpadnie w szał? Kto cię obroni?- zapytał podnosząc moją twarz za brodę.
-Nie potrzebuje niańki Ashton!- krzyknęłam.- Jestem już dużą dziewczynką, a nie jakimś dzieckiem specjalnej troski, kiedy ty to wreszcie zrozumiesz?!- wymachiwałam dłońmi na wszystkie strony.
-Ok, ok, rozumiem, ale nic nie poradzę na to, że się martwię.- wyznał przyciągając mnie w uścisku.
-Nie masz o co, braciszku, jestem bezpieczna.
-Ja po prostu nie mogę pogodzić się z tym, że moja mała siostrzyczka jest już duża i nie potrzebuje mojej pomocy.- wyznał chowając głowę w zagłębieniu mojej szyi.
-Zawsze będę cię potrzebowała Ash.- mówiłam ze ściśniętym gardłem.
-Chciałbym, żeby to była prawda.
***
Nie ma niczego gorszego, od powrotu do szkoły po kilkudniowej nieobecności. Przez te wszystkie dramaty, które wydarzyły się ostatnio w moim życiu szkoła wydaje się znajdować na jakiejś odległej planecie, a ja czuję się jak kosmitka, kiedy podjeżdżając pod szkołę wraz z moim chłopakiem czuję na sobie spojrzenia wszystkich zebranych.
-Wpadnę po ciebie po szkole.- z osłupienia wyrwały mnie słowa chłopaka.- O której kończysz? Kelsey, słuchasz mnie?- zapytał.- Wszystko ok?- dodał zmartwiony.
-Tak, jasne. Wszystko jest dobrze. Dlaczego pytasz?- zapytałam marszcząc brwi.
-Jesteś strasznie zamyślona i jakaś dziwnie cicha. Podczas całej drogi nie odezwałaś się ani razu, a zazwyczaj nie mogę cię uciszyć.- powiedział na co parsknęłam śmiechem.
-Dzięki, przez ciebie wychodzę na gadułę.- stwierdziłam odwracając się w stronę okna przybierając ton małego, obrażonego dziecka.
-Skarbie, przecież nie to miałem na myśli.- wyznał z ustami tuż przy mojej szyi. Cholera, czy ten chłopak wie jak na mnie działa?- Nadal się gniewasz?- zapytał składając mokre pocałunki na mojej szczęce.
-Ja... n-nie.- wyjąkałam nie panując nad sobą. Poczułam rękę chłopaka na moim udzie.
-Nawet nie wiesz, ile rzeczy chciałbym teraz z tobą zrobić.- wyznał swoim seksownym i zachrypniętym głosem. Moją twarz oblał rumieniec.
-Ja już chyba powinnam iść.- powiedziałam odpinając w pośpiechu pas, speszona zaistniałą sytuacją. Chłopak natomiast śmiał się w najlepsze powodując że purpura na mojej twarzy coraz bardziej się pogłębiała. Byłam pewna, że wszyscy się nam przyglądają.
-To o której kończysz?- zapytał opanowując się.
-O 14.- powiedziałam wkładając głowę przez szybę do auta.
-Będę punktualnie skarbie.- mrugnął.
-Do zobaczenia.- powiedziałam idą w kierunku szkoły.
-Do zobaczenia, piękna.- krzyknął.
Jeżeli wcześniej miałam jakiekolwiek wątpliwości, to teraz byłam pewna, że wszyscy to usłyszeli. Ignorując ciekawskie spojrzenia udałam się w stronę szafek.
***
Kolejny raz musiałam znosić karcące spojrzenia pana od chemii. Przez całą lekcję Calum nie dawał mi spokoju rozprawiając o każdej, nawet najgłupszej rzeczy. Jego opowieści były zabawne, więc co jakiś czas parskałam śmiechem, co nie uszło uwadze nauczyciela. Miałam wrażenie, że jeszcze chwila a wybuchnie i każe nam udać się do dyrektorki, kiedy zadzwonił upragniony dzwonek informujący nas o tym, że wybiła godzina 14 i nareszcie możemy iść do domu.
Wychodząc ze szkoły w towarzystwie Kate, Victorii oraz Caluma miałam niesamowity humor, który jednak uległ natychmiastowej zmianie, gdy dostrzegłam Jasona opartego o maskę samochodu, czekającego na mnie.
-Wiecie, ja muszę już iść.- powiedziałam odwracając się w kierunku przyjaciół.
-Jasne, właśnie widzę, Jason już czeka.- uśmiechnęła się słodko blondynka patrząc w stronę mojego chłopaka.
-Lepiej nie każ mu czekać, widać, że jest nie w sosie.- dodała Kate patrząc na mnie zmartwionym wzrokiem.- Uważaj na siebie.- powiedziała przytulając mnie na pożegnanie.
-Ty też. Do zobaczenia Calum.- powiedziałam, a chłopak chciał zamknąć mnie w szczelnym uścisku, jednak widząc morderczy wzrok Jasona posyłany w jego stronę zrezygnował i zamiast tego po prostu powiedział:
-Do zobaczenia, Kels.- posłałam mu przepraszające spojrzenie. Machając moim przyjaciołom udałam się w kierunku chłopaka.
