Jedyne co możesz zrobić, to postawić barierę wokół swoich uczuć. Wtedy nikt
już nie zobaczy co czujesz, musisz to zrobić, aby zapomnieć, inaczej zostanie
to z tobą do końca życia.
Kelsey POV:
Kierowałam się właśnie szkolnym korytarzem w stronę mojej klasy, gdy nagle wpadłam na kogoś i upadłam na tyłek rozrzucając przy tym wszystkie książki.
-Jezu, przepraszam, nie zauważyłem cię- odpowiedział przystojny blondyn pomagając mi wstać.- Nic ci nie jest? Może powinnaś iść do pielęgniarki?- zapytał gdy już pomógł mi pozbierać wszystkie książki.
-Nie, spokojnie nic mi nie jest, często zdarzają mi się takie wypadki- powiedziałam uśmiechając się.
-Jestem Calum- przedstawił się odwzajemniając uśmiech.
-Kelsey, miło mi- powiedziałam podając mu dłoń.
-Może wybierzemy się razem na kawę?- zapytał z nadzieją, Kiedy już miałam mu odpowiedzieć zjawił się przy mnie Alex.
-Wszystko w porządku Kelsey?- zapytał rzucając Calumowi ostrzegawcze spojrzenie. Jest bardzo opiekuńczy.
-Tak, właśnie kolega pomagał mi znaleźć drogę do klasy- skłamałam nie chcąc go denerwować.
-Mogłaś mnie zapytać- powiedział ciągnąc mnie w stronę schodów.
-Do zobaczenia Kelsey- rzucił Calum.
-Do zobaczenia- odparłam uśmiechając się.
***
-Masz czas dzisiaj po szkole?- zapytał mnie Alex podczas lunchu.
-Jasne, co proponujesz?- zapytałam uśmiechając się. znam go dopiero od pięciu dni, ale dużo czasu spędzam u Ashtona i zdążyliśmy się zaprzyjaźnić.
-Myślałem, że może wybierzemy się na kawę albo lody- zaproponował zabawnie poruszając brwiami.
-Uwielbiam lody!- przyznałam uśmiechając się jak dziecko.
-Więc postanowione- dodał. Chwilę później dosiedli się do nas Matt, Victoria i Kate. Reszta lekcji minęła bardzo szybko, naprawdę zaczynam czuć się w tym mieście jak w domu, znów w domu.
***
Alex zaparkował swoje auto na parkingu obok galerii handlowej. Okrążając je otworzył mi drzwi od strony pasażera, po czym pomógł mi wysiąść z samochodu.
-Na jakie lody masz ochotę?- zapytał zajmując miejsce w kolejce.
-Zdam się na twój gust- wyszczerzyłam się do niego.
-Czuję się zaszczycony.
***
Od dwóch godzin spacerowaliśmy parkowymi alejkami śmiejąc się, zwierzając i po prostu dobrze bawiąc się w swoim towarzystwie.
-Więc mówisz, że miałeś 7 lat, gdy twoi rodzice się rozstali?- zapytałam analizując jego wcześniejszą wypowiedź.
-Tak, ale może to i lepiej, pamiętam, że ciągle się kłócili. A jak było z tobą? Wiem co nieco od Asha, ale nigdy nie lubił o tym mówić- zapytał ciekawy.
-Cóż, mój ojciec był idealny w oczach wszystkich sąsiadów i współpracowników, na każdym bankiecie idealnie się prezentowaliśmy, ale pozory mylą. Był agresywny, często zdarzało mu się uderzyć moją mamę, Ashton stawał w jej obronie, przez co sam obrywał, też mi się dostawało, ale się nie przyznawałam. Któregoś dnia wróciłam za późno do domu i strasznie się wkurzył, nieźle oberwałam, kiedy moja mama i brat wrócili do domu nie mogłam tego ukryć. Wtedy moja mama postanowiła się z nim rozstać, chciała wyjechać, Ash chciał zostać z ciocią, gdyż bardzo kochał to miasto. Nie chciałam wjeżdżać, ale nie mogłam jej zostawić, i tyle. Nigdy nikomu o tym nie mówiłam- zakończyłam z niewzruszoną miną. Nie chodzi o to, że mnie to nie boli, po prostu przywykłam do tego.
-Przykro mi- powiedział chłopak dotykając mojej dłoni.
-Jest ok, naprawdę- zapewniłam. Następnie ochlapałam go wodą z jeziora, w którym brodziliśmy nogami.
-Osz ty mała, wredna- krzyknął chłopak za śmiechem i rzucił się w pogoń za mną. Biegłam krzycząc ile sił w płucach. Cieszę się, że znalazłam kogoś, przy kim czuję się swobodnie. Chłopak w końcu mnie złapał, jednak ja straciłam równowagę i wpadając do wody pociągnęłam go za sobą. Jesteśmy cali mokrzy, ale uśmiechy nie schodzą nam z buzi. Robi się ciemno, więc przemoczeni do suchej nitki postanawiamy wracać do domu, tylko jak ja to wytłumaczę Ashtonowi?
***
Jest po 20, kiedy docieramy do villi chłopaków. Już z daleka widzę jak bawią się w ogrodzie, Alex parkuje samochód, po czym wychodzimy z niego. Moje buty są mokre, przez co strasznie się ślizgam, mój przyjaciel, bo chyba mogę tak o nim powiedzieć, widząc to podbiega do mnie i przerzuca sobie mnie przez ramię.
