sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział 7- Bo człowiek uczuć nie wybiera, przychodzą one same, znikąd, niespodziewanie

Czuł się osłabiony i otępiały. Już raz przez to przechodził i był pewien, że drugi raz tego nie zniesie. Wytworzył wokół siebie tarczę i przez tyle czasu nikt jej nie pokonał. Dopóki nie zjawiła się ona. Nie chciał jej narażać na niebezpieczeństwo. Nie powinien był się o nią martwić, ale to robił.

Kelsey POV:
                   Ruchy Jasona były delikatne i namiętne, nie było w naszym pocałunku dzikości, był on po prostu słodki. Dlaczego to zrobiłam? Dlaczego oddałam pocałunek? To nie był impuls, ja naprawdę tego chciałam, chciałam czuć jego usta na moich, jego ciepły oddech owiewający moją szyję, ciepłe dłonie sunące po moich ramionach. Moje ciało desperacko domagało się jego uwagi.
                  Po jakimś czasie chłopak oderwał się ode mnie i spojrzał w moje oczy, chyba szukał w nich choćby cienia zawahania, jednak nie znalazł go. Uśmiechnął się tylko do mnie i pogładził dłonią mój policzek, pocałował mnie w czoło i nic nie mówiąc ruszyliśmy w dalszą drogę. Byłam jak sparaliżowana, czy ja naprawdę całowałam się właśnie z Jasonem?

-Jesteśmy na miejscu- oznajmił chłopak odwracając się w moją stronę.
-Tak, dziękuję, za podwózkę- uśmiechnęłam się nieśmiało.
-Niema za co shawty, przyjemność po mojej stronie. Mam propozycję, idziemy jutro z chłopakami do klubu, może wybierzesz się z nami?- zaproponował uśmiechnięty chłopak.
-Ja nie wiem...- odparłam ale widząc jego minę dodałam- Ok, chętnie.
-Wpadnę po ciebie o 7- powiedział zadowolony z siebie, po czym nachylił się i złożył krótki pocałunek na moim policzku. 
-Do jutra- powiedziałam kierując się w stronę domu.
-Do jutra piękna.

                                                                         ***

                 Weszłam do domu, w przedpokoju zauważyłam płaszcz należący do mojej mamy, wróciła już z pracy?

-Mamo?- krzyknęłam.
-Jestem w kuchni.
-Hej, co robisz?- powiedziałam wchodząc do pomieszczenia. Wszędzie porozwalane były produkty kuchenne.
-Chciałam zrobić ciasto, ale wiesz, że nie jestem najlepszą kucharką- wyjaśniła z uśmiechem.
-Z jakiej okazji?- zapytałam uśmiechnięta siadając na blacie kuchennym.
-No właśnie, Kelsey, musimy porozmawiać- odparła poważnie.
-Co się stało?- zaczynam się bać.
-Dostałam świetną propozycję pracy- uśmiechnęła się blado, wiedziałam, że to jeszcze nie koniec.
-Gratuluję.
-Dziękuję skarbie, problem w tym, że wiąże się ona z kilku miesięcznym wyjazdem.- wyrzuciła na jednym oddechu. Wyjazd, to słowo zapanowało w moich myślach. Kolejna przeprowadzka, nowa szkoła, inne otoczenie. Nie chcę tego znowu, chcę zostać z Ashem, Willem, Mattem, Lukiem, Chazem i Jasonem. Chcę zostać w Stratford.
-Ja.. Czy to oznacza, że..- nie mogłam tego powiedzieć, słowa ugrzęzły mi w gardle.
-Będę musiała się przeprowadzić- dokończyła za mnie.
-Aha- tylko tyle mogłam powiedzieć, nie chcę stąd wyjeżdżać, ale wiem, że zależy jej na tej pracy.
-Ale kochanie, mam pomysł- dodała z uśmiechem.- Nie masz pojęcia, jakie to dla mnie trudne, wiem, że nie chcesz  jechać. Tęskniłaś za bratem, masz tu nowych przyjaciół, jedynym rozwiązaniem, żebyś mogła tu zostać wydaje się to, abyś zamieszkała z Ashtonem- powiedziała obserwując moją reakcję.
-Z Ashtonem, ale jak to?- byłam zdziwiona.
-Tak, rozmawiałam z nim, powiedziałam mu jak wygląda sytuacja i on sam zaproponował, abyś z nim zamieszkała.
-Naprawdę?- nie dowierzałam własnym uszom. 
-Tak kochanie.- wpadłam w ramiona mojej mamy.
-Kocham cię i będę tęsknić- wyjawiłam.
-Ja też skarbie, będę dzwonić do ciebie codziennie.

