Bez względu na wszystko, ja wciąż to czuję. To coś pełzającego pod skórą. Pomimo, że próbuję nie mogę wydostać tego z mojej głowy, nieważne, jak bardzo się staram. To jest poza bólem, smutkiem czy furią. Czuję wszystko, roztrzęsienie, odrętwienie i... pustkę.
Kelsey POV:
Jeśli powiedziałabym, że w tym momencie jestem przestraszona, to skłamałabym, byłam przerażona. Nie mogłam opanować swojego ciała, moje ręce trzęsły się, nogi były jak z waty, głowa bolała mnie niemiłosiernie, w dodatku czułam strużkę krwi spływającą po moim policzku. Chłopak, który mnie uratował powoli się uspokajał. Chwilę staliśmy patrząc w swoje oczy, nie wiedziałam jak się zachować. Bo niby co miałabym zrobić? Powiedzieć grzecznie dziękuję i odjeść?
Chwilę później obok nas pojawili się Ashton, Alex, Matt, Will oraz dwóch chłopaków, których pierwszy raz widziałam na oczy. Wpatrywali się w rozgrywającą się przed nimi scenę.
-Co tu się do cholery wyprawia?- krzyknął jakiś wysoki brunet z niebieskimi oczami patrząc na nieprzytomnego chłopaka leżącego na trawie.
-Kelsey wszystko w porządku?- zapytał zmartwiony Alex podchodząc do mnie. W tym samym momencie moje nogi odmówiły mi posłuszeństwa i gdyby nie chłopak to zapewne leżałabym na ziemi- Łoł, mała może lepiej usiądź- powiedział prowadząc mnie w kierunku krzeseł. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że całe zdarzenie było niewidoczne dla osób będących na imprezie, gdyż miało miejsce z tyłu domu.
-Co się stało skarbie?- zapytał Ashton kucając przede mną. Chciałam mu powiedzieć o całym zajściu, ale nijak nie mogłam nic z siebie wydusić. Spojrzałam błagalnym wzrokiem na mojego wybawiciela, widać zrozumiał moją niemą prośbę, za co byłam mu cholernie wdzięczna.
-Mark próbował się do niej dobrać, na szczęście do niczego nie doszło- przemówił swoim aksamitnym głosem. Czyli chłopaki go znają? Dlaczego ten cały Mark chciał mnie skrzywdzić?
-Jakim cudem udało mu się tu wejść?- powiedział jeden z chłopaków, którego nie znam.
-Nie wiem, ale myślę, że może sam nam odpowie- skwitował zielonooki towarzysz.
-Kelsey, choć odwiozę cię do domu- zaproponował Alex wyciągając dłoń w moim kierunku. Złapałam za nią wstając, kiedy poczułam, że robi mi się duszno, ostatnią rzeczą, którą pamiętam był widok zatroskanej twarzy chłopaka.
***
Cholera, moja głowa... Jeszcze zanim zdążyłam otworzyć oczy poczułam okropny ból przeszywający moją czaszkę. Podniosłam się z mięciutkich poduszek. Gdzie ja właściwie jestem? Leżałam na ogromnym łóżku z białą pościelą, ściany pokoju były pomalowane na beżowo, obok łóżka stał stolik nocny, a na przeciwko niego duża biała szafa, całości dopełniał ciemny dywan i czerwone obrazy na ścianie.
Jak to się stało? Przecież byłam na imprezie i... Alex miał mnie odwieść do domu. Właśnie Alex, a co z Ashtonem i resztą? Leniwie podniosłam się z łóżka, byłam obolała i spanikowana, niecodziennie budzę się w obcym łóżku. Zdałam sobie sprawę, że mam na sobie jedynie długą, męską koszulkę sięgającą do połowy ud oraz bieliznę. Ktoś mnie przebrał? Otworzyłam drzwi, a moim oczom ukazał się długi korytarz, na końcu którego były schody, kiedy do nich dotarłam zaczęłam jak najciszej po nich schodzić. Docierając do ich końca do moich uszu dobiegły odgłosy śmiechu, kierowałam się w stronę z której dochodziły. Dotarłam do salonu, w którym zastałam chłopaków siedzących na kanapach i głośno śmiejących się, nie znalazłam tam jednak mojego brata. Kiedy mnie dostrzegli momentalnie ucichli.
-Cześć mała, jak się spało?- zapytał wesoło Matt podchodząc do mnie i zamykając mnie w szczelnym uścisku, który niepewnie odwzajemniłam.
-Chyba dobrze... Ale co się stało?- zapytałam zdezorientowana.
-Zaraz ci wszystko wyjaśnimy- powiedział Alex ciągnąc mnie za rękę i sadzając obok siebie na kanapie- Najpierw poznaj Chaza i Luka- powiedział wskazując chłopaków, których widziałam poprzedniego wieczoru w ogrodzie.
-Witaj, jestem Luke- przedstawił się chłopak z niebieskimi tęczówkami.