-Alex, daj spokój, jestem ciężka!- krzyczę przez śmiech.
-Ciężka, właśnie miałem się zapytać czy ty w ogóle coś jesz. Ile ważysz?- zapytał uśmiechnięty.
-Całe 56 kilogramów- odparłam dumnie.
-Pf, to tyle co nic- zanim zdążył wypowiedzieć do końca zdanie wpadamy do ogrodu, wiszę tyłem na ramieniu chłopaka, więc nic nie widzę, jestem za to pewna, że inni mają idealny widok na mój tyłek.
-ŁoŁ, łoł, łoł, stary, co ty nam sprowadziłeś?- słyszę przepełniony śmiechem głos Willa.
-Postaw mnie Alex!- krzyczę i ku mojemu zdziwieniu chłopak posłusznie wykonuje mój rozkaz.
-Kelsey?- słyszę zdziwienie w głosie Matta- Co wam się do jasnej cholery stało? Jesteście cali mokrzy?- oczy Willa, Matta, Asha, Luka, Chaza i Jasona uważnie skanują nasze sylwetki.
-Mała miała ochotę popływać- wyszczerzył się Alex za co oberwał ode mnie w tył głowy- A to za co?- zapytał naburmuszony.
-Za niewinność- odpowiedziałam sarkastycznie- A teraz poproszę o jakiś ręcznik- rzuciłam patrząc na chłopaków pękających ze śmiechu. Śmiali się wszyscy z wyjątkiem Jasona, ten tylko stał i przyglądał się całej sytuacji.
-Chodź, dam ci coś do przebrania- powiedział Jason idąc w kierunku domu. Ruszyłam za nim do jego pokoju, który znajdował się na piętrze. Był on biały, z ciemnymi panelami i białymi meblami, naprzeciwko tarasu stało wielkie łoże, a całość dopełniały śliczne obrazy.
-Proszę- powiedział podając mi swoją czarną koszulkę i dresowe spodnie- Tam jest łazienka- wskazał palcem na drzwi obok szafy.
-Dziękuję- powiedziałam kierując się do pomieszczenia.
***
Kiedy się już przebrałam w o wiele za duże ciuchy i w miarę ogarnęłam wyszłam z łazienki. Jasona nie było już w pokoju. Wyszłam na korytarz zamykając drzwi, przeszłam do salonu znajdującego się na dole domu. Usiadłam na sofie, dostrzegając moją torebkę, którą musiał przynieść Alex z samochodu sięgnęłam do niej wyciągając telefon.
-Widzę, że są trochę za duże- do moich uszu dobiegł głos Jasona- Mam na myśli ciuchy- dodał uśmiechając się zawadiacko. Przyznam, że jego osoba budziła we mnie przerażenie.
-Tak, ale nie mam innego wyboru- uśmiechnęłam się i spoglądałam na chłopaka, który zajął miejsce obok mnie. Dopiero teraz zdołałam mu się przyjrzeć, był niezwykle przystojny i męski, jego szczęka była dobrze zarysowana, miał idealną cerę i piękne oczy, w których kryło się coś przerażającego, jak furia tamtego wieczoru.
-Słyszałem, że jakiś chłopak zaczepiał cię dzisiaj rano na szkolnym korytarzu- przerwał panującą między nami ciszę.
-Nikt mnie nie zaczepiał, po prostu rozmawialiśmy- odparłam nie widząc w tym nic złego.
-Musisz na siebie uważać i nie rozmawiaj z obcymi- powiedział całkiem poważnie.
-Jestem już duża, dam sobie radę- powiedziałam wstając z kanapy. Chłopak zrobił to samo gwałtownie przyciągając mnie do siebie, tak, że nasze klatki piersiowe ściśle do siebie przylegały, jedną ręką trzymał mój nadgarstek, druga położył w dole moich pleców.
-Mówię poważnie- wycedził przez zaciśnięte zęby zaciskając swoją dłoń wokół mojego nadgarstka.
-Jason... to boli- powiedziałam płaczliwie. Chłopak widocznie się opamiętał, gdyż natychmiast mnie puścił, a ja zaczęłam rozmasowywać obolałe miejsce. Naszą wymianę zdań przerwał dźwięk telefonu chłopaka...
###
Hej, hej, hej, dziękuję za komentarze pod ostatnim rozdziałem, to bardzo miłe =) Nie jestem zadowolona z tego rozdziały, bo jest nudny, ale obiecuję, że następne będą już ciekawsze. Ogłaszam, że od niedawna prowadzę bloga http://love-is-blind-boo.blogspot.com/ na którego serdecznie zapraszam, do następnego=) I proszę o chociaż kilka komentarzy, pozdrawiam.
Co ty pieprzysz ten rozdział jest zajebisty Nie jest nudny tylko powtórzę ZAJEBISTY!!! Kocham to opowiadanie a na tamtego bloga postaram się zajrzeć ale nie obiecuje
OdpowiedzUsuńCzekam na next
Trampka <3
O tak znowu pierwsza
UsuńJeszcze raz kocham cię bo jesteś zajebista że piszesz tego bloga
Trampka <3