                                                                       ***

                  Następnego dnia obudziłam się przed godziną 8, o 9:30 umówiłam się w galerii handlowej z Victorią i Kate. Weszłam do łazienki i dokładnie umyłam swoje ciało, następnie wybrałam strój na dzisiejszy dzień, wybrałam rozkloszowaną, czarną spódniczkę, do tego biała bluzka na ramiączkach i granatowy sweterek, wysokie kozaki na małym obcasie, czarną torebeczkę ze srebrnymi ornamentami i drobną biżuterię, całość dopełniał lekki makijaż, włosy splotłam w kłosa. Gotowa zeszłam na dół, mojej mamy nie było już w domu, chwyciłam klucze z blatu i ruszyłam w stronę centrum.

                                                                        ***

                   Rozmawiałam z dziewczynami już cztery godziny, a dalej nie brakowało nam tematów.

-Widziałam, jak ostatnio Jason przyjechał po ciebie do szkoły- zagadała Victoria ze zmartwioną miną.
-Tak, to prawda, można powiedzieć, że się przyjaźnimy.- tak mi się przynajmniej wydaję, w końcu to był tylko jeden pocałunek, a on na pewno nie wziął tego na poważnie.
-Uważaj na niego- wtrąciła Kate.- Wiesz, że to szef gangu, nie możesz mu ufać, on i jego kumple są niebezpieczni.- jej słowa niebyły dla mnie zaskoczeniem, słyszałam o tym, że są niebezpieczni, że tworzą gang, często zastanawiałam się, czy Ash też do niego należy, ale nie miałam odwagi zapytać, choć w głębi duszy wiedziałam, że tak jest.
-Oni są w porządku, bardzo ich lubię, są zabawni i mili, też byście ich polubiły- dodałam z uśmiechem.
-Po prostu uważaj na siebie- powiedziała Victoria posyłając mi przyjacielski uśmiech. Byłam im wdzięczna, za to, że się o mnie martwią, ale nie powinny oceniać chłopaków nie znając ich.
-Będę musiała już iść, widzimy się w poniedziałek w szkole?- zapytałam.
-Jasne, do zobaczenia- powiedziały, po czym przytuliłyśmy się i każda poszła w swoją stronę.

                                                                      ***

                 Stałam właśnie przed moją szafą i myślałam co właściwie powinnam ubrać na imprezę. Zdecydowałam się na czarną sukienkę sięgającą do połowy ud, jej górna część była w paski, co drugi był zrobiony z prześwitującego materiału, lecz nie pokazywała za dużo, do tego wybrałam czarne buty na obcasie z ćwiekami, powieki pomalowałam ciemnym, błyszczącym cieniem a rzęsy czarną maskarą.
Wyglądałam naprawdę nieźle. Może i nie miałam idealnej figury, ale nie było też tak źle. Włosy wyprostowałam, więc wyglądały na jeszcze dłuższe. Spojrzałam na zegarek 18:55, Jason powiedział, że będzie u mnie o 19. Zaczęłam schodzić po schodach, znalazłam klucze i wtedy usłyszałam dzwonek do drzwi. 

                                                                        ***

Jason POV:
               Siedziałem w moim pokoju, zaraz miałem jechać po Kelsey, ustaliliśmy z chłopakami, że spotkamy się na miejscu. Nagle do mojego pokoju jak tornado wleciał Luke.

