piątek, 5 grudnia 2014

Rozdział 6- I nieświadomie zaczęło im na sobie zależeć, choć sami by się do tego nie przyznali

                         Bo to jeszcze nie był ich czas. Wydarzenia osłonięte były                                                              obietnicami i poczuciem obowiązku. I choć zaczęło im zależeć,                                                     to żadne z nich by się do tego nie przyznało, bo tak było łatwiej.                                                     Czekali. Dojrzewali do niektórych sytuacji. 
                       Aż w końcu nadszedł ich czas.

Jason POV:
                      Byłem wściekły, jest taka nieposłuszna, jednak wiedziałem, że przesadziłem w chwili, kiedy w jej oczach zobaczyłem błyszczące łzy. Cholera, jestem idiotą. Dźwięki wydawane przez mój telefon stały się strasznie irytujące. Wyciągnąłem go ze spodni i nie patrząc kto dzwoni odebrałem podnosząc go do ucha.

-Czego?- warknąłem wściekły patrząc na przestraszoną dziewczynę.
-Czyżbym w czymś przeszkodził Jason?- do moich uszu dotarł kpiący głos Jacka.
-Czego chcesz?- zapytałem odchodząc od dziewczyny. Czułem, że święci się coś złego.
-Wiesz, mam pewną propozycję, chcę żebyś dał mi namiary na wszystkie swoje kontakty.- stwierdził pewny siebie.
                     Czy on oszalał? Myślał, że jako szef najniebezpieczniejszego gangu w cały stanie, mającego wtyki na całym świecie, tak po prostu zgodzę się na to, aby ktoś odebrał nam tę pozycję? Co mu strzeliło do głowy? Owszem The Bulls Pack zawsze z nami konkurowali, ale nigdy niebyli tak bezczelni.

-Myślisz, że się na to zgodzę?- zapytałem z kpiną.
-Tak, bo widzisz mam dobrą kartę przetargową- wyjaśnił.
-Co masz na myśli?- zapytałem tracąc cierpliwość.
-Mówię o pewnej zniewalającej brunetce z pięknymi, dużymi, brązowymi oczami i kształtami, których pozazdrościć by jej mogła niejedna światowej klasy modelka.- powiedział rozmarzony.-Niedawno zaczęła się koło ciebie kręcić.
                  W moje żyły strzeliła adrenalina. Furia rosła we mnie z sekundy na sekundę. Ten skurwiel jej grozi. Przygryzłem wargę powstrzymując się przed całkowitą destrukcją otoczenia. Nie mogłem sobie na to pozwolić przy Kelsey.

-Tylko spróbuj ją tknąć, a przysięgam, że własnoręcznie cię zamorduję- powiedziałem głębokim i udawanie spokojnym głosem. Nie kłamałem, jestem głową tego gangu, czasem trzeba było pobrudzić sobie ręce, nie pierwszy i nie ostatni raz.
-Więc lepiej jej dobrze pilnuj, niejeden ma na nią ochotę. Pewnie jest dobra w łóżku, zresztą pewnie już dawno ją przeleciałeś, co?- zaśmiał się.
-Nie twoja sprawa, nie próbuj żadnych sztuczek, kolejnego ostrzeżenia nie będzie- skwitowałem, czując na sobie spojrzenie dziewczyny.
-Jeszcze zobaczymy- dodał  rozłączając się. Rzuciłem telefonem przez cały pokój, aż ten roztrzaskał się na ścianie, następnie sięgnąłem do komody i nie panując nad sobą jednym ruchem zrzuciłem na podłogę wszystkie przedmioty, które się na niej znajdowały. Obserwowałem porozbijane wazony i ramki.
-Co tu się kurwa dzieje Jason?- zapytał Luke wchodząc wraz z resztą chłopaków do domu.
-Jason, chłopie, co jest?- zdziwił się Matt. Wszyscy przyglądali się zaistniałej scenie.
-Will, odwieź Kelsey do domu- poleciłem nie patrząc nawet na roztrzęsioną dziewczynę stojącą w rogu salonu.
-Chodź mała- powiedział widząc, że coś jest nie tak. Dziewczyna chwilę patrzyła to na mnie, to na chłopaka, który wyciągał w jej stronę dłoń, aż w końcu zdecydowała się z nim pójść. Zabrała swój telefon i pożegnała się z chłopakami, zauważyłem, że kiedy Alex ją przytulał wyszeptał jej coś na ucho. Następnie opuściła dom wraz z Willem.
-Co to do cholery miało znaczyć? Zwariowałeś? Widziałeś jaka była przestraszona? Stary jestem twoim przyjacielem, ale...- zaczął Alex.
-Jack dzwonił- przerwałem chłopakowi. To prawda, był on moim najlepszym przyjacielem, znamy się od zawsze i bardzo go cenię, ale tę sytuację musi zrozumieć.
-Co? Po co?- zapytał pierwszy Ashton.
-Chciał kontaktów- wyjaśniłem lakonicznie, wciąż byłem wściekły. W naszym zawodzie rodzina jest nietykalna.
-I to cię tak zdenerwowało?- dopytywał Chaz.
-Jasne, że nie, ale ten kutas groził Kelsey- powiedziałem, a w pomieszczeniu zapanowała cisza.
-Jak to jej groził?- zapytał Ash.- Mojej siostrze?
-Tak, to dlatego mnie poniosło.
-Muszę zrobić wszystko, żeby była bezpieczna- powiedział pewny siebie chłopak.
-Zrobimy to razem- od razu go poprawiłem.- W końcu jesteśmy rodziną.

