sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział 8- Ból jest jedyną rzeczą, jaka wita mnie codziennie zaraz po otwarciu oczu

                    "Jesteśmy tylko ludźmi. Potrafimy kochać, wściekać się, niszczyć, budować, czuć... Upadamy, mieszamy się z błotem, wstajemy, otrzepujemy się z pyłu. I idziemy dalej, bo przecież to tylko nam pozostaje.
Człowiek jako istota nigdy nie stanie się bogiem. Nigdy też nie upadnie do piekieł. Cóż... Może źle uformowałem pierwsze zdanie.
Jesteśmy aż ludźmi."


Kelsey POV:
                     Odwróciłam się w stronę z której dobiegał głos. Przede mną stał wysoki chłopak z czarnymi włosami i zielonymi oczami, ubrany był w czarną bluzkę z kieszonką z prawej strony, która opinała się na jego mięśniach i ciemne jeansy trzymające się na jego biodrach, na jego twarzy widniał łobuzerski uśmiech. Wyglądał na jakieś 19- 20 lat. Gdyby nie to, że jestem na tyłach klubu, wszędzie jest pełno kartonów i innych śmieci i ani jednej osoby, która mogłaby mi pomóc to stwierdziłabym, że jest niesamowicie przystojny. Ale nie tak przystojny jak Jason. Przemknęło przez moje myśli.

-Przepraszam, chciałam tylko zadzwonić- powiedziałam próbując udawać niewzruszoną. Zaczęłam kierować się w stronę drzwi prowadzących do klubu, gdy chłopak zagrodził mi drogę.
-Hej, gdzie się tak spieszysz?- zapytał obejmując mnie w pasie.- Pogadajmy chwilę.
-Wiesz w środku czeka na mnie kolega, pewnie się martwi- powiedziałam starając się uwolnić z jego uścisku.
-Mówisz o Jasonie?- bardziej stwierdził niż zapytał. Skąd on do cholery go zna? A raczej skąd wie, że ja znam Jasona?- Znając go, właśnie zarywa do jakiejś laski, chociaż muszę przyznać, że naprawdę mu na tobie zależy- zaśmiał się pogardliwie.- Strasznie się zezłościł kiedy mój szaf zaproponował mu, że bliżej się z tobą pozna.
-Co? Czego ty ode mnie chcesz?- zaczynałam panikować. Nie chciałam wierzyć, że nikt nie zauważył mojego zniknięcia.
-Od ciebie? Nic, mój szef chcę zemsty na Jasonie, a ty mu w tym pomożesz.
-Ja go ledwo znam, nie jesteśmy razem- wyjaśniłam.
-Może i nie ale zależy wam na sobie, a jemu zależy na tym, żeby Jason cierpiał- powiedział dotykając mojego policzka.- Wiesz, piękna, szkoda by było oszpecać taką twarzyczkę- dodał sunąc ustami wzdłuż mojej szyi.
-Proszę, daj mi spokój...- łzy zaczęły gromadzić się w moich oczach po mimo tego, że próbowałam być silna. Jego ręce zaczęły sunąć pod moją sukienką w stronę mojego tyłka, zostawiał na mojej szyi pocałunki kierując się w stronę moich ust. Jego dotyk wywoływał u mnie obrzydzenie.
-Skarbie, z bliska jesteś jeszcze piękniejsza..- wymruczał. Obserwował mnie?- Trudno mi się przy tobie powstrzymywać- to było okropne. Jednak korzystając z chwili nieuwagi zmobilizowałam się i kopnęłam go między nogami. Ręce chłopaka z mojej pupy powędrowały do jego przyrodzenia, nie tracąc czasu puściłam się biegiem do drzwi. Kiedy już tylko 1 metr dzielił mnie od nich poczułam, że ktoś łapie mnie za ramię, odbiłam się od silnej klatki piersiowej chłopaka.
-Ty głupia suko, co to miało być?- krzyczał zły, wiedziałam, że mam przechlapane. Chłopak zamachnął się i z całej siły spoliczkował mnie, po mimo niemiłosiernego bólu nie chciałam płakać.- Nie musiałem tego robić, ale mnie zmusiłaś. Trzeba przyznać, że jesteś gorąca- uśmiechnął się szelmowsko, podniósł moją głowę za brodę.- A teraz słuchaj, przekaż Jasonowi, że Jack chce aby do niego przyłączył, rozumiesz?- zapytał poważnie, ja nie ufałam swojemu głosowi, więc jedynie pokiwałam twierdząco głową.- Dobrze złotko, mam nadzieję, że wkrótce się zobaczymy.- mrugnął do mnie, po czym zaczął odchodzić zostawiając mnie samą.
                    Moje nogi były jak z waty, w pewnym momencie upadłam, ręką sięgnęłam do swojej wargi, leciała mi krew. Wiedziałam, że na pewno nie obędzie się bez podbitego oka i opuchniętej warki. Jak ja to wytłumaczę mamie? Jednak teraz najważniejsze było znalezienie chłopaków. Powoli podniosłam się z ziemi i otrzepałam sukienkę. Nie obchodziło mnie to, że mam czerwone i podpuchnięte od płaczu oczy, miałam gdzieś to, że z mojej wargi sączy się krew, a oko zaczyna nabierać fioletowej barwy, nie przejmowałam się pozdzieranymi kolanami, chciałam tylko, żeby ktoś odwiózł mnie do domu.