-Co jest stary?- zapytałem podchodząc do niego.
-Chcę pogadać- powiedział szybko.
-Coś się stało?- jego zachowanie było dziwne.
-Chodzi o Kelsey- wyjaśnił. Moje mięśnie napięły się.
-Coś się jej stało?- zapytałem zdenerwowany.
-Nie, spokojnie, chciałem tylko pogadać o waszych relacjach.
-Co? Dlaczego?- byłem zdziwiony.
-Widać, że coś do niej czujesz.
-Przestań Luke, ledwo się znamy.
-Może i tak, ale nie jest ci obojętna- powiedział pewny siebie.
-Jest siostrą Ashtona, więc to normalne, że się o nią martwię- utrzymywałem przy swoim, chociaż nie byłem już taki pewien słów, które mówię.
-Ok, nie musisz się mi do tego przyznawać, ale pamiętaj, że możesz ją skrzywdzić, narazić na niebezpieczeństwo, masz wielu wrogów, nie zapominaj o tym. Chyba nie chcesz powtórki z rozrywki, co?- zapytał. 
-Przestań Luke! Ona nie jest jak Natalie, jest inna, a o tej suce nie chcę więcej słyszeć- wyprowadził mnie z równowagi. Natalie była moja dziewczyną, ale zdradziła mnie, chłopaki nigdy jej nie ufali, ale ja byłem "zakochany". Sprawiła, że byłem słaby i wykorzystała to.
-Ok, nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało, po prostu martwię się o nią i o ciebie- mówił prawdę, byliśmy jak rodzina.
-Wiem, ale nie masz o co, a teraz spadam, bo obiecałem Kelsey, że będę po nią o 19- powiedziałem wymijając go.
-Ha ha ha, jasne Romeo- zaśmiał się.
-Spadaj- odpowiedziałem z uśmiechem wychodząc z pokoju.
             
                                                                          ***

               Zaparkowałem auto na  podjeździe obok domu Kelsey, wyszedłem z niego i pokierowałem się w stronę jej domu. Stanąłem przed drzwiami i poprawiając swój czarny T-shirt zadzwoniłem dzwonkiem. Po kilku sekundach dziewczyna otworzyła je i stanąłem z nią oko w oko. Jak zwykle wyglądała zniewalająco, jej sukienka była seksowna, ale nie odsłaniała za dużo, dzięki butom na obcasie różnica pomiędzy nami niebyła aż tak wielka, chociaż i tak górowałem nad nią o jakieś 8-10 centymetrów.

-Jestem już gotowa, możemy iść- usłyszałem jej głos.
-Wyglądasz pięknie- powiedziałem obserwując jak się rumieni i próbuje ukryć twarz pod kurtyną włosów.- Hej, nie chowaj się przede mną, chcę móc cię oglądać- powiedziałem łapiąc ją za podbródek, tak, aby na mnie spojrzała. 
-Zawstydzasz mnie, kiedy tak na mnie patrzysz- wyznała cicho.
-Po prosty nie mogę oderwać od ciebie oczu- wyjaśniłem łapiąc ją za rękę i prowadząc w stronę samochodu. Otworzyłem przed nią drzwi i pomogłem wejść do środka, okrążyłem auto i odpalając silnik ruszyliśmy w drogę. Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu. Wysiadłem i pomogłem zrobić to samo dziewczynie. Już z daleka widziałem chłopaków stojących obok auta.
-No nareszcie jesteście- zniecierpliwił się Matt.- Co tak długo?
-Może coś ważnego zajęło im tyle czasu- zaśmiał się Will.
-Pięknie wyglądasz Kelsey- powiedział uśmiechnięty Alex przytulając dziewczynę. Chyba są ze sobą blisko, nie żebym był zazdrosny.
-Dziękuję- powiedziała nieśmiało.- Ash- zwróciła się do brata.- Chciałam ci bardzo podziękować- powiedziała rzucając mu się na szyję.
-Mała, przecież wiesz, że cię kocham, nie pozwoliłbym znowu cię wywieść.- wyjaśnił.
-O co chodzi?- zapytał niepoinformowany Chaz.
-Kelsey będzie ze mną mieszkać przez kilka miesięcy.
-Dlaczego? Coś się stało?- zapytał Alex patrząc opiekuńczo na dziewczynę.
-Moja mama dostała ofertę pracy, która wiąże się z wyjazdem, nie chcę jechać, a ona zaproponowała, żebym została u Asha- powiedziała uśmiechnięta.
-Łoł, to świetnie, że nie wyjeżdżasz, lubię cię i strasznie bym tęsknił!- krzyknął Chaz biorąc dziewczynę w ramiona i kręcąc się razem z nią.
-Też cię lubię Chaz- powiedziała zanosząc się śmiechem.
-No to co? Idziemy?- zapytałem.
-Tak, chodźmy- powiedział Matt. Do klubu oczywiście weszliśmy bez kolejki, warto mieć wtyki.