                                                                           ***

Kelsey POV:
                  Will odwiózł mnie do domu. Moja mama była zdziwiona widząc mnie w męskich ubraniach, ale wyjaśniłam jej, że byłam u Ashtona i wpadłam do basenu, to tylko drobne kłamstewko. Chyba tak tłumaczą się winni.
                  Co się stało z Jasonem? Dlaczego się tak zachował? Położyłam się na moim łóżku, w przeciągu kilku minut poduszka została nasączona łzami. Moje klatka piersiowa była rozdzierana, serce domagało się wyjścia, nie wiem, dlaczego płakałam, pierwszy raz się tak czułam, tak... pusto. Zawsze byłam silna, nie poddawałam się, więc może czas na przerwę? Nie wiem co się działo, nikomu tego nie wyjaśnię, nikt tego nie zrozumie, bo nikogo tam wtedy nie było i nikt nie wie, jak ciężka była dla mnie ta noc, pełna łez.

                                                                          ***

                   Następnego ranka obudziłam się bardzo zmęczona, spałam raptem kilka godzin. Wstałam z łóżka i przeszłam do łazienki. Weszłam pod prysznic i zaczęłam dokładnie myć swoje ciało, kiedy moją uwagę przykuły ciemno fioletowe plamy na moim nadgarstku. Ślady po wczorajszej "rozmowie" z Jasonem. Potrząsnęłam głową i wróciłam do relaksowania się pod ciepłym strumieniem wody. Wychodząc z łazienki otworzyłam szafę i wybrałam na dzisiaj beżowy sweterek z ćwiekami na ramionach, miał on długie rękawy, więc mógł ukryć mój nadgarstek, na szczęście dzisiaj jest chłodno, więc nie powinno to wyglądać podejrzanie. Do tego założyłam krótkie, jeansowe spodenki i moje miętowe conversey. Wykonałam delikatny makijaż i przeczesując włosy zeszłam na dół. Za chwilę miał po mnie przyjechać Alex.
                   Punktualnie o 7:30 chłopak był pod moim domem, pomógł mi wsiąść do swojego auta po czym ruszyliśmy w drogę do szkoły.