                     Otworzyłam drzwi i znów znalazłam się w klubie. Będąc na sali szukałam wzrokiem któregokolwiek z chłopaków, w oczy rzucił mi się Alex, który chodził między tańczącymi parami i rozglądał się na wszystkie strony. Jednak mnie szukali. Wyglądał na strasznie zmartwionego. Natychmiast skierowałam się w jego stronę, chcę, żeby mnie przytulił i uspokoił.

-Kelsey? Wszyscy cię szukali, gdzie ty byłaś?- krzyknął chłopak, gdy tylko mnie zobaczył.- Co się stało?- doskoczył do mnie i zaczął błądzić palcami po mojej twarzy.- Kelsey, kto ci to zrobił?- zapytał strasznie poważnym tonem, był zły.
-Alex, ja chcę już być w domu- powiedziałam żałośnie wtulając się w niego.
-Już tam jedziemy mała, poszukajmy tylko reszty, ok?- zapytał odsuwając mnie od siebie. Pokiwałam jedynie głową i objęłam go w pasie chowając twarz we włosach, musiałam wyglądać okropnie.
-Chłopaki, znalazłem ją- powiedział Alex, tak aby przekrzyczeć muzykę.
-Do jasnej cholery Kelsey, gdzie ty byłaś?!- zaczął wydzierać się Ashton- Co jej jest? Chyba nie jest pijana?- zapytał.
-Nie, ale nie chce powiedzieć co się stało- odpowiedział chłopak, w którego się wtulałam.-Mała, pokarz im- powiedział pomagając mi odgarnąć włosy. Kiedy już to zrobiłam spostrzegłam, że Will, Matt, Chaz, Luke, Ash i Jason wpatrują się we mnie z nie dowierzaniem.
-Kto to do cholery zrobił?- krzyknął Jason podchodząc bliżej. Jego mięśnie były napięte, zaciskał gniewnie pięści, a w jego oczach znów zapanowała furia.
-Nie jest na siłach, żeby o tym mówić, ledwo sama stoi. Jedzmy do domu, tam porozmawiamy- zdecydował Alex kierując się do wyjścia. Widząc, że po paru krokach nie daję już rady zatrzymał się i wziął mnie na ręce, za co byłam mu strasznie wdzięczna. Nie miałam siły podnieść nogi, były jak z waty, a szpilki nie poprawiały mojej sytuacji. Wszyscy wsiedli do aut, jechaliśmy razem z Jasonem, który kierował, moim bratem i Willem. Myślałam, że będą na mnie źli, że zepsułam im sobotni wieczór, ale oni po prostu uśmiechali się pokrzepiająco.

                                                                         ***

                           Podróż minęła szybko, byliśmy pod domem Jasona, Alex ponownie wziął mnie na ręce i udał się ze mną do salonu sadzając mnie na jednej z kanap.