-Kelsey- mówię niepewnie potrząsając delikatnie jego dłonią.
-Śliczne imię- odzywa się flirciarsko drugi chłopak z głębokimi, brązowymi oczami. Poczułam, jak się rumienię, już chciałam coś odpowiedzieć, gdy usłyszałam jak ktoś schodzi po schodach. Nie myliłam się to ten sam chłopak, który uratował mnie poprzedniego wieczoru. Jego włosy tworzyły artystyczny nieład, miał na sobie jedynie dresowe spodenki, tak nie miał koszulki, przez co mogłam obserwować jego umięśniony tors. Jeżeli wcześniej się rumieniłam, to teraz wyglądałam jak burak.
-A to jest Jason- dopowiedział Alex. Jason podszedł do nas, i chyba dopiero teraz zauważył moją obecność. Uśmiechnął się zadziornie widząc jak się peszę.
-Jak się spało Kelsey?- zapytał niespodziewanie siadając naprzeciwko mnie.
-Dobrze? Dziękuję- odpowiedziałam. Dzięki temu, że siedziałam obok Alexa czułam się pewniej.
-To teraz idź na górę się ubrać, bo obiecałem Ashtonowi, że odwiozę cię zaraz jak się obudzisz, inaczej mnie zabije- powiedział Alex pomagając mi wstać. Pokiwałam głową ze zrozumieniem i zaczęłam kierować się w stronę schodów- Twoje ciuchy leżą na krześle- dodał, czyli to on mnie przebrał? Odwróciłam się cała czerwona, ale słysząc jego śmiech pognałam czym prędzej na górę.
***
Jason POV:
Obserwuję jak Kelsey szybko wchodzi na górę. Strasznie łatwo ją onieśmielić, jest taka słodka i bezbronna.
-Ok, to opowiedz jeszcze raz jak to było Jason- poprosił Luke. Ile razy można wałkować ten sam temat? Ten idiota chciał się do niej dobrać, a ja mu w tym przeszkodziłem. Wystarczyło by jedno słowo, aby ją puścił, w końcu jestem szefem The Kings, najgroźniejszego gangu w tym stanie.
-Mówiłem wam to już jakieś cztery razy- odparłem zirytowany.
-Wiemy, po prostu chodzi o to, że się o nią martwimy. Dopiero przyjechała. Ash strasznie się o nią martwi i obwinia się o to, że ją zostawił samą na tej imprezie- wyjaśnił Alex. Jak na tak krótką znajomość strasznie dużo o niej myśli.
-Słuchajcie, może to wcale nie była zamierzona akcja, a zwykły przypadek, no bo nie ukrywajmy, Kelsey rzuca się w oczy- zaoponował Matt z zawadiackim uśmiechem.
-Chłopaki, bez sensu jest teraz nad tym rozmyślać, po prostu postarajmy się, żeby nie zostawała sama, a nic jej nie będzie- byłem pewien swoich słów. Rodzina dużo dla nas znaczy, sami się nią staliśmy.
-Ok masz racje, przekaże Ashtonowi- zgodził się Will. Usłyszeliśmy jak Kelsey schodzi po schodach, przeniosłem na nią wzrok. Byłe spięta, czemu się nie dziwię, ale kiedy tylko podszedł do niej Alex i objął ja w talii od razu rozluźniła się i uśmiechnęła.
-Gotowa?- zapytał ją chłopak. Chwilę zwlekała z odpowiedzią, jakby chciała coś jeszcze dodać.
-Tak, możemy jechać.
Podeszli do niej chłopaki i każdy z nich ją przytulił, po czym wyszli do ogrodu.
-Poczekaj chwilę, pójdę po auto- zaproponował Alex i też się ulotnił.
-Chciałam...- zaczęła niepewnie po chwili ciszy- Chciałam ci podziękować, za to co wczoraj zrobiłeś- powiedziała unikając mojego wzroku.
-Nie ma za co shawty, cieszę się, że mogłem pomóc- posłałem jej jeden ze swoich uśmiechów, na co jeszcze bardziej się speszyła- Hej mała, nie wstydź się- podniosłem jej drobną twarz i zmusiłem do spojrzenia na mnie- Wszystko ok?- zapytałem.
-Tak, po prostu jestem twoją dłużniczką- odparła szybko- Do zobaczenia- powiedziała kierując się w stronę drzwi.
-O tak, z pewnością- dodałem obserwują jak odchodzi.
###
Prosze o chociaż 3-4 komentarze, to bardzo pomaga w pisaniu.
Rozdział zajebisty
OdpowiedzUsuńAww kocham gang i te sprawy
Trampka <3
Ps czekam z niecierpliwioscia na next kocham
UsuńTrampka <3
Pierwsza :-*
OdpowiedzUsuńRozdział cudowny
A Jason taki bohater
Juska
Fuck... Jednak nie pierwsza :-(
Usuń