niedziela, 7 grudnia 2014

Rozdział 9- Boję się, że cię stracę

Miłość? To takie ludzkie, dlatego kocham. Z każdym dniem, każdą godziną, mijającą sekundą coraz mocniej. Brakuje mi tchu, palący ból zabija mnie od środka, ale wszyscy kochamy. Dlaczego? Bo to takie ludzkie.

Kelsey POV:
                         Obudził mnie przyjemny powiew wiatru i uczucie słońca na mojej twarzy, nie chciałam jeszcze wstawać. Słyszałam ciche pochrapywanie tuż nad moją głową. Jason. Chłopak obejmował mnie w pasie wtulając się w moje plecy, podniosłam lekko głowę, wyglądał tak idealnie, jego ciemne włosy były w kompletnym nieładzie, widok jego nagiej klatki piersiowej przyprawiał mnie o dreszcze. Jest taki idealny.

-Czuję jak się na mnie patrzysz- powiedział uśmiechając się.
-Nie patrzę- zaprzeczyłam.- Przepraszam, że cię obudziłam- dodałam odwracając się do niego przodem.
-Nic nie szkodzi, lubię takie pobudki- powiedział obdarzając mnie najpiękniejszym uśmiechem jaki kiedykolwiek widziałam.
-Dziękuję, że ze mną zostałeś, wczoraj nie chciałam być sama- wyjaśniłam.
-Wiem skarbie- odgarnął zabłąkane kosmyki włosów z mojej twarzy.- Bardzo cię boli?- zapytał obserwując moją twarz. Odruchowo dotknęłam ręką policzka. Auć.
-Nie, jest ok- skłamałam.
-Powinniśmy już zejść na dół, dochodzi 11- stwierdził patrząc na zegarek leżący na komodzie.
-11? Naprawdę? Przespaliśmy tyle godzin?- zapytałam wstając, chłopak poszedł w moje ślady.
-Dobrze, że odpoczęłaś, potrzebowałaś tego- stwierdził.
-Masz rację.
-Idę się przebrać, jeżeli chcesz to możesz wziąć prysznic, a ja przyniosę ci jakieś ciuchy, ok?- zapytał.
-Jasne, dziękuję- posłałam mu uśmiech, który od razu odwzajemnił.
-Ok, widzimy się na dole, jak tylko obudzę chłopaków- powiedział wychodząc z pokoju.

                                                                       ***

                        Po skończonym prysznicu niepewnie otworzyłam drzwi łazienki, upewniając się, że w pokoju nikogo niema powędrowałam w poszukiwaniu ciuchów. Jason rzeczywiście zostawił je dla mnie, leżały na łóżku, nietrudno było się domyślić, że należały do niego. Były na mnie o wiele za duże, ale jak się niema co się lubi... Przeczesałam swoje włosy ręką schodząc na dół, nikogo tam nie było, więc stwierdziłam, że chłopak nie zdążył obudzić reszty. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak bardzo głodna jestem, nie jadłam nic od wczorajszego obiadu. Postanowiłam zrobić naleśniki, tak, aby wszyscy mogli się najeść. Nie odpowiadało mi to, że muszę grzebać w szafkach, ale mam nadzieję, że nie będą mi mieli tego za złe. Wyciągnęłam wszystkie składniki i zabrałam się za przygotowywanie ciasta.
                       Czym my właściwie jesteśmy? Ja i Jason. Całowaliśmy się, spaliśmy w jednym łóżku, bardzo go lubię i wydaje mi się, że on mnie też, inaczej nie został by ze mną. Przy nim czuję się tak... inaczej, jest ciepło, bezpiecznie i miło. Czy go kocham? Nie wiem. Ale może on tak tego nie odbiera? Nie chcę sugerować się plotkami, ale cała szkoła mówi o tym, że sypia z wieloma dziewczynami, wszyscy go znają. Obiecał mi rozmowę, obiecał, że dzisiaj wszystko mi wyjaśni, a ja nie zamierzam odpuścić.
                       Usłyszałam śmiechy chłopaków akurat kiedy ściągnęłam z patelni ostatniego naleśnika. Wyszło mi ich całe cztery talerze, które teraz piętrzyły się na stlę, w lodówce znalazłam różne dżemy, a nawet Nutellę. Wszystko czekało na stole. Zapach roznosił się po całej kuchni.