-Ok, teraz powiedz co się dokładnie stało- polecił Luke.
-Zadzwonił do mnie telefon- zaczęłam.- Więc postanowiłam wyjść na zewnątrz, aby odebrać, okazało się, że to numer zastrzeżony, jednak nikt nic nie mówił, po drugiej stronie telefonu panowała cisza. Wtedy pojawił się jakiś chłopak...
-Jak wyglądał?- przerwał Ashton.
-Czarne włosy, zielone oczy, wysoki- wyliczałam.
-Heat.- powiedział Jason.
-Co było dalej?- zapytał Chaz siadając obok mnie i łapiąc mnie za rękę okazując tym samym wsparcie.
-Wiedział, że przyszłam tu z wami, powiedział, że już wcześniej mnie obserwował, zaczęłam się wyrywać, kopnęłam go i zdenerwował się, uderzył mnie i powiedział, abym przekazał wiadomość.- odważyłam się podnieść głowę i na nich spojrzeć, czekali co było później.- Powiedział, że mam przekazać Jasonowi, że Jack chce, abyś do niego dołączył.- powiedziałam i przeniosłam wzrok na chłopaka, który opierał się o kanapę.
-Jesteś pewna, że tak powiedział?- zapytał Will.
-Tak.- powiedziałam lakonicznie.
-Ok, nie wrócisz dzisiaj do domu, zostaniesz tutaj, zadzwonię do mamy, pewnie i tak jest jeszcze w pracy.- zaproponował Ash.- Jason, zgadzasz się, prawda?- popatrzyłam wyczekująco na chłopaka.
-Jasne.- JASNE, tylko tyle. Chciałam zapytać, czy jest na mnie zły, ale byłam zbyt zmęczona, aby się tym przejmować. Matt zaprowadził mnie do pokoju, powiedział, że mogę się umyć i przyniósł mi ciuch oraz lód, chwilę ze mną posiedział, po czym życząc mi dobrej nocy wyszedł zostawiając mnie samą ze swoimi myślami.
           
                                                                       ***

Jason POV:
                       Chodziłem wkurwiony po pokoju, nie to za mało powiedziane, gdyby nie to, że wiedziałem, że Kelsey jest na górze to chyba rozpierdoliłbym cały ten dom.

-Zabije go, kurwa jak on śmiał ją dotkną? W ogóle, co to za głupia wiadomość?
-Uspokój się Jason- skarcił mnie Ashton.
-I kto to mówi jesteś jej bratem do cholery, powinieneś coś zrobić!- krzyczałem, chociaż wiedziałem, że też się o nią martwi.
-Dobrze wiesz, że gdybym mógł, to bym coś zrobił, ale teraz najważniejsze jest to, żeby Kelsey była bezpieczna. Poza tym strasznie się o nią martwisz.- powiedział zgryźliwie.
-Zdążyliśmy się zaprzyjaźnić- rzuciłem sarkastycznie.
-Tylko spróbuj ją skrzywdzić- powiedział chłopak wstając.
-Daj spokój Ashton, jestem wściekły, więc lepiej mnie nie prowokuj.- dodałem groźnie. Kiedy jestem zły nie panuję nad sobą, jestem zdolny do wszystkiego.
-Uspokójcie się chłopaki!- krzyknął Luke- To nie jest teraz ważne. Trzeba się pozbyć Jacka, zagraża nie tylko Kelsey ale i nam wszystkim.
-Masz rację, potrzebujemy planu.- wtrąciłem, w końcu jestem szefem.- Musimy działaś rozważnie, na pewno na nas czeka, wie, że czegoś takiego nie puścimy mu płazem.- chłopaki pokiwali twierdząco głowami.- Musimy zebrać The Kings i zacząć obserwować go, już teraz.
-Racja, pełna mobilizacja- skwitował Chaz.- Jutro powiadomię resztę.
-Ok, teraz powinniście się przespać- rzuciłem, zauważyłem jak kiwają potakująco głowami i idą na górę.
-Jasne, ale posłuchaj też czasem własnych rad.- uśmiechnął się Matt.
-Jason, nie zadręczaj się, to niebyła twoja wina. To mogło zdarzyć się każdemu.- powiedział Luke klepiąc mnie po plecach. Zawsze jest opanowany. Ale tym razem nie miał racji, powinienem był tam być, chronić ją, a ona była sama.