-Jak się czujesz?- zapytał niepewnie zerkając w moją stronę.
-Jest ok- skłamałam, czułam się niekomfortowo po wczorajszych wydarzeniach, poza tym byłam niewyspana i strasznie bolała mnie głowa.
-Masz podpuchnięte oczy, płakałaś?- bardziej stwierdził niż zapytał.
-Nie, nie spałam za dużo, to przez to- kolejne kłamstwo.
-Ok. Posłuchaj, nie gniewaj się na Jasona, jego łatwo jest wyprowadzić z równowagi- wyjaśnił.
-Zauważyłam.
-Dostał wczoraj złą wiadomość i to przez to był taki agresywny- czy coś się stało? Ma jakieś problemy?- Ale nic ci nie zrobił, prawda?- zapytał patrząc na moją reakcję.
-Nie, nic mi nie zrobił- skłamałam, znów. Nie lubię tego robić, nie chcę okłamywać Alexa, bo naprawdę mi na nim zależy, ale też nie mogę powiedzieć mu prawdy.
-To dobrze. Jesteśmy na miejscu- powiedział. Otworzyłam drzwi i  wysiadłam z auta, czekałam aż chłopak zrobi to samo.
-Idziesz?- zapytałam zdziwiona jego zachowaniem.
-Nie, muszę coś załatwić- powiedział- Nie wiem, czy zdążę odebrać cię ze szkoły.
-Sama wrócę, taki spacer dobrze mi zrobi- uśmiechnęłam się na samą myśl o tym.
-Nie- powiedział szybko przyjaciel.- Poproszę któregoś z chłopaków, żeby po ciebie przyjechał.
-Ale poco, dam sobie radę sama- zaprotestowałam.
-Kelsey, obiecaj mi, że sama nigdzie nie pójdziesz- powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu.
-Ok, obiecuję- powiedziałam idąc w stronę szkoły.- Do zobaczenia!- krzyknęłam.
-Do zobaczenia, mała.

                                                                        ***

Jason POV:
                    Alex ma dzisiaj dużo na głowie, sprawy gangu, są naszym pryjorytetem. Odbiorę dzisiaj Kelsey po szkolę, Jack wprawdzie się nie odzywał, ale lepiej dmuchać na zimne. Mam nadzieję, że dziewczyna całkiem mnie nie znienawidziła. Właśnie wjechałem na parking moim Range Rover Evoque, wiedziałem oczy wszystkich napalonych dziewczyn, uśmiechały się ponętnie wystawiając na widok swoje wdzięki, ja jednak nie byłem zainteresowany.
                    Wpatrywałem się w drzwi prowadzące do szkoły. W końcu zza nich wyłoniła się dobrze mi znana postać brunetki, jednak niebyła ona sama. Towarzyszył jej jakiś blondyn, szli blisko siebie śmiejąc się i wygłupiając. Chyba się żegnali, chłopak pochylił się nad nią, złapał za ramię i pocałował w policzek, niebezpiecznie blisko ust. Wpadłem w furię, zacząłem kierować się w ich stronę nie zważając na ciekawskie spojrzenia uczniów, dziewczyna musiała mnie zauważyć, gdyż od razu do mnie podbiegła szybko żegnając się z tym idiotą.