-Co tak pięknie pachnie?- krzyknął uśmiechnięty Matt wchodząc do kuchni. Był najmłodszy z całej grupy, zawsze ma mnóstwo pozytywnej energii, w jego towarzystwie niemożna się smucić.
-No nie wieże, zrobiłaś naleśniki- stwierdził z uznaniem Alex. Poczułam, że się rumienię, co bezskutecznie próbowałam ukryć. Wszyscy chłopacy stali w progu kuchni nie dowierzając własnym oczom.
-No tak, pozwoliłam sobie skorzystać z waszej kuchni, mam nadzieję, że nie jesteście na mnie źli- powiedziałam czując ogromne zakłopotanie. Chłopcy podeszli bliżej siadają przy stole.
-Żartujesz? Dawno nie jadłem takich domowych naleśników!- wykrzyknął uradowany Luke.
-Cieszę się- uśmiechnęłam się dosiadając się do nich. Każdy z nich zabrał się za ładowanie swojego talerza.
-Boże, jakie pyszne- stwierdził Will z rozmarzoną miną, wywołując uśmiech na mojej twarzy.
-Kelsey- powiedział Chaz podchodząc do mnie.- Mam jedno pytanie... Wyjdziesz za mnie i będziesz mi robić naleśniki do końca mojego życia?- zapytał na co wszyscy, łącznie ze mną wybuchnęli śmiechem, jedynie Jason wydawał się niezadowolony z obrotu sytuacji.
-Gdzie jest Ashton?- zapytałam po chwili ciszy.
-Musiał wczoraj wracać do domu- wyjaśnił Matt z pełną buzią.
-Oh, ok.- powiedziałam. Zaczęłam zbierać talerze widząc, że wszyscy się już najedli.
-Daj spokój mała- powiedział Alex zabierając mi naczynia.- Ty zrobiłaś śniadanie, to my chociaż posprzątamy- stwierdził sadzając mnie z powrotem na krześle.
-Tak, o nic się nie martw- dodał Luke.
-Podobno twoja mama wyjeżdża już jutro- zagadnął Jason.
-Tak, dzisiaj muszę się z nią pożegnać i przeprowadzić do Ashtona, dlatego zdziwiłam się, że go tu niema- wyjaśniłam.
-Zawiozę cię- odparł chłopak.
-Naprawdę? To nie będzie problem?- zapytałam.
-Jaki problem, nawet nie żartuj.- uśmiechnął się ukazując swoje idealne zęby.
-Właśnie, Jason, byłem wczoraj u ciebie w pokoju, bo zobaczyłem, że drzwi są otwarte, byłem zdziwiony, że cię w nim nie zastałem.- powiedział Chaz mrużąc oczy. Natychmiast oblałam się rumieńcem, zapewne wyglądałam jak ofiara solarium.
-Tak, byłem się przejść- odpowiedział chłopak drapiąc się niezręcznie w szyję.
-Jasne, przejść się do pokoju Kelsey- wybuchnął śmiechem Matt, a razem z nim pozostali.
-Ok, chyba powinniśmy się zbierać- powiedziałam cicho wstając od stołu.
-Dobry pomysł- stwierdził chłopak.

                                                                          ***

                             Droga do mojego domu minęła nam w bardzo miłej atmosferze, Jason jest świetnym chłopakiem, jego jedyną wadą jest brak panowania nad gniewem. Kiedy już dotarliśmy do domu zapoznałam z nim moją mamę, zaproponowała nam kawę, na którą chętnie się zgodziliśmy. Później przyszedł czas na pożegnanie, bardzo będę za nią tęsknić, kocham ją, oprócz Asha i jej nie mam nikogo innego.

-To już ostatnia- stwierdziłam podając Jasonowi torbę, chłopak uparł się, że nie będę czekać na Ashtona, tylko sam zawiezie mnie do niego.
-Ok, możemy jechać- powiedział otwierając mi drzwi, za co podziękowałam mu uśmiechem.- Widać, że jesteście ze sobą bardzo zżyte- skomentował chłopak.
-Tak, ona i Ashton są moją jedyną rodziną, wiem, że zawsze mogę na nich polegać- wyjaśniłam.
-Wiesz co z twoim ojcem?- zapytał odwracając wzrok od drogi. Zapewne wie od mojego brata, że nasz ojciec znęcał się nad nami.
-Nie chcę go znać- stwierdziłam bawiąc się niezręcznie palcami. Boli mnie to co nam zrobił i nie potrafiłabym mu tego wybaczyć.- Posunął się za daleko.
-Przykro mi.- powiedział brunet łapiąc mnie za rękę.- Na mnie też możesz liczyć.- dodał ponownie skupiając się na drodze.
-Dziękuję. Jason?- zapytałam po chwili ciszy. Chłopak kiwnął głową dając znak, że mnie słucha.-Kiedy wyjaśnisz mi całą tę sprawę z gangiem i tym chłopakiem z klubu?- zapytałam niepewnie, nie chcę go zdenerwować.
-Kelsey..- westchnął ciężko.- Nie odpuścisz, prawda?- zapytał patrząc w moją stronę.
-Nie.- odparłam uśmiechnięta.
-Ok, spotkajmy się jutro, po szkole w kawiarni przy parku, wtedy będziesz mogła mnie pytać o co zechcesz, może być?- zaproponował unosząc brwi.
-Jasne.- nareszcie dowiem się prawdy.
                           Dojechaliśmy pod dom mojego brata, który czekał już na nas na podjeździe. Po wypakowaniu wszystkich toreb zaproponowałam Jasonowi, żeby został z nami na kolację, po namowach zgodził się. Zrobiłam szybko sałatkę, kilka tostów, oraz zapiekankę.
-Ashton, rusz się leniu i mi pomóż!- krzyknęłam do chłopaka siedzącego w ogrodzie.
-Idę, idę, nie musisz tak krzyczeć- powiedział naburmuszony. Za nim wszedł Jason, który również zaoferował mi pomoc. Tak minęło nam wspaniałe popołudnie, pełne śmiechu i rodzinnej atmosfery.