-Cześć Jase.- powiedziałam stając na palcach w celu pocałowania go, ten jednak odwrócił głowę w taki sposób, że jedynie musnęłam jego policzek. No tak, pan McHall ma focha.
-Wsiadaj do auta.- powiedział ostrym tonem. Nie chciałam się kłócić przy wszystkich, więc posłusznie wykonałam jego polecenie.- Musimy porozmawiać.
Cholera...
***
-Zrozum, to dla twojego dobra.- powtarzał chłopak chyba setny raz tego wieczoru. Znajdowaliśmy się w jednej z knajpek przy szosie. Urządzona była w fajnym klimacie lat 60, uwielbiam takie miejsca, w dodatku serwowali u najlepszą kawę w mieście. Patrzyłam na ludzi rozmawiających ze sobą, na całujące się pary, dlaczego ja tak nie mogę?- Kelsey do cholery, czy ty mnie w ogóle słuchasz?!- krzyknął Jason uderzając pięścią w stolik, przez co kilka par oczu skierowało się w naszą stronę, widząc jednak, że to jedynie Jason szybko powrócili do swoich zajęć.
-Słucham i uważam, że przesadzasz.- wyjaśniłam spokojnie dopijając swoją kawę do końca.
-Ja przesadzam?! Ja? Już nie pamiętasz, co się stało ostatnio?- zapytał niedowieżając.
-Jason, wiem, że się martwisz, ale nie uważam, żebym potrzebowała ochrony. Poza tym ty jesteś przy mnie.- wyznałam marszcząc brwi.- Tym bardziej, nie chcę, żeby ktoś mnie obserwował w trakcie lekcji! To mi odbiera wszelką prywatność, Jase.- powiedziałam przypominając nadąsane dziecko, któremu rodzice nie kupili zabawki.
-Po pierwsze, nikt nie chce ograniczać twojej prywatności, a po drugie co takiego rodzisz w tej szkole, że masz coś do ukrycia?- wpatrywał się we mnie wyczekująco.- Może to ma coś wspólnego z tym twoim Calum'em, co? Jak on do ciebie mówił? Kels? Może się razem migdalicie w czasie lekcji, co?- zapytał, a ja zostałam wbita w siedzenie. Popatrzyła na niego gniewnie.
-Jak w ogóle możesz tak mówić?! Przecież wiesz, że bym nie mogła!- krzyknęłam wstając i chwytając za moją torebkę. Nie mam zamiaru zostawać tu ani chwili dłużej!
-Kelsey, wracaj! Jeszcze nie skończyliśmy!- krzyczał chłopak rzucając pieniędzmi na stół. Chociaż kelnerka na tym skorzysta.
-Nie mam ochoty z tobą rozmawiać!- krzyknęłam wychodząc z restauracji.
-No i gdzie ty się wybierasz, co?- zapytał idąc za mną.
-Na przystanek, nie mam ochoty siedzieć z tobą w jednym aucie!
-Bardzo dojrzale! Brawa dla ciebie!- w jego głosie słyszałam coraz większe zdenerwowanie. - A może ty idziesz do niego, co?- zapytał, a ja momentalnie stanęłam, czekając jak to się dalej potoczy. Staliśmy na uboczu szosy, było tu cicho, gdyż rzadko jeździły tędy auta. - Przyznaj, pieprzysz się z nim po szkolnych toaletach!- krzyknął, a jego głos przeszył całą moją osobę.
-Za kogo ty mnie uważasz, co?- krzyknęłam odwracając się i podchodząc do chłopaka.- Myślisz, że kim jestem, huh? Kim jestem, żeby znosić twoje oczernianie?- czułam w sobie tyle złości.
-Ty mi powiedz, bo okazuje się, że ja cie wcale nie znam! Myślałem, że jesteś inna, ale może się myliłem?- zapytał i wiedziałam, że chce coś jeszcze dodać.- Boże, jesteś taka nieposłuszna!
-No tak, to moja wina, bo nie daję się kontrolować 24 na dobę!
-Kurwa, czy ja aż tak dużo wymagam? Posłuszeństwo, tylko tyle!
-Nie będę twoją marionetką, Jason.- nie pozwolę, żeby mnie kontrolował.
-Ktoś powinien nauczyć cię szacunku!- krzyczał wściekły.
-Grozisz mi?
-Ostrzegam! Bądź posłuszna do jasnej cholery! I okazuj innym szacunek.
-Ah tak? Twierdzisz, że nie szanuję siebie i innych?- zapytałam.
-Nie bądź suką, Kelsey!- jego słowa docierały do mnie i strasznie mnie raniły.
-Więc tym dla ciebie jestem?! Zwykłą suką... Pieprz się Jason!- chciałam znaleźć się jak najdalej od niego.