                                                                     ***
                 
Kelsey POV:
                      Leżałam w łóżku, w ciuchach, które tak pięknie pachniały Jasonem. Rozmyślałam na temat mojego życia. Wiecie, co? Mam strasznego pecha, kiedyś myślałam, że to ślepy los rzuca kłody pod moje nogi, ale teraz widzę, że problem leży we mnie. Jest jak mój cień, zawsze ze mną. Nie chcę robić z siebie męczennicy, ale każdy czasem przeżywa swoje prywatne załamanie. To dziwny rodzaj bólu, którego nikt nie zrozumie. Pojawia się co jakiś czas, jest jedyny w swoim rodzaju, niemożna go wyrazić łzami, to coś głębszego i trudniejszego. To jak z chorobą lokomocyjną. Czujesz się źle i chcesz sobie ulżyć, ale twój żołądek jest pusty. Nie możesz się pozbyć tego uczucia. I nagle wszystko się zmienia, wszystko wygląda inaczej, codzienne sprawy stają się jeszcze bardziej przyziemne, zaczynasz zastanawiać się kim naprawdę jesteś, widzisz wokół siebie wiele sztucznych twarzy, chcesz odejść i wtedy już tylko grawitacja trzyma cię na ziemi. 

                     Usłyszałam pukanie do drzwi, lecz byłam zbyt pochłonięta myślami, żeby odpowiedzieć.

                                                                    ***

Jason POV:
                    Zapukałem cicho do drzwi, jednak nie otrzymałem żadnej odpowiedzi, więc postanowiłem wejść, aby sprawdzić czy wszystko z nią w porządku.

-Kelsey? Mogę?- zapytałem, gdyż nie byłem pewny czy chce mnie widzieć.
-Tak, wejdź- odpowiedziała cicho po jakimś czasie.
-Jak się czujesz?- zapytałem siadając na łóżku.
-Lepiej, dziękuję.
-Chciałem cię przeprosić, to moja wina...- zacząłem ale dziewczyna natychmiast mi przerwała.
-Niemów tak, nie masz wpływu na to co robią inni, gdybyś wiedział, to byś mi pomógł, ale nikt nie mógł tego zrobić.- wyjaśniła cicho.
-Mam nadzieję, że niedługo odpowie za to co zrobił.
-Nierób żadnych głupot- poprosiła- Chciałabym wszystko wiedzieć- dodało po jakimś czasie.
-Co masz na myśli?- zapytałem marszcząc brwi.
-O gangu i całej tej sprawie- dodała bawiąc się palcami.
-Kelsey...- chciałem powiedzieć, że nie chcę jej narażać.
-Jason i tak już w tym jestem.- miała rację, należą jej się wyjaśnienia.
-Jutro o tym porozmawiamy- zdecydowałem wstając.
-Jason- zatrzymał mnie jej głos.
-Tak?
-Mógłbyś... mógłbyś zostać dziś ze mną? Proszę?- zapytała niepewnie.
-Tak piękna, zostanę- widziałem jak się odprężyła. Leżała na łóżku w moich ubraniach, czekając aż ktoś ją pocieszy, była taka słodka.
                   Kiedy znalazła sobie wygodną pozycję ściągnąłem spodnie i bluzkę, widziałem, jak się zawstydziła. Położyłem się obok niej, nie wiedziałem, czy chciałaby, abym ją przytulił. Po dzisiejszych wydarzeniach mogłaby się tego przestraszyć, ale ku mojemu zdziwieniu to ona się do mnie przytuliła kładąc swoją głowę na moim torsie. Objąłem ją przyciągając jeszcze bliżej.

                   Jej ciało było przyciśnięte do mojego, jej głowa na mojej klatce, czułem piękny zapach jej włosów. Zasypiając słyszałem rytmiczne bicie jej serca, dzięki czemu nie bałem się, że coś jej grozi. To tak jakbym w swoich ramionach trzymał cały wszechświat. W tym momencie czułem, jakby naprawdę była moja.
     
                                                                   ###

Hej, jak obiecałam rozdział dodałam jeszcze dzisiaj. Następny pojawi się wtedy, kiedy liczba komentarzy pod tym rozdziałem osiągnie 5 =) miłego czytania =)

6 komentarzy:

  1. Wow słodki koniec :-*
    Mrysiaaa

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojj cudowny ^^
    Kocham Czekam na next
    Trampka <3

    OdpowiedzUsuń
  3. świetny czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  4. Boże aż brak słów
    I jeszcze tak szybko dodajesz mega
    Michasia ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Powiem tylko tyle ZAJEBISTY
    Czekam na next z niecierpliwością

    OdpowiedzUsuń