                                                                              ***

                          Obudził mnie głośny dźwięk budzika, który z sekundy na sekundę stawał się coraz bardziej irytujący. Przeklęłam w myślach, dzisiaj poniedziałek, nie, proszę, chcę jeszcze spać.
-Kelsey, wstawaj, bo się spóźnisz- krzyczał z dołu Ashton.
-No przecież wstaję.
                          Leniwie podreptałam do łazienki w celu wzięcia zimnego prysznica. Kiedy już dokładnie umyłam całe swoje ciało zajęłam się układaniem włosów, widząc jednak, że nie chcą ze mną współpracować postanowiłam spiąć je w wysokiego kucyka. Ubrałam na siebie niebieską, koronkową sukienkę z beżowym paskiem w talii, na to kurtka w kolorze paska, oraz krótkie botki. Wyglądałam nieźle. Biorąc do ręki plecak zeszłam na dół, chwyciłam z blatu jabłko.

-Może byś coś zjadła- powiedział Ash siadając przy stole w kuchni.
-Zjem w szkole.
-Masz kasę na lunch?- zapytał
-Tak braciszku- powiedziałam całując go w policzek.- Do zobaczenia.
-Miłego dnia mała.- usłyszałam zanim zamknęłam drzwi.

                                                                             ***

                         Stałam właśnie obok mojej szafki wyciągając z niej rzeczy potrzebne na następną lekcję.

-Cholera Kelsey, tu jesteś- podskoczyłam na dźwięk głosu Alexa.- Gdzie ty byłaś? Byłem po ciebie rano, ale Ashton powiedział, że już wyszłaś.- wyjaśnił z pretensjami.
-Przecież mogę sama chodzić do szkoły- powiedziałam robiąc minę naburmuszonego dziecka.
-Ale nie musisz, mam nadzieję, że jutro mi nie uciekniesz- powiedział obejmując mnie ramieniem i prowadząc w stronę klasy.
-Skoro tak ci na tym zależy- poddałam się.
-Tak, zależy, wpadnę po ciebie jutro. Do zobaczenia później.
-Pa.- powiedziałam idą w stronę klasy, gdyż za chwilę miał być dzwonek. Nie rozumiałam, dlaczego wszyscy tak dziwnie na nas patrzyli, ale odpowiedz miałam poznać już dzisiaj.

                                                                            ***
                       Opuściłam właśnie mury szkoły i zaczęłam się kierować w stronę parku, gdy nagle usłyszałam jak ktoś krzyczy moje imię. Odwróciłam się za siebie i dostrzegłam Caluma.

-Hej, Kelsey- powiedział chłopak doganiając mnie.
-Hej- uśmiechnęłam się przyjacielsko.
-Może tym razem uda nam się umówić na kawę i nikt nam nie przerwie?- zapytał unosząc jedną brew.         -Może tak- odparłam zakładając zabłąkany kosmyk włosów za ucho.- Przepraszam za zachowanie Alexa, jest bardzo opiekuńczy. Jest moim dobrym przyjacielem, więc to chyba normalne.- wyjaśniłam.
-Więc to nie twój chłopak?- zapytał uśmiechnięty Calum.
-Nie, to przyjaciel- odpowiedziałam.
-Więc może będziesz miała ochotę się ze mną umówić?- zapytał z błyskiem w oku.
-Calum, ja nie jestem gotowa na..- zaczęłam, lubiłam go, był miły, ale nie był to ten sposób w jaki lubiłam Jasona.
-Spokojnie, możemy się gdzieś wybrać jako przyjaciele.- powiedział nie tracąc zapału.
-Bardzo chętnie, ale teraz muszę już iść, jestem umówiona.- powiedziałam mając na widoku kawiarnię. Przyznam, że nie chciałam, aby Jason nas zobaczył, wpadłby w niepotrzebną furię i nie wiadomo jak by to się skończyło.
-Ok, do jutra.- powiedział chłopka obejmując mnie i całując w policzek. Wtedy moje oczy spotkały wzrok Jasona, mam przechlapane....

                                                                           ###

Hej, co słychać? Rozdział został dodany już dzisiaj, tak jak się umawialiśmy. Nie ma w nim dużo akcji, ale uważam, że jest słodki. A wy co o nim sądzicie? =)
CZYTAM=KOMENTUJĘ 
Kolejny rozdział pojawi się, kiedy liczba komentarzy osiągnie przynajmniej 5 =)

6 komentarzy:

  1. Aww jaki słodki ja chcę już następny
    Kocham
    Trampka <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak piersza
      Mam nadzieję że Jason się za bardzo nie wkurzy...
      Trampka

      Usuń
  2. Boże kocham to!
    Michasia

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże nie mogę się doczekać nexta to jest świetne
    Juska ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. świetny. jestem ciekawa jak zareaguje Jason. czekam next

    OdpowiedzUsuń
  5. KOCHAM tw ff <3 Kiedy nn ?

    OdpowiedzUsuń