-Jason? Co ty tu robisz?- zapytała zdziwiona i przestraszona.
-Alex nie mógł po ciebie przyjechać.- odparłem szukając wzrokiem jej "przyjaciela".- Co to był za koleś?- zapytałem ostro.
-Mówiłam mu, że sama dam sobie radę- powiedziała nie patrząc na mnie i ignorując moje pytanie.
-Kto to był?- ponownie zapytałem łapiąc ją za podbródek, tak, aby popatrzyła na mnie.
-Nikt, Jason, to tylko przyjaciel- odpowiedziała naciągając rękawy swetra.
-Przyjaciel?- zapytałem dla pewności.
-Tak, tylko przyjaciel. Możemy już jechać?- zapytała niepewnie rozglądając się. No tak, wszyscy się na nas patrzyli.
-Chodź- powiedziałem łapiąc ją w pasie i kierując się w stronę auta. Pomogłem jej wsiąść, po czym sam to zrobiłem i kazałem jej zapiąć pasy.
-A ty?- zapytała wskazują na mnie palcem.
-Nic mi nie będzie- stwierdziłem, nigdy ich nie zapinam.- Chciałem powiedzieć, że źle się wczoraj zachowałem- wyjaśniłem skupiając się na drodze. Nie potrafię przepraszać.
-Czy po przeprosiny?- zapytała, jakby czytała mi w myślach. Ponownie naciągając rękawy swetra. Widziałem na jej twarzy promienny uśmiech.
-Tak, chyba tak. Nigdy wcześniej tego nie robiłem- dodałem.-Ale jest mi przykro.
-Nie jestem zła, wcale nie byłam, po prostu było mi przykro- wyjawiła.
-Wiem, przepraszam za to.- byłem szczery. Dziewczyna bawiła się rękawami swetra.- Co z twoimi rękami?- zapytałem podejrzanie.
-Nic- powiedziała denerwując się. Zjechałem na pobocze szosy.- Co ty robisz?- zapytała zdziwiona.
-Podaj mi rękę.- zarządałem.
-Co? Nie, nie zrobię tego- broniła się. Nie chciałem tego robić, ale lekko pociągnąłem ją za łokieć, rękawy bluzki opadły, a moim oczom ukazały się ciemno fioletowe siniaki na nadgarstku. Uchyliłem usta ze zdziwienia. TO MOJA WINA. To ja jej to wczoraj zrobiłem, zraniłem ją.
-Jason- zaczęła.- To nie twoja w...
-Nie- przerwałem jej, nie usprawiedliwiaj mnie Kelsey, to moja wina.
-Nieprawda- powiedziała łapiąc mnie za ręce.- Nie kłamałam mówiąc, że się nie gniewam, po prostu o tym zapomnij.
-Zapomnieć?- krzyknąłem- Jak mam zapomnieć o tym, że skrzywdziłem kobietę? Że skrzywdziłem ciebie?- wybuchłem.
-To nic- obstawiała przy swoim- Poniosło cię i tyle.
-Przepraszam- szepnąłem całując jej nadgarstki, czułem, jak drżała pod wpływem mojego dotyku- To się nigdy więcej nie powtórzy.- zapewniłem dziewczynę.
-Jason- powiedziała cicho, podniosłem głowę, teraz moja twarz znajdowała się kilka centymetrów od jej. To był impuls, zacząłem się do niej zbliżać, pochyliłem się i... stało się, pocałowałem ją. Czekałem kiedy mnie od siebie odepchnie, zacznie krzyczeć, cokolwiek, jednak ona przez kilka chwil była po prostu sparaliżowana. W końcu niepewnie odwzajemniła mój pocałunek dając mi dostęp do swoich ust.

I w tym momencie, byłem kimś zupełnie innym, kimś lepszym, przysięgam, czułem się nieskończony.

                                                                             ###

Hej, oto nowy rozdział, proszę o kilka komentarzy, bo nie wiem czy jest sens dalej prowadzić tego bloga. Komentują go cały czas te same osoby i choć jestem im wdzięczna to chciałbym wiedzieć co o tym myślą inni. Dziękuję =)

7 komentarzy:

  1. O jaa to jest genialne ! Dawaj następny szybkoo! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow nie jestem pierwsza :-(
    Boże rozdział cudowny <3
    Jason jest zazdrosny hehe
    I ten pocałunek normalnie kocham <3
    Czekam na next
    A komentarze się nie martw bo niektórym nie chcę się nawet głupiego serduszka napisać ale co zrobisz jak nic nie zrobisz?
    Trampka <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy maja lepsze zajęcia niż komentowanie takiego gówna
      Cicha

      Usuń
    2. Skoro uważasz że to niby gowno choć chyba tylko ty tak uważasz to po co to czytasz i komentujesz nikt ci nie każe tego robić
      Sorry ale nie zrozumiem takich ludzi jak ty :/
      Trampka

      Usuń
  3. Rozdział cudo ^^
    Juska

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialny
    Dopiero trafiłam na tego bloga a już się w nim zakochałam
    Mrysiaaa

    OdpowiedzUsuń
  5. Uuu, romantycznie hahaha
    Bardzo mi się podoba ten rozdział! W ogóle blog, trafiłam na niego niedawno i czytam, bo chyba cierpienia na bezsenność
    Ale
    Zyskałaś nową czytelniczkę!

    OdpowiedzUsuń