                                                                       ***

 Kelsey POV:
              Weszliśmy do klubu, panował tam straszny tłok, poczułam jak Jason łapie mnie za rękę, żebym się nie zgubiła, od razu poczułam jak czerwień wkrada się na moje policzki, to był bardzo miły gest. W końcu dotarliśmy do loży dla VIP'ów.

-Czego się napijesz?- szepnął do mnie chłopak, a jego miętowy oddech owiał moją szyję.
-Czegoś słabszego- odpowiedziałam tak, żeby mnie usłyszał.
-Jesteś pewna? Mają tu świetne drinki- zachęcał mnie.
-Ok, cokolwiek- powiedziałam uśmiechając się , co ten szybko odwzajemnił. Skinął głową w stronę pięknej kelnerki. Była ona blondynką, z pięknymi zielonymi oczami i dużym biustem, który eksponowała.
-Co podać?- zapytała taksując Jasona wzrokiem. Wiedziałam, że najchętniej rzuciłaby się na chłopaka. 
-Poproszę Cuba Libre, dwa razy.- powiedział chłopak, ku mojemu zdziwieni wcale nie był zainteresowany hojnie obdarzoną przez naturę kelnerką. Cały czas patrzył na mnie.
-Zaraz podam- odparła wyraźnie zirytowana jego brakiem zainteresowania blondyna. Odeszła od naszego stolika prowokacyjnie kręcąc biodrami. Przewróciłam oczami na jej zachowanie.
-Chyba nie będziecie tak siedzieć!- krzyknął w naszą stronę Will.- Ruszamy na parkiet- powiedział ciągnąc za sobą mnie i Jasona. Chłopak najpierw zirytowany wywrócił oczami, jednak potem uśmiechnął się do mnie i wystawił rękę w moją stronę. Od razu ją złapałam, chłopak przyciągnął mnie do siebie i zaczęliśmy szaleć na parkiecie. Nie tańczyliśmy jednak tak, jak inne pary, które ocierały się o siebie nawzajem, byliśmy bardziej spokojni.

                                                                         ***

              Po godzinie ciągłego tańca z każdym z chłopaków, bo jak twierdzili "muszą mnie wypróbować", byłam strasznie zmęczona, więc postanowiłam ich na chwilę zostawić i wrócić do stolika. Usiadłam i dokończyłam swojego drinka. Poczułam wibrację oznaczającą, że ktoś próbuje się ze mną telefonicznie skontaktować, wiedziałam, że tu nic bym nie usłyszała, więc postanowiłam wyjść na zewnątrz. Przedzierałam się przez ludzi, a gdy w końcu dotarłam do tylnych drzwi zobaczyłam, że osoba, która chciała się do mnie dodzwonić miała zastrzeżony numer. Przeciągnęłam palcem po ekranie i przystawiłam telefon do ucha.
-Halo?- nic, głucha cisza.-Halo?- spróbowałam jeszcze raz. Nadal nic, więc postanowiłam się rozłączyć.
-Witaj piękna- usłyszałam za sobą głos, który przyprawiał mnie o ciarki...

                                                                          ###

Dzień dobry, oto kolejny rozdział, jest trochę nudnawy, ale mam nadzieję, że to was nie zniechęci. Co myślicie o tym, żeby rozdziały były dodawane w zależności od ilości komentarzy? Oznacza to, że pewnie byłyby dodawane trochę rzadziej, ale to zależy od was.  Proszę piszcie co myślicie o rozdziale. Kiedy chcecie następny?  Miłego popołudnia =) 
Gdyby ktoś chciał się zemną skontaktować, to zapraszam =)  aleksandra8755@gmail.com
Jeżeli chcecie, to nowy rozdział mógłby się pojawić jeszcze dzisiaj wieczorem 

4 komentarze:

  1. Hmm kiedy chcemy następny najlepiej jak najszybciej
    Rozdział nie jest nudny tylko tobie się tak wydaje xd
    Propo komentarzy może być może wreszcie inni też zaczną komentować choć widać postępy przy wcześniejszym
    Trampka <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ps jesteś zabista dodając tak szybko rozdziały ^^
    Trampka <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże dziewczyno nie nadążam za Tobą rozdział super
    Nie mogę się doczekać next
    Mrysiaaa

    OdpowiedzUsuń
  4. Zajebiste
    Oczywiście że chcemy dzisiaj next
    Juska

    OdpowiedzUsuń