-Może ty mi w tym pomożesz? W końcu świetnie się do tego nadajesz! Jemu pewnie też nieraz dałaś dupy, co?- moje serce stanęło. Podeszłam szybko do chłopaka nie myśląc co właściwie robię. Mógł być wściekły, ale nie powinien tego mówić.
-Tu dupku! Chory sukinsynie!- krzyczałam czując formujące się w moich oczach łzy.- Myślisz, że bym tu z tobą stała, gdybym się z nim pieprzyła? Dupek!
-Coś ty powiedziała?!- krzyknął łapiąc mnie mocno za ramiona. Cholernie mnie to bolało, ale nie miałam zamiaru dać mu tej satysfakcji.
-Słyszałeś, jesteś największym idiotą, jakiego znam!- próbowałam się wyrywać, ale on jedynie wzmocnił uścisk.- Jaki jest twój problem, co?
-Ty, ty nim jesteś!
-Więc mnie zostaw!
-Chciałabyś! A co, tęsknisz do jego łóżka?
-A żebyś wiedział!
-Zachowujesz się jak dziwka!- to zabolało mnie najbardziej. A przecież mówił, że mnie kocha...
-Więc tym dla ciebie jestem, Jason? Głupią dziwką na kilka nocy?- zapytałam ze łzami w oczach, które dzielnie starałam się utrzymać na miejscu.
Chłopak nie odpowiedział, a powstała między nami cisza zabijała mnie od środka. Byliśmy sami, w promieniu kilku kilometrów nie było ani jednej żywej duszy, słychać było jedynie nasze ciężkie oddechy. Patrząc w jego oczy nie dostrzegłam tych pięknych zielonych tęczówek, które tak bardzo kocham, panowała tam jedynie ciemność, która całkowicie zamroczyła chłopaka.
-Dobrze wiedzieć.- powiedziałam uśmiechając się smutno. Chłopak uwolnił moje ramiona ze swojego uścisku.- Mogłeś to przemyśleć zanim dałeś mi nadzieję.- chłopak wydawał się niewzruszony i właśnie to bolało mnie najbardziej. Cisza, która pomiędzy nami zapanowała odzwierciedlała wszystkie nasze emocje. Mogłabym przysiąść, że słyszałam, jak moje serce rozbija się na kawałki.
Podeszłam do niego i spojrzałam na jego twarz. To tak, jakbym w jego oczach widziała cały wszechświat, on był moim światem. Stojąc na środku opustoszałej szosy, mając go na wyciągnięcie ręki, patrząc w jego oczy mogłabym przysiąść, że go kocham, ale nie mogłam. Bo miłość nieodwzajemniona nie może być prawdziwa, tak? I to właśnie w tym momencie poczułam się prawdziwie zniszczona, zrównana z ziemią. Jego cisza mnie zabijała wbijając sztylet w moje serce, wszystko wydawało się być iluzją. Ale patrząc na niego, przysięgam, on był prawdziwy. Odwróciłam się i zaczęłam kierować w stronę domu.
-Dokąd idziesz?- zapytał bardziej opanowanym głosem.
-Do domu.
-Nie pozwolę, abyś wracała sama. Odwiozę cię.- nalegał.
-Nie, potrzebuję zostać sama.
Kontynuowałam wędrówkę, jednak jeszcze na chwilę spojrzałam na chłopaka a w jego oczach dostrzegłam ten błysk, w którym się zakochałam, i po mimo wszystko nadal kocham. Idąc w prost w ramiona ciemności po moim policzku spłynęła łza, tak samo samotna jak ja. Ale mimowolnie się uśmiechnęłam.
-Kurwa...- słyszałam krzyki chłopaka.
I próbując pozbierać złamane serce szłam prosto przed siebie.
###
Cześć, słuchajcie, chcę być z wami szczera. Jestem chora, przewlekle i miewam gorsze dni, ale nie pozwolę, aby blogi na tym ucierpiały, obiecuję. Jednak różnie bywa, więc proszę o wyrozumiałość.
Jest mi przykro z powodu ilości komentarzy, owszem nigdy nie było ich zbyt dużo, ale ostatnio? 1-2? To cholernie przykre, bo nie mam żadnego potwierdzenia, że jest sens w dalszym dodawaniu rozdziałów.
Kolejny wpis na pewno nie pojawi się terminowo, najwcześniej oczekujcie go w czwartek. I proszę pomyślcie nad tym.
Zapraszam na nowy rozdział na http://love-should-be-easy.blogspot.com/
O jaa rozdział genialny ! Mam nadzieję ze z twoim zdrowiem będzie coraz lepiej. Trzymaj się ciepło i o nic się nie martw! xoxo
OdpowiedzUsuńEjj mimo że blog jest zajebisty to ważniejsze jest zdrowie bo blog się kiedyś skończy a życie zostanie więc...
OdpowiedzUsuńCo to komentarzy sama mogłabym nie komentować bo znasz moje zdanie ale wiem że komentarze cieszą i komentuje
Za każdym razem dowiaduje się że nie jestem robotem fajnie wiedzieć ;-)
Rozdział jak zawsze genialny i wg czekam na nexta ale bez pośpiechu
Trampka <3